- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Bodø/Glimt - Legia 2-3: Udany start
Legia dobrze rozpoczęła rywalizację o awans do Ligi Mistrzów. W pierwszej rundzie eliminacyjnej nasza drużyna odniosła cenne zwycięstwo na boisku mistrza Norwegii. Mecz rewanżowy za tydzień w Warszawie.
Trener Michniewicz postawił na następujących zawodników: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Hołownia – Skibicki, Martins, Slisz, Mladenović – Kapustka, Emreli, Luquinhas. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Haikin – Sampsted, Moe, Lode, Bjorkan – Fet, Berg, Saltnes – Vetlesen, Botheim, Nordås.
W 2. minucie Skibicki posłał płaskie podanie w pole karne. Emreli nie sięgnął piłki, ale na miejscu był Luquinhas, który pewnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. W 8. minucie mogło być 0:2. W pole karne wbiegł Kapustka, uderzył, jednak Haikin odbił piłkę. W kolejnych minutach Norwegowie przeważali, jednak ich atakom brakowało wykończenia. W 26. minucie Haikin złapał piłkę po strzale Emreliego zza pola karnego. Minutę później Emreli był o włos od tego, by minąć bramkarza Norwegów i mieć przed sobą pustą bramkę, jednak Haikin powstrzymał naszego napastnika. W 29. minucie po ładnej akcji Legii piłkę otrzymał Skibicki, uderzył, ale skończyło się tylko rzutem rożnym. W 39. minucie Kapustka przejął piłkę przed polem karnym gospodarzy i celnie uderzył. Haikin odbił piłkę na rzut rożny. Po nim świetnie zachował się Emreli, który z bliska dobił piłkę po interwencji bramkarza. Było 0:2. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Norwegowie zdobyli bramkę kontaktową. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła Botheim uderzył głową nie do obrony.
Do przerwy Legia prowadziła 2:1. Nasza drużyna mogła zdobyć więcej bramek, humory psuła tylko niepotrzebna bramka do szatni.
W 49. minucie mogło być 2:2, na szczęście zmiennik Pernambuco uderzył wysoko nad bramką. Za chwilę dobrą interwencją po strzale Vetlesena popisał się Boruc. Legia zaatakowała skutecznie w 61. minucie. Skibicki posłał prostopadłe podanie do Emreliego, który spokojnie pokonał Haikina. Było 1:3. Minutę później żółtą kartką za faul ukarany został Kapustka. W 70. minucie żółtą kartkę za grę na czas ujrzał Boruc. W 78. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę. Pernambuco otrzymał podanie z lewego skrzydła i z bliska pokonał Boruca głową. W Legii w miejsce Emreliego pojawił się Lopes. W 82. minucie Konradsen zobaczył drugą żółtą kartkę za faul na Luquinhasie i został usunięty z boiska. Muçi i Johansson zastąpili Martinsa i Skibickiego. W końcówce meczu żółtą kartką ukarany został jeszcze Mladenović.
Wyjazdowa wygrana 3:2 nie jest tak znakomitym wynikiem jakim była przed zniesieniem zasady premiowania bramek zdobytych na wyjeździe, ale nie mamy powodów do narzekań. Wygrana w Norwegii to świetna wiadomość. W tym momencie Legia jest zdecydowanym faworytem do awansu.


Ludzie przed tym starciem dzielili się na dwa obozy. Pierwsi twierdzili że zostaniemy rozjechani 2 lub 3:0, bo po pierwsze Bodo było w rytmie meczowym, po drugie różnica w przygotowaniu fizycznym będzie ogromna i będziemy zwyczajnie wolniejsi od Norwegów oraz po trzecie gra na sztucznej murawie. Drudzy natomiast zwracali uwagę na bardzo słabą postawę rywali w lidze, kontuzję dwóch kluczowych w zespole skrzydłowych oraz fakt że zespół w porównaniu do poprzedniego roku odeszło paru ważnych piłkarzy i Bodo nie jest tak silne jak wtedy. I w sumie obie strony miały racje.
Norwedzy w meczu wielokrotnie próbowali zagrań z 18-20 m górą za linię obrony i zawsze kończyło się to minimalnie za mocnym podaniem i tu można mówić o naszym szczęściu, bo to mogło się skończyć 100% okazjami dla oponentów. Również przez 90 minut mocno nas Bodo naciskało co powodowało wiele strat u Slisza, Kapustki czy nawet bardzo dobrego dziś Martinsa i czuć było ich kapitalne przygotowanie fizyczne. Jednak Norwegom zdarzały się proste błędy w wyprowadzaniu piłki i często złe podania wynikające z braków w technice. Na dodatek bardzo łatwo nadziewali się na kontry, co mogło być przez nas wykorzystywane gdybyśmy sami nie grali czasami za szybko i niedokładnie. Generalnie widać było że Bodo to bardzo solidny rywal i nie powiedzieli na pewno ostatniego słowa przed rewanżem.
