A+ A A-

Jagiellonia - Legia 1-0: Zwieszone głowy

Zła passa Legii trwa. W przedostatnim meczu sezonu nasza drużyna przegrała w Białymstoku z Jagiellonią. Piast Gliwice nie pokonał w Szczecinie Pogoni i tym samym gliwiczanie nie zapewnili sobie jeszcze mistrzostwa Polski, mimo że powiększyli przewagę nad Legią do dwóch punktów.

 

Trener Vuković dokonał kilka zmian w składzie, tym razem stawiając na następujących zawodników: Majecki – Stolarski, Wieteska, Jędrzejczyk, Hloušek - Vešović, Antolić, Szymański, Cafú, Nagy – Hämäläinen. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Sandomierski - Kadlec, Runje, Arsenić, Böðvarsson - Novikovas, Poletanović, Pospíšil, Romańczuk. Guilherme – Klimala.

W pierwszej połowie legioniści starali się mieć inicjatywę, ale niejako już tradycyjnie naszej drużynie brakowało kreatywności w ataku. Równie tradycyjnie zabrakło umiejętności zachowania czystego konta. Nieszczęście nastąpiło w 29. minucie. Kolejny raz doprowadziło do niego dośrodkowanie posłane z prawego skrzydła rywali. Płaskie zagranie Poletanovicia przeciął Wieteska, ale uczynił to tak pechowo, że wpakował piłkę do własnej bramki. Gospodarze mogli szybko podwyższyć prowadzenie, na szczęście Majecki popisał się dobrą interwencją po rajdzie Klimali. Legia nie była w stanie stworzyć sobie okazji bramkowej. Najbliżej wyrównania był Stolarski, lecz Sandomierski odbił jego mocny strzał z dystansu.

Do przerwy Legia przegrywała, grając bez pomysłu.

Najlepszą okazję bramkową Legia miała dwie minuty po przerwie. Sam na sam z Sandomierskim znalazł się Nagy, niestety przegrał pojedynek z bramkarzem gości. Potem sytuacja wróciła do normy. Legia miotała się, nie potrafiąc zbudować płynnej akcji. Jagiellonia nie grała wielkiego meczu, ale to gospodarze byli bliżej podwyższenia wyniku niż legioniści wyrównania. W 59. minucie potężny strzał Klimali odbił się od poprzeczki. Trener Vuković próbował odmienić losy meczu, wprowadzając kolejno Carlitosa, Niezgodę i Radovicia, ale nie zdało się to na nic. Jagiellonia dość spokojnie ‘dowiozła’ korzystny wynik do końca spotkania.

Legia otrzymała prezent od Pogoni Szczecin, która zremisowała z Piastem, ale nie była w stanie go wykorzystać. Z przykrością obserwuje się grę legionistów, z których w końcówce fazy finałowej rozgrywek zupełnie uleciało powietrze. Koniec męczarni związanych z tym sezonem już w najbliższą niedzielę, kiedy do Warszawy zawita Zagłębie Lubin. W tym samym czasie Piast zmierzy się z Lechem w Gliwicach.

Dyskusja (12)
1czwartek, 16, maja 2019 07:19
dalkub
Czekam na jedną decyzję - podanie się do dymisji prezesa Mioduskiego i przejście na stanowisko prezesa Rady Nadzorczej. Najlepiej by było gdyby znalazł się chętny na zakup Legii Warszawa czym pozbawiłby ewidentnego problemu pana Mioduskiego.
2czwartek, 16, maja 2019 07:51
Baron
@dalkub

