- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Korona - Legia 0-1: Kamień z serca
W przyszłą niedzielę Legię czeka mecz o mistrzostwo Polski. W meczu przedostatniej kolejki sezonu nasza drużyna z niemałym trudem pokonała w Kielcach Koronę 1:0. Gola na wagę zwycięstwa zdobył Dominik Nagy.
W Legii zawieszonego za żółte kartki Artura Jędrzejczyka zastąpił Łukasz Broź. W środku pola pojawił się Michał Kopczyński. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Kopczyński, Moulin – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Nagy – Radović. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Borjan – Rymaniak, Kwiecień, Grzelak, Kallaste – Żubrowski, Możdżeń – Kiełb, Aankour, Palanca – Górski.
Legia zaczęła nerwowo. W 7. minucie po dośrodkowaniu Rymaniaka i interwencji Malarza przed szansą stanął Palanca, ale w trudnej sytuacji nie trafił dobrze w piłkę. Kilka minut później Palanca znów miał okazję. Jego strzał zablokował Pazdan i piłka wyszła na rzut rożny. Po nim piłkę do bramki skierował Kwiecień, ale sędzia Przybył odgwizdał faul obrońcy Korony. Nasza drużyna nie umiała przejąć inicjatywy. Niepewną postawę Legii ilustrowała sytuacja z 10. minuty, kiedy zdenerwowany Broź zobaczył żółtą kartkę za kopnięcie rywala bez piłki.
Legia potrzebowała nieco ponad kwadransa na opanowanie sytuacji. W 22. minucie nasza drużyna powinna objąć prowadzenie. Po stałym fragmencie gry Korony Legia wyprowadziła kontrę, Radović wystawił piłkę Moulinowi, ale Francuz trafił w wychodzącego z bramki Borjana. Chwilę później po indywidualnej akcji Odjidja-Ofoe przeniósł piłkę nad bramką. W 24. minucie po podaniu Odjidji-Ofoe sam przed Borjanem znalazł się Nagy, ale bramkarz gospodarzy dobrze interweniował. W 28. minucie Guilherme płasko uderzył z lewej strony pola karnego i piłka odbiła się od słupka. Wreszcie w 35. minucie Odjidja-Ofoe wypatrzył Nagya wbiegającego w pole karne gospodarzy i posłał precyzyjne podanie do Węgra. Nagy uderzył mocno w środek bramki i było 1:0 dla Legii. Prowadzenie mógł w 40. minucie podwyższyć Guilherme, ale nie trafił czysto w piłkę w polu karnym Korony. W końcówce pierwszej połowy błąd przy wyprowadzeniu piłki popełnił Dąbrowski. Strzału z dystansu próbował Możdżeń i piłka wyszła na rzut rożny. Po nim groźnie uderzył Kwiecień. Legia również miała jeszcze jedną szansę po rzucie rożnym, ale naszym zawodnikom nie udało się oddać celnego strzału na bramkę Korony.
Do przerwy było 1:0 dla Legii. W kontekście wyników pozostałych spotkań, w których rywale Legii w walce o mistrzostwo Polski zgodnie prowadzili, bramka zdobyta przez Nagya była arcyważna.
W pierwszej akcji po przerwie Odjidja-Ofoe podał do Radovicia, ale nasz kapitan zepsuł doskonałą sytuację. W 60. minucie w pole karne Korony wbiegł Broź, mocno strzelił z ostrego kąta, ale dobrze ustawiony Borjan odbił ten strzał. Korona ambitnie nacierała, gospodarzom brakowało jakości, ale wynik wciąż wisiał na włosku. Legia jakoś nie mogła dobić rywala. W 72. minucie płasko uderzył Radović, ale z ostrego kąta nie trafił w bramkę. Kilka chwil później po strzale Nagya piłka minimalnie odbiła się od słupka bramki gospodarzy. W 75. minucie świetnym strzałem z półobrotu popisał się Kiełb i Malarz z najwyższym trudem wybił piłkę na rzut rożny. W 82. minucie mocno z dystansu uderzył Żubrowski, jednak nie trafił. W 83. minucie lewą nogą piłkę do bramki Korony usiłował ‘dokręcić’ Odjidja-Ofoe i nieznacznie się pomylił. Po chwili doskonałą okazję miał wprowadzony za Radovicia Hämäläinen, ale trafił w Borjana. W 89. minucie znów Hämäläinen przeniósł piłkę nad bramką. Tym razem Fin dał słabą zmianę, myląc się w praktycznie każdym zagraniu. W nerwowej końcówce doszło do zamieszania w polu karnym Legii. O piłkę musiał walczyć Malarz, potem Dąbrowski wybił piłkę zmierzającą w stronę bramki i ku naszej uldze sędzia zakończył mecz.
Legia zrobiła swoje. W poczynaniach naszej drużyny widać było nerwowość, brakowało przede wszystkim precyzji i spokoju pod bramką gości, ale zwycięstwo Legii należy uznać za bez wątpienia zasłużone. Przed ostatnim meczem sezonu nasi piłkarze wyprzedzają konkurencję o dwa punkty. O wszystkim zdecyduje zatem mecz z Lechią Gdańsk w Warszawie!


Dziś padł kolejny mit o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą.
W tym meczu było ich bez liku, a mimo to 3 pkt jadą do Warszawy.
Jeszce jeden mecz i świętujemy
Nie mniej taka nonszalancja w ataku mogła się bardzo źle dziś skończyć, przypomnę tutaj tylko zamieszanie w 95 minucie w naszym polu karnym czy wcześniejszą paradę meczu w wykonaniu Malarza.
Po sezonie warto byłoby porozmawiać z Rado, facet na boisku stał się ostatnio niemiłosiernie irytujący.
Skoro dali radę Sportingowi, to Lechii chyba też dadzą radę. Wiem, to inna Legia niż w grudniu 2016. Ale jeśli trzeba będzie zagrać odpowiedzialnie, to Legia to potrafi. Właśnie tego się zawodnicy i trener nauczyli w ChL, a przynajmniej powinni byli.
Lechia dobrze punktuje w tych dodatkowych kolejkach, ale sprzyjał jej dotąd także fart – z Koroną i Jagiellonią. Oczywiście, to futbol i może się zdarzyć coś, czego nikt nie przewidzi. Np. Michał Pazdan w sierpniu 2015 w 1. minucie meczu rewanżowego z Zorią Ługańsk, powinien był wylecieć z boiska z czerwoną kartką.
Mecz trudny, Korona wysoko zawiesiła poprzeczkę, bo, będąc słabsza, nie odpuszczała, a Legia pozwoliła jej zostać w grze. Ale to jest właśnie siła Legii: my mamy za sobą trudny zwycięski mecz, a Lechia … ma za sobą mecz zwycięski i pewnie z niego będzie wyciągać wnioski.
Radović tyle słabych meczów ostatnio rozegrał, że w końcu pewnie jakiś dobry mu wyjdzie. Liczę, że to będzie ten z Lechią. No i skuteczność poprawić.
Przy dwóch słupkach 3 cm i pisalibyśmy o wspaniałym meczu Legii
Czasami tak jest, że nie chce wpaść. Dziś tak było i całe szczęście, że się nie zemściło.
W obronie też nie było źle, groźne sytuacje Korony to nie były jakieś patelnie, tylko albo strzały zza pola karnego, albo stałe fragmenty.
Oczywiście, zawsze można grać lepiej. Ale nie uważam, że powinniśmy narzekać.
I tylko cała czas mi się po głowie kołacze - gdzie byłaby Legia, gdybyśmy wiosną mieli choć jednego napastnika.
Właśnie się dowiedziałem
Niewykorzystane sytuacje - dużo ich było, ale też proponuję policzyć ile tych sytuacji było po podaniu Vadisa, a ile po podaniach pozostałych. God save Vadis........
Porozmawiać z Rado bo gra słabo po sezonie - a to nie powinien z nim trener rozmawiać już teraz, albo już od jakiegoś czasu, bo chyba też to widzi? Pytanie brzmi inaczej, czy w ofensywie Legia ma kogoś lepszego, niż będącego pod formą Radovića, bo boję się że nie.
Mam wrażenie, że ostatni mecz z Gdańszczanami będzie inny niż ten w Kielcach. Z całą pewnością będzie bardziej taktyczny i mniej chaotyczny przynajmniej do momentu pewnych rozwiązań bramkowych na boisku...ale to za tydzień. Na teraz spokój i dobrych dni w kumulowaniu dobrej energii na czwarty dzień czerwca
Sytuacja Kiełba wzięła się z tego, że Legia kompletnie odpuściła pressing na swojej połowie, co, moim zdaniem, było efektem tego "tumiwisizmu" w wykonaniu naszych piłkarzy, o którym wspominałem "Na aucie".
Mnie w tym meczu zdziwił brak Jodłowca. Nie słyszałem o jakiejś kontuzji, za żółte kartki chyba też nie pauzował. On w ogóle pojechał do Kielc?
Przechodzimy do teraźniejszości i spotkania z Koroną: : „Jeden z najgorszych meczów w wykonaniu Legii.” - taka opinia dla mnie jest tylko potwierdzeniem jak bardzo nasze nerwy zostały wystawione na próbę, ale niestety meczów w których Legia z przeciwnikiem klasy Koroniarzy nie potrafiła wygenerować nawet ¼ takich sytuacji bramkowych jakie mieliśmy w niedzielę widziałem dziesiątki. Co o nich w takim razie powiedzieć?
