A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Lechia 0-0: Mistrzowski remis

Legia mistrzem Polski w sezonie 2016/17! W ostatnim meczu sezonu nasza drużyna zremisowała w Warszawie z Lechią Gdańsk 0:0. Do obrony tytułu potrzebowaliśmy korzystnego rozstrzygnięcia w Białymstoku – i to rozstrzygnięcie padło. Jagiellonia nie zdołała pokonać Lecha i tym samym Legia obroniła przewagę nad konkurentami.

Ostatni mecz sezonu Legia rozpoczęła w składzie: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Kopczyński, Moulin – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Nagy – Radović. Skład Lechii wyglądał następująco: Kuciak - Vitória, Maloča, Wawrzyniak – Haraslín, Sławczew, Borysiuk, Peszko - Krasić, Wolski - M. Paixão.

Legia zaczęła nerwowo. Piłkę tracili między innymi Odjidja-Ofoe i Radović. W 5. minucie goście mieli szansę po rzucie rożnym. Paixão doszedł do strzału głową, ale nie trafił w bramkę. W początkowej fazie meczu lechici dłużej utrzymywali się przy piłce i grali z większym luzem niż legioniści. W 11. minucie znów uderzył Paixão, tym razem z dystansu i znów nie trafił w bramkę. Dwie minuty później pierwszy raz zaatakowała Legia. Nagy otrzymał piłkę w polu karnym, dośrodkował, ale podanie Węgra nie dotarło do adresata. W 23. minucie mocno z półobrotu uderzył Krasić, jednak chybił. W 34. minucie w pole karne gości wbiegł Guilherme, strzelił płasko z prawej nogi, niestety obok bramki. Dwie minuty później Nagy doszedł do dośrodkowania Moulina z rzutu wolnego, ale zbyt słabo trącił piłkę głową.

Do przerwy było 0:0. Wobec prowadzenia Lecha w Białymstoku, remis dawał Legii tytuł mistrzowski, ale obraz pierwszej połowy zapowiadał, że rozstrzygnięcie będzie do ostatnich minut wisieć na cienkim włosku.

W pierwszej akcji po przerwie Odjidja-Ofoe otrzymał podanie w polu karnym gości, efektownie przyjął piłkę, uderzył, ale nie trafił w bramkę. W 52. minucie Odjidja-Ofoe przymierzył z rzutu wolnego i niewiele zabrakło do tego, by nasz zespół objął prowadzenie. Lechia grała inaczej niż przed przerwą, była skoncentrowana na obronie i niezbyt kwapiła się do kontr. Legia również nie forsowała tempa, przez to mecz stał na słabym poziomie. W 60. minucie w dobrej sytuacji w polu karnych Lechii był Nagy, ale jego strzał zatrzymał się w gąszczu nóg obrońców. Chwilę później piłkę w trybuny po płaskim dośrodkowaniu Hlouška posłał Guilherme. W 68. minucie Peszko ostro zaatakował Odjidję-Ofoe przy linii bocznej boiska i sędzia Frankowski ukarał zawodnika gości czerwoną kartką. Grając w dziesiątkę, goście mieli najlepszą sytuację w tym meczu. W 72. minucie na mokrym boisku pośliznął się Dąbrowski, na bramkę Legii ruszył Paixão i strzelił płasko z lewej nogi. Dobrze interweniował Malarz. W 83. minucie sam przed Kuciakiem znalazł się Guilherme, Brazylijczyk znajdował się na ewidentnym spalonym, ale sędzia nie przerwał gry. Guilherme przegrał pojedynek z odważnie interweniującym bramkarzem Lechii. W końcówce ładnym strzałem popisał się wprowadzony za Nagya Hämäläinen, ale piłka poszybowała nad poprzeczką bramki gości. Zza pola karnego uderzył też Odjidja-Ofoe, ale i on nie trafił.

Najbardziej nerwowo zrobiło się po końcowym gwizdku sędziego Frankowskiego. W tym momencie w Białymstoku był remis 2:2 i Jagiellonia miała jeszcze siedem minut na strzelenie bramki, która całkowicie zmieniłaby sytuację w tabeli. Na szczęście podopieczni trenera Probierza nie zdołali tego dokonać i mogliśmy się cieszyć.

Na pewno nie był to najlepszy mecz Legii, która przez większą część spotkania wydawała się zadowolona z remisu i w efekcie tego na kilka minut musiała powierzyć swój los piłkarzom Lecha Poznań. Najważniejszy jest jednak końcowy efekt. Dziś cieszmy się, na analizy czas przyjdzie jutro. Mistrzem Polski jest Legia!

Dyskusja (51)
1niedziela, 04, czerwiec 2017 21:34
Jestem strasznie zniesmaczony. Po przerwie wyglądało to tak, jakby drużyny umówiły się na remis. Przy stanie 0:2 w Białymstoku, można było sobie na to pozwolić, ale o mały włos zostalibyśmy skarceni.
Walki nie było za grosz, poza idiotycznym zagraniem Peszki.
Sytuacji podobnie. Dla mnie koszmar, przez co mistrzostwo smakuje jakby mniej Sad
Magiera dokonał cudu przy pomocy najlepszego piłkarza Legii od dziesięcioleci.
Oni to zrobili Smile
Mam nadzieję, że uda się VOO zatrzymać.
Czekam na losowanie. LM czeka Very Happy
2niedziela, 04, czerwiec 2017 22:41
Moros
Dla mnie ten mecz od pewnego momentu był istną sielanką. Lechia nie za bardzo chciała atakować, Lech prowadził 2-0, nasi grali przede wszystkim bezpiecznie. Wydawało się, że nic złego nie może się stać. Dodatkowo Peszko sam wyeliminował się z gry. Coś jak rok temu, gdy w ostatniej kolejce prowadziliśmy z Pogonią, a Piast "moczył" z Zagłębiem. I nagle w Białymstoku zaczęła się gra. Nagle wszystko prysło. Lech się kompletnie posypał, a nam widmo utraty mistrzostwa zaczęło zaglądać w oczy. Ostatnie 10 minut meczu w Białymstoku spędziłem w przedpokoju mojego domu, modląc się gdy słyszałem że Jagiellonia atakuje. To było coś strasznego...

Piłkarzom i trenerowi Magierze szczerze gratuluję. Zrobili coś fantastycznego. Wyszli z głębokiego dołka i pokazali, że niemożliwe jest możliwe. Ten tytuł smakuje naprawdę słodko, zwłaszcza że na przestrzeni sezonu, puchar ekstraklasy "miały" już w swoich rękach Lechia oraz Lech. Do końca walczyła niedoceniana przez cały sezon Jagiellonia. Chwałą Bogu, że rzutem na taśmę nie udało im się tego tytułu wydrzeć, bo te ich burackie zachowanie sprzed dwóch tygodni jest godne potępienia. Dzisiaj też postanowili być sprytni i rzucaniem serpentyn oraz rac, cwaniacko "kupili" swoim graczom 10 minut. Te 10 minut kosztowało mnie parę lat życia.

Dziękuję więc piłkarzom, trenerom i działaczom. Dzięki Wam można powiedzieć, że dożyłem wreszcie czasów o jakich jeszcze z 10 lat temu marzyłem. Aby Legia była wielka i corocznie kolekcjonowała trofea. Ostatnia 5-latka to właśnie taki czas. Oby jak najdłużej.
3niedziela, 04, czerwiec 2017 23:04
anonimowy_legionista
Jest MP, ale jednocześnie niesmak. Niesmak po stylu ostatniego, meczu. Niesmak po zostawieniu losów tytułu wynikowi spotkania Jagi z Lechem.
Autentycznie byłem przekonany, że ktoś się tam się podłoży byle Legii zrobić na złość.
4niedziela, 04, czerwiec 2017 23:29
Zgred Maruda
@kibic50

Oj kibic, kibic Very Happy naprawdę nie wiesz o co ułożyła się gra w ostatniej kolejce? Podkreślam - ułożyła
Gra szła o to aby Probierza na czwartym miejscu posadzić...zapewne nie tylko w Warszawie nie szczyci się "sympatią". Tak więc przy 2-0 Lecha w Białymstoku trzy zespoły trzymały w swoich rękach pucharowy constans. Niestety jak napisał @Moros - Lech się posypał mając mecz pod kontrolą ( do 87 min)...
Białostockie myki przejdą do historii - z nami petardami w nocy , z Lechem pod zyskanie dodatkowych 10 minut - przez serpentyny...
Jednak za pewne Rutkowscy w klubie po PP podnieśli duży raban z
zapowiedzią różnych "ruchów finansowych" i nie tylko...dlatego bronili jak mogli remisu, który dawał im - puchary z trzeciego miejsca. Dając wygraną Jagiellonii - nas by uwalili, ale zostaliby w niebycie.

Właśnie sobie oglądam jak Kędziora nabuzowany i zły ma za złe całemu światu fakt, że wypuścili wygrany mecz. A na sugestię, że grali niejako dla Legii...burknął , że żałuje iż Legia wygrała ligę a resztę pozostawi bez komentarza...Wink
Gdyby wygrali PP - och mogłoby to pójść w totalnie inną stronę...
Jednak Legia wtedy mam wrażenie grałaby inaczej Wink
Podkreślam słowo klucz - o co ułożyła się ostatnia kolejka.

Na podsumowania przyjdzie czas, ale tylko jeden zespół potrafi wydobyć się z 14 miejsca ze stratą 12 punktów ...grając w pucharach w LM oraz LE...i Obronić Mistrzostwo - tylko JEDEN Very Happy na dodatek ! Grając bez napastnika...
5poniedziałek, 05, czerwiec 2017 00:36
a-c10
Gratulacje. Bez względu na dzisiejszy mecz, o którym i tak wszyscy szybko zapomną, Mistrzem Polski został zespół, który najbardziej tego chciał. Nie przypominam sobie, abym z ust kogokolwiek związanego z Legią słyszał jakieś pogaduchy do poduchy w stylu "my możemy, nie musimy", "tytuł byłby fajny, ale puchary też całkiem ok", etc., etc. Tymczasem taki Probierz tuż przed meczem fanzolił coś o "kopciuszkach". No to ma za swoje.
6poniedziałek, 05, czerwiec 2017 00:50
corazstarszy
@Moros
Te 10 minut kosztowało mnie parę lat życia.

Chyba każdego.
Mi było dane na stadionie. Mam przedpotopową elektronikę, więc musiałem się zdać na sąsiadów. Byli oczywiście ludzie obok, którzy mieli urządzenia do śledzenia live. Ale gdy w tym tłoku usłyszałem, że w Białymstoku jeszcze wiele minut, to wyszedłem na galerię na papierosa, choć ludzie palili na trybunach, a stewardzi nie gonili. Paląc, myślałem tylko o historii z Niemiec, chyba z 2001. Ostatnia kolejka, koniec meczu na starym stadionie w Gelschenkirchen i na tamten moment miejscowi byli mistrzami Bundesligi i już zaczęli świętowanie. Ale trwał jeszcze HSV – Bayern. I Bayern w doliczonym czasie strzelił z wolnego pośredniego i to on zdobył tytuł.
Myślałem, że to nas czeka. Jak wróciłem, to jeszcze trwało oczekiwanie. I obok jacyś ludzie nagle zaczęli wołać ‘koniec, koniec’ i po ich reakcji już wiedziałem:
MISTRZEM POLSKI JEST LEGIA
Przeżyłem to sam
Sorry, że takie głupoty piszę, ale to ze szczęścia i wzruszenia. Strasznie ciężki sezon. Jak się wspomni MP z 2013 i 2014 zdobyte ‘przed telewizorem’ dzięki wynikom w Poznaniu, to się wierzyć nie chce, że kiedyś mogło być tak bezstresowo. To nie na moje nerwy. Za stary jestem, mocnych wrażeń nie szukam.
Nie wiem, komu najbardziej dziękować, więc wszystkim dziękuję. Ale: ‘Tylko frajery nie lubią Jacka Magiery’.
Z takich okołomistrzowskich, to:
Dawno się nie zdarzyło, aby klub, który dotrwał do wiosny w pucharach, zdobył MP. Ale to jest właśnie nasza Legia
O superpuchar zagramy z piękną Arką Gdynia i jej czołowym strzelcem Siemaszką.
Widzów na meczu w Białymstoku Jagiellonia – Lech: 19.084; widzów na meczu w Białymstoku Jagiellonia – Legia w 35. kolejce 22.394. Taki szalik mają: ‘Dziękuję, że nie urodziłem się w Warszawie’. Pełna jednomyślność: ja też dziękuję, że oni się nie urodzili w Warszawie.
MP zdobyli też tacy zawodnicy jak Michaił Aleksandrow, Jarosław Niezgoda (MP i spadek w jednym sezonie - rzadkość), Steven Langil, Stojan Vranjes, Tomasz Brzyski i Mati Wieteska. To tak a propos nadmiernie rozdętego budżetu
Kuciak odchodził trochę w aurze buraka. Teraz, gdy padł jak gromem rażony po niby nadepnięciu przez Vadisa, postrzegam go jako megaburaka.
Panowie, mamy zaszczyt naprawdę wielkiemu Klubowi kibicować
7poniedziałek, 05, czerwiec 2017 02:40
Senator
Za kilka dni zapomnimy o tym meczu w sensie kunktatorskiego kombinowania z remisem. Będziemy natomiast zawsze pamiętać o Mistrzostwie Polski dla naszej drużyny w sezonie 2016/17
Ponownie dał znać o sobie niebezpieczny wynik 2:0
Tak jak większość z Was jestem pewny że wiadomość z Białegostoku o wyniku do przerwy wywarła wpływ na boiskowe poczynania w Warszawie w drugiej połowie.
Nam pasowało i Lechii pasowało więc gra wyglądała tak jak widzieliśmy.
Sam do wyniku w Białymstoku 1:2 byłem roluzniony i szczęśliwy. Później wkrada się lekka niepewność. Przy dwa dwa już wk. . A kiedy się dowiedziałem , że tam mecz będzie trwał jeszcze 10 minut w głowie pojawiły się spiskowe teorie dziejów i właściwie byłem pewny , przekręcą nas. Zupełnie nie pamiętałem ,że przegrana Lecha wyeliminuje ich z europejskich pucharów.
Dwie smutne sprawy o których chcę napisać.
1. Mięśniak bez mózgu kopiący innego kibica który fakt niepotrzebnie tak szybko wbiegł na boisko.
2 Dla mnie wielka szkoda że prezes Lesnodorski raz nie oglądał meczu z loży głównej ( dobra to jeszcze mogę zrozumieć ) dwa nie odebrał medalu razem z drużyną, a przecież był wyczytany.
Ogólnie panowie szlachta odrobilismy 12 punktów starty! !!
Graliśmy w LM, wyszliśmy z grupy naprawdę niesamowity i piękny sezon Smile
8poniedziałek, 05, czerwiec 2017 07:18
CTP
Ja powtórzę za Pazdanem: ten mecz był jak cały nasz sezon. Nie cieszyliśmy się zbytnio z awansu do LM i radość z wczorajszego sukcesu również zakłóciła ta ustawka. A że była ustawka, to sam wzmiankowany Pazdan o mało się nie wygadał: "Nie wiedzieliśmy, co się dzieje w Białymstoku. Nie wiedzieliśmy, czy mamy atakować, czy..." i tutaj wyraźnie ugryzł się w język. Ja się, zresztą, temu nie dziwię - przecież w Lechii gra i Kuba Wawrzyniak i Ariel Borysiuk. Na szczęście zapłaciła za to tylko Lechia a my świętujemy.