Ja w sumie już też.
3czwartek, 16, maja 2019 07:51
czarnuch
@dalkub żeby znalazł się chętny na zakup to DM musi być chętny za sprzedaż. W obecnej sytuacji sprzedaż jest mu nie na rękę,bo wartość spadła. Odnoszę wrażenie,że nie podda się niczym Rutkowski zanim owa wartość znów nie wzrośnie.
4czwartek, 16, maja 2019 07:58
dalkub
Jeżeli chce podnieść wartość to powinien zrezygnować z zarządzania, bo tak podnieść wartość będzie trudno
5czwartek, 16, maja 2019 08:20
Moros
Ale po co od razu sprzedawać klub, zwłaszcza że poważnych chętnych na polskie kluby jest tyle co kot napłakał. Niech on odejdzie z funkcji prezesa i kogoś na ten stołek zatrudni. Najlepiej takiego kto się zna. Da mu określone ramy budżetowe, które będzie mógł przekroczyć jak na czymś ekstra zarobi, cele sportowe na jakiś określony czas, może nawet jakąś tam wizję (gramy młodymi, starymi, Polakami, nie Polakami) i niech wyjedzie do Szwajcarii. Odetnie się od tego wszystkiego, przestanie udzielać wywiadów i ewentualnie dogląda tylko budowy ośrodka pod Grodziskiem Mazowieckim. Tak bym to widział. Pytanie czy stać Mioduskiego na coś takiego? Na odejście z funkcji prezesa może i tak. Widać po nim, że to prezesowanie go niszczy, choć jak ktoś wcześniej zauważył może też chcieć "walczyć" do końca jak Rutkowski. Czy stać na znalezienie kompetentnego prezesa? No tutaj mam większe wątpliwości. Nie chciałbym jakiegoś figuranta a'la Tomasz Zahorski, a dotychczasowe otoczenie prezesa wskazuje, że nie obraca on się w poważnym towarzystwie i taki mógłby być jego ewentualny następca.

Ciemność widzę, ale mimo wszystko liczę na jakąś refleksję.
6czwartek, 16, maja 2019 09:02
dalkub
Moros

nie wierzę że pan Mioduski będzie potrafił się wycofać, pozostając właścicielem i się nie wtrącać.
7czwartek, 16, maja 2019 09:08
Oley
Nasz Dariusz, to taka inna charakterologicznie wersja J.W. Construction.
8czwartek, 16, maja 2019 09:36
Walles
To już było w naszej historii. Wszak ... onegdaj .... Kmicic do przeora Jasnej Góry rzekł:

Ojcze kochany, wielkie w was serce, bohaterskie i święte... - At, daj pokój! - przerwał ksiądz. - I święte - powtórzył Kmicic - ale się na armatach nie znacie ...

Pytanie, gdzie ten Kmicic do pioruna ...
9czwartek, 16, maja 2019 09:48
Moros
dalkub

Ja też w to średnio wierzę, wszak nie jest łatwo wkładając w coś wielkie pieniądze, zostawić je bez osobistego nadzoru, ale mimo wszystko liczę na refleksję prezesa. Wierzę, że ten fatalny sezon i jego coraz gorsza aparycja na trybunach, jaką widzimy gdy telewizja serwuje nam obraz prezesa na trybunach, popchnął go do zastanowienia się gdzie tę Legię doprowadził. A doprowadził do sytuacji, że w sezonie klub prowadziło trzech trenerów, nie wywalczył żadnego trofeum, a komisja licencyjna wzięła finanse Legii pod nadzór. Czy poza spadkiem z ligi, może być coś bardziej kompromitującego dla takiego biznesmena?
10czwartek, 16, maja 2019 12:14
corazstarszy
Zgodnie z oczekiwaniami.
Ja sobie odpuściłem i obejrzałem Zagłębie – Cracovia. Charakteru powinniśmy się uczyć od Cracovii. Był mocno wątpliwy karny dla Zagłębia i w 88. minucie 1-1. A i tak po kapitalnej, przytomnej akcji Pasy wbiły drugiego. Chciałbym, żeby piłkarze Legii demonstrowali taką postawę na boisku – umiejętności, serce, zimną krew. Zamiast tego oglądaliśmy bezradne miotanie się (trafnie opisane przez Gawina) czy wcześniej np. reakcje Cafu w Częstochowie, ze Śląskiem i w Poznaniu. To nie jest droga do wygranej.
W skali przykrości doznań to jednak nie umywa się do 2012 i tego, co wówczas zafundował Legii duet Skorża – Ljuboja. Teraz to było oczekiwane. Nie mieliśmy słabszego dorobku w rundzie finałowej odkąd ona istnieje (7/18 - wstyd).
Pogoń dotrzymała słowa i zagrała na poważnie. Trzeba podziękować.
Za efekty pracy Vukovicia dalej trzymam kciuki. Czasem z nizin łatwiej się odbić. Ale skala trudności może go przerosnąć. Nie wiem, jak na trwałe sprawić, żeby Legia grała normalną, zorganizowaną piłkę.
Nie uważam Legii za faworyta do zwycięstwa w lidze w sezonie 2019/20. I może tego właśnie potrzeba do wykonania pracy od podstaw. W el. LE marzę o braku kompromitacji. Nie oczekuję fazy grupowej, ale niech chociaż nie odpadają w marnym stylu z drużyną z ligi niżej notowanej niż polska.
Przez ostatnie lata było więcej gadania niż uczciwej pracy i myślenia. Martwi mnie kolejna wypowiedź Mioduskiego po meczu. Nie chodzi mi o treść (trudno coś mądrego powiedzieć), tylko o to, że facet ani myśli przestać się wypowiadać. Mam wrażenie, że za dużo gada, za mało myśli. Podzielam opinię o potrzebie szukania co najmniej współinwestora. Nie da się na dłużej uzależniać budżetu od udanego występu w pucharach. Dla mnie to jest najsłabszy punkt Legii. Nie takie firmy jak Legia popadały z tego powodu w dłuższe kryzysy – Rosenborg, Bazylea.
11czwartek, 16, maja 2019 12:31
Senator
Sprzedaż Legii przed oddaniem do użytku akademii to mrzonki.
Pan Mioduski będzie chciał coś po sobie pozostawić. Będzie chciał być zapamiętany przynajmniej za Akademię bo od strony sportowej na dziś jego osiągnięcia do historii tej pozytywnej nie przejdą.
Pewnie liczy również na wzrost wartości klubu . Czy działająca akademia podniesie wartość nie wiem, w tym temacie niech wypowiedzią się biznesmeni.

