- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Superpuchar: Legia - Arka 1:1 k. 3:4
Niejako tradycyjnie Legia poniosła porażkę w meczu o superpuchar. Po Śląsku Wrocław, Zawiszy Bydgoszcz i Lechu Poznań (dwukrotnie), lepsza od Legii okazała się Arka Gdynia. Po dziewięćdziesięciu minutach rywalizacji był remis 1:1 i zarządzono konkurs rzutów karnych. W nim skuteczniejsza okazała się Arka i trofeum powędrowało do Gdyni.
Legia rozpoczęła mecz w następującym składzie: Malarz - Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Moulin, Kopczyński - Guilherme, Hämäläinen, Nagy - Niezgoda. Uwagę zwracała obecność w pierwszej jedenastce Jarosława Niezgody, który zajął miejsce w linii ataku. Goście odpowiedzieli drużyną w składzie: Šteinbors - Zbozień, Marcjanik, Sobieraj, Warcholak - Piesio, Kakoko, Marciniak, Kun, Da Silva – Siemaszko.
Mecz od pierwszych minut toczył się pod dyktando Legii. Nasi zawodnicy sprawiali wrażenie ‘głodnych’ gry, podobnie jak licznie zgromadzona publiczność wydawała się spragniona piłkarskich emocji. Optyczna przewaga Legii nie przekładała się jednak na sytuacje strzeleckie. Najlepszą miał Jędrzejczyk, który uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu Moulina w 11. minucie, jednak stojący na linii bramkowej obrońca gości wybił strzał. Nieoczekiwanie prowadzenie objęła Arka. W 20. minucie Piesio zadziwiająco łatwo minął Jędrzejczyka na skrzydle i starał się dośrodkować piłkę w pole karne. Na linii podania stanął Pazdan, który zmienił tor lotu piłki w sposób na tyle niefortunny, że ta przelobowała zaskoczonego Malarza i wpadła do bramki. Legia mogła wyrównać już dwie minuty później. Znów po dośrodkowaniu Moulina strzelił Jędrzejczyk i tym razem Arkę uratował Šteinbors. Po rzucie rożnym i zamieszaniu pod bramką gości raz jeszcze piłka spadła na głowę Jędrzejczyka, który usiłował zmieścić ją w bramce, niestety trafił w stojącego na linii Marcjanika. Legia dopięła swego w 27. minucie meczu. Akcję w środku pola rozprowadził Guilherme, podał do Moulina, który nieoczekiwanie zmienił kierunek biegu, znalazł się w polu karnym i doskonałym uderzeniem pokonał bramkarza gości. Kilka minut później do strzału w polu karnym doszedł Niezgoda, jednak Šteinbors instynktownie obronił uderzenie oddane przez naszego napastnika.
Do przerwy było 1:1. Jak na pierwszy tydzień lipca, mecz był całkiem interesującym piłkarskim widowiskiem i wydawało się, że po przerwie będzie podobnie.
Niestety w drugiej połowie mecz ‘siadł’. Arka wyraźnie skupiła się na obronie, a Legia nie miała pomysłu na sforsowanie defensywy przeciwnika. Trener Magiera zaordynował kilka zmian – na boisku pojawili się kolejno Szwoch, Szymański i Sanogo (za odpowiednio Niezgodę, Nagya i Hämäläinena), ale zmiennicy nie odcisnęli piętna na grze Legii. Poza kilkoma mało spektakularnymi uderzeniami z dystansu i nieprecyzyjnymi podaniami w pole karne, Legia nie była w stanie stworzyć zagrożenia pod bramką Šteinborsa.
Doszło do rzutów w karnych, w których Malarzowi niestety nie udało się obronić żadnego uderzenia piłkarza Arki, podczas gdy Šteinbors okazał się lepszy od Moulina i Kopczyńskiego.