Radovic? Daję wiarę doniesieniom o jego problemach z kolanem, zatem i pretensji do formy tym samym jakiejś szczególnej nie mam. Natomiast warto chyba sobie zdać sprawę że choć Miro cały czas może być bardzo potrzebnym i ważnym piłkarzem to formy z jesieni ubiegłego roku może już nie odzyskać. Zatem przy odejściu VOO, które trzeba brać pod uwagę, „dziury” w środku pola Rado może już nie wypełnić, trzeba szukać następców?
„Skuteczność” - ewidentnie jej zabrakło, ale to akurat element na który moim zdaniem trener ma znikomy wpływ. Dodatkowe treningi strzeleckie, rozmówki psychologiczne, jakieś motywacyjne zaklęcia o potrzebie skupienia i koncentracji mogą nic tutaj nie pomóc a wręcz nałożyć dodatkową presję. Niezbędna jest „czysta głowa” - niestety mecz z Lechią to będzie przysłowiowa sztampowa w opisie „wojna nerwów”.
Tak w ogóle, to po tym jak Arkę mamy w pucharach, to chyba jestem zwolennikiem żebyśmy w ostatnim meczu z Lechią zremisowali, a Lech żeby pognębił Jagę. Wolę kolejorza od pszczółek w międzynarodowych szrankach. Oczywiście takie kalkulacje są psu na budę potrzebne, bo na Ł3 trzeba grać o zwycięstwo, żeby Jaga jakiegoś psikusa nie wywinęła w Poznaniu.
Chyba jak już to w Białymstoku. Nie tylko ja się okrutnie mylę ( czwarte miejsce
Nie będę wchodził w polemikę, bo ani zdrowia ani chęci nie mam, ale o "brutalnych" starciach Góralskiego z VOO pisałem w kontekście prawdziwej wojny jaka odbyła się na parkiecie w Płocku. Kontuzja Lijewskiego tylko to potwierdza o połamanych palcach Bombaća nie wspominając.
Na tym poprzestanę. pozdrawiam serdecznie
Ja tam wywodom co by to przynależność rycerzy "podlaskiego stanu" w całokształcie rozkminiać nie zamierzam, ale do jasnej ( cholery) lub jak wolisz ( k...wy) wcinasz się z obrazem postrzegania...
Ale co to jest? Iocosusie? ta umiejętność gry w piłkę ( W PIŁKĘ)
Chcesz tu wszystkim uzmysłowić wielki pryzmat wiedzy tego od "smakowania".... przepraszając za słowa gównianej taktyki w ryku nawalonych klientów Białostockiego miasta...
Być może idąc Twoim tokiem myślenia po meczu poszedłbym na "grila
I TY ... pierdolisz ( wybacz Senator) dogmat o jakimś tam sensie...?
To ta przysłowiowa "kiełabasina" taka dobra w pamięci zostanie?
Dalej czytając Twój brak chęci polemiki...? Bo ani zdrowia i chęci nie masz - to jednak zrozumiałe to "coś" zostanie w postrzeganiu nazwijmy to wreszcie po ludzku - ale czego .... i to ?
Weź się na chwilę wyprostuj Panie Iocosusie!
Taka "mała piłka " - aby spektrum ważne było... Śmiało! Jeśli kogoś kopią - to go kopią , a jeśli to istotne nie jest , ( przepraszam) aż tak bardzo - to
to: weźmy Jurasa - niech kopie, bo umiejąc kontrę wyprowadzi...
Ej @ icosusie o czym Ty mówisz - o szlacheckiej wystawności kresów wschodnich? Czy o bylejactwie tej ekipy zadenej w myk jeden co to tryb lub jak wolisz tryby...istotę stanowią Taki tu układ przedstawiasz... ? OK...Nawet gdyby uznając , że gra w piłkę nożną polega - bardzo przepraszam -na
graniu w piłkę nożną a nie jej blokowaniu...I Ty taki piłkarski MAG od tych taktycznych zdarzeń i takich zdarzeń innych, biorąc pod uwagę znajomość tego z Legią się robi... I Ty , przepraszam - i Ciebie ? Stać na taki k...wa ogląd - to jak to jest ? Bo
Wstydź się Panie Wielki - się wstydź Bardzo
Wartości - ten Góralski - mieć nie będzie...
Jak widzisz
Kibic50, jeżeli w seniorach grałeś strefą na kole, to jako nastolatek z pewnością z kryciem każdy swego, no bo przecież to i było elementem treningu szczypiornisty nastolatka, a w takim razie to kto jak nie były zawodnik dyscyplin rywalizujących na zasadzie "każdy swego" powinien znać realia takich "par"!? Burzyć ma się prawo Zgred który rywala miał za siatką, ale Ty po wielokroć z "związanymi" przez rywala rękami?
@iocosusie
Zbieraj każdego dnia sens i nie ważne , że kiedyś, może inaczej, może nie wiem ( nie ładnie) ale:
Dzwigaj Sens - taki On
Bardzo Delikatny a zarazem Ogromny Przesłaniam
Tak, czy Tak - to są Twoje "PIŁKI " - IOCOSUSIE
Widzę, że nie odpuszczasz i nawet "krycie każdy swego" w kontekście Góralskiego i VOO przywołujesz. Tyle, że nie o tym był mój post "na aucie"
Pozwól zatem, ze zapodam raz jeszcze. Może zakończy to dyskusję nt "brutalnej gry" obu dyscyplin.
"Jeszcze świeżo w pamięci mamy starcia naszego VOO z Góralskim i jak jeden mąż (poza a-c10) uznaliśmy je za prze-brutalne.
Dwa dni temu w hali Wisły Płock doszło do starcia gigantów. Prowadzona przez obecnego trenera naszej kadry Przybeckiego ekipa vice mistrzów Polski podejmowała zeszłorocznych zwycięzców LM drużynę Vive Tauron Kielce prowadzoną przez byłego trenera kadry Dujszebajewa.
Od pierwszej minuty było widać, że drużyna z Płocka wyszła na ten mecz jak na wojnę. Brutalna gra gospodarzy była czymś, czego jeszcze w piłce ręcznej nie widziałem. Potężnymi ciosami próbowali nadrobić braki w wyszkoleniu.
Po bardzo brutalnym faulu Jose De Toledo na naszym byłym reprezentancie (nie dostał powołania od Przybeckiego) Krzysztofie Lijewskim rozgrywający mistrzów Polski przez dwa dni przebywał na badaniach lekarskich, słysząc kolejne diagnozy. Pierwsza, zarazem najpoważniejsza mówi o "kilkucentymetrowym krwiaku, zlokalizowanym w krtani". Dodatkowo, okazało się, że cios brazylijskiego zawodnika Płocka spowodował lekkie wstrząśnienie mózgu oraz pęknięcia chrząstek w krtani, co definitywnie wyeliminowało go z dzisiejszego rewanżu"
Mam nadzieję, że jest to już zrozumiałe.