Wracając do drużyny, boli fakt że tuż po odstawieniu RSP Legia w meczu kreowała multum sytuacji bramkowych. W ostatnich ponownie stwarzamy jedną no maximum 3.
12czwartek, 16, maja 2019 20:45
Zbyszek
O tym,,że często robi się dobrą minę do złej gry.
Jagiellonia dwa poprzednie sezony zakończyła na 2 miejscu. W Białymstoku niby się cieszyli,ale zadawali pytanie , a dlaczego nie pierwsze?. I przed sezonem sami uznali siebie za faworyta do Tytułu. Mnie takie podejście trochę irytuje,ale bardziej śmieszy.W każdym razie poważne ono nie jest.Nie rozumiem czy w nim zawarte jest wypowiedziane głośno marzenie czy też realna ocena sytuacji.Bo owszem każda paskuda chciałaby księcia z bajki,ale głośno się z tym nie zdradza,bo jakoś przy braku urody nie wypada.Być może ktoś władczy uważa,że jest to dobry pomysł na podniesienie nastrojów albo stawianie najwyższych celów co ma mobilizować i ubojawiać. Tylko,że takie zapowiedzi kibice klubów łykają jak bocian żaby i domagają się spełnienia. Więc niech taki Mamrot nie dziwi się,że część kibiców chce jego odejścia. Czy można się temu dziwić skoro trener przed sezonem mówił tak :" Jesteśmy jednym z kandydatów do mistrzowskiej korony.Jeżeli inni uważają,że Jagiellonia jest faworytem rozgrywek to tak będzie. My możemy się koncentrować tylko na własnej pracy. W lidze jest kilka zespołów przewyższających nas budżetem i to tam jest większa presja.Jeżeli jednak ludzie ze środowiska będą traktować nas jako faworytów, bo zrobiliśmy postęp, to nie będziemy się tego wypierać". Dziennikarze pisali,ze to prawdziwy mężczyzna z krwi i kości, który nie kluczy,tylko stawia sprawę jasno ; chce Tytułu dla Białegostoku.W przerwie rozgrywek kiedy Jaga miała 9 punktów straty do lidera rura im nieco zmiękła.Trener tym razem przyznał,że aby walczyć o koronę potrzebuje piłkarzy głodnych sukcesu. Uznał,że w zespole było zbyt wielu sytych, stąd zimowe wietrzenie magazynu i pożegnanie tych, którzy przestali nadążać.Było to takie dziecinne uzasadnienie dla odejść kilku piłkarzy oraz przyjścia nowej krwi,ale chyba też takie lizusowskie chwalenie prezesa Kuleszy,że on jest królem polowania. Dziennikarze podkreślali jak to Kulesza bohatersko wyszarpał z łap zamożniejszych klubów kilku piłkarzy , jak oberłowczy i chytry lis w jednym. Usprawiedliwiano odejście zwłaszcza Frankowskiego i Świderskiego tym,że ich trzymanie w Jadze przez 4 lata nie miało dalej sensu, tym bardziej,że chcieli odejść,a klub zarobił ok.16 mln zł.Podkreślano,że "mechanik " otrzymał bardzo solidne części zamienne. W przerwie zimowej z Jagi odeszli : Bejzak za 1,3 mln zł, Burliga za darmo,Frankowski za 6,4 mln zł, Grzyb zakończył karierę, Klemenz za darmo, Machaj za darmo,Świderski za 8, 6 mln zł..Przyszli zaś : Arsenicz za darmo, Imaz za 420 tys.zł, Kadlec za 550 tys. zł, Kosztal za 2,3 mln zł, Scepovicz za darmo i Poljetanovicz za darmo. Przyznam,że mnie wzrusza ta próba robienia z taty wariata.Już w XVI wieku nasz wielki uczony Mikołaj Kopernik opisał prawo polegające na tym,że zły pieniądz wypiera dobry. Dokładnie z tym zjawiskiem mamy do czynienia w naszej lidze i to od wielu lat.Zakładając,ze mamy do czynienia z rynkiem to na nim cena odpowiada wartości rynkowej towaru.Co oznacza w ogólnym zarysie,że coś kosztuje tyle i taka jest tego wartość ile kupujący chce za to zapłacić.Rynek decyduje więc,że jeżeli coś sprzedajemy drożej niż kupujemy tego czegoś zamiennik , to mamy towar mniej warty i gorszy od tego , który zbyliśmy. Mówiąc wprost ,jeżeli np.napastnika X sprzedajemy za 2,2 mln Euro ,a kupujemy napastnika Y za 100 tys Euro to ten sprowadzony jest nie tylko mniej wart,ale po prostu gorszej jakości.W ten sposób gorszy towar wypiera z naszych klubów lepszy.A prezesi, trenerzy i usłużni pismacy usiłują nam wmówić,że jest odwrotnie.Mnie, starego lisa na takie pieprzenie w bambus nie nabiorą,ale bezkrytyczna, myśląca uszami młódź chwyta te bajdurzenia jak prawdę objawioną.I domaga się ,aby następcy grali lepiej jak poprzednicy, a klub dzięki nim odnosił większe sukcesy. Tak to takie bezmyślne ględzenie obraca się przeciwko mówiącym.Więc oni robiąc pokraczny , odwrócony wymyk wypierają się,że mówili to co mówili i stawiają nowe cele uciekając do tyłu. A brzmią one tak, jak o tym pisze redaktor Wołosik :" Jeżeli jednak Jagiellonia zakończy ponownie sezon w czołówce , nawet na tym "drugim " miejscu to czy to będzie powód,aby uznać to za porażkę ? Przecież bez żadnego ryzyka można założyć,że na miejscu białostoczczan znalazłoby się kilkunastu innych ekstraligowców. A jeżeli jakiś fan Jagi pomarudzi,że mu wciąż za mało to podsumujmy to cytatem z Koterskiego " Na to wszystko trzeba popatrzeć z tej drugiej , pogodniejszej strony ".I z tym wypada się zgodzić. Tylko nadal nie wiemy czy miejsce w tabeli Jagi to sukces czy porażka ?. Tym bardziej,że tego niechcianego 2 miejsca na pewno nie będzie.Bo w przypadku Legii nadal tkwimy w niewiedzy.