Wielkie gratulacje dla drużyny ale przede wszystkim dla Magiery. Nie dość, że wyciągnął zespół z bagna, to jeszcze poradził sobie po zimowej wyprzedaży. Wiosną postawił na defensywę i to w praktyce dało mu MP.

Teraz, drogi panie Mioduski, najwyższa pora pomyśleć o przyszłości. Raczej niewielkie są szanse na rozstawienie w IV rundzie, więc zespół trzeba sensownie wzmocnić.
9poniedziałek, 05, czerwiec 2017 08:44
@Zgred

Oj Zgred, Zgred Very Happy ciekawy jestem, czy dopisywałby Ci humor, gdyby grająca z przewagą dwóch zawodników Jagiellonia zdobyła trzecią bramkę ?

"naprawdę nie wiesz o co ułożyła się gra w ostatniej kolejce? Podkreślam - ułożyła"

No właśnie nie wiem, bo do tej pory czytałem, że wszyscy, podkreślam wszyscy układają się przeciw Legii Very Happy
Jak widać idzie nowe, co tylko uzasadnia reformę, niestety z dzieleniem punktów.

Przeczytałem ilu to piłkarzy zdobyło w tym roku tytuł.
Starczyłoby na dwie drużyny Smile
10poniedziałek, 05, czerwiec 2017 08:45
@Zgred

Ps

Oni to zrobili Very Happy
11poniedziałek, 05, czerwiec 2017 09:17
iocosus
Pewną konsternację w odbiorze tego co było wczoraj można próbować zrozumieć. Trudno to było znieść, nadążyć, wytrzymać. Jeżeli po meczu jesteśmy „strasznie zniesmaczeni” to co by to było gdyby Jaga wkopała Kolejorzowi na 3:2, a przecież były ku temu okazje!? Lepiej nie pisać, ani sobie nawet nie wyobrażać jakie nastroje by wówczas w Warszawie dominowały, jaka burza z gromami, piorunami nad stolicą by przechodziła i raczej nikogo by nie oszczędziła. Z nieba do piekła, a tam wielkie grillowanie po całości jeśli dziś jesteśmy ciągle "zniesmaczeni". Wink Zatem wielkie uuuuuuufffffffffff, że jednak w tym niebie jesteśmy.

Pełna zgoda, że nad przebiegiem wczorajszego naszego meczu to lepiej jak najszybciej zapomnieć. Gdyby napisać ze „obie drużyny rzuciły na szalę wszystkie swoje siły by mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść” to by było ewidentne i raczej bezczelne zaprzeczenie wydarzeniom boiskowym. Kontrola korzystnego wyniku (z obu stron bo i satysfakcjonującego obie strony) zatem asekuracja i zabezpieczenie tyłów, kunktatorstwo i zgodzę się również że pewna forma „ustawki” sprokurowana wynikiem z Białegostoku, tego byliśmy świadkami.

Z nieba do piekła faktycznie trafili gdańszczanie. Z gatunku ulubionej „gdybologii” - gdyby Paixao pokonał Malarza w tej sytuacji którą miał, to świętowaliby najlepszy sezon w swojej historii i największy swój sukces, nie trafił, zatem po raz kolejny znaleźli się za burtą pucharową i są największym przegranym z czwórki „finalistów” i żadne przywoływane zaklęcia w rodzaju że bramki na finiszu nie stracili tego nie zmienią.
Bjelica i jego zespół niby miał pod kontrolą mecz, a przecież gdyby tą trzecią bramkę stracili to jestem zdania że i posadę w Poznaniu Nenad ewidentnie by stracił, biorąc jeszcze pod uwagę ostatnie „przejścia” i bynajmniej brak sielanki w prowadzeniu zespołu. Teraz w Poznaniu będą sobie zadawać pytanie czy „brak sielanki” będzie trwał, wtopa w pucharach i raczej według mnie Chorwat znajdzie się na aucie. O Probierzu to chyba lepiej nie pisać na zasadzie „co by było gdyby było”, facet by się znalazł w kompletnie innym swoim stanie uniesienia, strach się bać. Do Jagi o „czary” i prowincjonalne zagrywki można mieć słuszną pretensję, ale też chyba jednak można skonstatować że Cezary Kulesza oprócz branżny muzycznej to i w tej piłkarskiej radzi sobie nadspodziewanie dobrze, skutecznie.

Uff! Very Happy
12poniedziałek, 05, czerwiec 2017 09:23
CTP
"Przeczytałem ilu to piłkarzy zdobyło w tym roku tytuł."
To świadczy o dość chaotycznej polityce transferowej i zwykłym marnotrawieniu pieniędzy. Mamy kasy w bród, więc ściągnijmy piętnastu piłkarzy, a nuż paru z nich się nada. A efekt finalny była taki, że z przodu straszyliśmy wiekowym, w dodatku grającym z kontuzją Radovicem.
W tym kontekście ja jestem zadowolony z tego, że konflikt właścicielski zakończył się tak jak się zakończył. Starczy już tego Bizancjum.
13poniedziałek, 05, czerwiec 2017 09:27
świrekwampirek
Tak wyjątkowo bo okazja jestSmile

Sprawa jest prosta MISTRZEM POLSKI JEST LEGIA, LEGIA NAJLEPSZA JEST...!!!

Wielkie podziękowania dla piłkarzy i całego sztabu z trenerem Magierą na czele.
Zrobił coś wielkiego, w swoim debiucie trenerskim wyciągnął drużynę z kryzysu, odrobił straty zdobywając MP i jeszcze powalczył w LM. I dokonał tego mimo burzliwego okresu w klubie i znacznego osłabienia zimą.
SUPER.

Niestety jest mała zadra po wczorajszym meczu która mnie boli, sami cały czas narzekamy na wszelakie spółdzielnie a wczoraj Legia zrobiła to samo grając z Lechią na umówiony remis. Nie idźmy tą drogą już nigdy więcej.

Ale nie ma co i wszyscy razem hitem MISTRZEM POLSKI JEST LEGIA, LEGIA NAJLEPSZA JEST...!!!
14poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:02
Baron
To był trudny sezon, od beznadziei do euforii. Ekstraklasa i LM zaczęły się fatalnie by summa summarum zakończyć się szczęśliwie. Do tego wygranie ligi bez napastnika jest ewenementem na skale światową.
Co do wczorajszego meczu to mógł poprzez kunktatorstwo skończyć się największą kompromitacją Legii w XXI wieku, niewiele brakowało, a na własne życzenie tak by się stało. Odczucia po meczu wczoraj były takie jak po awansie do LM. Ktoś w klubie przekombinował. Mi ten mecz kompletnie się nie podobał i wyglądał wg. mnie na ustawkę z Lechią.
Nie mniej tytuł Mistrza Polski osłodził ten cały wariacki sezon.
15poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:18
Baron
Aha, cała Legia zawsze razem. Jedna z niewielu okazji by zobaczyć tych co z tylnego siedzenia sterują ruchem kibicowskim.


https://www.youtube.com/watch?v=FayhLHwbBD8
16poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:22
świrekwampirek
Baron jak w tym kawale, a niesmak pozostał.
Swoją drogą to kompletna kompromitacja tej pseudo reformy. Kupczenie punktami w Krakowie, Lubinie i Niecieczy. Mocno wątpliwe mecze w Lubinie i niestety wczoraj w Warszawie.
Nie majstrowanie w systemie rozgrywek a rzetelna praca u podstaw na wielu frontach Panie Boniek i reszta krętaczy.
17poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:27
Zgred Maruda
@kibic50

"Oni To Zrobili" ZROBILI Wink
dlatego pozwoliłem sobie prowadzić "Księgę 2016/2017
"Na Aucie"...lokując w niej pokłady wiary !

Ja tu się troszkę z panami nie zgadzam. Moim zdaniem ustawki w sensie tego słowa zwyczajnie nie było. Napisałem powyżej, że wynik z Białegostoku niejako "ustawiał" grę obu drużyn w Warszawie. Czy ktoś daje wiarę słowom piłkarzy schodzących na przerwę o tym, że oni wcale nie wiedzą o innych wynikach...Very Happy A to dobre...bardzo dobre. I tu w świetle tych wydarzeń na Ł3 nastąpiło tzw. "zawieszenie broni" tyle tylko, że ono się zwyczajnie urodziło w trakcie napływania informacji z Podlasia. Ani Legia, ani Lechia nie chciała podejmować większego ryzyka zabezpieczając głównie swoje tyły. Mecz się nie otworzył bo do 87 minuty w Białymstoku - nie musiał.
Tu cytowany przez @CTP wywiad z Pazdanem Very Happy, który prawie się wysypał mowiąc iż "już w pewnym momencie nie wiedział jak grać mają...czy strzelać, czy nie"... potwierdza wszystko.
To Lech Poznań się omsknął gdyż wygrywając byłby vice mistrzem kraju i dlatego szorowali na tyłkach murawę aby dające trzecie miejsce ( puchary) obronić...i ustrzec się przed zapowiedzianą rozpierduchą w klubie.

Oczywiście gdyby Jagiellonia mecz jednak wygrała - to Warszawa zalałby się ogromnymi łzami żalu. To prawda! Ale w słowie - gdyby -jest ukryty ogromny sens Wink
Bo gdyby Wisła Kraków karnego nie strzeliła pewnie Legia by wygrała mając dwa punkty więcej w ósemce lub co zabrzmi bardzo ładnie - gdyby Real Madryt nie wyrównał to Legia Warszawa byłaby jedynym klubem, który wygrał ze zdobywcą pucharu LM...

Tylko to jednak ciągle "GDYBY"... Very Happy
18poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:33
dalkub
koniec wieńczy dzieło, kto oglądał mecz to wie jak było. Legia jest mistrzem i super. Teraz kluczowe jest kto będzie w tym zespole grał w lato i na jesieni, piszę że w lato bo nie wykluczam takiej sytuacji, że jaki Legia awansuje do LM to zostaną wszyscy, a jak coś sie nie uda, to w sierpniu ze dwóch nas opuści.
19poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:41
świrekwampirek
Oj Zgred, trochę powiało od Twych słów (literek jak wolisz) "W pustyni i w puszczy"Wink
20poniedziałek, 05, czerwiec 2017 10:42
Mroova
taaaa..... te minuty po zakończeniu naszego meczu z czekaniem na zakończenie meczu w Białymstoku .... bezcenne ;(

No ale smak czy niesmak (u mnie też raczej to drugie), plan wykonany i radość jest.

Później wieczorem byłem świadkiem długiej i zażartej dyskusji Darka Marca z Marcinem Żewłakowem nt. systemu rozgrywek. Prezes ESA bronił (no, może wręcz wychwalał) ESA37, a "Żewłak" jechał po systemie rozgrywek jak Legia z Termaliką (no, nareszcie po tym sezonie mogę to napisać Smile ). Wartości kontra kasa ..... Ale bez kasy to realizacja wartości też nie za bardzo. Ale przynajmniej jest o czym gadać / pisać.
21poniedziałek, 05, czerwiec 2017 12:03
CTP
@Świrek
Akurat z tym Bońkiem, to chybiłeś, bo Zibi jest zwolennikiem ligi 18-zespołowej i normalnych rozgrywek. Nawet zaoferował wsparcie Ektraklasy z budżetu PZPN dla tych dodatkowych 2 zespołów. Dlatego też decyzja o kształcie przyszłych rozgrywek jest aktualnie wstrzymana. On, zresztą, od początku tej reformy zgłaszał swoje "votum separatum".

W ogóle, z tego, co obserwuję, to zdaje się, że jest wielka ochota ze strony Bońka, aby pogonić to towarzystwo pt. "Ekstraklasa S.A." i przejąć zarządzanie nad rozgrywkami. Ja osobiście jestem jak najbardziej "za", bo uważam, że z obowiązkami spokojnie poradziłby sobie zwykły departament w PZPN a przestalibyśmy tracić pieniądze na finansowanie grupy obiboków, których jedynym wysiłkiem jest ustalenie terminarza 2 razy do roku.
22poniedziałek, 05, czerwiec 2017 12:15
anonimowy_legionista
Ja dzisiaj mam to samo co wczoraj, ani radości, ani smutku. Kolejny tytuł i kolejka 37 która nie powinna się odbyć. Czy to w White Stoku czy Warszawie, mecze wyglądały dziwnie.

Jakiś czas temu napisałem w stylu wolnym, że nikomu z rywali nie zależy na MP i chyba coś w tym jest.

Dla mnie to gorzko-słodki smak.

