A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Lechia - Legia 3-1: Smutny widok

Zejście z pucharowych obłoków na ligową ziemię okazało się dla Legii bardzo bolesne. W meczu dziesiątej kolejki nasza drużyna zmierzyła się w Gdańsku z Lechią i poniosła zasłużoną porażkę, nie mając niestety nic do powiedzenia. Jedyną bramkę dla Legii zdobył w końcówce meczu Pekhart.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Miszta – Jędrzejczyk, Wieteska, Nawrocki – Skibicki, Slisz, Charatin, Mladenović – Lopes, Pekhart, Muçi. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kuciak – Zukowski, Nalepa, Maloča, Conrado – Gajos, Kubicki, Durmuş – Sezonienko, Paixão, Zwoliński.

Legia wyglądała słabo od pierwszych minut meczu. Legioniści łatwo tracili piłkę pod naporem Lechii. Po stracie Skibickiego w 4. minucie meczu dobrą okazję miał Zwoliński. Miszta odbił to uderzenie. W 5. minucie strzał Conrado zza pola karnego minął bramkę Legii. Kolejną akcję gospodarzy strzałem głową zakończył Kubicki. Miszta złapał piłkę. W 11. minucie Wieteska zablokował strzał Zwolińskiego. Legia odpowiedziała atakiem dopiero w 13. minucie. Strzał zza pola karnego oddał Slisz, jednak zabrakło celności. Za chwilę Nalepa uprzedził Pekharta po dośrodkowaniu Slisza. W 22. minucie Lopes podał do Pekharta. Czeski napastnik pechowo trafił piłką w Nalepę i skończyło się tylko rzutem rożnym. W 34. minucie Jędrzejczyk sfaulował Zwolińskiego przed polem karnym. Nasz obrońca twierdził, że nie było przewinienia, ale sędzia Marciniak pozostał nieugięty. Do piłki podszedł Gajos i perfekcyjnym uderzeniem pokonał Misztę. Lechia prowadziła 1:0. W 38. minucie żółtą kartką ukarany został Nawrocki. Po rzucie wolnym Miszta dobrze odbił strzał głową Zwolińskiego. Za chwilę piłka odbiła się od poprzeczki po strzale głową Maločy.

Do przerwy Lechia prowadziła jedną bramką i był to najniższy wymiar kary dla Legii. Lechia osiągnęła zdecydowaną przewagę i dominowała w każdym aspekcie.

Na drugą połowę wyszło aż czterech nowych legionistów: Josué, Martins, Kastrati i Emreli. Boisko opuścili Skibicki, Lopes, Slisz i Charatin. Już w pierwszej akcji gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie, na szczęście Durmuş nie trafił z kilku metrów. Legia odpowiedziała strzałem Martinsa, spokojnie złapanym przez dobrze ustawionego Kuciaka. W 50. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła jednego z lechistów w rękę, ale sędzia Marciniak nawet nie sprawdzał tej sytuacji w systemie VAR. W 54. minucie Lechia podwyższyła prowadzenie. Kubicki uderzył z dystansu, piłkę nieszczęśliwie trącił Nawrocki, czym zmylił Misztę i było już 2:0. Za chwilę na bramkę Lechii szarżował Emreli, ale wyraźnie chybił. Minutę później Luquinhas zmienił Muçiego. Brazylijczyk błyskawicznie został ukarany żółtą kartką za faul na Paixão. W 63. minucie Mladenović bezskutecznie gonił Sezonienkę, aż wreszcie powalił zawodnika gospodarzy. Serb został upomniany żółtą kartką. W 66. minucie mocny strzał Jędrzejczyka powędrował w dłonie Kuciaka. W 67. minucie Legia znów nie poradziła sobie z pressingiem Lechii. Słabe zagranie Nawrockiego trafiło pod nogi Sezonienki, który podał do Zwolińskiego. Napastnik Lechii z kilku metrów dopełnił formalności. W 88. minucie Pekhart zdołał oddać strzał w polu karnym, jednak był faulowany i sędzia Marciniak podyktował rzut karny. Pekhart zmylił Kuciaka i zdobył honorową bramkę dla Legii. Wynik nie uległ już zmianie.

W niedzielny wieczór Legia niestety nie nadawała się do gry w piłkę nożną na poważnym poziomie. Między Lechią i Legią była przepaść pod względem intensywności, świeżości, zdecydowania. Próba połączenia pucharów z ligą kończy się póki co naszą całkowitą porażką. Oglądając męczarnie legionistów w Gdańsku, trudno było nawet odczuwać złość na naszych piłkarzy. Żal było patrzeć na ich całkowitą niemoc i rezygnację.