O tym,że tonący brzytwy się chwyta,a pijany płotu.
Nasz trener chwycił się brzytwy i płotu na raz Smile. Bowiem brzytwą od biedy można nazwać wycięcie ze składu w porównaniu do poprzedniego meczu 6 zawodników,a płotem dla trenera było stwierdzenie, iż musi postawić na zawodników o odpowiedniej sile mentalnej, którym zależy. Oznaczało to,że kilku odstawionych od cyca zawiodło w tym sensie,że nie wykazali woli walki.O determinacji i wręcz rewolucyjnym podejściu świadczy też postawienie na ostanie 30 minut meczu na 2 napastników i zmiana ustawienia na 4-4-2.Tu trener chciał chyba nam i prezesowi pokazać,ze robi co może ,aby mecz wygrać i być dalej w walce. Nie traktuję tego jako pozorne czy nieudolne działanie, choć trzeba powiedzieć,że okazało się nieskuteczne.Bowiem powinno być inaczej, najpierw ćwiczymy , a dopiero po tym pokazujemy na boisku.A tak to trochę przypominało wypinanie gołej dupy.
Lecz generalnie to co zrobił Vukovicz świadczy o nim jako o człowieku i przełożonym bardzo dobrze.Przełożony nie może udawać ,że nic się nie stało złego w sytuacji w której się stało.Nie chodzi tu o szukanie winnych,ale o racjonalne, nie emocjonalne wyciąganie wniosków,ze praca źle wykonana nie może być premiowana. Bardzo spodobało mi się również mądre spuentowanie zachowania Medeirosa po zejściu z boiska. Tu najpełniej można dostrzec różnice pomiędzy prawdziwym mężczyzną,a zniewieściałymi gówniarzami.Sentymentalni durnie obwiniali Portugalczyka o to,że schodząc nikomu nie podał ręki,że był wręcz obrażony, jak by to było nienormalne.Otóż było normalne.Ambitny zawodnik musi być wściekły kiedy go się po 30 minutach zdejmuje z boiska, a trener nie może i nie chce mu dziękować za grę uściskami ręki, bo nie ma za co.Podstawą prawidłowych relacji międzyludzkich jest szczerość, uczciwość i sprawiedliwość.Stosunki oparte na fałszu,udawaniu zadowolenia, braku sprawiedliwej oceny wcześniej czy później doprowadzą do zapaści.Pod tym względem Vukovicz wprowadza nowe zwyczaje.Nie ma pustosłowia , jest rzetelna ocena.Ja z kolei zauważam,że widocznie Vukovicz nie widzi rezerw w motoryce czy taktyce,bo sięga do arsenału środków natury psychologicznej opartych na ambicji, zaangażowaniu i waleczności.Niestety nawet na przeciętną Jagę wczoraj tych armat było przymało.Mnie w tym kontekście zaciekawiło,że prezes szuka , chyba już czwartego fizjologa, bo z tym przygotowaniem fizycznym za dobrze nie jest,a nie szuka psychologa. Widocznie za tego drugiego Vukovicz może robić ,bo za tego pierwszego nie za bardzo Smile.