Zabrakło kropki nad "i" jak u trenera Czerczesowa.
23poniedziałek, 05, czerwiec 2017 15:44
Mroova
@CTP

Hm..... tak po prawdzie to dzisiejszy departament rozgrywek ESA to ludzie z departamentu rozgrywek PZPN przetransferowani wraz z utworzeniem ESA. I tak po prawdzie to oni się wszyscy (i ci z PZPN i ci z ESA) chyba dobrze znają i współpracują - jedna rodzina (muszą np. skoordynować PP i rozgrywki ESA). Poza tym z tego co widzę, ta "grupa obiboków" jest w ciągłym pędzie, bo ustalenie kalendarza to tylko jedno z wielu, nawet powiem bardzo wielu zadań jakie mają (i tu Ci powiem Drogi CTP, że to było niesprawiedliwe z Twojej strony, bo nie wiesz a walisz po łbach jak leci). I to naprawdę nie chodzi o to, czy i kto by sobie z kalendarzem poradził (choć na tyle, na ile pewne informacje do mnie dochodzą - to nie takie proste Smile ). To jest rozmowa o kasie i koncepcji budowy topowej ligi zawodowej w Polsce. Boniek zdaje się patrzeć na to z punktu widzenia sportowca - praktyka. Zresztą prawdziwą karierę robił tam, gdzie nikt (póki co) nie widzi potrzeby kombinowania z systemem rozgrywek, żeby je "uatrakcyjnić medialnie". A celem utworzenia ESA i podstawowym zadaniem jakie ma ESA było, jest i pozostanie maksymalizowanie wpływów z praw telewizyjnych. I to jest specjalistyczna wiedza której federacja (PZPN) nie ma. Po prostu nie ma i zresztą dlatego powoływane są takie spółki także w innych "lepszych" ligach. Nie o przekazywanie ustalania kalendarza tu chodzi. Tylko o to, za co telewizje zapłacą więcej. I myślę, że Boniek to "chciałby i boi się", bo jak coś narzuci i spadną wpływy z praw telewizyjnych to w tym momencie on przestanie być prezesem PZPN. Błysk i nie ma gościa. I stąd m.zd. "stawianie ESA do kąta" (tak, żeby się nic nie zmieniło) i wypominane przez Darka Marca ostatnio w wywiadzie zmiany zdania prezesa PZPN. Bo każdy mądry, ale każdy ostrożny i odpowiedzialności się bojący. Jak już spodziewałbym się jakiejś szarży Bońka na ESA to po następnym przetargu, chyba że wynajdzie ludzi, którzy będą "jego ludźmi" i dadzą mu komfort, że zadania (wyciśnięcia więcej niż dotychczas kasy z nadawców) i to na warunkach Bońka ("jego" system rozgrywek) nie zawalą. A tak to i chciałbym, i boje się .....

@(a_l)
"mam tak samo jak Ty..."
24poniedziałek, 05, czerwiec 2017 16:27
@Zgred

"Tylko to jednak ciągle "GDYBY"..."

Tyle, ze nie o GDYBY tu chodzi.
Przed ostatnią kolejką wszystko mieliliśmy w swoich rękach, nogach, głowach (niepotrzebne skreślić)
Wskutek fatalnej taktyki, zaangażowania, ustawki (niepotrzebne skreślić) oddaliśmy los na 10 minut w ręce Jagielloni.
Szczęście tym razem dopisało, ale ja bym wolał, aby o mistrzostwie decydowały umiejętności, forma, walka (niepotrzebne skreślić) a nie przypadkowa bramka w doliczonym czasie na boisku w Białymstoku, Poznaniu, Gdańsku ( niepotrzebne skreślić)

Co sie zaś tyczy "GDYBY", to mistrzostwo zawdzięczamy Arce, bo GDYBY PP nie zdobyła, to Lech by sie Jadze podłożył. Jak w banku.
Pozdrawiam z głośnym na ustach: Mistrz, mistrz Legia mistrz !
25poniedziałek, 05, czerwiec 2017 16:55
CTP
" A celem utworzenia ESA i podstawowym zadaniem jakie ma ESA było, jest i pozostanie maksymalizowanie wpływów z praw telewizyjnych"

Przy jednym jedynym nadawcy? No, sorry ale o jakim maksymalizowaniu mówimy, skoro od 17 lat monopol ma C+? I to ta stacja dyktuje ceny, wobec których Ekstraklasa jedyne, co może zrobić, to skwapliwie podpisać. Przecież oni przez rok nie potrafili nawet znaleźć sponsora tytularnego aż w końcu Totalizator się zlitował.

Z tą spółką jest dokładnie tak samo jak z reformą, którą wymyślili. Nikt nie wie, po cholerę tak właściwie to to jest.

W obecnej polskiej kopanej mamy aktualnie dwa światy: świat reprezentacji i świat piłki klubowej. Rożnica pomiędzy tymi światami jest mniej więcej taka jak pomiędzy Polską a RFN w latach 80-tych. Reprezentacja jest obecnie żyłą złota dla PZPNu i może warto byłoby troszeczkę z tej żyły uszczknąć. I liga od jakiegoś czasu to robi i źle na tym nie wychodzi. Podobno oglądalność ma niewiele mniejszą niż Ekstraklasa.
26poniedziałek, 05, czerwiec 2017 17:20
Zgred Maruda
@kibic50

Ależ oczywiście, że masz rację też bym wolał losu nie kusić oddając te 10 minut atrybutowi szczęścia. No cóż można by nawet założyć, że pole karne wraz z bramką białostockiego stadion całkowicie "zasypane"...nie będzie a wtedy "doliczonego czasu igrania" pewnie byśmy nie odczuli Wink My - koniec, oni- koniec i radocha.
Stało się inaczej ale aby za daleko nie odchodzić od GDYBY...
to inaczej niż w zwariowany sposób chyba nie mógł się skończyć ten całkowicie zwariowany sezon, zwariowanych zwrotów akcji.
Bo i znowu GDYBY rozegrał się parę kolejek wstecz na tzw. spokój -to może nie dałby aż takiej satysfakcji jak ten rodzący się aż w "takich bólach" Very Happy do ostatniej kolejki.

"Co sie zaś tyczy "GDYBY", to mistrzostwo zawdzięczamy Arce, bo GDYBY PP nie zdobyła, to Lech by sie Jadze podłożył. Jak w banku."

Zgoda, tylko GDYBY Lech się podłożył i Jagiellonia mecz wygrała... Wink nasz mecz z Lechią gralibyśmy zupełnie inaczej ( patrz Lech)...

Zostawiając Gdybanie...wzajemnie pozdrawiam
27poniedziałek, 05, czerwiec 2017 18:10
Zbyszek
O tym,że trzeba szanować i doceniać to co się ma ,bo to jest prawdziwy skarb.
Dla ilustracji postawionej powyżej tezy posłużę się wierszem mało znanego poety Andrzeja Nowickiego ,który napisał on w Oflagu wiosną 1945 roku.

Warszawa.
Gdy o Ojczyźnie mojej myślę -
Myślę : Aleje...Zjazd...Powiśle...
Tobie ojczyzną - wioska, ruczaj,
Mnie - Mokotowska,Bracka, Krucza.
Nie las,nie łąka, nie łan zboża.
Ale Krzywe Koło,Wspólna, Hoża..
I kiedy bierze mnie tęsknota,
To myślę :Chmielna...marzę : Złota.
Jeśli mam zginąć - dobry Boże,
To za spalone domy Hożej.
Jeśli mam zginąć - niech mnie zniszczą
za Nowy Świat podobny zgliszczom,
Za Świętokrzyską zrujnowaną,
Za Dobrą,Twardą i Drewnianą.
Lecz przedtem- daj mi ujrzeć latem
Księżyc idący Mariensztatem.
Pan dał mu tyle łaski,że marzenia , co prawda po 8 latach emigracji się ziściły.My też jej doświadczamy chociażby wczoraj, być może w nadmiarze, być może na tyle jej nie zasługujemy, więc szanujmy to co mamy i doceniajmy to co jest nam dane. Żarliwych emocji, prawdziwej miłości i spełnienia marzeń za żadne pieniądze się nie kupi.

O tym,że arcymistrzowski remis może istnieć nie tylko w szachach.
Szachy jak wiadomo są grą pamięci i taktyki, która dla niepoznaki nazywana jest w tym sporcie stosowaniem wariantów i kombinacji.W pojedynkach o Mistrzostwo Świata pomiędzy dwoma świetnymi i dobrze znającymi siebie szachistami nader częstym wynikiem był remis zwany arcymistrzowskim. Wczoraj przy Ł 3 boisko przypominało szachownicę,a obie drużyny takich szachowych arcymistrzów.
Spotkały się bowiem dwie drużyny o ustalonym i przewidywalnym ustawieniu oraz dobrze rozpoznanej organizacji gry.I Legia i Lechia , jak na swoje możliwości dość marnie radziły sobie, Legia na swoim boisku,a Lechia na wyjazdach i było to i wczoraj dobitnie widoczne.
Lechia na wiosnę grała w ustawieniu 1-3-2-4-1 w zasadzie stałym składem personalnym ,który Gawin wymienił. W grze tej drużyny zarysowany był wyraźny podział zadań na piątkę grającą w defensywie i piątkę grającą w ofensywie.Łącznikiem i spinaczem pomiędzy formacjami był Krasicz. Piątka graczy defensywnych generalnie nie brał udziału w atakowaniu bramki rywali ograniczając się do działań pomocniczych i asekuracyjnych.Działania ofensywne Lechia prowadziła zależnie od rozwoju sytuacji i miejsca odzyskania piłki albo skrzydłami przez dynamicznego Peszkę lub dobrze dryblującego Haraslina, lub też środkiem pola i wówczas Krasicz przechodził wyżej, zaś Wolski wchodził w linię ataku i czynnie wspomagał Marco Paixao.
Cechą charakterystyczną gry tej drużyny było zapewnienie bezpieczeństwa pod własną bramką , wytwarzanie niewielu sytuacji bramkowych i wysoka skuteczność strzelecka.To zbalansowanie ról ofensywnych i defensywnych zapewniała Lechii wysoka dyscyplina taktyczna, dojrzałość i ogranie kluczowych zawodników. Mankamentem była zbyt duża przewidywalność i asekuracyjny sposób gry większości zawodników.
Legia z kolei na wiosnę grała ustawieniem 1-4-2-3-1 składem zasadniczo takim jak wczoraj, który podlegał niewielkim personalnym modyfikacjom.Nasz zespół w odróżnieniu od Lechii nie grał poprzez skrzydłowych, gdyż zawodnicy ustawieni po bokach II linii na połowie rywali, kiedy drużyna atakowała schodzili do środka boiska.Również odmiennie niż w Lechii nasi boczni obrońcy brali aktywny udział w działaniach ofensywnych pod bramką rywali.Typowe zadania defensywnego pomocnika wykonywał jedynie Kopczyński zapewniając w ten sposób co najmniej 3 osobowy skład obrońców przed naszą bramką co stanowiło wystarczająca zaporę zabezpieczającą przed szybkim atakiem przeciwnika.Podobna rolę do Krasicza spełniał Moulin, który jednak nie podchodził w bezpośrednie sąsiedztwo pola karnego, poza stałymi fragmentami gry. Legia natomiast dysponowała rozgrywającym, którego spektrum działania nie było ograniczone miejscem na boisku, ale potrzebami drużyny i który decydował o sposobie gry zespołu w ofensywie.Nie posiadaliśmy natomiast zawodnika o charakterystyce typowej dla środkowego napastnika. Radovicz, który był naszym najbardziej do przodu wysuniętym graczem i był częstym gościem w polu karnym rywali miał bardziej zmusić ich do pilnowania przedpola i własnego pola karnego oraz odciągać środkowego obrońcy w boczne rejony, aby stwarzać wolne pole dla wchodzących ze skrzydła Nagya i Guilherme.
W ten sposób Legia była dobrze zabezpieczona z tyłu ,a z przodu nastawiona była na wykorzystywanie błędów rywali.Naszej drużynie wiosną w prezentowaniu tak skutecznej gry jak jesienią przeszkadzało niedostateczne przygotowanie szybkościowe wskutek czego dynamika gry na doświadczonych obrońców była za mała,aby ich zaskoczyć.
W takiej sytuacji w której obie drużyny opanowały prawie perfekcyjnie taktykę i potrafiły ją realizować niezależnie od poczynań rywali wszelki próby zmiany raz ustalonego sposobu gry były opatrzone dużym ryzykiem. I ani Lechia, ani Legia wczoraj nie zdecydowały się na jego podjęcie pomimo,że zmienne okoliczności meczu w Białymstoku dawały ku temu pełną podstawę.
Arcymistrzowski remis zapewnił tylko Legii spełnienie jej celu gry.
Incydentalnie wspomniałem o okolicznościach meczu w Białymstoku w kontekście nastawienia do zmiany założeń taktycznych Lechii i Legii. Nie sposób jednak nie wyrazić dezaprobaty dla celowego przedłużania czasu gry w meczu w Białymstoku, niezależnie od okoliczności.Taka postawa nie zasługuje na miano sportowej i honorowej.Było to jawne oszustwo i wypaczanie sensu trafnej idei równoległego rozgrywania decydujących dla układu tabeli meczów.I tu oczekiwać należy reakcji PZPN,aby to co się wczoraj wydarzyło nie stało się precedensem ze skutkami łatwymi do przewidzenia.Tak, aby żaden bezczelny palant czy inny prowincjonalny kacyk nie ośmielił się ponownie piłkarskiej Polsce chcieć napluć w twarz.Tym razem się nie udało ,ale kiedyś może się udać.

O tym,że jeden je cukierki, a inni liżą papierki.
To cały mój komentarz do tego medialnego szumu, do tych bezrozumnych, jątrzących i w sumie niepotrzebnych wypowiedzi naszych konkurentów.

A zakończę strofami napisanego przez siebie wierszyka.
Za Tobą moja LEGIO ZŁOTA
do raju pójdę na piechotę
śliczną ulicą Łazienkowską
tak bardzo swojską i tak Polską.
Nie trzeba zaczynać od nowa,
niech myśl się czynem odciska,
niech będzie jak chmura gradowa
co przez rok jutrzenką błyska.
Odnaleźliśmy szczęśliwości krainę,
bo kończy się nasze ganianie -
nie jestem sam i wciąż płynę,
bo duch zwycięski nie ginie.
Ręce skrzyżuję, głowę pochylę,
w dawność popłyną myśli i chwile,
już jesień życia w szyby me kołacze
- czy ja tę podniosłość znowu zobaczę.?.

Połączony w szczerej radości ze wszystkimi kibicami Legii Warszawa.Z serca pozdrawiam.
28poniedziałek, 05, czerwiec 2017 18:18
Pancz
Już przestańcie z tymi 10 minutami.
Gwoli ścisłości to było niespełna 7 minut - fakt, że jedne najdłuższe w moim życiu Smile
29poniedziałek, 05, czerwiec 2017 19:51
Moros
CTP napisał:

Z tą spółką jest dokładnie tak samo jak z reformą, którą wymyślili. Nikt nie wie, po cholerę
tak właściwie to to jest.


Problem w tym, że tylko Ty nie wiesz. Mroova napisał Ci mniej więcej co i jak, tylko jak zwykle do Ciebie nie dotarło i jeszcze twierdzisz, że takich osób jest o wiele wiecej. Ten "nikt" to w tym przypadku tylko Twoja osoba.
30poniedziałek, 05, czerwiec 2017 20:30
Czy tylko mi brakuje komentarza Morta o zajściach na murawie po meczu ?
31poniedziałek, 05, czerwiec 2017 21:29
CTP
@Moros
http://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2017-06-05/koniec-esa37-koniec-wykanczania-klubow/
"Przez cztery lata obowiązywania reformy ESA 37 nie ma żadnej tendencji wzrostowej. Co gorsza wyprzedzają nas ligi, które mają zdecydowanie mniejszy potencjał finansowy, marketingowy i kibicowski – właśnie Czesi, Grecy, Austriacy, Chorwaci, Rumunii, Duńczycy, a nawet Białorusini!"