Dyskusja (5)
1niedziela, 03, październik 2021 21:18
Baron
Za komentarz do tego widowiska niech posłuży wypowiedź Emreliego, który między wierszami powiedział chyba wszystko odnośnie tego meczu:

"- Jakość to jest wszystko, czego potrzebujemy, natomiast ekstraklasa jest bardzo wymagająca. Bez walki, bez biegania trudno jest w ogóle cokolwiek w tej lidze ugrać. Wszystkie zespoły wiedzą jak się bronić, jak atakować. Żeby zdobyć trzy punkty, trzeba naprawdę się bardzo przyłożyć. Wydaje mi się, że najważniejszą rzeczą tutaj będzie praca i walka aż do końca. Czasami nawet jakość nie pomoże, jak nie ma się w sobie ducha walki"
2niedziela, 03, październik 2021 23:39
CTP
Rzeczywistość, niestety, pokazała, że przy takim stanie kadrowym łączenie Ligi Europy z Ekstraklasą jest praktycznie niemożliwe. My nie mamy nawet dwóch równorzędnych bramkarzy a co dopiero mówić o dwóch 11-tkach. Miszta w 4 meczach dał sobie wbić 7 bramek, co w normalnym klubie powinno skutkować przywitaniem się z ławką. On jest mentalnie ugotowany i Michniewicz, jeśli go będzie dalej wystawiał, to mu zrobi krzywdę. Nie wiem, jak poważna jest kontuzja Boruca ale nasi lekarze powinni zrobić wszystko, aby był gotowy na Lecha.
W LE mamy dwumecz z Napoli i ja jestem bardzo ciekaw jak postąpi Michniewicz. Nie wierzę, że ugramy z nimi choćby punkcik. Po prostu nie wierzę. I bardzo mnie ciekawi, czy będziemy zarzynać podstawową 11-tkę w meczach, które i tak przegramy, czy jednak zachowamy się po prostu racjonalnie. Dla nas i tak są najważniejsze mecze z Leicester i Spartakiem, które gramy dopiero za 1,5 miesiąca. Przez ten czas priorytetem powinna być liga, choćby piłkarze się buntowali.
3poniedziałek, 04, październik 2021 10:37
Zbyszek
Kiedyś, jeden z moim wzorów Stefan Kisielewski pisał tak : "Wolność słowa polega na wolności do wypowiedzi różnych ,w tym także do niesłusznych - wolność dla jednego tylko oficjalnie uzgodnionego , "mądrego" stanowiska nie byłaby żadną wolnością. Realizowanie wolności słowa polega na szarganiu czyichś świętości.".

1. O tym, że agresja to nie jest cecha dodatnia.
Wolność słowa nie polega na pogardzie dla słowa, na przeinaczaniu sensu i znaczenia słów, które mają desygnaty, co prawda nie zawsze materialne. Tak jest również ze słowem agresja .Komentatorzy wczorajszego meczu wielokrotnie zarzucali Legionistom, że grają za mało agresywnie. Agresja nie tylko przejawia się w czynie ,ale i w słowach zwłaszcza w atakach ad personam.
A jak agresja jest definiowana ?.
Wedle słownika psychologii agresja to: 1.W ujęciu wąskim wojowniczy charakter 2. Szerzej, to dynamizm mocnej osobowości nie uchylającej się od walki. 3. Jeszcze szerzej to skłonność do czynnego zaspakajania swoich potrzeb, głównie żywieniowych i seksualnych. Agresywność jest silnie powiązana z frustracją osobnika , który pozostał na poziomie emocjonalnym dziecka, które reaguje płaczem, krzykiem , tupaniem itp. kiedy czegoś co chce nie może zrobić, albo dostać. Hamowanie agresji polega na uczeniu postaw społecznych.
Encyklopedia Collinsa definiuje agresję jako czyny lub uczucia wrogości. Chorobliwa agresja jest związana najczęściej z emocjonalną deprywacją, urazem głowy lub chorobą mózgu, ale też nadmiernym spożyciem alkoholu lub narkotyków. Agresja przejawia się serią coraz groźniejszych zachowań mających odstraszyć przeciwnika i często prowadzi do wzajemnej eskalacji. W sensie fizjologicznym wydatnie zakłóca bilans energetyczny organizmu .
Czyli agresja jest prymitywna i szkodliwa .