Mecz o superpuchar nie jest dobrym papierkiem lakmusowym dla testowania formy zespołu przed sezonem. Wiedzą coś o tym choćby kibice poznańskiego Lecha, którzy z entuzjazmem przyjęli przekonujące zwycięstwo nad Legią dwa lata temu, nie przeczuwając, że stanie się ono zapowiedzią zupełnie nieudanego sezonu. W kontekście starcia z IFK Mariehamn niepokoić może przede wszystkim jakość gry ofensywnej Legii. Trzeba oczekiwać więcej od takich piłkarzy jak Hämäläinen czy Guilherme. Trudno odmówić ambicji i zaangażowania w grę Niezgodzie, natomiast kwestia umiejętności tego piłkarza i jego gotowości do gry w składzie Legii – wciąż jeszcze wymaga weryfikacji. Całościowo nasz ofensywny kwartet został w piątek przyćmiony grą Moulina, w przypadku którego wejścia ofensywne nie powinny być przecież wiodącym zadaniem na boisku. Może być tylko lepiej.


Senatorze piszesz że kibicom jest przykro po takich przegranych, ale per saldo to kiedy miałeś taki okres tak pełny systematycznych i cyklicznych sukcesów Legii, takiej ciągłej corocznej kibicowskiej radochy, że teraz grymasisz, smęcisz bo na początku lipca zespół swoją grą jeszcze cię nie zadowala? A jak było rok temu, dwa lata temu i czym to później się kończyło? Niech ten superpuchar idzie sobie w cholerę, był wprowadzeniem w rytm meczowy, ale po stokroć ważniejszy jest mecz z „Muminkami”. Ba, zakładam że z Finami możemy się czołgać i zgrzytać zębami na grę, tak samo jak w trzeciej rundzie eliminacji pucharowej, obojętnie na kogo trafimy, ale nawet jak będziemy grali piach, to i tak dla mnie liczyć się będzie tylko awans. Obojętnie w jakim stylu obyśmy tylko do tej czwartej rundy się dostali, a tam … a tam już skład, dyspozycja i forma będzie wymagana optymalna i z tego w tym letnim "mikrocyklu" piłkarzy, trenerów i skautów będę na przełomie sierpnia i września rozliczał. Wtedy będę albo zły, rozgoryczony i zawiedziony, albo kibicowsko rozradowany i usatysfakcjonowany.
Na dziś to diabli wiedzą jaki będę miał humor we wrześniu, nie mam pojęcia czy zespół zaskoczy w sierpniu czy też da d… to znaczy plamę, ale wiem że na podstawie tego co było z Arką jakieś proroctwa zarówno indywidualne jak i w odniesieniu do gry całego zespołu mogą być zwodnicze.
Dziwne! Niektórzy z nas stare doświadczone kibicowskie wygi a zawodzą prawie jak baby pod kościołem, za to babeczka młoda pisze rezolutnie i roztropnie: http://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/lotto-ekstraklasa,iza-koprowiak-komentuje-porazke-legii-warszawa-w-superpucharze,artykul,797849,1,721.html
Jeszcze tak a pro po naszych niepowodzeń. Otóż nawet jeżeli nasz letni mikrocykl zakończy się sukcesem, to i tak, a może nawet trzeba stwierdzić, że tym bardziej w sezonie będą nam się przytrafiały ligowe porażki. Będą spowodowane naszymi błędami czy to zawodniczymi, czy to trenerskimi, być może z boiska będzie wiało apatią i znużeniem a my będziemy pomstowali o brak ambicji i zaangażowania. Zakładam że jeżeli awansujemy do fazy grupowej w pucharach to na krajowym podwórku z takimi nieprzyjemnymi wydarzeniami będziemy mieli do czynienia. Osobiście przygotowuję się, że te pięć wtop w sezonie przynajmniej zaliczymy, ale co najważniejsze to nie powinno mieć to wpływu na końcowy efekt w Ekstraklasie, innym porażki też się będą przytrafiały, nikt suchą nogą przez ligę nie przejdzie. Zatem gdy będziemy tym którym kibicujemy wytykać winy i te zawinione i niezawinione, pamiętajmy że liczy się to co na końcu i jak to przebiegało poprzednimi latami.
Czyli, o ile dobrze zrozumiałem, zawieszasz swoją działalność na C-Lce aż do czerwca przyszłego roku?
Źle zrozumiałeś!