- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Ruch 3-0: Zgodnie z planem
Między dwoma kolejnymi czwartkami z europejskimi pucharami, w niedzielny wieczór Legia zmierzyła się na własnym stadionie z Ruchem Chorzów. Nasza drużyna powtórzyła wynik osiągnięty w pierwszym ligowym meczu tego sezonu, pokonując gości 3:0. Autorami bramek byli Gual, Pekhart i Josué.
Trener Runjaić dokonał kilku zmian w pierwszej jedenastce, między innymi zostawiając na ławce Josué. Legia rozpoczęła w następującym zestawieniu: Tobiasz – Pankov, Jędrzejczyk, Ribeiro – Wszołek, Elitim, Çelhaka, Baku – Rosołek, Pekhart, Gual. Goście rozpoczęli w składzie: Bielecki - Kasolik, Sadlok, Szywacz - Michalski, Szymański, Swędrowski, Wójtowicz - Letniowski, Szczepan, Starzyński.
W 4. minucie Gual oddał sprytny strzał z pola karnego, ale uderzenie było niecelne. W 8. minucie żółtą kartkę ujrzał Çelhaka. W 12. minucie Rosołek sfaulował Wójtowicza tuż za linią boczną pola karnego. Starzyński oddał strzał, po którym piłka odbiła się od poprzeczki. W 19. minucie Gual umieścił piłkę w bramce po akcji Wszołka i nieudanym strzale Rosołka. Sędzia uznał tę bramkę po analizie VAR i Legia prowadziła 1:0. W 23. minucie po długim wybiciu piłki przez Pankova dwaj obrońcy Ruchu popełnili błąd w ustawieniu. Gual wykorzystał tę sytuację i został sfaulowany przez Kasolika. Sędzia Malec ukarał obrońcę gości czerwoną kartką. W 27. minucie Pankov uderzył głową po rzucie wolnym. Bielecki odbił piłkę na słupek i złapał ją na linii. W 31. minucie Pekhart nie trafił w bramkę po dośrodkowaniu Wszołka. W 43. minucie Legia podwyższyła prowadzenie. Nasza drużyna cierpliwie budowała atak, po którym płaski strzał oddał Çelhaka. Bielecki odbił piłkę, z czego skwapliwie skorzystał Pekhart i z bliska dopełnił formalności. W doliczonym czasie gry żółtą kartkę za faul na Szczepanie zobaczył Jędrzejczyk.
W pierwszej połowie mecz układał się Legii znakomicie. Prowadzenie dwiema bramkami i przewaga zawodnika zdawały się przesądzać o końcowym wyniku.
Na drugą połowę nie wybiegł Pekhart, którego zastąpił Muçi. Pozycję środkowego napastnika zajął Rosołek i w 47. minucie właśnie Rosołek trafił w poprzeczkę po dośrodkowaniu Ribeiro. W 55. minucie Legia straciła piłkę przy wyprowadzeniu akcji. Techniczny strzał oddał Szymański. Tobiasz odbił piłkę na rzut rożny. Minutę później z kontrą ruszył Muçi, oddał strzał, ale niecelny. W 60. minucie trener Runjaić dokonał trzech zmian. Boisko opuścili Wszołek, Çelhaka i Gual, których zastąpili Kun, Slisz i Josué. W 68. minucie Josué otrzymał piłkę na linii pola karnego, uderzył precyzyjnie z lewej nogi i było już 3:0. W 72. minucie na boisku pojawił się Kapustka, który zastąpił Elitima. W 77. minucie Josué został ukarany żółtą kartką za faul. W ostatniej minucie blisko zdobycia bramki był Kapustka, ale nie zdołał pokonać bramkarza gości. Mecz zakończył się wynikiem 3:0.
W trzeciej kolejce sezonu punkty stracili pucharowicze, Raków i Lech. Legia uniknęła strat, wykorzystując atut własnego boiska i jakościową przewagę nad Ruchem. Wynik prawdopodbnie mógłby być wyższy, ale legioniści nie forsowali tempa po przerwie i to nie może dziwić, biorąc pod uwagę napięty kalendarz gier z udziałem naszej drużyny. Kolejne emocje w najbliższy czwartek, kiedy na Łazienkowskiej zagości Austria Wiedeń.