O tym, że czas nie czeka.
Na ścianie Londyńskiego Big Bena i innych starych zegarów widnieje taki napis : " Vulnenunt omnes, ultima neut". Znaczy on ( dotyczy to godzin) " Wszystkie ranią, ostatnia zabija".
Z czasem jest ten problem, że nie wiemy co to jest . Umiemy go tylko mierzyć co trafnie oddaje rosyjskie słowo w którym czas oznacza zegarek. Jednocześnie wiemy ,chociażby patrząc na dzieci, wnuki ,lub na własną gębę w lustrze, że czas upływa. Taka konstatacja niejako wpływa na naturalną skłonność do porównywania i to w pionie czyli w stosunku do tego co było dawniej, z tym co jest teraz, Poważni naukowcy uważają, że takie porównywanie jest bezpłodne i zwodnicze i że należy dokonywać porównań w poziomie.
Więc takie pisanie ,że kiedyś to taka Legia potrafiła łączyć grę w Pucharach z ligą, a teraz nie jest obarczone logicznym błędem.. Nie potrafi , nie tylko ona, bo warunki zewnętrzne się zmieniły .
Po pierwsze : Legia przed wielu laty dysponowała wyrównanym składem, który znacznie poziomem przewyższał rywali . i nawet spadek formy nie wpływał znacząco na umniejsznie różnic. To samo tyczy np. Wisły w pewnym jej okresie.
Po drugie : radykalnie podwyższyła się intensywność gry. Od kilku lat ilość kilometrów przebieganych przez zawodników , a przede wszystkim szybkość biegu znacznie wzrosły i zbliżyły się do progu możliwości wydolnościowych zawodników. Kiedyś zawodnicy mieli stale rezerwy wydolności , bo nie wyeksploatowywali się do końca w czasie meczu , dziś tej rezerwy mocy prawie nie ma.
Po trzecie : zwiększeniu uległa sama ilość gier i niestety do tego faktu nie są dostosowane terminarze rozgrywek. Np. aby zawodnik zregenerował wysiłek włożony w mecz to minimalny okres wypoczynku powinien wynieść co najmniej 3 pełne doby..
Po czwarte : ponieważ czynniki wzrostu , takie jak poziom umiejętności, poziom wytrenowania , poziom indywidualnej wydolności wzrastają w coraz mniejszym stopniu - to słabsi zawodnicy i drużyny zbliżają się do najlepszych pod względem wszystkich parametrów ,co sprawia ,że poziom się wyrównuje.
Po piąte : większość klubów " produkuje" w "Akademiach" coraz większe ilości zawodników, którzy zasilają poszczególne kluby i sprawiają ,że nawet w tzw. słabych klubach są zawodnicy poprawnie wyszkoleni , którzy zbytni od najlepszych poziomem nie odstają.
Po szóste : rozwój taktycznych umiejętności graczy stale rośnie ( u nas jest on w stanie embrionalnym) . A to taktyka i organizacja gry są w stanie w poważnych stopniu zniwelować różnice, w innych umiejętnościach czysto piłkarskich.
Po siódme : w polskich klubach po 1990 roku odcięliśmy się od pępowiny masowego szkolenia dzieci i młodzieży. Zahamowanie dopływu zdolnego narybku własnego chowu skutkuje tym, że kluby zmuszone są kupować zawodników zagranicznych co jest mocno ograniczone posiadanym kapitałem.
Po ósme : niewysokie zasoby budżetowe klubów nie pozwalają na posiadanie wystarczającej ilości odpowiedniej jakości zawodników
Ten stan powoduje, że nasze kluby odnoszące sukcesy w Pucharach jak Legia czy Lech dostają w kuper w lidze.