@ Zgred
"Dalej czytając Twój brak chęci polemiki...? Bo ani zdrowia i chęci nie masz"
Folguj waść, bo już Ci się posty mylą. Zarzucasz iocosusowi moje myśli
Jak wszyscy wiedzą Miasto Kielce sprzedało większościowy pakiet udziałów w klubie Korona niemieckiemu biznesmenowi Dieterowi Burdenskyemu. W mediach i na tej stronie wytaczano poważne argumenty za tym,aby kluby piłkarskie nie były własnością samorządów ,ale aby przeszły w prywatne ręce. Ja w tej sprawie miałem i mam pogląd odmienny bom liberał, a jako takiemu fundamentalizm ideologiczny jest mi obcy.I teraz kiedy ta Korona stała się prywatną własnością ci sami zwolennicy tego rozwiązania biją na alarm.Przytoczę niektóre ich opinie :"Póki co normalne jest to,że o Koronie znów jest głośno", "Po zakończeniu współpracy z trenerem Bartoszkiem nie wiadomo czy śmiać się czy płakać", "Aż ciśnie się na usta - niemiecka jakość', Ciężko uwierzyć we wcześniejsze słowa o budowie poważnego klubu", "Jedno jest pewne , wokół klubu pojawiło się wiele znaków zapytania . Korona kolejny raz staje się pośmiewiskiem piłkarskiej Polski. i ciężko oprzeć się wrażeniu ,że jak najbardziej zasłużenie", "Jeśli ktoś liczył,że w stolicy woj. świętokrzyskiego wraz ze sprzedażą klubu skończył się festiwal absurdu to chyba już wie,że był w błędzie", "Bareja by tego nie wymyślił","Miała być budowa klubu w oparciu o zachodnie wzorce , przy Ściegiennego miało zapachnieć Bundesligą ,a póki co zalatuje wiochą". I ci ludzie zgadzają się na poziomie jak najbardziej ogólnym,że właściciel ma prawo urządzać klub po swojemu, dobierać sobie kadry., lecz kiedy przychodzi do konkretów to wszystko to podlega krytyce i kontestacji.Właściwie wszyscy głośno i bezpardonowo podważają decyzje o zwolnieniu trenera Bartoszka. A ja się grzecznie zapytowywuję : ma ten Niemiec takie prawo czy może nie?.Kontrowersje wzbudza rozwiązanie zespołu rezerw. Wielu nie podoba się amnestia dla kibiców ukaranych zakazami stadionowymi. Podważane są zapowiedzi wystawienia na listę transferową większości zawodników.Jak widzimy w każdej konkretnej sprawie zwolennicy prywatnej własności odmawiają właścicielowi prawa do decydowania o czymkolwiek. O, przepraszam.On nie tylko może,ale musi wykładać swoje pieniądze , ale nie wolno mu zadać pytania, a na co ta moja kasa jest przeznaczana ?.Ja natomiast szanuję prawo właściciela o decydowaniu o swojej własności.Nie tylko w Koronie,ale i w innych klubach też.Nie uważam natomiast tego rozwiązania za panaceum na wszystkie bolączki polskiego futbolu.W moim odczuciu doktrynalne przekonania nie poparte empirią nie mogą stanowić podstawy do odsunięcia samorządów od polskiej piłki.Kibicowanie, szkolenie , zwłaszcza dzieci i młodzieży jest taką samą potrzebą społeczną jak np. przedszkole, place zabaw czy kino. Jeżeli chodzi o kluby sportowe to można mieć tylko jedno zastrzeżenie,a mianowicie czy będą one na tyle sprawnie zarządzane,aby nie marnotrawić środków.Bowiem pomimo już 26 lat samorządności nie zdołano kadr tego szczebla nauczyć funkcjonowania w realiach gospodarki rynkowej.Niestety cały praktycznie wysiłek polityków, samorządowców i działaczy sprowadza się do umiejętności wydawania pieniędzy.Znajdują oni setki spraw których bez pieniędzy ich zdaniem rozwiązać się nie da.Nikt,lub prawie nikt nie potrafi zarobić.I to jest ten kluczowy dylemat i to jest oś sporu.Prosta prawda,że aby wydać trzeba najpierw mieć,a aby mieć to trzeba zarobić nie dociera.Ten jasny związek jest zręcznie pomijany. Stąd taka łatwość w ferowaniu wyroków co dobre a co złe, wynajdywaniu jedynie słusznych rozstrzygnięć i uważaniu,że jak cel jest słuszny to pieniądze muszą się na niego znaleźć.A w Koronie wbrew krytykom na razie decyzje podjęte przez niemieckiego właściciela już przynoszą pozytywne i konkretne efekty.Na stadion powrócił zorganizowany doping i po raz pierwszy od wielu lat na meczu z Legią był komplet widzów. Trener jakoś nie wygląda na załamanego,a piłkarze grają o swoją przyszłość. A to początek i to co już widać świadczy o tym, iż Dieter Burdensky grał w normalnej rzeczywistości piłkarskiej.Pod wieloma względami rodzima piłka jest chora.Rządzą w niej bowiem niepodzielnie panowie piłkarze, którym wydaje się,że im się wszystko należy i na to jest powszechne przyzwolenie,a prawo do decydowania o strategii klubu uzurpuje sobie pisamctwo.Wątpię czy jeden Burdensky wystarczy, aby zacząć stawiać sprawy na nogi,ale ktoś ten proces musiał zapoczątkować.Jak widać opór przed normalnością jest jednak ogromny.
O tym,że mówienie o osłabieniach drużyn jest nadużyciem.
A w każdym razie skrótem myślowym mającym coś usprawiedliwić, coś przykryć, a pewnikiem zamieszać i zaciemnić.Natomiast stosując porównanie to oczywistością jest,że wojny kończyły i je wygrywały lub przegrywały głębokie rezerwy.Często trzecio lub czwarto rzutowe.Wyszkoleni profesjonalnie żołnierze jako pierwsi idą w bój i jako pierwsi giną.Zastępują ich właśnie rezerwy.I to od ich wyszkolenia, uzbrojenia i ducha walki zależą losy bitew i wojen.Piłka nożna to nie wojna, aczkolwiek było to ulubione porównanie Jacka Gmocha, a z książki teoretyka Carla von Clausewitza : "O wojnie " czerpał natchnienie.Jedno stwierdzenie tego prusaka jest szczególnie celne :" Wojna jest aktem przemocy mającym na celu nagięcie przeciwnika do swojej woli".Pisał on także otwarcie,że przepisy Prawa Międzynarodowego cywilizują zasady prowadzenia wojen,ale przemoc jest w istocie nieokiełznana.I z Gmochem wypada się zgodzić,że wojny i mecze piłkarskie mają ze sobą wiele wspólnego.Lecz nie trzeba do takiej konstatacji przywoływać Clauzewitza, wystarczy poobserwować niektóre mecze w naszej lidze.
O tym,że to boisko weryfikuje klasę graczy,a nie ich zarobki.
Gdyby tak zapytać kibiców piłki nożnej, poza Kielcami,ilu zawodników Korony są w stanie wymienić a ilu graczy Legii ,to podejrzewam,że mieliby kłopot,aby podać nazwiska więcej niż 2 koroniarzy,a na pewno wymieniliby kilkanaście nazwisk legionistów.O czym to świadczy ?. O umiejętnościach, klasie czy o popularności.A może o jednym i drugim?.Niewątpliwie Legia jest z wielu powodów zespołem najbardziej w Polsce rozpoznawalnym.W moim przekonaniu nie ma w tym niczego nagannego. Czymś niewłaściwym jest jednak prawie zupełne pomijanie w mediach ogólnokrajowych klubów z mniejszych ośrodków.Tak jak by Polską piłkę stanowiły wyłącznie Legia, Lech, Lechia i sporadycznie Jaga i Wisła Kraków.Tym samym dla dużej części nie tylko osób postronnych,ale i kibiców jest odkrywczym, iż w takich Kielcach powstała drużyna, która nie mając topowych nazwisk potrafi grać w piłkę.A kiedy jeszcze do tych umiejętności trener dołoży dobraną do możliwości taktykę i przygotuje zespół pod względem szybkościowym to różnica pomiędzy potentatem a kopciuszkiem staje się prawie niewidoczna.I to jest zasługa ludzi zKorony.Lecz kij ma i drugi koniec,a ten sięga w naszą stronę i w Legii ludzie za klub odpowiedzialni muszą sobie samokrytycznie dać odpowiedź na pytania ; czy zrobiono wszystko co możliwe,aby zespół był motorycznie i personalnie przygotowany, nie tyle na walkę ile na spokojne wygrywanie meczów z drużynami znacznie pod każdym względem słabszymi ?.
O tym,że zmiana jednego zawodnika zwiększyła komfort gry Odjidji.
Głównie jesienią wręcz odkryciem naszej drużyny stał się Kopczyński. W każdej drużynie tacy robotnicy skoncentrowani na wykonywaniu zadań pomocniczych i drugoplanowych są niezbędni.Ten Kopczyński ustawiany przy ofensywie rywala jako wysunięty środkowy obrońca w momencie przechwytu piłki przez nasz zespół najpierw asekurował wprowadzającego piłkę do gry Moulina, następnie przechodził do II linii i stawał się współpartnerem Odjidjji.Grał blisko niego, przeszkadzał kryjącym go rywalom i był tym do którego na krótko można było odegrać piłkę.Kiedy w składzie brakowało miejsca dla Kopczyńskiego Odjidja zostawał sam z bezpardonowo niszczącymi go rywalami.Niestety Jodłowiec nie stanowił żadnej przeciwwagi dla Belga, a roli jaką wypełniał Kopczyński nie spełniał.Ze skutkami aż nadto widocznymi.Bowiem na boisku klasa piłkarza nie może być oderwana od roli jaką ma do spełnienia i czy potrafi swoje ambicje całkowicie podporządkować dobru drużyny.Więc ceńmy prostych, zwykłych boiskowych roboli, bo to na ich tle i dzięki nim błyszczą gwiazdy.
O tym,że Odjidja wrócił do siebie.
W naszej drużynie nadmierny szum medialny towarzyszy Vadisowi Ofoe.Dla mnie to już jest czysta świadomie prowokowana i prowadzona działalność promocyjna.Niestety nie do końca licząca się z wytrzymałością psychiczną zawodnika.Prezes Legii powiadał wielokrotnie,że gra i wyniki drużyny w tak dużym stopniu zależą od Odjidji ,że zrobi wszystko,aby go w Legii zatrzymać. Mówiąc wprost nie musi robić absolutnie nic, bowiem Belg ma kontrakt jeszcze przez cały rok.A jeżeli tak inteligentny człowiek mówi to co mówi to ma w tym cel. A tym celem jest podnoszenie poprzeczki i podbijanie bębenka.Jest to korzystne dla Legii, większa kasa i dla Odjidji, też większa kasa.Z drugiej strony ma uświadomić kontrahentom,że my byle czym się nie zadowolimy,a on też byle czego nie weźmie.Całkowicie jasny i zrozumiały przekaz.Kupcy nie wiedzą czy blefujemy czy mamy mocne atuty. Zobaczymy jak zareagują. Najwyżej Belg zostanie w Legii.Ja tam płakał na takie dictum nie będę
O tym,że nieskuteczność staje się znakiem rozpoznawczym naszej drużyny.
