- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Euro 2021: Jakość
We wtorek na mistrzostwach Europy zakończyła się pierwsza seria meczów w grupach. Zadowoleni mogą być Portugalczycy i Francuzi. Ich reprezentacje okazały się lepsze od Węgier i Niemiec. W środę sześć zespołów rozegrało swoje drugie mecze. Rosja pokonała Finlandię 1:0, Walia zwyciężyła Turcję 2:0, a Włosi rozbili Szwajcarów 3:0.
Udało mi się obejrzeć tylko drugą połowę meczu Węgier z Portugalią, ale nie sposób było nie zauważyć różnicy jaką w odbiorze piłkarskiego widowiska stanowi obecność żywiołowo reagującej publiczności. Jak to często w życiu bywa, normalność doceniamy dopiero wtedy, gdy zostaje nam ona odebrana. Na boisku Węgrzy walczyli dzielnie. Z niedawnego meczu z Polską zapamiętałem ich defensywę jako mocno dziurawą więc przecierałem oczy ze zdumienia, widząc jak mijają kolejne minuty, a naszpikowana gwiazdami reprezentacja Portugalii nie jest w stanie strzelić gola. Węgrzy wreszcie jednak ulegli. Być może przyczyniła się do tego siła portugalskiej ławki rezerwowych, zmiennicy dawali pełną gwarancję utrzymania jakości i intensywności gry. W 81. minucie nastąpiły dwie zmiany, trzy minuty później było 1:0 dla Portugalii, a dzieła zniszczenia dopełnił niezawodny Ronaldo.
Wieczorny mecz Niemiec i Francji miał być hitem pierwszej serii spotkań. Obie drużyny pokazały niezły futbol, choć wyższość Francji była jednak zauważalna. Francuzi nie ustępowali Niemcom ani przygotowaniem fizycznym, ani taktycznym, dysponowali za to indywidualnościami, których próżno było szukać u Niemców. To zrobiło różnicę. Niemcom w gruncie rzeczy trudno cokolwiek w tym meczu zarzucić, starali się, niestrudzenie szukali sposobu na sforsowanie francuskiej defensywy, okazali się jednak zwyczajnie odrobinę za słabi na to, by realnie zagrozić mistrzom świata. Skończyło się tylko jednobramkowym zwycięstwem Francji, ale Mbappé i spółka kilka razy dali próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności w wyprowadzaniu szybkiego ataku. Francuzi potwierdzili, że będą jednym z głównych faworytów do złotego medalu, a Niemców czeka teraz arcytrudny mecz z Portugalią, w którym nie mogą pozwolić sobie na kolejną porażkę, bo ich przyszłość w turnieju zawiśnie na cienkim włosku.
Mecz Rosji z Finlandią z przyczyn zawodowych musiałem odpuścić. Stratę udało mi się nadrobić meczami wieczornymi. Zwycięstwo Walii nad Turcją nie było może przesadnie zaskakujące, ale jego styl – chyba już tak. Oczywiście, Turcy zagrali kiepski mecz przeciw Włochom, ale wydawało się, że w znacznej mierze był to efekt starcia ze świetnie dysponowanym rywalem. Tymczasem przeciw Walii Turcja wyglądała równie mało przekonująco. Raziła przede wszystkim fatalna gra defensywna Turków – Walia zdobyła dwie bramki, ale spokojnie mogła dorzucić jeszcze kilka. Walijczycy mogą gratulować sobie awansu do fazy pucharowej i kolejnego udanego turnieju Euro, pamiętamy przecież, gdzie zaszli pięć lat temu. To solidny, skonsolidowany, dobrze przygotowany zespół, w którym są i ci od grania, i ci od noszenia pianina. Aż zazdrość bierze. Turcy formalnie jeszcze nie odpadli z turnieju, a to dlatego, że wciąż mogą wyprzedzić Szwajcarię, jednak przy aktualnym bilansie punktowym i bramkowym wyjście z trzeciego miejsca brzmi mało realnie.
W ostatnim środowym meczu wzmiankowani Szwajcarzy byli tylko tłem dla Włochów. Inaczej niż Turcy w piątek, Szwajcarzy usiłowali podjąć rękawicę, starali się grać swoją piłkę, walczyć, jednak siła włoskiej drużyny była zbyt duża. O Włochach można mówić wyłącznie w superlatywach. Tego rodzaju sposób prowadzenia gry, synergia poszczególnych formacji, dynamika i intensywność, to prawdziwa rzadkość w futbolu reprezentacyjnym, kojarząca się z grą reprezentacji Niemiec na mundialach w latach 2010 i 2014. Taki futbol ogląda się z najwyższą przyjemnością. Zastanawia tylko czy Włosi nie zaczęli tego turnieju zbyt mocno, bo chyba nie ma takiej możliwości, by wytrzymali swoje tempo na przestrzeni potencjalnie siedmiu meczów i pełnego miesiąca rywalizacji, której stopień trudności będzie regularnie wzrastał.


Mnie natomiast gra Włochów nastroiła nostalgicznie i nie ukrywam rozliczeniowo. Zbyt łatwo przechodzimy nad naszymi klęskami, znajdujemy zbyt łatwo tandetne ich usprawiedliwienia. Przypomnijmy, że po MŚ w Rosji w 2018 roku reprezentację Włoch objął Roberto Mancini, a reprezentację Polski Jerzy Brzęczek . Przypomnijmy jak 07.09. 2018 roku zremisowaliśmy z Italią 1;1 będąc drużyną lepszą i to oni mogli się cieszyć z wyniku, co zgodnie podkreślali fachowcy Włoscy. Po dwóch latach w listopadzie 2020 roku nasz zespół przegrał z nimi 0:2 , broniąc się rozpaczliwie, a fachowcy Włoscy porównali grę naszej drużyny do Gibraltaru. Na tegorocznym Euro widać gdzie my po tych latch jesteśmy, a gdzie są oni. I z czego tu się Gawinie cieszyć ?