Zaiste, efekty działalności tej spółki naprawdę robią wrażenie.
32poniedziałek, 05, czerwiec 2017 23:56
Moros
Artykuł napisany pod tezę, gdzie między innymi sugeruje się, że system jest winny temu, że niektórym klubom nie opłaca się rozgrywać meczów. Roman Kołtoń jest dla mnie groteskowy jeśli chodzi o zarzuty wobec ESA37. Kluby nie zarabiają na meczach - wina ESA37. "Europierdole" - wina ESA37, słaba gra pucharowiczów w lidze - wina ESA37. I tylko piłkarze, trenerzy i działacze niewinni. Po prostu zróbmy im ligę 30 kolejkową, gdzie przez pół roku większość ligi leży "kalafiorem do góry", a sponsorzy tłumnie przyjdą zwabieni mityczną sprawiedliwością, bo przecież każdy mecz będzie o 3 punkty, więc piłkarze już od lipca będą sobie wypruwali flaki..Tak będzie.
33wtorek, 06, czerwiec 2017 00:11
Mroova
@CTP

Fajny tekścik, jak ktoś chce niech wierzy. Papier / internet jest cierpliwy i wszystko zniesie. Ja tego tekstu za prawdę objawioną nie przyjmuję. Jak komuś pasuje to co tam napisano ... jego sprawa, niech się czuje dowartościowany. Ja nie widzę w przywołanym przez Ciebie tekście nic, co miałoby jakąś wartość merytoryczną, ot nawalanie w ESA37 (żeby nie było, nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem ESA37, choć nauczyłem się doceniać efekty tego systemu, jak w tym roku). Nota bene nie widzę jakiejś propozycji co w zamian, co wg mnie pokazuje, że autorzy albo piszą, żeby się popisywać i "robić klimat", albo piszą na zamówienie ..... Poza tym, polecam poczytanie komentarzy pod tym artykułem, komentarze raczej krytyczne, ciekawa lektura ......

Ale dane dot. frekwencji na stadionach i "oglądalności" w tv są takie, że za czasu ESA37 jest wzrost i tyle. Czy to jest wyłączna zasługa ESA37, czy składa się na to wiele innych czynników można podyskutować, ale walenie w ESA, bo się ESA37 jako system rozgrywek nie podoba nie jest fair.
34wtorek, 06, czerwiec 2017 07:08
dalkub
system ESA 37 czy ESA 30 sam w sobie nic wielkiego nie da frekwencji i oglądalności. Oglądalność zwiększają zawodnicy klasy Ofoe, Vasiliewa i jeszcze kilku innych. Do tego małe różnice na koniec powodują że wyścig o mistrza staje się ciekawy, skoro przed ostatnią kolejką 4 drużyny mogą zdobyć mistrza - tu pewnie dzielenie punktów ma znaczenie, które mi się nie podoba.
A Kołtoń.....................no tak. Nadal uważam, że frekwencja wzrosłaby jeszcze bardziej gdyby w lidze grało 10 drużyn i każdy z każdym grałby 4 razy - np. stadion Lecha na mecz z Legią byłby wyprzedany 2 razy, podobnie Ł3.
35czwartek, 08, czerwiec 2017 03:16
a-c10
@ Moros:

Tak będzie.

Jak to: będzie? Tak przecież było. I to wcale niedawno. No nie mów, że nie pamiętasz. Przez bite osiem lat, od sezonu 2005/6 do 2012/13 włącznie, szesnastozespołowa, grająca symetrycznym systemem Ekstraklasa prowadziła w rankingu UEFA'y prawdziwy blitzkrieg. Połykała po kilka miejsc na raz. Szefostwa lig w Hiszpanii, Niemczech i Anglii (o Włochach i Francuzach nie wspominając) trzęsły portkami i wytężały szare komórki celem wymyślenia czegoś, czegokolwiek, co tylko mogłoby pozwolić na ucieczkę przed polską nawałnicą. Nadaremnie.

I nic dziwnego. Od Ustrzyk po Świnoujście, od Ejszeryszek po Kudowę na stadiony waliły dzikie tłumy, zwabione niebotycznym poziomem i legendarną sprawiedliwością. W takim Wrocławiu pod ratusz szły manifestacje z żądaniem natychmiastowego mordu na architekcie-idiocie, który wystawił im taki kurnik, a nie jakieś dwustupięćdziesięciotysięczne cacko zdolne pomieścić wszystkich Dolnoślązaków żądnych oglądania WKS w akcji. Sponsorzy ustawiali się w długie kolejki. Romek Abramowicz musiał sobie kupić klub w tzw. I lidze - i to taki ze środka tabeli - bo na Ekstraklasę zwyczajnie nie było go stać. Szejk Mansour przeliczył petrodolary i doszedł do wniosku, że nie będzie się ośmieszał. Megagwiazdy nękały Jorge'a Mendesa i Mina Raiolę pytaniami o to, kiedy wreszcie załatwią im u nas angaż. Cristiano Ronaldo miał już upatrzoną chałupę w Orłowie na wypadek rychłego transferu do Arki. Lionel Messi był po słowie z Podbeskidziem.

I wtedy przyszły te łajzy z ESA. I wyprzedzili nas Czesi. I Białorusini.

A teraz poważnie: Kołtonia, jak wiadomo, należy traktować z mocnym przymrużeniem oka. Gość jest w stanie teraz umierać za jakiś pogląd, a za kwadrans wojować w imię idei kompletnie z nim sprzecznej. Taki typ. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za chwilę wyskrobał pean na cześć ESA37.

Co zaś się tyczy rewelacji zamieszczonych akurat w komentowanym, ekhem, dziele - większej bzdury, niż rzekomo zgubny wpływ ESA37 na pucharowe szanse Polskich klubów (tzw. pocałunek śmierci) to ja dawno nie czytałem. Gdyby to faktycznie tak działało, wypoczęte zimą Cracovia, Piast i Zagłębie powinny wiosną ruszyć do szturmu, górną ósemkę zapewnić sobie z przysłowiowym palcem i przynajmniej powalczyć o kolejny występ w Europie. Jak wiadomo, nic takiego nie nastąpiło. Pasy (chlip, chlip, khurrr...) i ta quasizabawna ekipa z Gliwic wyglądały równie fatalnie przez praktycznie cały sezon. Miedziaki natomiast wiosną grały (wyraźnie) słabiej, niż jesienią.

W kwestii żałośnie krótkiej przerwy między końcem sezonu, a startem pre-eliminacji do Europy - no sorry, ale regulamin rozgrywek nie ma tu nic do rzeczy. Liczą się klimat i niska pozycja Ekstraklasy w rankingu. Na pierwszy poradzić nic się nie da. Ale już z drugim jak najbardziej można powalczyć. Tylko wypadałoby się wziąć do roboty i skończyć z pieprzeniem o tym rąbku, co przeszkadza.

A propos wiarygodności: niech się może red. Kołtoń lepiej zajmie swoją, hmmm?

I tak można punkt po punkcie. ESA37 na pewno nie jest systemem idealnym i - jak każdy inny - ma swoje wady. Ale atakowanie go w ten sposób to czyste kuriozum. No właśnie. Kołtoń. I dlaczego ja się spodziewałem czegokolwiek innego?
36czwartek, 08, czerwiec 2017 19:15
Zbyszek
@A-c10.
Co do Kołtonia to masz rację i szkoda temu .... poświęcać uwagę. Aczkolwiek nie po raz pierwszy chce wyczuć pismo nosem i być większym dupolizem Bońka niż Stanowski . Już witał się z gąską , kiedy Prezes PZPN zażądał od Zarządu Ekstraklasy SA uzasadnienia dla propozycji odejścia od dzielenia punktów po sezonie zasadniczym. Co wielu odebrało jako wojnę PZPN z Ekstraklasą. Wiadomym jest ,że prezes Boniek jest zwolennikiem ,aby nasza liga liczyła 18 zespołów i pewno od sezonu 2019/2020 do tego dojdzie. Bowiem przez dwa następne sezony zmiany są niemożliwe z dwóch powodów : - umowa z Canal + jest tak skonstruowana,że system ma obowiązywać do końca sezonu 2018/2019 i na taki system Canal przeznacza corocznie wyższe środki. Zwiększenie ilości klubów i tym samym meczów w jednej kolejce nie wchodzi w grę ze względu ma możliwości transmisyjne stacji,
- nawet gdyby udało się dogadać jakoś z Canal + co bez Ekstraklasy jest niemożliwe, to zmiana systemu wymaga zmian w Statucie,a na to potrzeba 3/4 głosów i tylu bez klubów Ekstraklasy się nie uzbiera.
Prezes Boniek miał rację w swym żądaniu,bo PZPN nie może być traktowany niepoważnie jak chłopaczek od podpisywani wszystkiego. Obie strony muszą wzajemnie się szanować i przestrzegać określonych reguł.
I ci , którzy już myśleli ,że coś na konflikcie zyskają zostali po raz kolejny ośmieszeni, gdyż PZPN po spotkaniu z prezesami klubów oczywiście zgodził się z propozycją ESy i przez najbliższe dwa sezony system będzie taki jak do tej pory czyli 30 + 7 bez podziału punktów po rundzie zasadniczej.
Bowiem Ekstraklasa SA z prezesem Marcem stała się bardzo poważnym tworem ,kompetentnym , dobrze zarządzanym i jej argumenty poparte konkretnymi danymi nie mogą być ignorowane.
Wedle tych danych przychód ESy za 2015 rok plasuje naszą piłkę klubową na 20 miejscu w Europie i takie też jest nasze miejsce sportowe. A ten przychód w ciągu 4 lat systemu 30 +7 zwiększył się o 50% z 400 mln złotych do 600 mln złotych/dane szacunkowe/. Frekwencja w tym czasie wzrosła o ok.25 %, a np. sezon 2016/ 2017 przyniósł jej wzrost o 6,2 % w stosunku do poprzedniego /według danych ESy./.
Aktualnie kluby ESy nie zgadzają się na zmianę formuły 16 drużyn, gdyż spowodowałoby to ubytek środków w wysokości 22 mln złotych. A PZPN ani Canal nie są gotowe na ich rekompensatę.
Natomiast wcale nie jest pewne ,że po dwóch latach Canal + Polska nadal będzie pokazywał ESę. Odnotowany na razie statystycznie wzrost wartości produktu pod nazwą polska piłka klubowa może spowodować zainteresowanie innych stacji co wiązałoby się ze zwiększoną pulą finansowania.Na chwilę obecną wiemy,że Eleven byłby gotów przebić i to znacznie ofertę Canalu.
Bowiem rozwój polskiej piłki klubowej może następować na dwa sposoby : albo szkolenie młodzieży na szeroką skalę i tym samym poszerzanie podstaw piramidy albo zakupy niezłych piłkarzy przez kluby. I na to i na to potrzeba pieniędzy. Sama Ekstraklasa SA nie jest w stanie poprzez sponsorów i sprzedaż praw telewizyjnych dostarczać wystarczających środków na cele prorozwojowe. Kluby musza o nie zabiegać same Ale.aby te zabiegi były skuteczne to rynek piłkarski musi być maksymalnie szeroki. Sztuczne ograniczanie tego rynku byłoby osłabianiem jego przyciągającej siły. To ,że zasady ekonomii nie podlegają dyskusji w normalnym kraju rozumie każdy i dlatego w zdecydowanej większości lig średnia liczba drużyn oscyluje wokół liczby 20,a nie 10. Bowiem to co mniejsze jest mniejsze pod każdym względem.
Na szczęście i w naszej piłce dochodzą do głosu w coraz większym stopniu fachowcy, prawdziwi menedżerowie, znający się na rzeczy i odsyłają w niebyt amatorów i laików. Tych,którzy mają tylko swoje poglądy ,a nie mają żadnej wiedzy i żadnych rzeczowych argumentów na ich poparcie.
Kiedy słuchałem prezesa Zarządu ESy pana Marca, kiedy słucham wypowiedzi pana Mioduskiego to widzę,ze oni są nośnikami tej nowej, jaśniejszej przyszłości naszej piłki klubowej, tak jak prezes Boniek wraz z dobranymi przez siebie ludźmi wydzwignął z dołu naszą piłkę reprezentacyjną.
37czwartek, 08, czerwiec 2017 22:11
Moros
@Zbyszek

Tylko taki prezes Marzec jest w odwrocie. Jak podała prasa, na ostatnim spotkaniu w sprawie systemu rozgrywek, prezes Klimaczak (wielki przeciwnik obecnego systemu) stwierdził, że skoro kluby ekstraklasy nie chcą dalej grać według ESA37 z dzielonymi punktami, to zarząd powinien podać się do dymisji. Wybory mają się odbyć we wrześniu i niewykluczone, że prezes Lecha przejmie stery.
38piątek, 09, czerwiec 2017 08:42
CTP
@Zbyszek
Wiązanie wzrostu przychodu naszej ekstraklasy z działalnością ESA, to dość karkołomna czynność. Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy jaki związek ma ta spółka z tym, że miasta zaczęły budować stadiony a Legia w ciągu kilku lat zwiększyła swój budżet z 50 mln do 250 mln zł. Biorąc pod uwagę jak wielkim obciążeniem dla piłkarzy Legii jest ten system rozgrywek, to można nawet powiedzieć, że to "mimo" a nie "dzięki".
39piątek, 09, czerwiec 2017 15:55
Zgred Maruda
Panowie pozwolą, że tak sobie napiszę:

Otóż w tych wszystkich podpartych nazwijmy to - rozwojowi- forsowanych systemów jest jedno słowo klucz...Proszę z całego serca się zastanowić i wywnioskować ponieważ ważny jest -" Reality show"
Umówmy się za tem na krótką chwilę, że - UWAGA ! zrobimy wszystko aby Legii czas świętowań zaburzyć. Gdzieś generalnie nawet jestem w stanie zrozumieć powiązania pewnych "szacownych" ( nie to słowo jednak adekwatne nie jest) gremiów, które to chcą, nie wiem - będą robić wszystko aby w rezultacie sens Hegemona - zaburzyć... Pod sukces podpinane są wszystkie wartości dodane i w komentarzach przebija się taka oto treść : na przykład taka:

" Tam w Legii zaryzykowali", lub "Nasza ławka jest uboga" albo "Legia robiąc zmiany idzie w 1/na 1" nie traci wartości...
Przykładów można by mnożyć- to oczywiste - ja jednak z uporem maniaka staram się prześledzić gruboskórność innych klubów.
Co takiemu Lechowi, czy Lechii stoi na przeszkodzie aby pewien sens od Legii przejąć...Są karty otwarte i każdy może...
Zasadnicze pytanie brzmi : "Czy się chce" ? I tu -dochodzimy do sedna.
Ani mnie to oceniać, ani już nawet analizować i ze swoją wiedzą jednak pozostanę, taką oto, że owszem są kluby, które chciałyby - też- wagę sukcesu podnieść...Ale, gdzieś w tym "kopanym życiu" zawsze od Legii - zależą.
Przeżywszy tu w Warszawie tyle lat, od lat 70 -tych począwszy a skończywszy ( jeszcze nie, jeszcze NieWink ) mam nieodparte wrażenie, że to Legia właśnie wytycza kierunek, chęć i sens. Bo jak ? to inaczej nazwać? Pewnie umniejszać można, ale co prawdą pozostanie? ...
WARTOŚĆ Wink
40piątek, 09, czerwiec 2017 17:12
Zgred Maruda
Drodzy Panowie - Wy możecie się prześcigać w ewentualnej wizualistyce czegoś...NoVery Happy to ładne jest w kreowaniu...na prospektach, w wydaniu których sala Wink słucha... Pięknie !
Tylko co zrobić z tym czasem - PO ...istnieją pewnie wartości względne czyli tzw. "bania" i chęć - "róbmy tą ligę" ...no i co?
Ano "jajco" - a dlaczego?
Dwie strony- i "struktura" pewnych prawd jest wpisane w całokształt....
Podoba się nam i z drugiej strony Nam się nie podoba...
Teraz - weź - musisz być mądry - kwitując to co się dzieje lub jak kto woli dziać się nie może...
No to lepiej - czy Tak, czy Tak
Bo @Senatorem pojadę ( wybaczyć mi proszę) lepiej się nie znać trzeba, bo na jaki "ch...j" ktoś się wciska z ewentualną inną sytuacją.
Nie - no śmiało Budujmy- tylko to śmiało zaczyna być "chu....zą"
a dlaczego? Ano właśnie dlatego,że ...

Ja tam się nie znam, i idę na spacer, ale jak ktoś mi moją Legię ruszy...Very Happy
41sobota, 10, czerwiec 2017 06:42
Zbyszek
@Dalkub.
W tym co w ogromnym skrócie nazywa się ekonomią nie ma cudów. Znajdują się tacy, którym się wydaje,że wszystko od nich zależy jak w poprzednim chorym systemie,ale takie myślenie ma króciutkie nóżki, gdyż rzeczywistość z czasem weryfikuje zawsze negatywnie taki woluntaryzm.Ten system tzw. gospodarki wolnorynkowej kształtowany od polowy XVIII wieku ma swoje zasadnicze zręby, którym zagraża tylko monopolizm czyli brak konkurencji.
Inaczej mówiąc głównym fundamentem systemu rozwoju i wzrostu dobrobytu jest konkurencja, im większa tym lepiej.Drugim istotnym elementem jest dążenie do równowagi wyrażające się w tej funkcji pieniądza, która pozwala na stwierdzenie,że można wydać tyle ile się posiada. Więc aby wydać trzeba zarobić,albo pożyczyć.
Dalszej części wykładu na razie nie będzie Smile.
Dla naszych rozważań to wystarczy.
W sposób oczywisty wzrost przychodu jest związany z rozgrywkami i ich atrakcyjnością.Można oczywiście próbować kwestionować wpływ Zarządu ESy na ten oczywisty fakt,ale nie wolno jak to czyni Kołtoń go negować. ani też nie ma dowodu,że bez tego Zarządu byłoby lepiej. Natomiast mamy do czynienia z pewną realną rzeczywistością,a mianowicie jest SA ESa i to ona od 12 lat jest gospodarzem rozgrywek i to ona wraz z PZPN 4 lata temu podjęła decyzję o zmianie formuły rozgrywek i to dzięki niej przychody klubów wzrosły o 50%. Ma rację Moros,że Prezes Marzec może niejako paść ofiarą własnego sukcesu. Ale i wrogości pomiędzy panami Wandzelem i Bońkiem. Pisałem o tym w sposób bardziej literacki w 3 felietonach. Ten zatarg źle służy polskiej piłce. A zaczęło się w lutym 2016 roku ,kiedy to kluby Ekstraklasy, poza Zagłębiem Lubin, nie pozwoliły na zmiany w statucie Związku.Na czym Bońkowi bardzo zależało. Prezes Boniek jest aktualnie zwolennikiem ,aby punkty były dzielone po rundzie zasadniczej,a po 2 latach,aby ESa liczyła 18 drużyn.A Zarząd ESy pod wpływem Rady Nadzorczej kierowanej przez Wandzela zgłasza postulaty odwrotne. To co głośno wyraził prezes Klimczak mówi także Prezes Mioduski. A mianowicie wojna pomiędzy klubami ESy a PZPN jest zagrożeniem dla rozwoju polskiej piłki.
Biznes potrzebuje spokoju i długofalowej pracy.
Tak też i w rozważaniach o ilości drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej nie można abstrahować od oczywistych prawd. A mianowicie pieniądze mogą w zdrowych klubach pochodzić z 3 źródeł :
- od kibiców. Aż wstyd pisać,ale im mniej klubów tym kibiców mniej. A pojemność stadionów ograniczona. Więc pozostanie tylko podnosić ceny.
- od telewizji. A ta pieniądze ma od widzów, tak jak Canal+ z abonamentu. Znowu,aż wstyd pisać,ale im klubów mniej, tych chętnych do płacenia abonamentu mniej i tym pieniędzy do podziału mniej,a nie więcej.
- od inwestorów, sponsorów i reklamodawców. I tu również ich hojność jest uzależniona od wielkości faktycznego zainteresowania,a nie od hucpy medialnej.
Kluby osiągające sukcesy w rozgrywkach europejskich mogą liczyć na pokaźny wzrost wpływów z tego źródła. Ale ,aby mieć realne szanse na takie sukcesy to trzeba mieć zawodników o określonej klasie,a ci kosztują. Więc najpierw trzeba mieć pieniądze ze źródeł wskazanych powyżej.
I tak kółko się zamyka.
Jedynym ogranicznikiem ilości drużyn biorących udział w rozgrywkach powinien być terminarz. Czyli ile maksymalnie meczów w roku klub czyli zawodnicy mogą rozegrać.
U nas barierą jest również Canal+, który transmituje 8 meczów i takie aktualnie ma możliwości techniczne. Zwiększenie ilości zespołów spowodowałoby dodatkowe pokaźne wydatki tej stacji kosztem wypłat z praw telewizyjnych. Kolejną przeszkodą są same kluby ESy, bowiem zwiększenie ilości drużyn przy tej samej wielkości zasilania spowodowałaby pomniejszenie puli do podziału o 22 mln zł. Te same kluby nie chcą w ogóle słyszeć o jakichkolwiek próbach pomniejszenia ilości zespołów.Oczywiście są tam podziały,ale decyduje większość i zarząd ma obowiązek niejako działać według nakazów tej większości.Dla Legii te pieniądze to ok.7% przychodu,ale dla wielu to podstawa bytu.I tak na to trzeba patrzeć i tak patrzał prezes Leśnodorski i tak to widzi prezes Mioduski. Bo znowu jest zupełnie jasne,że bez rozgrywek Legia mogłaby się tylko masturbować.Smile
A moim zdaniem przyszłość rysuje się w coraz jaśniejszych barwach.Siłą napędową polskiej piłki była rywalizacja pomiędzy dużymi ośrodkami miejskimi i futbol w nich zaczyna się na zdrowszych niż dotąd podstawach odradzać. Za parę lat nie tylko Zabrze dołączy,ale Katowice. Łódź,Rzeszów, Lublin i być może Polonia o ile zmieni nastawienie z oczekiwania, aż ktoś im da na zarabianie.
Nie ulega również wątpliwości,że wzrost zamożności Polaków przełoży się na realizowanie poprzez wydawanie pieniędzy, innych potrzeb poza czysto materialnymi.Tylko,że chętnych na ten podział tortu jest wielu, nie tylko piłeczka nasza kopana.
Dlatego do zarządzania piłką w szerokim, również dochodowym znaczeniu potrzebni są w coraz większym zakresie fachowcy z różnych dziedzin,a w coraz mniejszym entuzjaści amatorzy. Pozdrawiam.
42sobota, 10, czerwiec 2017 18:44
Zgred Maruda
@Panie Zbigniewie

"A moim zdaniem przyszłość rysuje się w coraz jaśniejszych barwach.Siłą napędową polskiej piłki była rywalizacja pomiędzy dużymi ośrodkami miejskimi i futbol w nich zaczyna się na zdrowszych niż dotąd podstawach odradzać"

Jak zatem dopisać tu Śląsk Wrocław. Klub duży i miasto duże...
Czy gehenną Pana prezydenta Miasta musi być utrzymywanie klubu w lidze, którą Pan tak pięknie opisał...
Panie Zbigniewie - rywalizacja pomiędzy dużymi ośrodkami - właśnie legła w gruzach! Bo jednak ten Wrocław - to cholera znaczące miasto jest nawet z perspektywy kraju. Proszę mi wybaczyć - może to ja się nie znam i szyć nie chcę pewnych retrospekcji ...nawet definicji w opisanym układzie...nie nie ! Nigdy też nie uznam za pewnik spraw, które się "układają" w taki czy inny sposób,
Bo to drogi Panie Zbigniewie właśnie pokazuje Legia! Tym co robi, czy trzeba większej polityki ze wszystkim co jest robione na płaszczyznach marketingu i sprzedawalności produktu? Przecież w medialnym przekazie właśnie umiemy pokazać - wspaniałe Dzieciaki i też Dymy z rac...Ja tego oceniać nie chcę, ale przekaz na cały kraj - idzie! Zupełnie nie chcę się kłócić co ma większe przełożenie albo co uznać za standarty nowe...

A to już jest CiosWink

"Dlatego do zarządzania piłką w szerokim, również dochodowym znaczeniu potrzebni są w coraz większym zakresie fachowcy z różnych dziedzin,a w coraz mniejszym entuzjaści amatorzy"

No nie wiem- na lat pięć oddali - jeden tytuł...chyba ,że coś przeoczyłem - więc jak chcieli - to zrobili.

W zarządzaniu piłką trzeba chcieć wygrywać i dlatego kiedy przywołuję się tą piękną frazę wygrywania można oglądać przekazy medialne w otoczce genialności...kiedy radość wygrywania - wystrzelaVery Happy

Tylko trzeba to COŚ Zrobić...właśnie TO
43niedziela, 11, czerwiec 2017 01:54
a-c10
@ Zbyszek:

Zacznę od tego, że na gruncie emocji w zupełności się z Tobą zgadzam. Znaczy chciałbym, aby ESA37 była jedynie pomysłem przejściowym. Abyśmy faktycznie w niedalekiej przyszłości mogli dać sobie spokój z tym dzieleniem tabel i punktów, nieparzystą ilością spotkań i innymi ciekawostkami, a w zamian za nie zafasować sobie 18-, a najlepiej to dwudziestozespołową Ekstraklasę. Chciałbym, aby toczony w przed-przedostatniej kolejce mecz zespołów z pozycji 9 i 13 w takiej Ekstraklasie był pasjonującym spektaklem, podczas którego zawodnicy walczyć będą o utrzymanie zaufania kibiców i swego miejsca w składzie na następny sezon. Chciałbym, aby o ostatecznym kształcie tabeli decydowały wyłącznie wyniki meczów, a nie ustalenia Komisji Licencyjnej. I jeszcze parę innych rzeczy też bym chciał.

Niestety, chcieć to nie zawsze móc. Marzenia marzeniami, a rzeczywistość wygląda np. tak, że po właśnie zakończonym sezonie z Ekstraklasą pożegnały się Górnik Łęczna i Ruch Chorzów. I może dobrze - z całym szacunkiem - że padło akurat na te dwa kluby (tu jeszcze niezgorzej byłoby mieć w pamięci czteropunktowy malus Niebieskich), bo w sumie to nie bardzo wiadomo, co się dalej z nimi będzie działo. I chyba lepiej, że od reszty ligi oddzieliła je degradacyjna kreska, nie licencyjna gilotyna.

Można by niby odetchnąć z ulgą. Sęk w tym, że w miejsce w/w duetu meldują się Sandecja, która grać będzie w Niecieczy i Górnik Zabrze, który grać będzie tylko dlatego, że pani prezydent hojną ręką trwoni miejskie fundusze. Trochę zamienił stryjek, nieprawdaż? Aha, warto również wspomnieć o mniej, lub bardziej uzasadnionych podejrzeniach, iż rzeczona dwójka awansowała nie dlatego, że była w minionym sezonie najlepsza w tzw. I lidze, a dlatego, że kilku innym klubom promocja była z różnych względów nie na rękę. Ot, taki nasz lokalny folklor.

Rozmawianie w takich warunkach o powiększaniu ligi uważam za cokolwiek oderwane od realiów. Tym bardziej, że:

Kibice, Zbyszku, już są. Tacy rozumiani "po naszemu", czyli jako trwali, zdeklarowani zwolennicy jednego z klubów. Owszem, czasem zdarza się, że ich liczba gwałtownie rośnie (szanowna sąsiadka przeżyła coś takiego wraz z pojawieniem się pewnego speca od kabli), kiedy indziej drastycznie spada, generalnie jednak są to sytuacje rzadkie. Dlatego też siły ekonomicznej ligi nie buduje się na kibicach, a na oglądaczach. Ludziach, których związek z określonym klubem jest luźny, bądź zgoła żaden, a do oglądania meczów przyciąga ich możliwość uczestnictwa w sportowym święcie. Znów nie chciałbym - broń Boże! - nikogo urazić. Uważam jednak, że szalenie trudno byłoby przebrać za święto mecz Chojniczanka-Wigry o naste miejsce w tabeli. Decydujący o zaszczytach mecz Lech-Legia, a nawet Jagiellonia-Lechia? Bez problemów. Nawet gdyby było to czwarte takie spotkanie w sezonie.