W komentarzu po meczu z Jagą przypomniałem rolę jaką odegrał w wypromowaniu tamtejszej drużyny trener Janusz Wójcik.W czasach kiedy był trenerem Legii również mocno odczuwał brak należytej skuteczności przy wykańczaniu nawet dobrze przeprowadzonych akcji zespołu."Wójt" patrzył na problemy piłki w sposób pragmatyczny i doszedł do jedynie słusznego wniosku,że aby zdobyć gola to trzeba trafić piłką w bramkę.Więc każdy trening kończył konkursem celności strzałów na bramkę z nagrodami i karami.Jak sam pisał zawodników na tym poziomie techniki piłkarskiej się nie nauczy, jednak szlifuje się ją w ten sposób,że stale wyrabia się i utrwala podstawowe nawyki piłkarskie. Właśnie we współczesnej szybkiej i kontaktowej grze nie ma czasu na zastanawianie się gdzie strzelić, w jaki sposób, jak przystawić nogę, jak uderzyć. Zawodnik powinien robić to odruchowo.Ja nie wiem czy nasi zawodnicy dostatecznie dużo wykonują strzałów na bramkę na treningach. Pewno tak.Tylko efekty w meczach są mało widoczne. Jak w podrzędnej tragikomedii. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
O tym,że zaangażowanie zawodników Korony było nadmierne.
Daleki jestem od sugerowania czegokolwiek.Ale wczoraj piłkarze Korony grali jak o życie, a może jeszcze bardziej A przecież przysłowiowego nożna na gardle nie mieli..Poziom agresji w ich poczynaniach był nienaturalnie wysoki, przekraczający to co uważać można za normalne zachowania boiskowe.
No - to uwielbiam pasjami:
No i mamy tak zwany uklad myślenia o...dopisać sobie proszę.
No nic nie znaczy, ze piłka ręczna jednak znacząco różni się od piłki nożnej...ale co to kogoś obchodzi? Jeżeli połajankę rozumienia można ( kibic50) uzyskać...Wiesz co? Ale moment!!!
W tym i w podobnym układzie faul jest przekroczeniem zasad gry w związku z itd itp... Zasadami!
Nawet wtedy kiedy rzut jest...UWAGA w chwili rzutu... oceniony jako faul w ofensywie, to ważne bo zwykły "misio" co to ogląda TV chce wiedzieć dlaczego k...wa bramki mu nie uznali...
Teraz tak
"Folguj waść, bo już Ci się posty mylą. Zarzucasz iocosusowi moje myśl"
No cytuje " Folguj waść" "Bo Ci się posty mylą"
"TBrutalna gra gospodarzy była czymś, czego jeszcze w piłce ręcznej nie widziałem. Potężnymi ciosami próbowali nadrobić braki w wyszkoleniu
Ojojoj
No coś takiego....idzmy dajej
"Po bardzo brutalnym faulu Jose De Toledo na naszym byłym reprezentancie (nie dostał powołania od Przybeckiego)"
idziemy dalej :
"Od pierwszej minuty było widać, że drużyna z Płocka wyszła na ten mecz jak na wojnę. Brutalna gra gospodarzy była czymś, czego jeszcze w piłce ręcznej nie widziałem."
Jeszcze chcesz coś powiedzieć ? Kibic50?
Bo ja akurat widziałem, ze od pierwszej minuty co było widać , że drużyna z Białegostoku wyszła na ten mecz jak na wojnę. Brutalna gra gospodarzy byłą czymś, czego jeszcze w piłce nożnej nie widziałem.
Jeszcze Coś?
"Jeszcze chcesz coś powiedzieć ? Kibic50?
Już nie, bo cytując iocosusa
No to ja się bardzo cieszę, idealnie
Zawsze zakładałem, że myśl taka oddana swoim odniesieniem do pewnych wyraźnych sytuacji pozostaje jednak w wyrazistej, dogłębnej analizie myślenia. No cóż, pozostaje mi się ( Misiu
Ja się kuźwa nie znam , ale taki myk co zowie się "folguj" - uwaga stanowi wielkopanieńskie podejście do życia. Uważaj zatem aby to życie czasem nie jebnęło Cię prosto w Ciebie. To nie są "dobre" litery, które tu nieraz preferujesz. Strona istnieje pod różne myślenie sytuacje, pod rozmowę, nawet pod kłótnie - ale nie pod strzał ... chcemy się cieszyć tą stroną - to szanujmy się wzajemnie, bez "folgowania" Panie kibic50
Brawo Ty
Mnie na dziś i teraz przekonuje jeden fakt. Probierz tą swoją "taktyką " nie przybliżył się do mistrzostwa nawet o centymetr.
Ja tylko słówko w sprawie Korony i nieśmiertelnej kwestii samorządowego władztwa w klubach.
Po pierwsze, zobacz, gadamy o tym od dosłownie lat, a dopiero teraz udało Ci się wysmażyć taki oto passusik: pomimo już 26 lat samorządności nie zdołano kadr tego szczebla nauczyć funkcjonowania w realiach gospodarki rynkowej
Co zaś się tyczy Kielc, wróbelki ćwierkają, że tworzy się tam układ na podobieństwo niegdysiejszego bydgoskiego. Znaczy niby prywatny właściciel, ale kasa wciąż z miasta. Oby nie, bo to by dopiero była patologia.
Ale jeśli nie, to Herr Burdensky ma, rzecz jasna, pełne prawo dojść do wniosku, że Gino Lettieri lepiej sprawdzi się na stanowisku trenera jego Korony, niż Maciej Bartoszek. Mógłby tylko pouczyć swego dyrektora, by w lepszym stopniu opanował sztukę medialnego przekazywania takich wieści, ale to, powiedzmy, drobiażdżek. Grunt, że D.B. ryzykuje własnym majątkiem, a nie - jak prezydent miasta - majątkiem kieleckich podatników.
@ Zgred:
Brutalna gra gospodarzy byłą czymś, czego jeszcze w piłce nożnej nie widziałem.
@ Senator:
Probierz tą swoją "taktyką " nie przybliżył się do mistrzostwa nawet o centymetr.
Ani nawet o centymetr nie oddalił. Probierz już raz przeszacował możliwości swojego zespołu i wyszedł na Legię z otwartą przyłbicą. Dostał w pędzel. Uczy się chłopak. Gdyby po raz kolejny oberwał od Waszej ekipy, szanse na historyczny tytuł mógłby w zasadzie posłać sześć stóp pod ziemię, a i puchary znacząco by się oddaliły. A tak wciąż jest w grze. I wcale niewykluczone, że będzie śmiał się ostatni.
Wyjąłeś mi jedno zdanie i cytując się śmiejesz...
No, ale stary to zdanie było jako ad rem do słów @kibica50 grającego w sporcie bardzo kontaktowym, który to bardzo się dziwił, że w zależności od taktyki lub jak wolisz jej braku zwykłe chamstwo - potrafi być nazwane "genialną grą" defensywnych pomocników. I aby w tym "tłumie" piewców pozostać, w równym szeregu podkreślając wręcz niezwykłe (hmm...) umiejętności pana piłkarza Góralskiego cytując wielkiego znawcę piłki zaawansowanej technicznej
" Góralski jest jeden, który to potrafi, drugiego takiego nie ma"...
I tu drogi @a-c10 zgoda pełna, a jakże
"ja nie wiem czego on się z tego wiadra napił, ale podostrzył bardzo"...
Generalnie fajnie - tylko ja też - nie wiem...
Gdyby nie słowa Senatora o "wypunktowaniu" byłbym odpuścił, bo, cytując SIEBIE "chęci i zdrowia nie mam", ale..
po 1
Jak można porównywać grę Góralskiego, do tego co się działo na parkiecie szczypiornistów ?
Owszem, z grą w piłkę nie miało to nic wspólnego, ale on nawet VOO nie zadrapał. Owszem szczypał, przepychał czy nawet podcinał, czym wyprowadził naszego asa z równowagi. To wszystko. Podobnie postępował nasz Michał Pazdan z Cristiano Ronaldo zarówno na ME jak i w LM. Nie przypominam sobie abyś w słowach był tak radykalny.
W meczu piłkarzy ręcznych połamano palce ! Było wstrząśnienie mózgu i pęknięta krtań, o setkach siniaków i krwiakach nie wspomnę. Niektórzy kończyli mecz w szpitalu. Ot mała różnica.
Co do reszty, zdumiewa mnie, że nawet nie spróbowałeś sie pochylić nad tym, co napisałem tylko w swoim stylu przystąpiłeś do ataku.
W swoim tekście do iocosusa zarzuciłeś mu, cytuję:
"I TY ... pierdolisz ( wybacz Senator) dogmat o jakimś tam sensie...?
To ta przysłowiowa "kiełabasina" taka dobra w pamięci zostanie?
Dalej czytając Twój BRAK CHĘCI POLEMIKI... Bo ani ZDROWIA I CHĘCI NIE MASZ - to jednak zrozumiałe to "coś" zostanie w postrzeganiu nazwijmy to wreszcie po ludzku - ale czego .... i to ? Wink ominiesz brakiem słów czy tam idąc dalej w "światłowody" - olaniem...?"
