A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Rosja 2018: Obnażeni

Jedenasty dzień mistrzostw świata stał się ostatnim dniem emocji związanych z grą reprezentacji Polski. Nasza drużyna bezdyskusyjnie uległa Kolumbii 0:3 i nie ma już szans na wyjście z grupy. W drugim meczu grupy H Senegal zremisował z Japonią 2:2. We wcześniejszym meczu grupy G Anglia zdeklasowała Panamę 6:1.

 

Różnica między reprezentacjami Polski i Kolumbii była ogromna. Mecz była tak jednostronny i pozbawiony jakiejkolwiek dramaturgii, że nie ma sensu rozpisywać się na temat jego przebiegu. Oczywiście szkoda zmarnowanej sytuacji Lewandowskiego, oczywiście Krychowiak niepotrzebnie ‘łamał’ linię spalonego, wracając za Falcao przy drugiej bramce dla Kolumbii, ale nie oszukujmy się – oba zespoły dzieliła jakościowa przepaść i wynik jest naturalną konsekwencją tego faktu.

Co poszło nie tak? Na pewno reprezentacji nie pomogła długa kontuzja Milika i ogromny pech Glika przed turniejem, ale to nie może być jedyne wyjaśnienie. Trener Nawałka w pewnym momencie chciał zrobić krok do przodu – i to się nie udało. Zespół stracił posiadane argumenty, nie zyskując jednocześnie nowych. Oglądaliśmy w Rosji drużyny teoretycznie słabsze niż Polska, pozbawione tylu klasowych zawodników, ale grające dużo lepszą, ciekawszą piłkę, nie ‘pękające’ w starciu z nawet największymi faworytami turnieju. Polska tymczasem wyglądała jak zespół, w którym nie działa… dosłownie nic. Jak drużyna, która jest pozbawiona taktycznego planu na mecz, której piłkarze są w komplecie spaleni psychicznie i całkowicie nieprzygotowani fizycznie. Oczywiście aż tak źle być nie mogło - wystarczyło jednak, że zawiódł jeden z tych elementów, by momentalnie rozsypały się wszystkie inne.

Cóż, nie takim drużynom jak nasza reprezentacja nie wychodziły wielkie turnieje. Najbardziej oszukani przebiegiem turnieju mogą czuć się ci Polacy, którzy na piłce nożnej znają się najmniej. To w nich najłatwiej można było zaszczepić złudne przeświadczenie o wyjątkowej sile naszej kadry i nadzwyczajnych umiejętnościach trenera i piłkarzy. A przecież zaistniały scenariusz, przynajmniej w wymiarze osiągniętych ostatecznie wyników, należało niestety brać przed turniejem pod uwagę jako absolutnie realny. Szkoda.