Idąc dalej, plany dalszego dojenia telewizji uważam za co najmniej ryzykowne. Z minimum dwóch powodów:

(a), lokalnie: piszesz, Zbyszku, że taki Eleven byłby w stanie wyłożyć ileś tam i zdecydowanie przebić ofertę C+. Nie wiem. Może byłby, może nie. Fakt faktem, od długich już dekad przy okazji dosłownie każdego przetargu na prawa do transmisji Ekstraklasy słychać w zasadzie to samo. Ten, czy ów podmiot ma kasę i chęci, by wreszcie powalczyć i wyrwać ligę Canalowi. Zawsze kończy się na prężeniu muskułów;

(b), globalnie: telewizja się zwija. Nie mam tu na myśli jakiegoś konkretnego nadawcy, tylko środek przekazu jako taki. Ja już zresztą kiedyś o tym na Ce-eL pisałem: coraz szerszą ławą wchodzą w wiek produkcyjny ludzie urodzeni jeszcze w poprzednim stuleciu, acz wychowani już w bieżącym. Dla ogromnej większości z nich telewizor to jak dla nas obu - nie przymierzając - pralka typu Frania. Obaj wiemy, jak taki wynalazek wygląda. Obaj mieliśmy (choć w pewnie różnym stopniu) okazję z niego korzystać. Założę się jednak, że propozycję wstawienia go na nowo do własnej łazienki obaj skwitowalibyśmy śmiechem.

Dokładnie takim samym reliktem jest dla dzisiejszych dwudziestoparolatków telewizja. Podstawowe, ba, nierzadko jedyne ich medium to internet. A w internecie, jak wiadomo, wszystko jest za darmo. No, w najgorszym razie za niewygórowaną opłatą. Kazać przeciętnemu przedstawicielowi omawianej grupy wiekowej płacić (sto) kilkadziesiąt złotych za możliwość śledzenia Ekstraklasy to trochę tak, jakby mi ktoś polecił golić się brzytwą.

I to widać na całym świecie. Ilości sprzedanych abonamentów lecą na łeb, na szyję w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, o Hiszpanii i Włoszech nie wspominając. Ze świadomością luźnego podejścia naszych współobywateli do prawa autorskiego, jestem święcie przekonany, że już niedługo i u nas ten problem zacznie się robić coraz bardziej widoczny. Na tym następnym przetargu jeszcze się może ESA'ie uda coś zarobić. A może nie. Na jeszcze następnym - szczerze wątpię.

Co, patrząc z drugiej strony, powinno spodobać się sponsorom. Było nie było, im akurat raczej będzie na rękę, że bandy reklamowe z markami ich produktów są widoczne dla wszystkich, nie tylko dla szczęśliwców posiadających słono płatną przepustkę za cyfrowy parawan. Tyle tylko, że aby oni akurat byli skłonni do wykładania większych środków, tych "wszystkich" musiałoby być naprawdę wielu. A tu wracamy do kwestii święta...
44niedziela, 11, czerwiec 2017 19:50
Zbyszek
@Zgred.
Ja pisałem o tych drużynach, których jeszcze nie ma w Esie. Bowiem patrzę na perspektywiczny rozwój całej piłki zgodnie z liberalną albo inaczej wolnorynkową zasadą,że konkurencja jest źródłem postępu i rozwoju.
W Łodzi podnosi się ŁKS, Widzew ma nowy stadion,w Katowicach wreszcie rozliczają tych co nie spełnili oczekiwań, podobnie w Legnicy,w II lidze jest kilka klubów z dużych ośrodków. Idzie ku lepszemu. I właściwie to tylko Polonia daje ciała po całości. Nie przepadam za tym klubem, ale derby Warszawy miały swój smak,a w Polonii zamiast działać zgodnie to ciągną każdy kawałek płótna w swoją stronę,aż je na pół rozerwali.

@A-c10.
Masz swoje racje, których pomimo ,że zmienia się otocznie, nie weryfikujesz. Ja piszę o sprawach oczywistych na poziomie wręcz embrionalnym, które są sprawdzalne w piłce takich krajów jak Anglia, Niemcy, Francja, Włochy.Hiszpania, Holandia czy Belgia. Bowiem jeżeli mamy się uczyć czy wzorować to na najlepszych,a w każdym razie na lepszych od nas.
I to te porównania ,a nie parodystyczne popisy , wybacz eufemizm, o euforii na meczach Wigier ,są przedmiotem dysputy - przynajmniej tak mi się wydaje..
Bo musimy sobie znowu uświadomić miejsce w którym jesteśmy, jako kraj zapóźniony o dziesięciolecia i że ich w naście lat nie nadrobimy. Tylko,że porównania, nie z Anglią,gdzie jest jakiś szał za poziomie 1 miliarda funtów do podziału pomiędzy kluby z praw telewizyjnych,ale z Niemcami czy Francją już mają sens. Otóż PKB każdego z tych krajów jest ok.3-4 razy większe niż Polski, dochód podzielony na obywatela jest wyższy 5-6 razy, podobnie jest z ilością pieniądza na rynku,a u nich środków z praw telewizyjnych jest 20 razy więcej. I to jest jedna z różnic. Canal+ jest taki sam jaka była od lat nasza piłka klubowa, cienki Bolek, nieudolnie zarządzany. Piłka się zmienia , Kanał nie. Czas zmienić kanał.Drugim czynnikiem jest wielkość stadionów , nie wszystkich,ale np. w Warszawie.Nie znajdzie się drugiej stolicy której stadion jej czołowego klubu byłby tak mizerny. Można sprowadzić rzecz jak to lubisz czynić do absurdu i powiedzieć,że nawet tego kurdupla kibice nie zapełniają. Tylko ,że to jest zupełnie inny temat. Piszę o przyczynach tego stanu rzeczy w najnowszym felietonie ,który przeczytasz o ile Naczelny znowu go nie zatrzyma.
Bo zainteresowanie piłką nożną również w naszym kraju wyraźnie rośnie. Na kupno biletów na mecz reprezentacji z Rumunią było ponad 1,5 miliona chętnych, ceny na "czarnym rynku" dochodziły do 2 tysięcy.I to jest ta skala możliwości do wykorzystania. I mnie zadziwia ,że jest jakaś inercja, która nie pozwala piłce klubowej rozwijać się chociaż w takim tempie jak gospodarka czy jak dochody obywateli.Aby ten stan zmienić potrzeba biznesmenów o zgoła innej mentalności,nie zadowalających nie małym,ale sięgającym po duże.Bo już zaczęła się i w u nas hossa, lecz tylko odważni i śmiali będą z niej korzystać. Tylko zawsze trzeba pamiętać,że w rozwoju ludzkości ci idący w awangardzie zawsze mieli pd górkę,ale to oni wytyczali szlaki i torowali drogi rozwojowi z którego i ci ich krytycy również korzystali. Więc wybacz,ale jawisz się jako taki zawalidroga, na drodze ku świetlanej przyszłości. Smile. Pozdrawiam serdecznie.
45niedziela, 11, czerwiec 2017 23:24
a-c10
@ Zbyszek:

Poglądy zmieniam wtedy, gdy zaczynają odstawać od rzeczywistości. PolecamWink

Jestem zdeklarowanym fanem edukacji. Co więcej, uważam, że znacznie lepiej uczyć się na cudzych sukcesach, niż na własnych błędach. Przy tym wszystkim mam jednak świadomość, iż czerpać z importowanych wzorców można na wiele sposobów. I nie wszystkie, niestety, są równie sensowne. W wersji czarno-białej: można spojrzeć na sąsiadów i pomyśleć "hmmm... Kowalski dorobił się na tym, Malinowskiemu wyraźnie pomogło tamto, Zieliński skorzystał na siamtym - popytam ich jeszcze o szczegóły, zgromadzę informacje i na ich podstawie spróbuję ulepić coś dla siebie". Można też jednak popatrzeć na domostwa p. Kowalskich, Malinowskich i Zielińskich (wszystkie po 250m2+, ze wszystkimi modnymi ostatnio bajerami) i zakrzyknąć "nosz k'mać, też se taką wystawię! A co, nie stać mnie...!?!"

Nooo... nie stać. Nas nie stać na osiemnastozespołową ligę. Dlatego zdecydowanie wolałbym pierwsze podejście. Rozejrzyjmy się po tych wszystkich Angliach, Niemcach, Francjach, Hiszpaniach, etc. Zobaczmy co przynosi im powodzenie i czy dałoby się to wprowadzić u nas. Sprawmy, by trzydziestoparotysięczny stadion był w sam raz dla tej nieszczęsnej Chojniczanki, a nie za duży dla Legii Warszawa. Żeby mówiąc o naszej piłce klubowej można było wyliczać świeże sukcesy i snuć ambitne, ale realne plany, a nie wiecznie klepać o niby olbrzymim, lecz też niestety kamiennie śpiącym potencjale. A gdy już to się uda, powiększajmy. Bo będzie nas stać.

Bo zainteresowanie piłką nożną również w naszym kraju wyraźnie rośnie. Na kupno biletów na mecz reprezentacji z Rumunią było ponad 1,5 miliona chętnych, ceny na "czarnym rynku" dochodziły do 2 tysięcy.I to jest ta skala możliwości do wykorzystania. I mnie zadziwia ,że jest jakaś inercja, która nie pozwala piłce klubowej rozwijać się chociaż w takim tempie jak gospodarka czy jak dochody obywateli.

Popełniasz kardynalny błąd mieszając piłkę reprezentacyjną i klubową. To dwa zupełnie odrębne światy. Ten pierwszy ma uśmiechniętą, przystojną twarz Roberta Lewandowskiego, autentycznej megagwiazdy światowego futbolu. Ten drugi do niedawna straszył zapijaczoną mordą jakiegoś do cna skorumpowanego działaczyny. Ostatnio zastąpił ją wykrzywiony w bezrozumnej, tępej nienawiści ryj kibola-faszysty. O, ja wiem, że ten obraz jest - a przynajmniej często bywa - kompletnie niezgodny z prawdą. Że liga też miewa czasami naprawdę przyjemną buźkę. I Ty to wiesz. I nawet Kibic50 wieWink Ale tych, którzy nie wiedzą, jest niepoliczalnie więcej, niż nas. A to oni - nie my! - stanowią sypialnię dla potencjału i grunt pod realizację świetlanej przyszłości, o której się z taką swadą rozpisujesz.

To raz. Dwa: ile jest domowych meczów kadry w ciągu roku? W 2017 trzy eliminacyjne (licząc z tym wczorajszym) plus pewnie jakiś sparring, bądź też - oby nie! - baraż w listopadzie, czyli zusammen do kupy cztery. W 2016 było siedem. Rok wcześniej sześć. Poprzednio też siedem. A pamiętajmy, że dla wielu widzów tych spotkań wyjazd na kadrę to jest taki one-off. Coś jak koncert gwiazdy pop. Byłem, widziałem, napstrykałem fotek, dziękuję, starczy. Tymczasem sezon ligowy (np. dla 18 zespołów) to 17 domowych spotkań w sezonie. Na one-offy nie ma co liczyć.

Trzy: jeśli szukać zależności między tymi światami, to - moim zdaniem - niestety w drugą stronę. Ja jak najbardziej doceniam pracę Zbigniewa Bońka i s-ki przy promocji naszej kadry. Przynajmniej to im się udało. Tyle tylko, że cała ta moda na reprezentację jest beznadziejnie uzależniona od wyników. A Lewandowski nie jest wieczny. Gdy go zabraknie, wszystkie łączynaspiłki razem wzięte mogą nie dać rady. Nadzieja w tym, że do tego czasu kluby zdążą wyhodować następców. Niestety - och, pah-dą, znowu zawalam drogę świetlanej przyszłości Wink - jakoś słabo się na to zanosi.

Na koniec wątek kompletnie marginalny, czyli Canal. On się zmienia. Mocno się zmienia. Niestety, zdecydowanie na gorsze. Porównaj sobie choćby jakąś archiwalną Ligę+ Extra sprzed lat dziesięciu i którąkolwiek z właśnie zakończonego sezonu. Przepaść. Wtedy człowiek mógł się z tego programu czegoś dowiedzieć. Nawet jeśli nie zawsze się z prowadzącymi zgadzał, uczucie nieukontentowania po emisji bywało naprawdę rzadkie. Dziś na ten program składają się niemal wyłącznie jakieś turbokozaki, pomidory, wiesiuchciałbymcięspytamy i inne tego typu. Co gorsza, promieniuje to na całą stację. Stację, której twarzą - co ja tak dzisiaj o tych gębach? - powoli robi się niejaki Bartek Ignacik i jego poczucie humoru pierwsza klasa. Gimnazjum.

Tylko co z tego? Z powodów, o których już pisałem i nie widzę sensu się powtarzać, oczekiwanie na to, że przyjdzie jakiś Eleven, czy ktokolwiek inny i nie tylko podniesie poziom obsługi, ale przede wszystkim sypnie grubym groszem uważam za nadmiernie optymistyczne. W najdelikatniejszym możliwym ujęciu.
46wtorek, 13, czerwiec 2017 16:43
dalkub
Zbyszku
Widzę że kończyliśmy inny kurs ekonomii, ale dajmy spokój delikatnym podszczypywaniom.
Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie jaki jest główny problem polskiej kopanej - ano ja go definiuję jako chroniczny brak pieniędzy, które na dodatek przez niektórych uczestników tego projektu są wydawane nieefektywnie - o tym później. Pieniądze o jakich mówię to nie tylko pieniądze klubów, ale wszystkich donatorów tego zjawiska jakim jest piłka nożna, począwszy od rządu, poprzez samorząd, sponsorów, właścicieli i skończywszy na klubach.
Tych pieniędzy dla klubów w Polsce, do utrzymania takiego poziomu jest zwyczajnie za mało - widać to po praktycznie każdym klubie w Polsce - ot choćby dzisiaj okazało się że Lechia ma problemy finansowe i 3 ujemne punkty, parę dni temu okazało się że Mączyński nie dostaje kasy od lutego, a miasto poprosiło Wisłę o 5 mln zaległych opłat za dzierżawę stadionu, o Ruchu nie wspominam. Dodatkowo wiele klubów jest na kroplówce miast albo spółek skarbu państwa które podobnie jak w PRL dotują kluby, które nie są w stanie się utrzymać - inna sprawa że miasta za sprawą inwestycji w stadiony i dla potrzeby ich utrzymania są trochę więźniami swoich decyzji o ich budowie, bo przecież jak każą płacić czynsz to nikt go nie zapłaci, a jak nie to są jednym z ważniejszych sponsorów klubu. Według mnie Legia i Termalika to dwa kluby, które nic z miasta nie dostają, ale mogę się mylić.
Wiemy też że frekwencja na naszych stadionach jest daleko niewystarczająca, aby klub miał z dnia meczowego nie tylko przychód ale zysk, bo kibiców jest za mało, bilety sa tanie ( nie mówię o Legii), a koszty ochrony, utrzymania wszędzie są takie same albo zbliżone do siebie. Stadiony zapełniają się wtedy kiedy grają dwie silne drużyny, albo przyjeżdża gdzieś Legia i ewentualnie Lech ale w formie.
Telewizja, która tak serio utrzymuje piłkę za granicą, u nas dostarcza Legii za ostatni sezon 14 mln PLN, reszta ma dużo mniej. Te 14 mln pln to mniej niż 10% budżetu Legii, to starczy na pensję dla dwóch Vadisów i zakup grajka za 1 mln Euro - bardzo mało.
O marketingu pisać nie będę i o wszelkich gadżetach, bo to u nas jest w powijakach i przy stosunkowo biednym społeczeństwie zakup kubka czy koszulki w sklepie firmowym jest odkładana na zaś.
Twoja Zbyszku propozycja jest taka - ano zróbmy większą ligę, mamy duży kraj, będzie sporo meczy. Racja będzie sporo meczy w tym większości z nich nikt nie będzie chciał oglądać, przyjdzie parę tysięcy ludzi i to wszystko. Co roku będą kolejni bankruci tacy jak Polonia Widzew ŁKS, Ruch - to tylko z ostatnich paru lat - i to kluby z dużych miast, albo z tzw. tradycjami, bo nikt tego nie wytrzyma, aby zatrudnić zawodników na jakimś rozsądnym poziomie.
Dalej te pieniądze jakie daje tv rozdzielone zostaną na więcej drużyn - Legia jak dostanie 12 a nie 14 mln to sobie poradzi, a inni jak dostaną mniej to sobie poradzą? wątpię
Ty chcesz tą bidę jeszcze bardziej zwiększyć i stworzyć coś na co się nie da patrzeć.