Otóż drogi Zgredzie, nie wiem czy iocosus ma chęci i jakim zdrowiem się cieszy, ale tekst przez Ciebie cytowany napisałem JA o godzinie 16.16
@ iocosus
"Nie będę wchodził w polemikę, bo ani zdrowia ani chęci nie mam, ale o "brutalnych" starciach Góralskiego z VOO pisałem w kontekście prawdziwej wojny jaka odbyła się na parkiecie w Płocku. Kontuzja Lijewskiego tylko to potwierdza o połamanych palcach Bombaća nie wspominając"
Dlatego napisałem abyś pofolgował, boi Ci sie wszystko (wybacz Senatorze) popierdoliło.
Wzorem Zbyszka zalecam stoperan.
Ps
Nie przypominam też sobie abym "bardzo się dziwił, że w zależności od taktyki lub jak wolisz jej braku zwykłe chamstwo - potrafi być nazwane "genialną grą" defensywnych pomocników"
Przypominam zaś sobie, co napisałem po meczu.
"Mam problem, ponieważ chodziło mi o mecz piłkarski, a nie zawody MMA
Wielka szkoda, że zamiast grać w piłkę dostosowaliśmy sie do drwali z Białegostoku.
Od początku było widać jak będzie grać przeciwnik i szkoda, że naszą reakcją była frustracja i puszczone nerwy wielu piłkarzy zamiast uspokojenie gry i klepanie piłką, choćby na własnej połowie.
Nie rozumiem również zachowania Vadisa. Nie uchodzi zawodnikowi tej klasy, nawet jeśli jest tak traktowany od początku meczu. Ma chłop umiejętności aby w inny, bardziej przydatny sposób pokazać wyższość nad przeciwnikiem niźli tłuc go łokciami"
Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=rd6WBaCN3CY
OK... Dobrze, tylko czy aby w tym słownym pojedynku na większe lub mniejsze znaczenia dwóch różnych dyscyplin sportowych w tak zwanym prześciganiu się w znowu tak zwanym ( a już aprobowanym ?) podostrzaniu - nie umyka nam fakt, iż w każdym sporcie istnieją określone pod rygorem przepisów zasady...
Bo z czym mam pewność się zgodzisz! Zarówno na parkietach hal piłki ręcznej jak i na boiskach do piłki nożnej można zagrać zawody...tak- tak, zawody sportowe kultywując sens tych dyscyplin, ale - ALE ...też można co przecież widać odejść od zasad ( tych ustalonych) i z premedytacją zniekształcać te właśnie dyscypliny stawiając niejako je w linii z np: KSW...
I aby nie było, że coś mam do KSW, tylko umówmy się na wstępie, że o ile tam w klatkach wymaga się "napierdalanki" to no (chyba, że się mylę) na parkietach czy boiskach jednak doceniamy zaawansowanie techniczne i umiejętności jak i zaangażowanie w szeroko pojętej umiejętności grania. Podkreślam - umiejętności grania a nie co niestety się zdarza zabijanie z założenia w celowej premedytacji - właśnie tych umiejętności.
Teraz -właśnie z tych powodów nie zgodziłem się z treścią myśli @ a-c10 jakoby z puntu widzenia klubu z Białegostoku nagle zwyczajowo sport przestał być sportem bo tego Odjidje inaczej zatrzymać się nie da, to go glanujmy, prowokujmy, skaczmy mu do gardła, bo sędzia po razie którymś tam także nie wytrzyma ( wszak też człowiek) i plan prawie taktyczny - prawie dlatego, że to żadna taktyka , wreszcie kartonik z kieszonki wyjmie. A im kolorek karteczki bardziej żywy tym lepiej - powiedział na odprawie prawie trener Probierz Michał...zdobywca oscara za rolę w "tańczącym z liniami".
Można to olać i przejść do porządku dziennego mając na uwadze podobne gierki pana Mourinho za jego panowania w Realu z Madrytu. I tu właśnie bardzo wiarygodnie wychodziło proste przełożenie na sport i chamstwo. Bo o tyle ile ten pan celowo w kolegach Pepe czy Ramosie widział wycinaczy równo z trawą a nawet powyżej trawy płaszczyzny - to Barcelona lała ich z godnym uśmiechem umiejętności, często na ich własnym Estadio Santiago Bernabéu...dając piękny przekaz o tym, że ten sport jednak inną miarę stanowi...
Wracając do sensu tego naszego, ligowego... Możemy wybrać dwa warianty. Jeden, których uznanie padnie w otoczce żenującego uśmiechu - jak to nie przerabiając w środkach życie sportowe można obrzydzić...i drugi, który jednak pokazując sens jednak (
Nie mnie to oceniać, jednak dziwnym trafem wspomagając się historią - kto pamięta kogoś, kto Kazia Deynę wyciął...NIKT! A bramki genialne i genialny kunszt Pana Kazimierza jest przekazywany z pokolenia na pokolenie...ot ta różnica
także pozdrawiam
"Dobrze, tylko czy aby w tym słownym pojedynku na większe lub mniejsze znaczenia dwóch różnych dyscyplin sportowych w tak zwanym prześciganiu się w znowu tak zwanym ( a już aprobowanym ?) podostrzaniu - nie umyka nam fakt, iż w każdym sporcie istnieją określone pod rygorem przepisów zasady..."
Mnie do głowy nie przyszło, aby w pojedynkach na prześciganiu się w znaczeniu dwóch dyscyplin sportowych uczestniczyć.
Podałem tylko informację, jak brutalne mogą być faule, biorąc pod uwagę grę Góralskiego i Brazylijczyka z Płocka. O ile pamiętam, to VOO wyleciał z boiska, nie Góralski.
Nie...no pięknie
"O ile pamiętam, to VOO wyleciał z boiska, nie Góralski"
Przy koledze, którego opacznie nazywa się pięknym mianem sędziego piłkarskiej wyroczni - wyleciał ten, którego się kopało, uderzało, szczuło i obok którego się upadało ( lub padało) w sposób nie do końca znany grawitacji
Kibic50 coś Ci powiem
Dawaj mi Bardzo proszę...No ładnie proszę
I Raz i Dwa i Trzy - Co mi Panie dasz
https://www.youtube.com/watch?v=mlpOOWtCofo
a i jeszcze jedno, ale to jedynie z czystego doświadczenia pracy...
Zobacz co jest ważne pewnie w każdej dziedzinie życia... Lider - w tym wypadku gwiazda.O ile w duecie wokale są skompensowane w jednej linii to już od minuty 2,38 realizator dźwięku magicznym ruchem podbija wokal gwiazdy...
Śmieję się, bo to zdanie jest śmieszne. Cała ta polemika jest, wybacz, śmieszna.
Piłka ręczna od piłki nożnej różni się w banalnie oczywisty sposób. Niemniej jednak, cel gry jest idealnie taki sam - umieścić piłkę w bramce. W przeciwieństwie do MMA'ów i innych takich, o robieniu krzywdy rywalowi ani słowa. Tymczasem Kibic50 pokazał obrazek, w którym zawodnik - niestety skutecznie - usiłuje fizycznie uszkodzić przeciwnika. Naprawdę nie widzisz różnic w zachowaniu Góralskiego i De Toledo? No to sorry, ale ja się mogę tylko uśmiechnąć.
Swoją drogą, ciekawe post scriptum do całego zamieszania dopisał właśnie mecz Korona-Legia. Tydzień temu wielu z Was oburzało się na symulki graczy Jagi. A ciekawe, dlaczego teraz z równym dyzgustem nie reagujecie na żenującą jaskółkę Łukasza Brozia? Legionistów nie wolno oszukiwać, ale już Legionistom jak najbardziej? Żeby nie było: w żadnym wypadku nie uważam, aby sędzia jakoś całościowo kielczan skrzywdził. Wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś chciałby się przekonać jak konkretnie wygląda boiskowy bandytyzm w wydaniu futbolowym, niech sobie odwinie faul Rymaniaka na Kopczyńskim. Osz, kurwa... To jest właśnie chamstwo i brutalność, nie jakieś tam podszczypywania i komplementy od Góralskiego.
"dawaj mi tego Góralskiego w pucharach"
A dlaczego od razu puchary? Wystarczy normalny sędzia w naszej lidze. Rymaniak już w pierwszej połowie obejrzał kartonik tak na wszelki wypadek, aby nie przyszło mu do głowy iść w ślady Góralskiego. Podobnie Musiał od razu na początku utemperował Trałkę w naszym pojedynku z Lechem. Niestety, trafił nam się pierdoła Frankowski i mecz wyglądał jak wyglądał.
W takim razie, że śmieszna to i lepiej
Ja nie porównuję tych fauli czy brutalnych zajść, bardziej tu chodziło o to jak daleko niestety odchodzimy od zasad oraz co powoduje zażenowanie wśród kibiców i piłkarzy jak niektórzy sędziowie nie potrafią ( nie chcą) zwyczajnie z duchem sportu i w oparciu o przepisy przeciwdziałać takiej "sportowej bandyterce"...
Sam podałeś ( słusznie) taki przykład vide Rymaniak/ Kopczyński nóż, NÓŻ się otwiera...bo ten nasz Kopa prawdopodobnie uniknął złamania nogi tylko i wyłącznie gdyż miał ją uniesioną, w górze...nawet nie chce sobie wyobrażać gdyby Rymaniak wjeżdżał w nogę postawną! A pan sędzia - kartka żółta...podczas gdy czerwień tzw. z urzędu...