Dyskusja (8)
1poniedziałek, 25, czerwca 2018 11:29
Senator
Zacznę stwierdzenia faktu, nie potrafię być zły na Nawałkę. Po latach posuchy dał nam całkiem udane Euro, wprowadził na mundial i ogólnie wreszcie mogliśmy cieszyć się z porządnych meczów naszej reprezentacji.
Moim zdaniem mamy czterech zawodników klasy europejskiej. Są to Glik, Piszczek, Zieliński i Lewandowski.
Glik wiadomo, Piszczek niestety nie złapał formy na jaką to stać.
O Zielińskim już kiedyś pisałem jemu aby pokazał to co gra w Napoli potrzeba jeszcze 2-3 zawodników jego pokroju i widzenia gry jaką on widzi, a moim zdaniem widzi więcej niż większość zawodników naszej kadry. Lewandowski niestety zawiódł i jakoś obniżenie jego lotów dziwnie łączy się ze zmianą mengo.
O Błaszczykowskim nie wspominam bo to już niestety melodia przeszłości a i ostatni okres to kontuzja za kontuzją.
Tych czterech zawodników w formie to podstawowy warunek aby coś nasza kadra grała. Nie było ich nie było gry ponieważ cała reszta to tylko dość porządni wyrobnicy uzupełniający.
Młodzi Kownacki, Linetty czy Bednarek to dopiero dobrze wyrobione ciasto, czy będzie z tego smakowity chleb to się okaże. Muszą dojrzeć i mocno pracować aby kiedyś przejąć pierwsze skrzypce w kadrze.
Oczywiście zgadzam się z opinią, że Nawałka przedobrzył, przekominował, a chyba i z przygotowaniem wydolnościowo-szybkosciowym coś poszło nie tak. Takie przynajmniej miałem wrażenie oglądając nasze mecze. Tacy Japończycy to nas chyba zabiegają na śmierć.
Wracając jeszcze na chwilę do meczu z Kolumbią, oni też mieli czterech zawodników o głosnych ugruntowanych nazwiskach (tego z Barcy nie liczę mało kto wiedział że on tam gra) Falcao,Cuadrado,Rodriguez i Ospina bramkarz . Jak pociągneli zespół każdy widział i dostrzega różnicę między naszą czwórką a kolumbijskimi liderami. Jedno słowo przepaść.
A-c10 pytał kogo innego można było powołać i tak szczerze to tylko jedno nazwisko przychodzi mi do głowy Kurzawa.
Nadchodzi okres przebudowy, odmodzenia kadry i niestety będzie problem czyli nie najlepsze rokowania na przyszłość, a i zapewne trenera trzeba znaleźć bo Nawałce kończy się kontrakt. Zresztą kozioł musi być bo choć Boniek mówi razem itp to chętnie rzuci na żer wszystkich tylko nie siebie.
2poniedziałek, 25, czerwca 2018 13:48
dalkub
Kurzawa to chyba jest na Mundialu o ile się nie mylę.

Nawałka miał pół roku luzu i od pół roku wiedział, że Milik jeśli dojdzie do grania, to raczej będzie pod formą - nie oszukasz zdrowia, wiedział że Błaszczykowski gra mało jest rozsypany fizycznie i 2 lata starszy od tego Kuby z ME. Wiedział że Peszko jest tylko jako maskotka i nie nadaje się do gry, wiedział że Piszczek ma chroniczne problemy z biodrem i może nie dać rady. Wiedział że Zieliński nie dźwiga dużych meczy, że w reprezentacji się męczy bo nie ma z kim grać, a to nie jest typ że sam pociągnie grę, on się dobrze wkomponuje w dobry zespół a w słabym zginie.
Nawałka nie znalazł sobie przez pół roku ani jednego zawodnika, który tych ludzi mógłby zastąpić, nie wypracował rozwiązania na moment kiedy okaże się że Milik nie da rady, Kuba nie da rady, jest możliwe że będą kontuzje itd. Dodatkowo żaden z zawodników nie był w lepszej formie niż 2 lata temu.
Nie mam zamiaru narzekać na Nawałkę, ale mam wrażenie że ostatnie dwa lata przejechał trochę na gapę, autobusem kierowanym przez Lewego i od czasu do czasu jeszcze kilku zawodników. Nie wyciągnięto wniosków z meczów w których traciliśmy bramki z Kazachstanem, Czarnogórą Armenią - zwyczajnie gra obronna nie była na takim poziomie, a nasza gra przede wszystkim na tym polegała - bronimy ścisło krótko i kontrujemy - inaczej nie potrafimy grać. Nawałka się ewidentnie pogubił, chciał kreować nie mając kim, chciał dominować nie mając kim, chciał zmieniać taktykę nie mając wykonawców, a do tego nie miał farta - posypał się Glik, bez formy Lewy, złe wybory i chyba..........coś spieprzono w przygotowaniach, bo sposób poruszania się zawodników był zwyczajnie tragiczny. Żadna w miarę solidna drużyna nie zostawiała przeciwnikowi tak dużo miejsca, formacje były oddalone od siebie nie było podejścia, zaangażowania, woli walki i nie było.........kapitana na boisku, kapitan grał sobie reszta się miotała.
Nie chcę się pastwić nad zawodnikami, ale część z nich nie ma prawa wyjść na mecz MŚ bo albo nie mieli odpowiedniej formy, albo odpowiednich umiejętności albo jednego i drugiego