Ja mówię tak - pieniędzy nam nie przybędzie tylko trzeba stwarzać warunki aby je zbierać - zbierzesz kasę od kibiców wtedy kiedy zaproponujesz lepszy produkt, dostaniesz więcej z tv jak zaoferujesz produkt który będzie oglądany, przyciągniesz więcej sponsorów jak poprawisz frekwencję na stadionie i przed tv, dodatkowo zmieni się postrzeganie piłki ( nie przez pryzmat brykających młodzieńców na autostradzie po Łodzią a przez pryzmat pojedynku VOO z Jackiem Góralskim).
Stworzenie mniejszej ligi i zagranie po 4 mecze między drużynami moim zdaniem daje wiele możliwości o których pisałem i da większą skłonność do oferowania pracy lepszym piłkarzom za lepsze pieniądze. Jestem pewien że kasjer Lecha jak się zbliża mecz z Legią to wie że ma super wpływ, a tak miałby to dwa raz w roku, podobnie ten z Białegostoku, Gdańska, Krakowie. To samo jest w Warszawie, więcej ludzi obejrzy Wisłę Lecha czy Lechię, niż Łęczną Sandecję czy Ruch. Reszta jest z tym powiązana - jak sponsor zobaczy że ludzie idą to pójdą za nimi, jak prezes zobaczy że ma 3-4 mln więcej z biletów, to zatrudni 2-3 grajków po 1mln rocznie i podniesie poziom, może wyda na szkolenie, może na dobrego trenera, albo na system monitorowania zawodników.
Dalej - TV- mając lepszy produkt będzie więcej kasy, bo chętnych bedzie więcej, nawet jeżeli kasa się rozdzieli na dwie ligi to moim zdaniem będzie to na plus.
Kolejna rzecz to zawodnicy - ci którzy aspirują do grania w Eklasie będą mieli mniej miejsc pracy - to się konkurencja nazywa, to może zmotywować do pracy cięższej i lepszej.
Mogę tak długo, ale nas nie stać na więcej niż 10 klubów w Eklapie i 10 w 1 lidze, a reszta to powinni być amatorzy na stypendiach albo grający dla fanu.
I jeszcze jedno - wprowadziłbym ustawowy zakaz sponsorowania klubów zawodowych i zawodowych sportowców z kasy miejskiej.
47wtorek, 13, czerwiec 2017 19:48
Zbyszek
@A-c10 @Dalkub.
Przepraszam ale muszę być bardziej radykalny, gdyż tworzycie Panowie swój wyimaginowany świat, który z tym realnym ma niewiele wspólnego. Ja zawsze w takich razach zapytuję : a proszę mi powiedzieć i pokazać gdzie to tak funkcjonuje. Gdyby to było takie proste i wszędzie działało to każdy by tak czynił jak powiadacie? Aż mi nie chce przejść przez gardło pytanie :czyżby oni byli tak głupi,a panowie tak mądrzy ?. Wybaczcie sarkazm,ale Ameryka została już dawno odkryta tylko żeście tego nie raczyli zauważyć. Smile.
A teraz ab ovo.
A-c1O ma zupełną rację,że świat się zmienia. Ani na gorsze ,ani na lepsze, po prostu się zmienia. Tylko,że z tej konstatacji trzeba wyciągać wnioski i nie powtarzać tego dziś jak prawdę objawioną ,co było twórcze kilka tysięcy czy kilkaset lat temu.
Tak jest z tym rzekomym prymatem prywatnego nad państwowym czy samorządowym.Przekaz Ewangeliczny poucza nas,że "Najemnik porzuca stado, bo jest najemnikiem, a pasterz odda życie za owce swoje".Ma on przesłanie teologiczne,ale i głębokie odniesienie do dzisiejszych stosunków pracy , także w piłce.O czym na chwilę. W XIII wieku św. Tomasz z Akwinu w "Summa theologiae" wskazywał,że prywatny właściciel lepiej dba o swoją własność ,niż ten który właścicielem nie jest. Tylko,że dziś nikt z poważnych myślicieli tego typu argumentów nie przywołuje, bo one nie mają ani sensu,ani uzasadnienia.Gdzieś tak 80 lat temu John Maynard Keynes był uprzejmy odróżniać własność indywidualną od własności prywatnej ,spółdzielczej, samorządowej i państwowej.I to jest kanon ekonomiczny i polityczny.Zwłaszcza w coraz bardziej komplikującym się świecie. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy pieniędzmi, niezależnie z jakich pochodzą źródeł. Są one dokładnie takie same i można je tylko różnie spożytkować. Podobnie jest z własnością. Różnicuje się ją zależnie od celu jakiemu służy i jaką funkcję pełni. Generalnie ta prywatna służy przysparzaniu zysku indywidualnym właścicielom, ta samorządowa na ogół zaspakajaniu potrzeb lokalnych społeczności,a państwo ma do spełnienia funkcje ogólne na rzecz ogółu obywateli. Więc nie dajmy sobie wmówić,że to wszystko jest tym samym. Dziś generalnie przyjmuje się za wieloma laureatami nagrody Nobla np.za Josephem Eugene Stiglitzem,że najważniejsze jest nie kto posiada,ale kto zarządza. Bowiem skomplikowane procesy współczesnej gospodarki wymagają nie bycia właścicielem,ale bycia fachowcem i wyśmienicie przygotowanym menedżerem.Podam przykład nie z sufitu,ale z najnowszej historii Legii. Koncern ITI był właścicielem Legii przez ponad 9 lat. Efektem jego własności było zadłużenie Legii na kwotę 234 mln zł. Przychody były niższe od wydatków o średniorocznie ponad 25 mln. Najwyższy przychód ten z 2012 roku to 67 mln zł. Pod rządami ITI Legia była bankrutem. I pod koniec 2012 roku w okolicznościach anegdotycznych, o czym być może przy jakiejś okazji napiszę prezesem został nie właściciel, ani protegowany z grupy ITI,ale pan Leśnodorski i on w ciągu roku wywindował przychód do wysokości 122 mln zł co w oczach pani Aldony Wejchert uwiarygodniło jego
i pana Mioduskiego do tego stopnia,że zgodziła się im Legię sprzedać w przekonaniu,że spłacą ustaloną cenę. W tym sensie twierdzę,że Leśnodorski to było to co najlepszego mogło nam się trafić.Inna rzecz,że Prezes Leśnodorski śmiało i odważnie nie bacząc na przeszkody z wydatkami za przychodami nadążał,tak,że na inwestycje w przyszłość grosza nie przeznaczał. Nie chcę oceniać innych,ale dla większości kluby piłkarskie najpierw po transformacji były pralnią pieniędzy zarobionych z różnych szemranych źródeł,a obecnie są zabawkowym dodatkiem do ich firm i ich zainteresowanie ma wyłącznie charakter związany z unikaniem płacenia podatków fiskusowi jak to było z Wojciechowskim czy Cupiałem.
Kwestią podstawową w uzdrowieniu naszej piłki jest usamodzielnienie się klubów piłkarskich jako oddzielnych, prawdziwych ,a nie fikcyjnych spółek prawa handlowego.

Kategorycznie nie zgadzam się z myśleniem,że czegoś co jest słuszne i dobre nie można osiągnąć,a przynajmniej próbować.Przeszkody są po to,aby je pokonywać. Oczywiście nie wszystkie i nie od razu. A Panowie mnie chcecie przekonać,że nie można ,że się nie da.To Wam się nie uda.
Jest kwestią otwartą droga jaką należy podążać,aby nastąpił wyraźny wzrost poziomu sportowego naszych drużyn ligowych i jeszcze wyraźniejszy wzrost przychodów klubów.Pewno,że na dzień dzisiejszy liga w wymiarze 18 drużyn nie spełni żadnego z tych dwóch celów z uwagi na dyletantyzm zarządzających klubami. Tylko ,że system rozgrywek musi mięć charakter w miarę trwały,a jego zmniejszanie ogranicza realizację zakładanych celów bardziej niż rozszerzanie.Bowiem piłka nie jest samotną wyizolowaną wyspą na morzu na którym królują zasady gospodarki . To nie zasady gospodarki mają się podporządkować nieudolnym rządom większości włodarzy piłkarskich,ale to oni muszą je respektować.Ja, podobnie jak Stanowski , choć raz się z nim, zgodzę, uważam,że odejście Cupiała było dobrodziejstwem dla Wisły i że pokona ona przejściowe kłopoty i stanie . tym razem na zdrowe nogi.