O tym, że trener nie może być niespolegliwy.
Zupełnie niespodziewanie trener Lechii od ponad 3 lat Stokowiec złożył dymisję czym uznał swoją klęskę i ujawnił swoją bezradność. Wielokrotnie pisałem o jego walorach jako fachowca i o tym, że przeszkodą nie do przezwyciężenia w odnoszeniu przez niego sukcesów stoi jego podły charakter oraz dogmatyzm szkoleniowy. On nie potrafi uświadomić sobie , że bez ludzi żaden "szef" niczego nie osiągnie. To tak jak w procesie nauczania . Aby nauczyć to uczeń musi akceptować nauczyciela. Dlatego np. w więzieniach tzw. resocjalizacja nie może się udać, bo więźniowe nie aprobują "klawiszy" . Kiedy w okresie lat 1991-1993 byłem doradcą Sejmowej Komisji Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych udało mi się m.innymi sprawić, że w Kodeksie Karnym Wykonawczym zamieniono przymus poddania się resocjalizacji - na dobrowolność. W klubach tak nie ma ,a szkoda Smile. Jego następcą został młody ( 37 lat) Tomasz Kaczmarek wychowanek niemieckiej myśli szkoleniowej. Przygodę z trenerką zaczął już w wieku 25 lat ,ale uprawiał ją na dość głębokim zapleczu . Ostatnim jego klubem w Niemczech była drużyna z ligi regionalnej ( IV szczebel rozgrywek) Fortuna Koln, z której został zresztą zwolniony. Po kilku miesiącach bezrobocia trafił jako asystent do Pogoni Szczecin. . Na razie w Lechii działa na zasadzie efektu nowości i inności. Ale też chyba wyprostował niezdrową atmosferę nieuczciwości i niesprawiedliwości , bo grają najlepsi ,a nie najbardziej posłuszni. Przywrócenie do składu takich graczy jak : Maloca, Gajos, Paixao, Zwoliński czy Żukowski daje pozytywny efekt .
A co do Stokowca to Michał Listkiewicz ( pozdrawiam ) namawia właścicieli Polonii, aby go zatrudnili. Może rzeczywiście III liga to jego obecny poziom ,ale chyba on został jedynym specjalistą, ale od tworzenia "Klubu Kokosa".

O tym, że czarnowidztwo kwitnie i ma się świetnie.
Mnie już przestała dziwić ta jedność, jednolitość , uniformizm hien pismaczych . Zastanawiam się czasami czy oni wiedzą na czym polega wolność słowa, a jak wiedzą to czemu nie korzystają ?.Oni się wyspecjalizowali w widzeniu każdego zjawiska , każdej dziedziny jako czegoś złego, a w każdym razie wadliwego. Jak by w ogóle dobro nie istniało . Weźmy pod uwagę tylko dwa przykłady Yaxshiboyeva i Nawrockiego. Wszyscy, bez żadnego wyjątku , jak stado baranów wyśmiewali nasz sztab, że oto Uzbeka nie docenił, że nie dał mu grać i jako rzekomo nieudany transfer wypożyczył gdzieś na krańce świata do jakiegoś piłkarskiego grajdoła. Michniewicz poczuł się w obowiązku tłumaczyć się z win niepopełnionych ,że oto Y ... nie dał jemu i sobie szans w Legii, bo nie trenował tylko chorował lub Ramadanił. Tak jak by gra w zespole z LM była karnym zesłaniem na jakiś Sybir. Kierownictwo Legii powinno się chlubić ,że go wynalazło, że go zakupiło, że nadało mu szlif i poler, że go przygotowało i że go podbudowało i odbudowało . A przede wszystkim, że go znakomicie promuje w LM na boiskach takich klubów jak np. Real Madryt. Nie ma się czego wstydzić, tylko trzeba być dumnym. To co te "szpece" piszą - uczenie nazywa się kultem negacji, a po naszemu to zohydzanie i obrzucanie fekaliami. A z drugiej strony nikt nie zauważa, że Maik Nawrocki był w zeszłym sezonie w Warcie ,ale nie grał . Okazał się za słaby na Wartę, a jest akuratny na Legię. Tę ocenę w niewielkim stopniu osłabia jego wczorajsza fatalna postawa. I bądź tu człowieku mądry Smile.
Chyba w tej konfiguracji ktoś słusznie doradził Czesławowi, że na radość i frasunek najlepszy mocny trunek .
Osobiście zgadzam, się z hasłem, że jak kto dobrze gada i dobrze działa to trzeba dać mu wódki. Dałbym - w podzięce trenerowi ,ale i jako odtrutkę na toksyczność oraz osładzając rzeczywistość - sporą flaszencję. Działanie gorzałeczki jest mniej więcej zbadane i wyeksperymentowane . Osobiste doświadczenia i obserwacje czynione m. innymi na Atlasie przekonały mnie o niezawodności trunków jako urozmaicenia bytu i jego uświetnienia.