wstyd zwyczajnie wstyd - ale za chwilę ktoś napisze że liga się rozwija i są lepsi zawodnicy i jest fajnie, tylko z tej ligi nie ma 5 zawodników co można ich pokazać na MŚ.
3poniedziałek, 25, czerwca 2018 14:08
Senator
@Dalkub
Rzeczywiście jest więc innych pomysłów nie mam.
Ogólnie napisałeś podobnie tzn jest kilku którzy ciągnęli ten wózek.
Nie trafiono z formą a zmiennicy o których napisałeś po kontuzjach lub jeszcze nie gotowi na mundialowe wyzwania.
Nawałka nie znalazł bo tak szczerze nie miał zbytniego wyboru co zresztą sam zauważasz w ostatnim akapicie.
4poniedziałek, 25, czerwca 2018 21:25
Zbyszek
Nie da się zakłamać rzeczywistości i szukać na siłę usprawiedliwień dla nieudolności.
Ale zacznijmy od pryncypiów, gdyż to ich naruszenie zawsze kończy się niespełnieniem.

Zespół nasz został zbudowany poprzez eliminacje do EURO 2016 , udział w tamtym turnieju i eliminacje do MŚ 2018. Tak jak solidny dom.I jak to w budynku z czasem potrzebne są jakieś naprawy, drobne remonciki czy konserwacja. Ale nie wolno naruszać konstrukcji obiektu. A w drużynie piłkarskiej taką konstrukcję stanowi system taktyczny dostosowany do możliwości wykonawczych piłkarzy i odpowiadająca mu organizacja gry. Nasz trener po eliminacjach postanowił być jak odnowicieli i zmienić na lepsze to co funkcjonowało prawidłowo,ale w efekcie stał się burzycielem. Pewno i czasu ,lecz i pomysłu zabrakło. Tylko powstaje zasadnicze pytanie : po co to było ?. Lepsze jest zawsze wrogiem dobrego, ale gorsze również. Te niedorzeczne pomysły taktyczne były z gruntu niepotrzebne i w efekcie zamiast mieć ustabilizowaną drużynę przyszło na najważniejszej imprezie improwizować i eksperymentować.A przecież Mundial ma być spełnieniem.

Każdy trener ma swoich ulubionych zawodników pasujących mu charakterologicznie lub takich, którzy go nie zawiedli ,albo takich którzy mu się podporządkowywują, niczego nie kwestionują, ze wszystkim się zgadzają.I trudno o to mieć do niego pretensje,ale do czasu dopóki nie staje się to prywatą i rodzajem kliki zabijającej wszelki krytycyzm. Bo w takim stanie jest to początek końca. Tak kończyli m.innymi i Górski i Smuda. Taka zgoda jak w "Zemście" kończy spór,ale aby ona miała miejsce to najpierw musi być spór. Bo to on ujawnia najlepsze cechy jednocześnie pokazując,że walczącemu o swoje na czymś naprawdę zależy. Z niemych niewolników nie ma dobrych pracowników, natomiast z tych wolnych,ale przekonanych a i owszem.Tylko trzeba wszystkich traktować jednakowo,a nie jednych lepiej a innych gorzej nie ustalając i nie przestrzegając elementarnych kryteriów oceny przydatności. Nieprzestrzeganie reguł sprawiedliwości zawsze prowadzi do upadku.

Tajność i odseparowanie nie jest najlepszą metodą na mobilizację i skupienie.Dziś w dobie powszechnej obecności tzw. mediów społecznościowych nie udział w nich stanowi zakłócenie koncentracji,ale brak uczestnictwa. To budzi niepokój.No bo jak mobilizować jak jest nadzwyczajny spokój. Podobnie miał i Smuda , identycznie nie rozumiejący,że czasy się zmieniły i młodzi bez mediów wręcz nie mogą żyć. Wspomnę tylko,że najciszej i najspokojniej jest na cmentarzu.Nie jest to żaden komfort psychiczny,ale raczej obciążenie.