I musimy koniecznie przestać myśleć w kategoriach jakie nam chce narzucić jakiś marny dziennikarzyna,że system rozgrywek ma największe znacznie. Ma,ale znaczenie marginalne i dywagacje o nim są owszem teoretycznie ciekawe,ale stają się cokolwiek absurdalne. Prawdziwe problemy polskiej piłki leżą gdzie indziej, a głównym z nich jest chroniczny brak pieniędzy. I nad zmianą tego stanu rzeczy PZPN, władze ESy SA i klubów muszą poważnie zacząć myśleć.Bowiem piłka nożna to system naczyń połączonych i przychody klubów stanowią pewną całość i nie można ich szatkować, gdyż już to napisałem,ale sama Legia czy sam Lech mogą się onanizować.
Dalkub pisze,że mało kogo na Legii obejdzie oglądanie meczu Sądecji i pewno to na dziś prawda,ale za to w Nowym Sączu wybudują stadion i będzie on pełen jak tam przyjedzie Legia.W sumie ubytek kibiców na Legii zostanie zrekompensowany z nawiązką. Gospodarka autarkiczna nigdy i nigdzie nie przyniosła rozwoju nikomu. Ja wiem,że to się tak wydaje,że co dla nas dobre to dobre i dla wszystkich, ale jest to złudzenie i praktyka je obala. Był kiedyś taki ekonomista, który w budżecie zapisał krocie z podwyżki cła, ale wpływy w rzeczywistości spadły, a nie wzrosły. Pisałem już o wiekopomnych dokonaniach merkantylistów francuskich w dziedzinie wywalczenia poddania własności nieruchomości prawu popytu.Ale dokonali oni i innego gigantycznego odkrycia, a mianowicie Francję podobnie jak i inne kraje średniowiecznej Europy nawiedzały klęski głodu na które odpowiedziami były zakazy wywozu zboża i oni nakłonili króla Ludwika XV do zniesienia wszelkich ograniczeń w handlu zbożem i klęski głodu się skończyły,a ceny ,które skakały i nie pozwalały na ocenę opłacalności produkcji ustabilizowały się i tak jest do tej pory. Stalinowscy ekonomiści postanowili skończyć z tą wolną amerykanką i wprowadzić nakazy uprawy zboża na odpowiednim areale oraz przymusowy skup zboża. W efekcie na samej Ukrainie zmarło z głodu w 1937 roku ponad 17 mln ludzi.
Ja nie piszę,że zaraz naszą piłkę czeka podobny los,ale tak kończy się wcześniej czy później ograniczanie, reglamentowanie i inne autarkiczne zapędy.Co znowu nie oznacza,że wszyscy muszą być tak samo traktowani i że nie widzę różnicy pomiędzy Legią a Bruk Betem. Tylko,że ta różnica może być uwidoczniona nie poprzez wywalenie Teramaliki z Ligi,ale poprzez pozyskiwanie przez Legię sponsorów / gdzie jest sponsor strategiczny ?/, inwestorów czy reklamodawców i przede wszystkim poprzez zróżnicowanie w wielkości środków otrzymywanych ze sprzedaży praw telewizyjnych
i ich nominalnej wielkości.Ktoś powie,że dziś one są zróżnicowane, bo najlepsza Legia dostaje za ten sezon 16 mln., Jaga 13,3 mln., Lech 10,2 mln, a najgorsi Wisła Płock 6,4 mln a Górnik Łęczna 6,2 mln. Tylko co to są za środki ?. Gdyby te wielkości były chociaż 5 razy większe to miałyby one dla naszej drużyny znacznie istotne,a tak ....
I tu A-c10 trafnie zauważa tę kanałową gówniarzerię, tylko wniosków nie wyciąga.A ich dotknął syndrom tłustych karpi. Oni stali się monopolistami, oni mają czyste, niewysokie,ale pewne i na ich zabawy wystarczające dochody i nic nie robią,aby ten stan poprawić. Mimo,że żyją tylko dzięki polskiej piłce to ona ich w ogóle nie obchodzi. Słychać tylko biadolenie,że produkt jest marnej jakości.No to ja się pytam : czy można sprzedać coś co sam sprzedawca uważa za szmelc.Nie można. A poza tym w dzisiejszym świecie to ględzenie o jakości jest jawną kpiną i kłóci się z rzeczywistością. Dziś owszem marka ma pewne znaczenie,ale decyduje reklama i marketing.
Czy Polacy potrzebują kupować tyle pseudoleków bez recepty, które nic w niczym nie pomagają. Nie. Ale reklama spowodowała,że w wydatkach na nie jesteśmy na 3 miejscu w świecie.Jedna z marek samochodów była praktycznie niesprzedawalna, a za maj jest na pierwszym miejscu sprzedaży.
Ja nie mówię,żeby od razu robić taki zamach na pieniądze kibiców,ale żeby robić cokolwiek np. w każdej z firm telewizji kablowej jak się do nich zadzwoni to miły głos namawia na jeden z programów filmowych,a ci z Kanału śpią.
A jest okazja, gdyż nasza piłka jest na topie dzięki sukcesom reprezentacji.
I ja uważam za zbrodnię nie próbowanie tego wykorzystać.
Ja im źle nie życzę,ale mam nadzieję,że obudzą się z przysłowiową ręką w nocniku.Co z resztą w ostatnim swoim wywiadzie zapowiada pan Mioduski.
I tym miłym akcentem kończę i życzę miłych snów o potędze
48środa, 14, czerwiec 2017 07:53
dalkub
Zbyszek - przepraszam ale czytam to trochę tak jak Trybunę Ludu - teoretycznie zgoda pełna, w praktyce nic się nie zgadza.
Najpierw trochę o sprawach ogólnych - ja też czytałem książki Stiglitza i z wieloma rzeczami się zgadzam, tylko że one funkcjonują w teorii. Prawdą jest że nie ma znaczenia kto jest właścicielem, a kto zarządza - niestety w spółkach państwowych czy samorządowych w Polsce pracuje kto pracuje i zarządza kto zarządza - pieniądze są wydawane nieefektywnie, a miasta zamiast wydawać kasę na dzieci i młodzież utrzymują kopaczy polskich i zagranicznych najczęściej kiepskiej jakości - jaki zysk ma Wrocław z tego że utrzymuje Pawelca z Morioką? - odpowiem żaden.
Teraz o tej budowie stadionów wszędzie - no tak Sandecja awansuje i będzie stadion, super 1000 stadionów na 1100 rocznicę chrztu Polski - ja się zapytam wprost - po co stadion w Nowym Sączu? ile osób przyjdzie tam na mecz? kto ten stadion utrzyma? - miasto? to na co nie wyda? na szkolenie młodzieży, na przedszkole, na zajęcia dodatkowe? co będzie z tym stadionem jak spadną? co się będzie na nim działo kiedy nie będzie meczy? - to jest mania budowania stadionów choć nie można zapełnić tych co są i większość jest deficytowa. Najlepszy tekst to ten że nagle ci co oleją Legię w Warszawie bo nie przyjdą na Sandecję to przyjdą w Nowym Sączu - to jest klasyczne przesuwanie biedy, trochę kasy ubędzie Legii, a troszkę wpłynie do Nowego Sącza od rozlania herbaty z czajnika do dwóch kubków ona nie robi się słodsza ani nie jest jej więcej tylko szybciej stygnie.
Teraz kwestia wielkości lig i ich możliwości finansowej - w świecie zachodnim w ligach gra tyle zespołów na ile te ligi stać - w Niemczech żyje 80 mln ludzi i są średnio 5-6 razy bogatsi od nas i gra tam w lidze zespołów 18 - a wg twoich kryteriów mogłoby grać z 30, bo dużo ludzi. Gra tyle, aby pieniądze które przy piłce krążą racjonalnie dzielić i inwestować. W USA mieszka około 300 mln ludzi i jest 30 klubów NBA, choć chętnych miast jest sporo, ale się to nie dzieje, bo wiedzą ile jest kasy, wiedzą, że muszą zapełnić hale i wiedzą że muszą podzielić tak zawodników aby gra pierwszej drużyny z 30 nie przypominała meczu Legia TBB z ostatniej rundy, bo ludzie by nie przyszli na kolejny.
Pisanie o tym że jakimś wielkim problemem jest słabość C+ - to jest jakaś aberacja - pewnie że może być lepsze studio i komentarze, tylko żę ludzie nie oglądają meczy aby posłuchać pana Kazia z panem Sławkiem a obejrzeć walkę na boisku i poziom.
Najpierw musi być poziom, bo inaczej nie będzie ludzi. Poziomu nie zbudujesz w Nowym Sączu, Łęcznej, TBB itd.- bo tam nie ma potencjału kibiców, pieniędzy, sponsorów - za mały rynek. Budowa poziomu kosztuje, a pieniędzy nie ma i trzeba nimi tak gospodarować aby był tego efekt w postaci takiej aby 2-3 kluby miały szansę awansować do grupy LE bo to będzie dopływ kasy wprost do ligi, będą sponsorzy, będzie szansa na lepszych zawodników - dzielenie biedy jej nie zmniejsza.
49środa, 14, czerwiec 2017 16:09
Zbyszek
@Dalkub.
Otóż czytasz to co czytałeś i nie byłeś uprzejmy zauważyć,że świat się zmienił,ale nie tak jak Tobie i innym wmawiają ci co kiedyś uczyli ekonomii marksistowskiej,a dziś udają zwolenników wolnego rynku o którym pojęcie mają zerowe.I pragnę zauważyć,że nikt nikogo nie zwolnił od myślenia.Pustymi i dętymi sloganami niczego się nie wykaże, ani nie udowodni
Wybacz,ale edukowania musi nastąpić ciąg dalszy.
I znowu musimy na trochę wyższym etapie wiedzy zacząć od początku.
A początek na współczesnym etapie cywilizacji zaczyna się od nas. To my, konsumenci jesteśmy źródłem wszelkiego dobra, to my jesteśmy popytem ,a więc tym magnesem napędzającym całość życia indywidualnego i zbiorowego.
Znakomity myśliciel Francis Fukuyama w książce "Koniec historii" /radzę koniecznie przeczytać mimo,że dzieło nieduże,ale bardzo trudne w odbiorze, zwłaszcza dla mało oczytanego czytelnika/ wykazuje rozwój ludzkiej cywilizacji od jej zarania do epoki współczesnej czyli ery rozumu i normalności. Cywilizacja homo sapiens podążała nieuchronnie w kierunku demokracji liberalnej, wytworzenia przyjaznych ludziom instytucji , w tym zwłaszcza sądownictwa, określenia praw człowieka i obywatela, stworzenia poczucia obywatelskości oraz gospodarki wolnorynkowej opartej o prawa popytu i podaży oraz konkurencyjność.W tej tak skrystalizowanej rzeczywistości do głosu w większym stopniu dochodzą cnoty republikańskie co również oznacza,że obywatele domagają się coraz bardziej, aby za swoje pieniądze otrzymywali produkt takiej jakości jakiej wymagają.Mamy tu do czynienia z biadoleniem piłkarzy,że ich się mocno krytykuje,a ostatnio Ula Radwańska broni siostry przed jej zdaniem, linczem na niej. Otóż nie ma obowiązku uprawiania sportu lub czynienia czegokolwiek,ale jeżeli się to robi odpłatnie to ci co płacą mają pełne prawo krytykować, podobnie jak chwalić.
Tak samo obywatele lokalnej społeczności mają prawo decydować na co ich pieniądze są przeznaczane przez wybranych przez nich ich przedstawicieli.
I to trzeba przyjąć do wiadomości. Poprzednie systemy totalitarne poszły precz i obywatele nie godzą się,aby władze przedstawicielskie wyrodziły się od interesów ludzi i realizowały swoje interesy.I żadne dętologie tego procesu nie zatrzymają.Lokalne społeczności jak chcą to mogą utrzymywać i sto klubów piłkarskich i kibicom z dala od tego wara.
Chyba to nie jest jakoś zbyt trudne do zrozumienia ?.
Pojęcie własności , właściciela staje się coraz bardziej anachroniczne. Już dziś np.większość samochodów jest użytkowana na zasadach wynajmu. A sama treść własności się unowocześnia.W efekcie własność jest pewną kategorią prawną przydatną dla zapewnienia większej pewności w obrocie gospodarczym.
Królem życia staje się pieniądz. Ten kto go ma powinien mieć władzę.Podkreślam powinien, gdyż tak jak to napisał w książce "Ucieczka od wolności" Erich Fromme ludzie często kierują się strachem i wybierają złudne poczucie osobistego bezpieczeństwa, głównie o charakterze ochrony życia i zdrowia oraz bytu swojego i rodziny .Te determinanty dziś są zdecydowanym odwrocie. Ten kto tych procesów nie zauważa jest po prostu ślepcem.
Reasumując tę część wykładu Smile wypada stwierdzić,że właściciel czegokolwiek płaci komukolwiek naszymi pieniędzmi. Bo to my kupujemy reklamowane produkty, to my kupujemy bilety na stadiony i to my opłacamy abonament.
I na zakończenie dowcip o jednym Polaku w Ameryce. Przed odlotem powiedziano mu,że w Ameryce jest tyle roboty,że pieniądz leży na ulicy. I Polak poleciał do USA i po wyjściu z lotniska zobaczył na ulicy "Madisona". Bez zastanowienia przeszedł mimo :" Nie zacznę pobytu w Ameryce od ciężkiej pracy".
Tak my tu w kraju nad Wisłą mamy. W naszej piłce kopanej pieniądz dosłownie leży na ulicy tylko nikt po niego nie chce się schylić.
Również dlatego,że są tacy Dalkubowie, którzy widząc ciemną teraźniejszość nie chcą patrzeć z optymizmem w przyszłość. I tym miłym akcentem kończę tę część wypowiedzi . Pozdrawiam serdecznie.
50niedziela, 25, czerwiec 2017 00:58
a-c10
@ Zbyszek:

Chciałbym nieśmiało zauważyć, że nawet sam Fukuyama okrakiem się wycofywał z tez głoszonych w "Końcu historii". Musiał (choć na szczęście nie Tomasz). Ja już tu kiedyś o tym pisałem: los to strasznie złośliwy skurwiel i momentami drwi sobie choćby z najwybitniejszych myślicieli. Ot, np. zamiast opartej na konsumpcjonizmie permanentnej sielanki serwuje nam globalną wojnę podjazdową i powszechną niepewność.

Ale zostawmy już tę geopolitykę, bo po pierwsze Naczelny się zbiesi, a po drugie rozmawiamy przecież o prostej kopanej. Wiesz co? Czytam sobie - jak zwykle z uwagą - te Twoje teorie i nieodmiennie dochodzę do wniosku, że chciałbym kiedyś obudzić się w takim świecie, a w zasadzie w takiej Polsce, gdzie będą one mocno oparte o rzeczywistość. Wiem, nadzieja matką głupich. Ale przecież każda matka swoje dzieci kocha, toteż codziennie niemal zasiadam z kawuchą w ręku i papierochem w zębach do porannego (no, powiedzmy) przeglądu sieci i za każdym razem równie mocno wierzę, że wyczytam coś, co choć w niewielkim stopniu uzasadni Twój hurraoptymizm. I prawie zawsze się zawodzę. Bo zamiast wieści o stabilnym rozwoju dostaję newsy o czyichś tam kłopotach z licencją. Bo po raz kolejny okazuje się, że ten, czy ów postawiony za publiczne pieniądze, skądinąd fajny stadion wypełnił się ledwie w jakimś tam ułamku. Bo znów wychodzi na to, że w Ekstraklasie (o niższych ligach sza) występuje ileś tam klubów przepełnionych strachem o dotrwanie do końca miesiąca (o końcu sezonu też sza). Bo to. Bo tamto. Bo siamto.

Swoją drogą, ciekawe - nie uważasz? - didaskalia do naszej dyskusji dopisało zakończone właśnie (dla nas) Euro U21. Czarno na białym okazało się, że w tym naszym piłkarskim śpiącym raju, gdzie to niby pieniądze się po ziemi walają, nie starcza środków na to, by postawić odpowiednie ośrodki treningowe. Nie, nie takie, które zawstydziłyby choćby startujących dopiero z poważnym szkoleniem Anglików. Na początek dość byłoby takich, na których dałoby się wyszkolić ludzi zdolnych do pokonania reprezentantów nielicznych nacji za swój sport zespołowy nr 1 uznających hokej na lodzie. Obawiam się, że bez takich ośrodków (a zauważ, nie ma ich przy niemal żadnym "magistrackim" klubie) ani Fukuyama, ani Fromme, ani nawet św. Tomasz nam nie pomogą.
51środa, 28, czerwiec 2017 18:40
Zbyszek
@A-c10.
Ja się nie daję ponosić takim katastrofalnym wizjom braku perspektyw naszego rodzimego futbolu po mało udanym występie naszej młodzieży na tegorocznym Euro U 21.Dlaczego tak się stało napisałem jak sądzę fachowo "Na aucie'. Powiedzmy sobie wreszcie, zamiast biadolić ,że wszyscy nas chwalą właśnie za stadiony, za infrastrukturę,za publiczność, za organizację i gościnność.I przestańmy narzekać. W półfinale znalazły się drużyny, które w nowej edycji Ligi Mistrzów od sezonu 2018/2019 będą miały po 4 zespoły bez eliminacji, a więc są piłkarsko w Europie najmocniejsze.My do nich się nie zaliczamy i jeszcze długo nie będziemy Więc te swoje mocarstwowe aspiracje weźmy póki co na wstrzymanie i przynajmniej my nie róbmy złudnych nadziei. Oczywiście,że występ naszego zespołu powinien być lepszy, choć pewno wynikowo zakończyłby się tak samo.Zawiódł trener i PZPN. Kiedy bowiem popatrzymy na trenerów innych reprezentacji to tam szkoleniowcami byli doświadczeni byli zawodnicy. Bo tacy powinni pracować z młodymi jeszcze nie końca ukształtowanymi piłkarsko zawodnikami czyli mieć z jednej strony autorytet a z drugiej potrafić podpowiedzieć. Wybór Dorny był z tych względów błędny, a jego błędy były konsekwencją faktu,że sytuacja go przerosła. Robienie z tego tragedii uważam za przesadę.Przy czym to nie zmienia faktu,że w szkoleniu młodzieży od najlepszych coraz bardziej odstajemy i to nie z powodu braku pieniędzy,ale po prostu nasze metody szkoleniowe są przestarzałe i nie ma fachowej kadry szkolącej.W takiej Legii ogólnie na szkolenie młodzieży w Akademii, w juniorach i w II drużynie wydaje się rocznie blisko 20 mln złotych czyli mniej więcej tyle co w Hannover 96 . A efekty u nas są zerowe.Tylko u Niemców pracuje Edward Kowalczuk,a u nas pan nikt. Wydać pieniądze w dowolnych ilościach to rzecz najprostsza i każdy głupiec to potrafi, ale tak je wydać,aby był z nich pożytek to już wyższa szkołą jazdy i nie każdy jej sprosta.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1