Natomiast gwoli sprostowania jak to nazwałeś "jaskólkę Brozia" - zweryfikował testowany w trybie offline system VAR, który decyzję o rzucie wolnym dla Legii uznał za należytą...
Tylko z tymi ocenami błędów lub wielbłądów sędziowskich bywa niestety także śmiesznie...Jest np: pan Sławek, który wynajęty przez stację z plusem w nazwie potrafi z czystym sumieniem sam sobie zaprzeczać i to na przestrzeni jednego tygodnia. I tak - raz w polu karnym ręka jest w jego ocenie, a po tygodniu wręcz identyczna przewina kwitowana jest, że ręki - ni ma...No i weź tu bądź mądry...
Sławkowy
@CTP
Pełna zgoda, są tacy sędziowie którzy potrafią zdefiniować ekspresję jeszcze przed zawodami i tego się konsekwentnie trzymają. A podkreśliłem puchary dlatego, że jak wszyscy widzimy grająca Legia w tych europejskich rozgrywkach mierzy swoje siły z innymi zespołami z totalnie innym w stosunku do ligowej młócki- sędziowaniem. Gdzie rzeczy które przechodzą u nas na krajowych boiskach tam są napiętnowane...i to bezdyskusyjnie.
Kibic50 zahaczył o piłkę ręczną, ja posłużę się przykładem z jeszcze innej dyscypliny. Otóż niejaki Blake Griffin, ostatnio nieco przybladła, wciąż jednak gwiazda NBA, w swym pierwszym sezonie w lidze osobliwie czekał na mecze z Bostonem. Grywał tam bowiem jego idol, Kevin Garnett. No i gdy już do takiego spotkania doszło, Blake zwrócił się do K.G. mniej więcej tak: "stary, to zaszczyt przeciwko tobie grać. Wiesz, zawsze starałem się ciebie naśladować, jesteś dla mnie prawdziwym wzorem!". Na co idol obrzucił go spojrzeniem pełnym bezbrzeżnej pogardy i parsknął "jeb się!". Jak się łatwo domyślić, młodziak - choć niewątpliwie utalentowany - nie pokazał w tamtym meczu kompletnie nic. Choć oczywiście już po spotkaniu panowie przybili piątkę i generalnie nie było między nimi jakichś cięższych uczuć.
Gwoli jasności: nie żeby akurat Garnett był jakimś wyjątkowym ordynusem. Sam Michael Jordan uchodził podczas swej kariery (podobno zresztą do dziś niewiele się zmienił) za wyjątkowego gbura i aroganta. Niejaki Gary Payton, swego czasu jeden z najlepszych obrońców na świecie, miał taką renomę, że trenerzy krzyczeli w szatni do zawodników, którzy mieli na niego grać "tylko go nie słuchaj! Nie daj się wkręcić!". Rzecz jasna, mało komu udawało się pójść za taką radą. Steph Curry, obok LeBrona Jamesa najjaśniejsza obecnie gwiazda zaoceanicznego basketu, mimo image'u grzecznego chłopca umie ponoć cisnąć taką wiąchą, że przeciwnikowi w pięty idzie. A do tego tu podszczypnąć, tam nadepnąć, siam zostawić łokieć...
To jest, Zgredzie, zawodowy sport. Czy na klonowym parkiecie, czy na trawiastym boisku, gra się po to, by wygrać. A niewątpliwie łatwiej o zwycięstwo, gdy uda się przeciwnika wytrącić z równowagi. Ja Ci się, rzecz jasna, absolutnie nie każę tym zachwycać. Rzecz gustu i w ogóle. Wydaje mi się jednak, że masz prosty wybór. Albo przymkniesz na to oko (jak miliony innych kibiców), albo daj sobie spokój z oglądaniem meczów i przerzuć się na... nie wiem... średniowieczne romanse rycerskie? Inaczej ryzykujesz permanentną frustracją.
A już na pewno nie wymagaj od sędziów, by oceniali estetykę czyjejś gry. To nie skoki narciarskie, ani łyżwy figurowe, tylko - no cóż - sport. Tu arbiter nie jest od tego, by wyrokować, czy ktoś gra "ładnie", czy "brzydko".
Sędziowie niech się zajmą przeciwdziałaniem realnej boiskowej bandyterce. Ergo takim zachowaniom, jak właśnie to zaprezentowane przez Rymaniaka. Koszmar. Tutaj masz pełną rację. Gdyby Kopczyńskiemu się nie przyfarciło, być może tyle właśnie by jego karierę widziano...
"jaskólkę Brozia" - zweryfikował testowany w trybie offline system VAR, który decyzję o rzucie wolnym dla Legii uznał za należytą...
Co tylko daje do myślenia o tym, do czego konkretnie ten cały VAR się nadaje. Zwykłe starcie w polu karnym, obaj walczą o piłkę, po czym nagle Broź zachowuje się tak, jakby oberwał serią z pepeszy.
Co zaś się tyczy Stempniewskiego - to nie jego wina. Przynajmniej nie zawsze i nie do końca. Sięgnę, jeśli pozwolisz, po przykład z jeszcze innej dyscypliny (już o tym chyba kiedyś na Ce-eL pisałem, gdybym kogoś zanudzał, przepraszam). Otóż dawno temu bodaj na espn.com przeczytałem świetny felieton autorstwa eksperta od hokeja. Użalał się tam ów ekspert, że jego ukochana dyscyplina kompletnie się zatraciła w pogoni za legislacyjnym perfekcjonizmem. Co chwila jakiś przepis się zmienia, dziś jest tak, jutro inaczej, pojutrze znów na odwrót. A ogłupiały widz siedzi i nie bardzo wie, czy w danej sytuacji zbluzgać sędziego, czy raczej własną nieznajomość wiecznie ewoluujących zasad. Jako pozytywny kontrprzykład podany został soccer, gdzie pomijając kosmetyczne poprawki od lat gra się w miarę tak samo.
Lat minęło mało-wiele i obie dyscypliny mocno się do siebie zbliżyły. Niestety, w ten głupszy sposób. Znaczy to nie hokej ruszył w stronę soccera, a soccer w stronę hokeja. Na tafli dość regularnie przytrafiają się chociażby takie nonsensy, o jakich wspomniał ostatnio Na Aucie Senator: mikroskopijny, niewidoczny gołym okiem spalony decyduje o nieuznaniu bramki. Na boisku regulaminowy kalejdoskop. Identyczne zagranie dziś jest faulem, ale wczoraj nie było i jutro znów nie będzie. A pojutrze na powrót będzie. I tak w koło Macieju. Bo przecież najnowszy biuletyn UEFA, paragraf 6, punkt 19, podpunkt 371... Do tego dochodzą idiotyczne różnice w interpretacjach. Niby wszyscy gramy w piłkę nożną, ale to samo zagranie inaczej oceniane jest w Warszawie, inaczej w Londynie, jeszcze inaczej w Moskwie, Turynie, Monachium, Buenos Aires, czy Belo Horizonte. I bądź tu mądry, człowieku.
Pan Sławek i tak, moim zdaniem, przynajmniej momentami stara się wprowadzać zdrowy rozsądek w ten regulaminowy pierdolnik. Trudno chyba go winić, że nie zawsze mu wychodzi. Nec Hercules contra nonsens.
Generalnie się z Tobą zgadzam, choć nie ze wszystkim...
Doskonale zdaję sobie sprawę jak bardzo w sporcie istotną rolę odgrywa tzw. słowne i nie tylko słowne wyprowadzanie z równowagi. Sprawa stara jak świat z drobną różnicą otóż kiedyś raczej były to w zasadzie przypadki, obecnie te przypadki stały się nagminne. Mało tego zaczęły być zdefiniowaną taktyką "gry" pod grę...
Stare, bo w 1973r taki nasz Legionista Lesław Ćmikiewicz co sfaulował niejakiego Alana Balla w meczu z Anglią w Chorzowie to go "przepraszał" poklepując po plecach, a że był z niego słodki gałgan to poklepując Anglika w geście przeprosin dodatkowo szczypał...no i
I oczywistą oczywistością... jest to, że w dzisiejszym sporcie opartym na ogromnych pieniądzach właściwie w każdej z dyscyplin drużynowych jest działanie na rozpracowanie przeciwnika więc wybiera się co bardziej podatnych na buzowanie adrenalinki
Dlatego wolę zostać ze swoją frustracją i adrenalinką
Zobacz co się dzieje na naszych trawiastych boiskach ligowych, jak bardzo niektórzy piłkarze potrafią rzucić się na i do sędziego niejednokrotnie go wręcz popychając, że o soczystych wiązankach w jego kierunku nawet nie wspomnę. To moim skromnym zdaniem w pierwszej kolejności wymaga zaostrzenia przepisów. Nawiasem mówiąc raczej rzadko dotyczy to tych lepiej grających, natomiast często tych byle jakich niestety i pewnego rodzaju pobłażanie temu zjawisku zaczyna być postrzegane jakoby "równało się" do tych słabszych...czy o to chodzi?