Według mego oglądu trener Runjaicz dzięki poszerzeniu możliwości kadrowych skłania się wyraźnie do wprowadzenie w Legii "wynalazków ' szkoły niemieckiej tak w zakresie taktyki , jak i samej organizacji gry. Z trzech nowości szkoły niemieckiej w XXI wieku Runjaicz na razie
Cieszy coraz bardziej widoczny pragmatyzm w podejściu do organizacji gry drużyny. Generalanie organizacja gry meczowej jest to dopasowanie charakterystyki zawodnika do wymagań schematu gry na konkretnej pozycji według obranego systemu taktycznego. Ten schemat organizacyjny powinien być korygowany zadaniami wynikającymi z analizy gry każdego przeciwnika. To podejście różnicuje grę w reprezentacji i w klubie. Trener reprezentacji może wybrać system i dobierać do jego realizacji, jego zdaniem, najlepszych wykonawców,a natomiast trener klubowy rzadko ma taki komfort . Oczywiście są trenerzy , którzy dogmatycznie uznają jakiś system za patent na sukces ,ale na ogół kończą z głową w nocniku . Trener Runjaicz wraz ze sztabem poznaje charakterystykę zawodników i stara się tak dobrać taktykę do możliwości jej zrealizowania na boisku przez właściwy dobór odpowiednich wykonawców. Warto zauważyć,że od wielu , wielu lat zasady doboru zawodników ( transfery, awans z II drużyny) następują na konkretne pozycje ,a nie w oderwaniu od potrzeb, jak też zerwano z hurtowymi zakupami graczy jak by to były kartofle.Pozwala to z jednej strony utrzymać ogólny schemat taktyczny i system gry ,ale co równie ważne przynajmniej nie obniżać poziomu gry zespołu jako całości.
Widocznym efektem tej racjonalizacji jest fakt ,że Legia przestała drżeć o wynik z zespołami wyraźnie teoretycznie słabszymi i wreszcie wywiązuje się jak należy z roli faworyta.
Generalnie można wyróżnić trzy modele podejścia do meczu piłkarskiego : wynikowy, taktyczno-organizacyjny oraz estetyczny. Te modele powinny być kompatybilne , lecz ich stosowanie musi być dopasowane do możliwości kadrowych. Pisałem o uwarunkowaniach w tych zakresach wielokrotnie , także w kontekście poczynań wielu innych trenerów Legii, którzy za cel nadrzędny uznawali prowadzenie gry tzw. ofensywnej ,albo jak Michniewicz wyznający zasadę,że wynik osiągnięty dzięki kurczowej obronie zasługuje na najwyższe pochwały. Wydaje się ,że pod aktualnym kierownictwem Legia zmierza w kierunku zaspokojenia estetów z pragmatykami. Osobiście uważam,że trzeba być wybitnym idiotą ,aby grać ofensywnie , tylko po to ,żeby przegrywać.