A teraz o samym meczu. Nie był to w żadnym wypadku najgorszy mecz drużyny Nawałki,a biorąc pod uwagę klasę rywali całkiem dobry.Ja starannie staram się odróżniać wynik od poziomu gry
i wczoraj wynik tego nie odzwierciedlał. Po stracie bramki , w miarę upływu czasu stało się oczywiste,że bez postawienia na ofensywę nie ma szans na wyjście z grupy. Tym samym czy wynik będzie 0:1 czy 0:3 to będzie w gruncie rzeczy taki sam - eliminujący. Bo można było dowieźć do końca to 0;1, tylko,że byłyby zarzuty,że trzeba było coś zmienić, a jak trener zmienił to zaraz jest krytyka,że za wysoko przegrał.
Trener Nawałka na podstawie analizy gry Kolumbii, pewno głównie z Francją nie chciał ryzykować otwartej konfrontacji i stąd gra 7 defensywnymi zawodnikami. Nie ma tym niczego zdrożnego, podobnie grają np. Szwedzi, pod warunkiem,że system był sprawdzony i działał.Niestety w naszym wykonaniu sama gra defensywna , choć obarczona błędami nie była przyczyna porażki,ale prawie całkowity brak zagrożenia dla przeciwnika w ofensywie.

Ocena gry defensywnej.
Zagraliśmy 7 zawodnikami w defensywie systemem mieszanym. trzech zawodników : Bereszyński. Góralski i Piszczek kryło indywidualnie,a pozostali : Pazdan, Bednarek. Rybus i Krychowiak broniło w strefie.Niby w porządku,ale w meczu z Japonią Kolumbia atakowała głównie swoją lewą stroną, a z nami przede wszystkim prawą . A my na ich lewej stronie mieliśmy Bereszyńskiego i Piszczka , po prawej tylko Rybusa, który z Quendrado sobie nie radził.Aż prosiło się o wzmocnienie tej flanki chociażby przez Góralskiego lub przez któregoś ze stoperów.
Kolejna niedoróbka systemowa wyszła przy 1 bramce dla nich.Nie można mieć pretensji do bramkarza,że nie wyszedł,ale do braku krycia na linii pola bramkowego ich środkowego obrońcy. Czyni to w takiej sytuacji,albo cofający się któryś z napastników,albo krycie indywidualne podejmuje wyznaczony obrońca, lub też krycie następuje w strefie. Tylko,że takie zadania wyznacza się przed meczem, kto za co, w jakiej sytuacji odpowiada. A tak przy naszej przewadze liczebnej w polu karnym dwóch rywali było niekrytych.
Przy dwóch końcowych bramkach dla Kolumbii można było zauważyć braki w podstawowym wyszkoleniu taktycznym i zgraniu naszych defensorów. Najpierw Krychowiak źle ustawiony ( pytanie, gdzie był i co robił Góralski) w strefie nie przechwytuje piłki, a następnie dwaj stoperzy nie wiedzą, który ma co robić jak przeciwnik z piłką nabiera szybkości.Obrona 2 na 1 jest abecadłem, którego uczy się juniora. Generalnie jeden stara się opóźniać akcję,a drugi biegiem zasuwa pod bramkę.A tak przez brak zrozumienia doszło do opóźnionej reakcji i rywal był już o jakieś 3 metry z przodu.Przypomnijmy,że spóźnienie reakcji nawet o 0, 5 sekundy to różnica w odległości ponad 4 metry.W obronie nie było najlepiej,ale nie było też tragicznie.