O tym,ze mecz toczył się na boisku w sportowej atmosferze.
Zastanawiałem się, czy o tej boiskowej atmosferze pisać, bo przecież ona powinna być stale obecna jak powietrze, które nas otacza.Niestety na naszych boiskach coraz więcej jest "zawodników' nie umiejących grać w piłkę, zwykłych chamów, którzy usiłują niedomogi techniczne i podłość charakteru niejako nadrabiać brutalnością i ordynarnością zachowań. Fair play , bo o nim mowa przejawia się nie w pustej gadce, głupawych hasełkach,ale w określonych zachowaniach na boisku , wobec przeciwnika i sędziego. Przepisy piłkarskie zabraniają niesportowych zachowań i na straży ich przestrzegania stoi sędzia. Ale oprócz nich jest atmosfera pozbawiona wrogości czy nawet niechęci. Zacząć trzeba od tego,że piłkarze obu drużyn w zasadzie nie kwestionowali decyzji sędziego, A dla ich wzajemnych relacji najlepszym przykładem była sytuacja w której Klimala strzelał na bramkę Legii,a Majecki strzał nogą obronił. Po akcji Klimala pogratulował Majeckiemu świetnej obrony,a ten współczująco poklepał rywala po ramieniu.Odnotowałem jeszcze kilkanaście spięć w których zawodnicy obu zespołów nie mieli do siebie żadnych pretensji,że wymienię : Hlouszka i Novikovasa, Antolicza i Romańczuka, Guilherme i Cafu, Antolicza i Novikovasa, Kadleca i Antolicza, Jędrzejczyka i Klimalę, Jędrzejczyka i Wójcickiego. Zawodnicy toczyli twarde ,męskie pojedynki, bez złośliwości, kopania, uderzania łokciem , plucia czy obrażania się. W naszej drużynie dwa razy negatywnie odstał Nagy, raz usiłując wymusić rzut wolny i raz odpychając przeciwnika rękami . Na przeciwnym biegunie uplasowała się publika białostocka dając przykład chamstwa, prowincjonalizmu i wręcz szowinizmu. Takich ksiądz prof. Józef Tischner określił mianem homo sovietickus. I nie mylił się, bo to w Białymstoku po I wojnie światowej utworzono tymczasowy bolszewicki rząd do objęcia władzy w Odrodzonej Polsce, to w Białymstoku pod koniec II wojny światowej władzę objęli komuniści z tzw. Związku Patriotów Polskich, którzy dążyli do uczynienia z Polski 17 Republiki Radzieckiej. Niedaleko padło jabłko od jabłoni. Zaś duch sportowy polega przede wszystkim na tym,ze trzeba umieć przegrać. Legia potrafiła. Dobre chociaż to.