Przy okazji gry naszych drużyn w rozgrywkach krajowych i europejskich powraca jak bumerang temat gry co "trzy dni" . Generalnie mediaworkerzy twierdzą,że antidotum na rzekome niedogodności z tym cyklem gry związane stanowić ma posiadanie dwóch równorzędnych graczy na każdą pozycję i planowe rotacje. Ja uważam siebie za racjonalistę , który wiedzę czerpie ze źródeł. a nie z sufitu czyli wiedza i wnioskowanie muszą wynikać z jakiejś stałej bazy np. z analizy porównawczej. Otóż w żadnym topowym klubie , w żadnej liczącej się lidze - w rozumieniu odnoszonych sukcesów sportowych - takie dziwowiska jak równorzędni zawodnicy i jak rotacja nie występują jako zasada bazowa. Wręcz przeciwpołożnie ,a mianowicie w drużynach istnieje ścisła hierarchia ,a o planowej rotacji nikt nie wspomina, boby naraził się na śmieszność. Fizjologia człowieka nie jest zbyt skomplikowana, aczkolwiek więcej znamy odpowiedzi na co się dzieje w organizmie, niż dlaczego tak się dzieje . Inaczej mówiąc organizm człowieka wskutek powtarzalności czynności dostosowuje się do nich to co nazywamy rytmem biologicznym czyli organizm można przyuczyć do gry co " trzy dni" , tylko grając " co trzy dni" , a dostosowanie to następuje z rocznym opóźnieniem.Wszelkie zakłócenia tego rytmu uniemożliwiają adaptację. Oczywiście takie prostackie porównania nas z "nimi" są zawodne , bo w bogatych klubach zmiany kluczowych zawodników nie są zbyt częste,a nadto takie kluby stać na to ,aby w miejsce zawodnika wdrożonego do gry w takim rytmie zastąpić zawodnikiem którego organizm do gry co "trzy dni" jest przystosowany. Z tej konstatacji powinien dla naszych klubów wypływać wniosek ,aby po pierwsze stabilizować kadry zespołu ,a po wtóre,aby sprowadzać zawodników obytych z grą na wysokim poziomie wydolnościowym.
W spotkaniu z Ruchem nasza drużyna wyszła w uznanym za klasyczne dla gry z "trójką z tyłu" ustawieniu 3-4-3. Zagraliśmy trójką obrońców, dwoma wahadłowymi, dwoma defensywnymi pomocnikami oraz trójką napastników.I powiedzmy sobie szczerze,że gra całymi fragmentami wyglądała całkiem obiecująco. Trener Runjiacz dokonał nie tylko modyfikacji systemu taktycznego , organizacji gry ,ale również dał szanse na pokazanie swej przydatności zawodnikom bliskiego zaplecza . Przy czym ja nie do końca jestem zgodny z tymi, którzy zmiany personalne utożsamiają z osłabieniem zespołu. Otóż filozofia czołowych trenerów klubowych jest taka,że ustawienie i organizacja gry są wypadkową umiejętności zawodników wystawionych do gry ,a nie odwrotnie. Bowiem podstawą gry , jej przebiegu i wyniku nie są założenia teoretyczne ,ale kwestia całkiem przyziemna ,taka mianowicie ; czy zawodnicy mają na tyle umiejętności i są na tyle przygotowani fizycznie ,aby przydzielone im zadania pozycyjne wykonać. Tym samym wystawienie takich zawodników jak Pankov, Celhaka, Baku, Gual , Rosołek miało na celu nie tylko ich sprawdzenie w warunkach gry meczowej,ale również zobaczenie jak zespół z nimi funkcjonuje w nieco zmienionym ustawieniu. W moim przekonaniu najkorzystniej zaprezentował się Gual ,a chyba najsłabiej zagrał Baku. W przypadku Guala widać,że jest to zawodnik meczowy i aby dobrze grał to musi grać systematycznie.Pewno,że na tle słabego zespołu Ruchu trudno o bardziej miarodajne oceny ,lecz pamiętajmy ,że jeszcze nie tak dawno z równie marnymi zespołami radziliśmy sobie tak sobie. Niestety ,ale zarysowuje się i powiększa luka pomiędzy potencjałem ofensywnym ,a obronnym naszej drużyny. W ofensywie jesteśmy naprawdę mocni ,a w obronie coraz słabsi i niech nie zwiedzie nas tzw. "zero z tyłu".
W grze Legii mogło podobać się to,że staraliśmy się grać ostrożnie, rozważnie, bezpiecznie i na tym fundamencie budować dopiero akcje ofensywne przenosząc ciężar gry z obrony do ataku , głownie dłuższymi podaniami z pominięciem drugiej linii.Takie rozwiązanie wydaje się być rozsądne z dwóch powodów ,a mianowicie wynik rozstrzyga się w pobliżu jednej lub drugiej bramki,a nie w środku pola, po wtóre graliśmy w I połowie bez rozgrywającego ,a więc nie miał kto organizować gry w tym obszarze boiska. Anonimowy_legionista pisze nie tylko przekornie, ile przypomina ,że trener Berg był tym ,który zakazywał ' zabaw" z piłką na własnej połowie zwłaszcza po jej odbiorze lub przechwycie z obawy przed utratą i stanięciem w trudnej sytuacji. Ta metoda wybijania piłki jest skuteczna jako obrona przed zakładaniem przez rywali gegenpressingu.