Dla rozładowania atmosfery
https://www.youtube.com/watch?v=gbqYmExzMnA
https://www.youtube.com/watch?v=7sMFzxqzJCo
http://www.realmadryt.pl/index.php?co=aktualnosci&id=42375
Wydaje mi się, że albo w ogóle nie oglądałeś meczu Legii z Jagiellonią albo oglądałeś niezbyt uważnie. Góralski powinien zobaczyć w tym meczu jeden kartonik za faul taktyczny na Vadisie (ciągnięcie za koszulkę) a drugi za teatralny upadek bez żadnego kontaktu z Belgiem, co było oczywistą symulką.
"Zwykłe starcie w polu karnym, obaj walczą o piłkę, po czym nagle Broź zachowuje się tak, jakby oberwał serią z pepeszy"
Tu, z kolei, wydaje mi się, że masz wielkie braki, jeśli chodzi o znajomość zasad gry w piłkę nożną. Odpychanie rywala rękami jest faulem.
Wiesz, jeszcze rozumiałbym brak akceptacji dla decyzji sędziego głównego ale podważanie decyzji sędziów analizujących post factum klatka po klatce sytuację na monitorze, to już istne kurizoum w Twoim wykonaniu. Uważasz, że ty znasz lepiej przepisy niż oni, czy jak? A może masz na myśli ten słynny spisek sędziów pchających Legię do mistrzostwa?
Ma rację że jest to zaprzeczenie idei sportu a już chwalenie za takie postawy słusznie wywołały w Zgredzie opór i mocną reakcję odwetową. Nie idźmy tą drogą to dobre przesłanie. Brawo Zgred masz rację, takie postawy trzeba tępić a nie chwalić.
„… otóż jest kategoria nie piłkarzy a imbecylów i debili którzy trenerskie hasło z przedmeczowej odprawy, że tego to a takiego gracza z drużyny przeciwnej należy „z gry wykluczyć” traktują dosłownie. Według mnie dla takich bandziorów ‘urywających’ z założenia i z rozmysłem nogi miejsca na boisku być nie powinno, z tym trzeba walczyć i to bezdyskusyjnie piętnować właśnie w imię zasad i idei żeby futbol nie przeistoczył się w MMA. W Jadze był taki ancymonek, bezmyślny (pozostałe określenia są nie do zacytowania), niestety nasz Sagan miał z nim do czynienia i niestety w piłkę nadal on pogrywa, a raczej za nią czasem pobiega lub co częstsze przesiaduje na ławce w nią się tylko gapiąc (to adekwatniejsze określenia) tylko że już nie w Białymstoku. Otóż tego rodzaju „rzeźników”, „przecinaków”, „drwali” nie cierpię, ale z „chamami” w futbolu i w sporcie to już jest trochę inna sprawa.
Kto mógłby robić za uosobienie „prowokatora” w polskiej kopanej w pryzmacie lat? Mnie się nasuwa jedno nazwisko, człowieka którego „w cywilu” nigdy chamem bym nie nazwał, ba wręcz we mnie jest utrwalony obraz kogoś wręcz przeciwnego. Zawsze taktownego, opanowanego, życzliwego, pozytywnie nastawionego do otoczenia, ba kogoś kogo nazywamy z reguły miłym i sympatycznym. Ba ten, ktoś piłkarzem był bardzo zasłużonym i szanowanym, ba i był legionistą! Wiadomo o kogo chodzi? Młodsi nie zgadną, ale starsi pamiętający lata świetności Biało-czerwonych z ubiegłego wieku być może już kojarzą o kogo mi chodzi. (przyp. wł - No Zgred jak się okazuje Lesława Ćmikiewicza jednak pamięta, zatem Zgredzie dlaczego tak pryncypialnie burzysz się na „boiskowe chamstwo”?) Nasz „bohater” (Pan Lesław Ćmikiewicz) tak o sobie mówił: „Ja byłem prowokatorem, zimnym draniem, bandziorem i łobuzem, który w spojrzeniu ma sztylety i nigdy się nie uśmiecha.” (http://wyborcza.pl/1,75248,92094.html) A jednak to właśnie uśmiech był i jednym z jego narzędzi prowokacji: „Były pomocnik m.in. Legii Warszawa słynął z wachlarza zaczepek zarówno werbalnych, jak i niewerbalnych. Podczas eliminacji do mundialu w 1974 r. Ćmikiewicz tak długo dokuczał Trevorovi Hockeyowi, aż ten zaczął go dusić. Nasz zawodnik z uśmiechem na ustach poddawał się temu zabiegowi, dopóki sędzia tego nie zauważył i nie usunął z boiska rozjuszonego Walijczyka.”
(http://www.polskatimes.pl/artykul/391765,trash-talking-czyli-jak-sfaulowac-slowem,id,t.html) Lesław Ćmikiewicz „w cywilu” dżentelmen, na boisku „uśmiechnięte chamidło”.
Z kart historii „polskiego piłkarskiego chamstwa” zacytujmy jeszcze takie fragmenty o pomniejszych „specjalistach” tego rodzaju: „Tomasza Iwana, z pewnością zapamiętał też David Beckham. Podczas eliminacyjnego meczu do Euro 2000 nasz zawodnik dostał od ówczesnego selekcjonera Janusza Wójcika zadanie: biegać za angielskim gwiazdorem i opowiadać mu, jak dobrze bawił się z jego żoną Victorią. Poskutkowało, Beckham za złośliwy faul dostał żółtą kartkę. Trener Wójcik miał też wiele innych, niezwykle oryginalnych pomysłów na sprowokowanie rywala. Jacek Bąk w biografii publikowanej na łamach "Przeglądu Sportowego" wspominał, że na jednej z przedmeczowych odpraw "Wujo" kazał zawodnikom zademonstrować uzębienie i sprawdzał, kto ma największą przerwę między jedynkami. Gdy znalazł odpowiedniego gracza, polecił mu: "Misiu, siknij mu śliną między oczy na dzień dobry, niech się boi". (polskatimes.pl) W 2006 roku świętowaliśmy zwycięstwo nad Portugalią 2:1 po bramkach Ebiego Smolarka, zupełnie się nie przejmując faktem, że Paweł Golański na dzień dobry „ostemplował” młodego Cristiano Ronaldo, tak że wschodząca futbolowa gwiazda straciła wówczas ochotę do bardziej aktywnej gry, a Polaka chwalono i poklepywano po plecach za „dobrze” wykonaną robotę w tym meczu. Strzelec goli z tamtego spotkania kilka lat później stał się obiektem mało wyrafinowanej prowokacji ze strony Manuela Arboledy wciskającego palce w dziwne miejsca kolegi - skutecznie bo Ebi z czerwienią z boiska wyleciał.”
Na dokończenie tekstu czasu mi zabrakło, a teraz już staje się wtórny. Przejdę zatem do konkluzji już tu w komentarzu. Czy Jacek Góralski jest boiskowym chamem? Ależ tak, jego zachowanie względem Ofoe było chamskie i prowokacyjne, oczywista oczywistość. Czy aktorzył? Pewnie że tak? Czy sędzia powinien go ukarać kartkami? Przynajmniej jedną niewątpliwie, to by zapewne „prowokatora” nieco ostudziło. Czy Góralski wykorzystywał nieuwagę i pobłażliwość sędziego, według mnie tak, ale zgadzam się z tymi którzy i u nas na stronie twierdzili że wykorzystał również bierność kolegów Ofoe. Jeżeli Belg to kosmita w naszej ekstraklapie, który sam jeden dla Legii mecze wygrywa, to mecz z Jagą udowodnił, że jednak można i jego czapką („góralską”) nakryć, a koledzy za wychwalaną „swoją kosmiczną gwiazdą” jakoś „w ogień” w tamtym meczu nie skoczyli. Czy jednak Góralski ostemplował Ofoe, tak jak niegdyś Golański CR7, nie wspominając o jeszcze większych rodzaju „tosikowych” zapędach? Czy przespacerował się po Belgu jak Glik po Higuanie, lub Hajto po Joao Pinto na mundialu w 2002 roku? Czy prowokował w stylu Vollera i Rijkaarda, nie wspominając o Arboledzie? Czy jest boiskowym chamem? Tak. Ale czy w trakcie meczu z Legią bliżej mu było do wyżej wymienionych przypadków, czy do prowokacyjnego chamstwa Lesława Ćmikiewicza? Oczywiście można się burzyć na „stopniowanie” chamstwa i żądać bezwzględnie jego wykluczenia z futbolu, tylko to jest tak „ewangelickie” że ja na kapłanów do tego nawołujących będę spoglądał trochę niepewnie, rzekłbym jak na „kosmitów”. Cóż intencje szczytne i chwalebne, to przyznaję.
Inna kwestia to ocena piłkarskich umiejętności Jacka Góralskiego. Otóż w zestawieniu z Ofoe, to Belg jest Panem Piłkarzem na którego grę żeby ją podziwiać mogą przychodzić tysiące, natomiast Góralski to „atrapa” piłkarza, który w rozegraniu piłki niczym nie olśni, żadnego zachwytu u nikogo nie wzbudzi. Ale to samo można by rzec o nijakim Portugalczyku Ronaldo z numerem 7 i o nijakim Polaku Pazdanie, a jednak w tym zestawieniu i ten drugi bywa opiewany. Zestawmy umiejętności samego posługiwania się piłką jednego i drugiego, przecież to niebo a ziemia. A jednak tego drugiego śmiejąc się i puszczając oko nazywamy przekleństwem tego pierwszego.