Przechodząc do oceny naszych zawodników bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Hołownia nie popełniając większych błędów w defensywie. W ogóle nie było widać że to jego pierwszy mecz przeciwko poważnemu rywalowi. Przed meczem myślałem że z Abu Hanną jest coś nie tak że nie potrafi wygrać rywalizacji z zawodnikiem który nie należał do najpewniejszych w poprzednim sezonie, w dodatku nie grającym na swojej pozycji. Może jednak z Hołownii coś będzie jeśli chodzi o środek obrony ale zweryfikują to kolejne mecze. Emreli pokazał bardzo dobre przyspieszenie, wykończenie oraz umiejętność dochodzenia do sytuacji i nie mogę się doczekać jego kolejnych występów. Luquinas także zagrał kapitalnie nawiązując do formy z początku wiosny. Napędzał kontrataki, ładnie dryblował wśród Norwegów, dołożył do tego bramkę oraz powinien mieć asystę gdyby nie wyjście bramkarza i wybicie piłki spod nóg Emreliego. Niestety bardzo słabo wyglądał dziś Slisz i dopóki nie musi przyjmować piłki to radzi sobie bardzo dobrze, lecz gdy musiał wyprowadzać piłkę to zaliczał sporo łatwych strat doprowadzając mnie do szewskiej pasji. Powoli tracę nadzieję że z niego coś wyrośnie jako piłkarz i obawiam się że skończy w przyszłości jak Borysiuk czyli wyjedzie za granicę, zaginie tam, wróci do polskiej ligi i będzie się błąkał w średnich klubach. Kolejną kwestią są nasi wahadłowi. Skibicki zawalił 2 gole lecz zaliczył też 2 asysty i na dodatek dopiero od niedawna zaczął uczyć się gry na wahadle. Dodajmy jeszcze fakt że jest młody oraz to że na jego pozycje wraca Juranović i mamy jeszcze Johanssona który dziś zaliczył całkiem niezłe wejście. Znacznie gorzej wygląda sprawa z Mladenoviciem. Mam prawo oczekiwać od tak doświadczonego zawodnika że nie będzie pasywny jaki niestety był przy pierwszej bramce oraz że nie zgubi krycia w sposób amatorski, co też niestety stało się przy drugiej bramce. Potwierdza się to że Serb jest zwyczajnie za słaby na Europę, co pokazał z Omonią, Karabachem i teraz z Bodo. Dopóki jesteśmy zdecydowanym faworytem to Mladenović nie musi pokazywać swoich żenujących umiejętności defensywnych, tylko skupia się na tym co potrafi czyli atakowaniu. Dlatego moim zdaniem nie powinniśmy ściągać Ismajlgecia z Tirany jako zmiennika dla Mladena tylko poszukajmy kogoś lepszego od Serba, kogoś kto ogarnia nie tylko ofensywę lecz defensywę.
Generalnie wynik jest dobry i mimo wszystko musiałaby się stać katastrofa żebyśmy nie przeszli Norwegów grając teraz u siebie z normalną murawą oraz mając 1 bramkową zaliczkę. Wystarczy poprawić grę w defensywie i nawet perspektywa gry w fazie grupowej Ligi Europy nie wygląda jak jakieś science-fiction, bo nasza gra będzie wyglądała coraz lepiej i nowi zawodnicy będą się coraz bardziej zgrywać z drużyną.
Niemniej i słusznie postanowił dmuchać na zimne czyli zachować ostrożność . Takie stawianie sprawy ma swoje zalety ,ale i wady. Zawodnicy bowiem gotują się na wyrównany bój , a gdy widzą słabości rywala to następuje dekoncentracja ,a nawet elementy lekceważenia. Dotyczy to szczególnie zawodników młodych nieogranych w Pucharach graczy. W takich sytuacjach dużą rolę do odegrania mają starsi zawodnicy , którzy muszą przywoływać tych beztroskich do porządku jak np. Boruc..