Ocena gry ofensywnej.
Niestety zasługuje ona na pałę.Nie ma nic złego w tym,że zadania atakowania powierza się tylko 3 zawodnikom.Pod warunkiem,że pozostali po odzyskaniu piłki wiedzą jakie zadania w ofensywie mają do wykonania. Ale warunkiem warunków gry szybkim atakiem jest wyjście na wolną pozycję do otrzymania piłki ze strefy obrony przez rozgrywającego. To on po otrzymaniu podania ma zadanie utrzymać się przy piłce i rzucić ją jednemu z wychodzących do przodu 2 napastników. W tym czasie dwaj wahadłowi powinni przekroczyć linię środkową boiska,a jeden z defensywnych pomocników zająć pozycję w środkowej strefie po to,aby można było po stracie piłki próbować ją odebrać ,albo chociaż opóżnić akcję rywali.Zieliński, harujący jak wół , jednak z tego podstawowego zadania się nie wywiązywał. Ja nie wiem czy miał inne zadania taktyczne, jakie? ,czy nie potrafił. Przede wszystkim grał za głęboko skupiając się na drugorzędnym zadaniu rozbijania ataków rywali. W ten sposób nasi zawodnicy po odzyskaniu piłki,albo bezproduktywnie rozgrywali ją pomiędzy sobą przed własnym polem karnym oddając ją do wykopania bramkarzowi,albo grali długą piłkę w kierunku początkowo Kownackiego, a po jego zaginięciu głównie na Lewandowskiego.
O ile do Kownackiego trudno mieć pretensje to Lewandowski za łatwo dał się odizolować od gry przez Sancheza.Tym samym w ataku nie istnieliśmy, a samą defensywą meczu się nie wygra.

Po odpadnięciu najbardziej krwiożerczy okazali się jak zwykle ci których piłka mało interesuje, ich interesuje wyłącznie sukces. Nie ma sukcesu to wszystko i wszystkich zaorać.Tylko,że tak naprawdę to nie były ich oczekiwania, bowiem zostały one rozbudzone przez pazerne, żądne zysku różne firmy i duże sieci handlowe. To one poprzez reklamy pobudzały żądzę sukcesu , który miał być na wyciągniecie ręki. Kiedy go zbrakło przyszło poczucie klęski i agresywne poszukiwanie winnych.
Z drugiej strony mamy do czynienia z łatwym usprawiedliwianiem porażki i jej bagatelizowaniem,głównie kontuzjami,jak by były one poza Glikiem, czymś niespodziewanym.
Wypada więc jasno powiedzieć,że na Mundialu nasza reprezentacja wypadła znacznie poniżej, nie oczekiwań,ale możliwości.Przy normalnych przygotowaniach utrwalających sprawdzony system gry, bez zbędnych eksperymentów , powinniśmy poradzić sobie z Senegalem i Japonią.Pewno Nawałka chciał dobrze,ale mu nie wyszło. Może gdyby chciał źle, to byłoby lepiej.ale kto to wie. Smile. Obyśmy tylko zdrowi byli.
5poniedziałek, 25, czerwca 2018 22:27
Observer
Nadchodzi czas wielkiej piłkarskiej smuty. Tak jak po Meksyku 1986.
6wtorek, 26, czerwca 2018 01:50
a-c10
Osiągnięcia reprezentacji Polski na turniejach rangi mistrzowskiej w XXI stuleciu:

MŚ'2 - faza grupowa
ME'4 - brak awansu
MŚ'6 - faza grupowa
ME'8 - faza grupowa
MŚ'10 - brak awansu
ME'12 - awans z urzędu, faza grupowa
MŚ'14 - brak awansu
ME'16 - ćwierćfinał
MŚ'18 - faza grupowa

Z tego zestawienia płyną co najmniej dwa dosyć oczywiste wnioski. Otóż po pierwsze, to, co stało się przed dwoma laty we Francji, nie stanowiło normy, tylko odchył od tejże. Efekt splotu kilku korzystnych okoliczności: właściwego podejścia zarządu do trenera i trenera do zawodników; wysokiej (momentami nadspodziewanie) formy tych ostatnich; odrobiny farta, zarówno w losowaniu ("sympatyczny" Ulster, pogrążona w kryzysie Ukraina), jak i na boisku (Szwajcaria)... Gołym okiem widać, że część spośród tych czynników pozostaje poza czyjąkolwiek kontrolą. Nie sposób zatem zakładać, że zawsze ułożą się one po naszej myśli. Nie co dzień jest niedziela.