O tym,że para szła w gwizdek.
Określenie jałowych poczynań jako pójścia pary w gwizdek opisuje marszałek Piłsudski na przykładzie polityków po wygranej wojnie polsko- bolszewickiej. Przypomina on jak to w Anglii postanowiono więźniów resocjalizować poprzez pracę i w budynku zainstalowano miechy z gorącym powietrzem rzekomo dla potrzeb przeróbki stali. Więźniowie pilnie na siłę poruszali nimi rytmicznie tyle tylko,że wytworzone ciepło wypuszczane było do atmosfery przez rury z otworami poza budynkiem. Tak i we wczorajszym meczu nasi zawodnicy nawet potrafili utrzymać się przy piłce, wymienić kilka podań, ba zbliżyć się w kilku pod pole karne przeciwnika i na tym koniec. Taka gra nie prowadziła do wytworzenia sytuacji strzeleckich, ani też nie oddawaliśmy naprawdę groźnych strzałów na ich bramkę.Nie wiem czy takim pogrywaniem na nerwach szukaliśmy kamienia filozoficznego czy bardziej kwadratowych jaj. W każdym razie para szła w gwizdek.

O tym,że w większości mecz toczył się pod dyktando Jagi.
Ameryki się nie odkryje , kiedy się stwierdzi,że Legia nie ma swojego stylu gry, a więc nie ma czego narzucać rywalom. Jesteśmy skazani na futbol reaktywny, ze wszystkiego tego stanu konsekwencjami.Przez ok. 80 minut meczu to piłkarze Jagiellonii regulowali tempo gry, oni przechwytywali tzw. bezpańskie piłki, oni narzucali sposób gry, oni wygrywali pojedynki szybkościowe, oni częściej zagrażali naszej bramce. Dopiero w końcówce meczu nasi zawodnicy zdołali trochę rozregulować uporządkowane szyki obronne przeciwnika . Nasz trener ustawił nasz zespół 4-2-3-1 i niepomny tego,że Szymański od ponad roku był próbowany jako ofensywny pomocnik i z tego zadania się nie wywiązywał we wczorajszym meczu wybrał taki wariant. Dla mnie to jest niezrozumiałe, skoro gracz zawiódł dziesiątki razy to skąd ta wiara,że za którymś razem sobie poradzi?. Jest to jakaś wada fabryczna myślenia trenerów,że dobrze wyszkolony technicznie zawodnik na każdej pozycji nie zawiedzie, bo podobnie mają trenerzy kadry z Zielińskim. Trudno przyjmują do świadomości,że same umiejętności piłkarskie to za mało,że na pozycji lidera potrzebny jest charakter przywódcy. I o ile mogę doradzać to od obsadzenia tej newralgicznej pozycji należy zacząć szukać wzmocnień. Natomiast cieszy systematyczny rozwój Majeckiego, bo to już nie tylko talent, umiejętności,ale i indywidualność.Tyle,że mógł on się wykazać ,świadczy oczywiście dobrze o nim,ale bardzo źle o jakości naszej gry defensywnej i obronnej. Generalnie mieliśmy za mało atutów, aby cokolwiek ugrać. Szkoda.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1