O tym, że trzeba grać tak samo i z Leicesterem i z Lechią.
Mnie dziwi ta dogmatyczna kostyczność Michniewicza. Wczoraj Legia zaczęła mecz z Lechią w ustawieniu 1- 3- 6(2 +4) - 1. Dziwaczne były dwa fakty, a mianowicie ,że do tego systemu trener dobrał zawodników do niego żadną miarą nie pasujących jak Skibicki,Lopes, Muci i Pekhart. W drugie połowie zmienił co prawda ustawienie na 4-4-2,ale wpuścił na boisko Luquinhasa, którego gra na skrzydle mocno ogranicza. Nadto Michniewicz pewnikiem wie, że proces regeneracji po takim wysiłku jaki został włożony w mecz z Leicesterm wymaga co najmniej 3 dobowej regeneracji ,a mimo to wystawia Mladenovicza, Jędrzejczyka, Wieteskę, Nawrockiego i Slisza. I tak zestawiona obrona całkowicie zawodzi , bo zawodnicy są pod formą.
Niezależnie od powyższej refleksji to wypada sobie uświadomić, że nasza drużyna nauczyła się dobrze grać futbol reaktywny, a zatraciliśmy walory gry pozytywnej. I to jest podstawowy problem Legii. Moim zdaniem nie ma żadnego uzasadnienia, aby grać w LE inaczej i w Lidze inaczej. Nie chodzi tu o ustawienie, ale o nastawienie i funkcjonalność. Jak nie potrafimy na tym etapie atakować frontalnie, to czyńmy to incydentalnie, grajmy statycznie ,a nie spontanicznie. Dyscyplina taktyczna jeszcze nikomu na złe nie wyszła.

O tym, że problemem Legii są porażki w lidze.
Po meczu z Rakowem Gawin celnie zauważył. ,że jeszcze nie tak dawno Legia w wyrównanych meczach o charakterze przepychanek potrafiła bardzo często wygrywać, nawet rzutem na taśmę, a więc ,a to przodem ,a to bokiem czy też dziarskim krokiem. Zatraciliśmy umiejętność gry na wynik. Ba, nie mamy zdolności sprawienia tego, że jak nie da się wygrać, to trzeba chociaż zremisować. Gramy niby bezkompromisowo, ale w tej grze jesteśmy bezradni. Staramy się trzymać balans, ale chyba gra w ataku to nasz balast , który ciągnie nas na dno. Niestety tracimy kontrolę nad grą, dochodzi do dekoncentracji i nie ma nikogo kto by zatrzymał tę jazdę bo bandzie.

O tym, że w lidze wybory personalne trenera są zbyt często nietrafione.
Nie chcę zbyt mocno krytykować zawodników ,ale kiedy pokazuje się sporą klasę w takim meczu jak ten z Leicester to zwyczajnie nie wypada zagrać tak marnie jak wczoraj z Lechią.
Zacznijmy wiec "nawalankę" : Miszta dowodzi, że jest niezwykle sprawny fizycznie ,ale zbyt wiele interwencji jego jest wadliwych . Jędrzejczyk podpala się jak młodzik i popełnia zbyt dużo błędów. Co prawda w I połowie musiał grać za siebie i za Skibickiego. Wieteska nie kierował obroną i grał na alibi. Nawrocki zawiódł najbardziej , bo to jego dziecinne błędy zaważyły na porażce. Ma on jeszcze ogromne braki w umiejętnościach, trafności decyzji, które maskowane były jego wysoką formą i pewnością siebie. Mladenvicz jest cieniem samego siebie , słaby w defensywie, nieistniejący w ofensywie. Skibickiego mi zwyczajnie szkoda, bo był ,ale nie udało mu się grać. Slisz zagrał bardzo dobrze, ale walka na całym boisku wyczerpała go do cna. Kharatin niewidoczny , on nie jest tytanem pracy na boisku co nadrabia świetnym ustawianiem się, ale wczoraj jego brak aktywności był wkurzający. Lopes i Muci wygładali jak by znaleźli się nie na tym spotkaniu co trzeba i przeszli obok meczu. Pekhart walczył, biegał, był aktywny ,ale on żywi się podaniami ,a tych nie dostawał. Kastrati jak zwykle szybki, żywiołowy ,ale w biernym otoczeniu mało wykorzystywany. Emreli szukał miejsca na boisku dla siebie, ale go nie znalazł. Martins chciał, ale nie za bardzo mógł. Josue owszem pokazywał się do gry ,ale miał problem z rozegraniem akcji . bo partnerzy się za to nie pokazywali. Luquinhas na skrzydle to połowa jego wartości i to ta mniejsza.
Pomimo tych wad moim zdaniem powinniśmy mecz zremisować, bo gorzej od Lechii nie zagraliśmy.