Normą jest to, co dzieje się obecnie. O ile bowiem we w miarę nowożytnych czasach awansować potrafimy częściej, niż nie, tak już na samych turniejach zazwyczaj stać nas wyłącznie na rolę statystów. W bieżącym stuleciu przez naszą kadrę przewinęło się siedmiu selekcjonerów (Majewskiego nie liczę), dziesiątki trenerów pomocniczych i setki piłkarzy. Tymczasem pomijając wspomniany już, szczęśliwy rok 2016, jedno nie ulega zmianie: progi fazy pucharowej na Mistrzostwach pozostają dla nas zwyczajnie zbyt wysokie. Dlatego nie powinno być dziś lamentów i wrzasków o - jak by tego chcieli niektórzy fantaści - blamażach. To jest nasz poziom. Po prostu.

Żeby nie było: ja się nie każę nikomu cieszyć z kolejnej porcji meczów "o". Sam uważam za dojmująco smutne, że czterdziestomilionowa, rzekomo kochająca futbol nacja nie jest w stanie wyprodukować piłkarzy, od których stojąc obiema stopami na ziemi dałoby się wymagać regularnych awansów do czołowej szesnastki globu, a czasem to i wyżej. Tyle tylko, że ten smutek nie powinien nam przesłaniać rzeczywistości. Podobnie nie powinniśmy przed nią uciekać w jakieś marginalia. Nie, tu nie chodzi o legendarne przygotowanie fizyczne. Znalezienie odpowiedniego speca, który dobrze naoliwiłby śrubki naszym piłkarzom, niczego tak naprawdę nie załatwi. I nie, nie chodzi też o jeszcze bardziej legendarną atmosferę. Na litość Boską, przestańmy wreszcie o niej pierdolić. No serio, panowie, powiedzcie mi: czy któryś z Was kiedykolwiek widział, aby azot strzelił gola? Nie? To może chociaż ozon jakąś efektowną paradę zaliczył? Też nie...? Ano właśnie.

To nie jest kwestia dodatków, tylko rdzenia, czyli jakości. I ja się nawet nie zgodzę, że ta jakoś została wczoraj w swej mizerocie obnażona*. Ona cały czas była goła. Po prostu niektórzy bardzo, ale to bardzo chcieli ubierać ją w kreacje własnej wyobraźni.

(cdn)

* choć chylę czoła przed Gawinem, bo wyobrażam sobie jak bardzo musiał zaciskać zęby, by się zmusić i napisać ten tekst.
7wtorek, 26, czerwca 2018 02:44
a-c10
(cd)

Po drugie, należy głośno przyklasnąć wykazywanej przez Senatora powściągliwości w krytykowaniu Nawałki. I jak najbardziej tę powściągliwość naśladować. Czy to się komu podoba, czy niekoniecznie, mowa o najlepszym selekcjonerze reprezentacji Polski od czasów Antoniego Piechniczka. A.N. wprowadził Biało-Czerwonych na dwie imprezy rangi mistrzowskiej z rzędu. Co więcej, dwa lata temu potrafił nie tylko wyjść z grupy, ale nawet otrzeć się o strefę medalową. Oczywiście, miał przy tym nieco szczęścia, ale który, przepraszam, odnoszący sukcesy trener go nie miał? Tak, czy inaczej, te osiągnięcia sprawiają, że wylewanie pomyj na głowę pana Adama jest po prostu żenujące.