Według mnie w operowaniu futbolówką, wtedy gdy ma się ją przy nodze to wówczas Jacek Góralski jest słabszy nie tylko od Furmana, Borysiuka, Łukasika, Kopczyńskiego ale być może i od Makowskiego z Kalinkowskim czyli od wszystkich legijnych wychowanków aspirujących do pozycji defensywnego pomocnika. Nie cenię Góralskiego za rozegranie, natomiast moim zdaniem od wyżej wymienionych i od wszystkich polskich pomocników jest lepszy w tym co nazywamy grą w destrukcji, w odbiorze piłki. Według mnie z tego powodu znalazł się i aktualnie w kadrze Nawałki. Inna kwestia czy na przykład świetny defensor ale przeciętny rozgrywający sprawdziłby się w takim klubie jak Legia, czy nie byłby to analogiczny przypadek jak zachowując proporcje casus Krychowiaka w PSG? Na puchary taki (niewątpliwie) cham i zakapior by się nam przydał, ale czy w lidze prowadząc grę byłby z niego odpowiedni pożytek?
Tyle mojej "gloryfikacji" chamstwa.
"Miałem otworzyć nowy wątek o prowokatorach piłkarskich ale Kibic50 do spółki z Zgredem temat mi „spalili”"
Mogę tylko przeprosić, choć moje intencje były zgoła inne.
Nie chciałem bowiem pisać o prowokacjach w sporcie, tylko o zwykłej parkietowej bandyterce, bo tego byliśmy świadkami w hali Płockiej Wisły.
– Nie pękać przed Vive, nie bać się, tylko walczyć na całego. Nie mamy nic do stracenia, możemy tylko zyskać"
Drużyna prowadzona przez obecnego trenera reprezentacji Polski wyszła na parkiet w celu zdemolowania przeciwnika, a wynik w mojej ocenie nie miał dla nich większego znaczenia. Od 2011 roku Vive Tauron Kielce wygrywa wszystko na krajowych parkietach, czym musi wzbudzać ogromną frustracje wśród "nafciarzy".
Kilka dni przed pierwszym z finałowych spotkań zostali wręcz upokorzeni w finale PP przegrywając zdecydowanie 31:24. "W lubelskiej hali Globus wyrównana walka o trofeum trwała niewiele ponad 20 minut. Wówczas to kielczanie wyszli na prowadzenie 10:9 i nie oddali go już do końca spotkania.
Podopieczni Tałanta Dujszebajewa w pełni kontrolowali przebieg parkietowej rywalizacji, regularnie powiększali przewagę i zasłużenie zgarnęli dziewiąty już z rzędu pucharowy tytuł.
Był to przy okazji pojedynek selekcjonerów reprezentacji Polski – byłego i obecnego – gdyż oko w oko z Dujszebajewem stanął powołany niedawno na tę funkcję, i zarazem jego następca Piotr Przybecki."
Podgrzewani do walki na śmierć i życie przez własnych kibiców, nie zainteresowani grą w piłkę, czyhali na zdrowie przeciwników.
Już w 12. min doszło do starcia, w którego wyniku, w ferworze walki, zawodnik z Płocka Jose de Toledo uderzył Krzysztofa Lijewskiego łokciem, za co otrzymał dwuminutową karę. W efekcie rywal miał założonych pięć szwów na brodzie, a do gry wrócił dopiero po przerwie. Noc spędził w szpitalu po założeniu pięciu szwów, z pękniętą chrząstką w krtani, krwiakiem na gardle, problemami z oddychaniem i zawrotami głowy.
Co prawda klub Wisła Płock i Jose Guilherme de Toledo zostali solidarnie ukarani kwotą 10 tys. zł za faul Brazylijczyka na Krzysztofie Lijewskim, ale to zdrowia Krzyśkowi nie wróci. Komisarz Ligi nałożył również obowiązek pisemnych oraz publicznych przeprosin zawodnika Vive przez de Toledo w związku z jego niesportowym zachowaniem. Ponadto na klub została nałożona kara 5 tys. zł za niesportowe zachowanie ze strony kibiców”
Trener Vive tak podsumował ten mecz:
"To, co było w środę, to nie był sport. Chcę, żeby wszyscy to zrozumieli. Człowiek, który prezentuje takie niesportowe zachowania, musi być ukarany. To nie był normalny mecz, celem było wybicie nas z tego spotkania. Dziękuję moim chłopakom, że to wytrzymali"
Najśmieszniejsze jest to, że nie Toledo, a inny ich zawodnik grał bardziej brutalnie.
Do końca pierwszej połowy nie wytrwał jeden z podstawowych ich obrońców Miljan Pusica, który szybko złapał trzy dwuminutowe wykluczenia, z gradacji kar dostał czerwoną kartkę. Co oznaczało dla niego koniec tego pojedynku.
Jak wiemy Krzysztof Lijewski nie zagrał w rewanżu.
Wszyscy wiemy, że piłka ręczna jest grą bardziej kontaktową niż nożna, ale obowiązują w niej takie same przepisy gry fair play. Zamieszczone zdjęcia temu przeczą.
https://www.facebook.com/kielcehandball/photos/a.120362577979077.21993.120128904669111/1727779077237411/?type=3&theater
https://www.facebook.com/kielcehandball/photos/a.120362577979077.21993.120128904669111/1735439273138058/?type=3&theater
Góralski to przy tym pikuś
Resume
- Na koniec kariery mam jeszcze jedno marzenie: pokonać odwiecznego rywala z Kielc, zdobyć trofeum - mówił przed rozpoczęciem finałowej rywalizacji o mistrzostwo Polski Adam Wiśniewski.
Zapomniał dodać "za wszelką cenę"
Nie wszystkie marzenia sie spełniają. Na szczęście
... jest kategoria nie piłkarzy (i szczypiornistów) a imbecylów i debili którzy trenerskie hasło z przedmeczowej odprawy, że tego to a takiego gracza z drużyny przeciwnej należy „z gry wykluczyć” traktują dosłownie. Według mnie dla takich bandziorów ‘urywających’ z założenia i z rozmysłem nogi (ręce, głowy) miejsca na boisku (parkiecie) być nie powinno, z tym trzeba walczyć i to bezdyskusyjnie piętnować właśnie w imię zasad i idei żeby futbol (piłka ręczna, inne zespołowe gry kontaktowe) nie przeistoczył(y) się w MMA. ...
Faktycznie, choć w niezamierzony sposób wpisaliśmy się wraz z @kibic50 w tok myślenia, który chciałeś ogółowi przedstawić. Ta długa bądź co bądź wzajemna polemika do której dołączył @a-c10 wytworzyła się w zupełnie nagły sposób podparty dużym ładunkiem emocji po nazwijmy to różnych decyzjach sędziego Frankowskiego jak i bardzo różnych zachowaniach piłkarza Góralskiego...
Na skutek tychże emocji nawet gdzieś po drodze gubiła wątki, ale suma sumarum wszystkim nam przyświecał jeden zgodny wniosek -
w sensie którego - nie zgadzamy się z boiskowym chamstwem.
Owszem przywołałem z pamięci Lesława Ćmikiewicza, Ty z kolei podałeś inne przykłady polskich piłkarzy i ich "sztuczki"...aha jeśli mnie pamięć nie myli to z Portugalią Ronaldo a obecnie CR7 został pozbawiony jakichkolwiek chęci do grania przez Grzesia Bronowickiego, który to obrońca całkowicie wybił mu zapędy jedynie swoją siłą fizyczną bez dodatkowych sztucznych atrakcji...
Natomiast o czym pisałem wszyscy zdajemy sobie sprawę, że sytuacje które wyjąłeś przykładami i bardzo i dawno i teraz się zdarzają. Różnica polega na eskalacji takich sytuacji oraz przykładania do nich wielkiej wagi przez niektórych trenerów doprowadzających do wręcz zamierzonej akceptacji a idąc dalej do wymagalności...(!)
I tu ludzie związani z piłką nożną, ale nie tylko gdyż ten element wulgaryzacji dyscyplin sportowych jest coraz częściej postrzegany jako normalny...co już na tą chwilę powinno być absolutnie stopowane przepisami, karami, dotkliwymi zawieszeniami itd, itp.
( typu np: za brutalny faul czerwień i 4 mecze z głowy z urzędu)
Oddzielną acz ważną sprawą jest czynnik medialny czyli to co proponują wszelkiej maści eksperci lub znawcy. Środowisko powinno bardzo głośno negować i karcić zbyt śmiałych idących w chamstwo zawodników. Tak jak oceniano świetnego reprezentanta Polski Kamila Glika, który załatwiając pewnie stare ligowe porachunki z Higuaínem potraktował go jak zwykły cham...jasno stawiając sprawę opisując ten wyczyn jako nagannie niedopuszczalny. Idąc tym przykładem Ekstraklasa, KL czy KS wszystkie te zacne gremia powinny wspólnie "podkręcić śrubkę" i wytoczyć otwartą walkę z prymitywizmem.
W przeciwnym razie będziemy sprowadzać naszą piłkę do poziomów takich przysłowiowych "Góralskiech" a nie do poziomu "Odjidjów"...zbieżność nazwisk niestety nie przypadkowa...
Chyba, że nam nie zależy ...to - he he he śmiejmy się razem z Kazkiem od Węgrzynów