O tym, że bogatemu to i diabeł dzieci kołysze.
Nie każdy błąd w meczu kończy się utratą bramki ,ale kto ma niefart to mu cegła na łeb spadnie, nawet w drewnianym kościele.
Wynotowałem z wczorajszego spotkania, tylko, moim zdaniem , takie błędy, które klasowym graczom zdarzać się nie powinny.
3 minuta- Jędrzejczyk wpuszcza za plecy Zwolińskiego w polu karnym,
7' - Jędrzejczyk traci piłkę w środku pola i nie podąża za graczem, któremu ją oddał,
12' - strata piłki przez Skibickego i też zostaje z tyłu ,
21'- ponowna strata Skibickiego po bezsensownej próbie dryblingu,
33' - Jędrzejczyk bezmyślnie fauluje Zwolińskiego przed polem karnym
45' - Skibicki daje się ograć z boku pola karnego,
46' - Maldenovicz daje się ograć przed polem karnym,
54 ' - fatalne w skutkach wybicie piłki na oślep przez Nawrockiego tuż przed pole karne,
64' - Mladenovicz nie nadąża za rywalem i go fauluje po czym powstaje groźna dla nas sytuacja,
67' - ponowne fatalne w skutkach zbyt krótkie wybicie piłki przez Nawrockiego,
69 ' - ponowny faul Mladenovicza na żółtą kartkę, ale Marciniak go oszczędza,.

O tym, że Marciniak sędziował bardzo dobrze, ale nie ustrzegł się poważnych błędów.
Sędzia Marciniak wczoraj pozwalał na ostrą grę, Ma on ten walor ,że panuje nad sytuacją na boisku , kiedy trzeba mediuje, kiedy trzeba opieprzy, kiedy trzeba wytłumaczy , nie karze graczy kratkami, którzy zareagują zbyt emocjonalnie . Ale wczoraj miał obowiązek podyktować dwa rzuty karne, jeden dla Lechii za zagarnięcie piłki w posiadaniu Conrado ręką przez Wieteskę oraz dla Legii za zatrzymanie piłki ręką w polu karnym przez Żukowskiego.

O tym, że każdej utraty bramki wczoraj można i trzeba było uniknąć.
Przegraliśmy mecz po 3 bramkach dla rywali , których zasługa w nich jest minimalna. Zawodnicy Lechii nie stworzyli przy bramkach sytuacji do ich strzelenia. Oni wykorzystali tylko, albo aż ,katastrofalne błędy pojedynczych zawodników Legii.
W 33' Jędrzejczyk wyskoczył do główki z ręką uniesioną ponad głową i trafił nią w twarz Zwolińskiego , najlepszego zawodnika na boisku. Sytuacja dokładnie taka sama jak w meczu z Rakowem i tak samo smutno zakończona. bo znowu mur nie zadziałał jak należy ,tylko, że tym razem na jego krańcu stał niewysoki Kharatin ,a nie Pekhart i piłeczka pomknęła luką do bramki.
W 54 ' za słabo i przed środek pola za polem karnym wybił piłkę Nawrocki ,ale też nikt nie wyszedł ( Martins zaspał) do bloku ,a źle ustawiony Miszta przepuścił dość łatwy , bo wolny strzał. Nie ma dla Miszty usprawiedliwienia, że piłka lekko zmieniła kierunek po odbiciu się od Nawrockiego, bo on stał w linii za zawodnikami ,a nie w prześwicie.
W 67 ' Nawrocki mógł zrobić z piłką co chciał, wybić ją gdzie chciał, a podał do rywala .

Nasza przyszłość ligowa nie rysuje się w różowych kolorach. Stajemy się chłopcem do zbyt łatwego bicia.
4poniedziałek, 04, październik 2021 12:40
aylarad1916
Ten „niewysoki” Charatin ma 188 cm wzrostu.
5poniedziałek, 04, październik 2021 17:48
Zbyszek
@aylarad1916.
Jednak przyznasz ,że od Pekharta ( 194 cm) mimo wszystko wyższy nie jest Smile.Jak go oglądam to wydaje mi się znacznie niższy, chyba dlatego, że taki jakiś niedożywiony Smile.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1