Nie oznacza to, rzecz jasna, że należy go stawiać na wysokim piedestale i własnym ciałem zasłaniać przed jakąkolwiek krytyką. Chodzi w końcu o człowieka z krwi i kości, ergo istotę omylną. Przy czym w ocenie tych omyłek moje zdanie mieści się gdzieś pomiędzy opiniami Zbyszka i Dalkuba. Znaczy nie uważam, aby Nawałka ostatnie dwa lata przespał, czy też przejechał na gapę. Wręcz przeciwnie, działał, tyle że te jego działania prowadzone były w niewłaściwym kierunku. Jak powszechnie wiadomo, lepsze jest wrogiem dobrego. Mieliśmy może i trochę toporną, ale jednak sprawną i działającą taktykę. Skąd w ogóle wziął się pomysł na jej zmianę? Bo niejaki Age Hareide raczył zauważyć, że Polska jest jednowymiarowa? He he, dobre sobie. A jego Dania to niby nie jest...? A ile reprezentacji, tak ogółem, nie jest? No sorry, to nie klub, gdzie trener ma zawodników do dyspozycji praktycznie non stop. Na kadrę piłkarze zjeżdżają na kilka dni raz na kilka miesięcy. To zdecydowanie za mało i za rzadko, by móc zaimplementować jakieś skomplikowane rozwiązania taktyczne, czy w dostatecznym stopniu przećwiczyć szeroki wachlarz rozwiązań. Co gorsza, nasi reprezentanci są piłkarsko bardzo słabo oheblowani. To nie Niemcy, czy inni Hiszpanie, których od oseska uczy się efektywnego poruszania po boisku, kontroli nad piłką i innych przydatnych zagadnień, tylko - z nielicznymi wyjątkami - wychowankowie ligi, gdzie od lat niepodzielnie panuje Jego Wysokość Przypadek.

Na obronę selekcjonera można by dorzucić, że coś zmienić musiał. Po udanym Euro w eliminacjach Mundialu opcja z oddaniem piłki rywalowi i czekaniem na kontry raczej przestała być zawsze możliwa do stosowania. Ale już z takim Senegalem jak najbardziej była. A i na tę nieszczęsną Kolumbię wcale, moim zdaniem, nie należało się rzucać w stylu "huzia na Józia!". Nawet przy 0:1.

Na koniec: wg wszelkiego prawdopodobieństwa mecz z Japonią będzie pożegnaniem Adama Nawałki. Ktokolwiek by za niego nie przyszedł, nie będzie to osobnik obdarzony magicznymi zdolnościami. Nie wyciągnie różdżki zza pazuchy, nie krzyknie "abrakadabra!" i nie pozamienia naszych drewniaków w zaawansowanych taktycznie i technicznie piłkarzy. Nie zrobi też żadnej rewolucji kadrowej, bo i - pytam po raz kolejny - na kogo miałby wymienić obecny skład? Fajnie by było, gdyby od samego dzień dobry nie musiał się mierzyć z powszechnym oczekiwaniem, że właśnie tego wszystkiego dokona.

Jeśli zaś chodzi o rozliczenia, dajmy spokój Nawałce i Lewandowskiemu, a zabierzmy się za Bońka. Przez pięć i pół urzędowania facet kreował się na prezesa pierwszej reprezentacji i chował wszystkie swe błędy, niedociągnięcia i zwyczajne nicnieróbstwo pod płaszczykiem sukcesów kadry. No to cóż, płaszczyk się rozerwał.

* * *

A, zapomniałbym:

@ Senator:

Kurzawa

Racja, też bym go wpuścił. Tyle że my to sobie możemy się post factum powymądrzać. A w trakcie spotkania selekcjoner mógł spojrzeć na ławkę szukając skrzydłowych i dostrzec tam trzy postaci: rekonwalescenta-emeryta Błaszczykowskiego, pozbawionego formy Grosickiego oraz wspomnianego Kurzawę. Każda z tych opcji miała więcej minusów, niż plusów. Ostatecznie postawił na Grosika, który ostatnio na pewno nie błyszczał, ale przynajmniej - w przeciwieństwie do Rafała - ma doświadczenie w meczach o przynajmniej zbliżoną stawkę. Przegrał na tym, rzecz jasna, ale czy można go za to jakoś mocniej obwiniać?

No i w ogóle, Senatorze, nie wydaje Ci się to symptomatyczne, że ratunku dla kadry w trudnym meczu wypatrujemy u kolesia, który dopiero w wieku 25 lat na trwałe zadomowił się w Ekstraklasie?
8wtorek, 26, czerwca 2018 10:38
Senator
Ja tylko szanownym panom przypomnę pewien fakt.
Po losowaniu grup na początku zapanowała euforia. Słowa łatwa, super pojawiały się często, gęsto ale trwało to chwilę ( dzień dwa).
Po "wytrzezwieniu" zaczęto jednak zauważać że to ciężka i wyrównana grupa i o wyjście wcale łatwo nie będzie.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1