Podnoszono również fakt, że Legia w ostatnich kilku latach odpadała z rozgrywek z zespołami teoretycznie słabszymi . Lecz nie był to wynik jakiegoś fatum ciążącego na drużynie ,ale efekt kiepskiego przygotowania fizycznego. Kiedy Michniewicz objął drużynę w zeszłym roku to zrobił badania wysiłkowe i okazało się, że parametry wydolnościowe są na niskim poziomie. I chwała mu za to, że wyciągnął wnioski i nakłonił do współpracy prof. Zbigniewa Jastrzębskiego. I wyniki widać. O zmianie metod treningowych mówił Michniewicz, więc nie będę powtarzał, a na czym one polegają można wyczytać w necie. Zawodnicy Norwescy będący w pełni sezonu nie byli ani szybsi ,ani nie wytrzymali lepiej trudów spotkania. Przy czym do optymalnej formy zawodnikom Legii jest dość daleko.
To ,że mistrzem Norwegii została drużyna znikąd tak naprawdę nie jest wynikiem kryzysu futbolu w tym kraju, ale jego rozwoju. Po prostu młodzi gracze Norwescy są rozchwytywani przez kluby europejskie i właściwie u nich zostają ci, których bogatsi nie chcą. Kluby norweskie do zamożnych nie należą . Przyczyn jest kilka i nie miejsce na ich omówienie, a jedną z nich jest to, że w Norwegii 87% gospodarki, w tym największe Firmy, należy do Państwa, a państwowym firmom nie wolno inwestować w sektor prywatny. Natomiast Państwo łoży znacznie środki na szkolenie dzieci i młodzieży i stąd ta dychotomia.
Ja Bartłomiejowi pewien czas przed spotkaniem podałem skład Norwegów, bowiem oni tak naprawdę na jakim takim poziomie mają w polu 14-15 zawodników i to w większości bardzo młodych . I tak ich bramkarz ma 26 lat, obrońcy wraz ze zmiennikami : 26 lat, 23 lata, 21 lat, 21 lat, 22 lata ; pomocnicy :28 lat,21 lat , 24 lata i 26 lat ;napastnicy : 21 lat, 19 lat, 18 lat i 18 lat. Uznawany za najlepszego ich gracza Patryk Berg ma 24 lata, ale skoro nie został wytransferowany to znaczy ,że orłem nie jest . I chyba jego problem polega na bardzo nierównej grze, bo wczoraj zagrał beznadziejnie.
Jeżeli ktoś spodziewał się po zawodnikach Norweskich jakiś wybitnych walorów piłkarskich to doznał zawodu. Jako drużyna są wybiegani, sprawni fizycznie, waleczni, dość szybcy ,ale szalenie jednostronni. Dziś nawet w Anglii szkoleniowcy odeszli od tej metody " Kopnij i biegnij". Wczoraj grali tak jak większość drużyn młodzieżowych , na entyzjazmie mało uwagi zwracając na taktykę i grę obronną. Widocznie nauczyli się ,że najlepszą obroną jest atak i na drużyny ligowe pewno to im wystarcza. Wczoraj kiedy Legia ich przycisnęła widać było jak ograniczony mają repertuar środków obronnych, a do tego ich obrona jest zwyczajnie dziurawa.
Z kolei nasza drużyna , oprócz tego, że wygrała zademonstrowała szereg słabości. Nie wiemy z jakiego powodu kilku zawodnikom brakowało koncentracji. Bramka jak padła pod koniec I połowy była wynikiem jawnego lekceważenia obowiązków, albo lenistwa . W meczach o awans w Pucharach europejskich takie sytuacje są niedopuszczalne. Można zrobić błąd w walce, ale nie można nie walczyć. Drugim ogromnym mankamentem to brak zespołowości w ataku. To, że nasi zawodnicy bardzo łatwo wchodzili w ich pole karne tak ich rozbisurmaniło ,że nie dostrzegali znacznie lepiej ustawionych kolegów. W ten sposób uciekły nam, lekko licząc , przynajmniej 3 bramki. Mnie martwi postawa Kapustki, który chyba zbytnio przejął się słowami Sousy ,że ma kiepskie liczby i zagrał egoistycznie. Musi znaleźć " złoty środek " czyli zastosować znaną maksymę Helenio Herreiry " Grając dla drużyny grasz dla siebie".
Moim zdaniem drużynie naszej do optimum jeszcze brakuje bardzo dużo i jest przestrzeń do poprawy gry tak w wymiarze indywidualnym jak i zespołowym. Jedyna obawa to możliwość zlekceważenia przeciwnika, który super mocny nie jest ,ale też do słabeuszy nie należy.