I nie na tym polega problem Legii,ale na miernej celności długich podań, które w ten sposób stanowią wybijanie piłki i są sposobem na jej stratę.W każdym razie wolę to niż dogmatycznie trzymanie się "wprowadzania piłki do gry od tyłu" tak jak to miało miejsce w spotkaniach z Ordobasami.
Można było w spotkaniu z Ruchem dostrzec jeszcze jeden czynnik wzbogacający w sposób planowy arsenał dostępnych środków taktycznych w postaci arytmii gry. W arytmii chodzi generalnie o to ,aby przyśpieszyć grę w każdej postaci , głównie jeżeli chodzi o przenoszenie piłki pod pole karne rywali, ale także o szybsze przebieranie nóżkami i zwiększenie liczebności własnych piłkarzy na połowie przeciwnika. Znacznie marniej prezentowało się mniej bystre wycofywanie się po stracie piłki pod własną bramkę i parę razy tylko kiepskim umiejętnościom technicznym utrzymania się przy piłce i niecelności podań graczy Ruchu zawdzięczamy uniknięcie wyjmowani piły z siaty.
Trener Runjaicz miał rację sygnalizując wielokrotnie spoza linii bocznej ,żeby rywali atakować a sposób bardziej wyrafinowany, nie tylko podaniami do przodu i dośrodkowaniami ,ale też ogrywaniem defensywy rywali rozegraniami w trójkącie czy grą " na ścianę' lub też dryblingiem ( braki Baku) , Przy zagęszczonej po utracie jednego zawodnika obronie Ruchu chyba najbardziej skuteczną metodą atakowania byłaby gra dwójkami lub trójkami z jednoczesnymi zmianami pozycji. Taka różnorodność technik prowadzenia ofensywy po pierwsze ma na celu zmuszenia obrońców do popełnienia błędu co jest warunkiem dojścia do sytuacji strzeleckiej, a jak się nie uda to osiągnięcie i wykorzystanie takiej sytuacji dzięki własnej grze.
Mnie w grze Ruchu zaskoczył brak jasnej koncepcji i konsekwencji w grze obronnej. Grając przeciwko Legii, której potencjał ofensywny jest spory ustawienie z "trójką " w obronie jest co najmniej ryzykowane , a już brak trzymania głębi obrony jest samobójczy.Ruch chciał pewnikiem grać jak Ordobasy ,ale chyba jest za chudy w uszach.
Z drugiej strony w jakiejś mierze można zrozumieć trenera Skrobacza ,że z kim jak z kim ale z Legią można sobie pozwolić na brak wstydu po porażce i pozwolić sobie na testowanie wariantu gry półotwartej . Bowiem , aby się utrzymać to trzeba wygrywać mecze z sąsiadami w tabeli, gdyż samą nawet najbardziej zatwardziałą obroną tego celu się nie osiągnie.
Jako się rzekło w grze Legii było mało pasji, żywiołowości , ale i to co nazywamy profesjonalizmem pozostawiało sporo do życzenia .Mimo ,że przeciwnik był dużo słabszy , grał w osłabieniu to wypadało zachować dyscyplinę taktyczną w jej szerokim rozumieniu,a w szczególności zachować samo pojęcie drużynowości czyli nie rozdrabniać się na wątpliwej urody pseudopopisy indywidualne. Nie chodzi tylko o to ,że wypadałoby zdobyć parę goli więcej ,ale głównie o to,aby dopracowywać współdziałanie tak przy stwarzaniu sytuacji bramkowych, jak i przy ich wykańczaniu.
Pewno w lidze Puszcza od Ruchu mocniej oporu stawiać nie będzie w stanie,ale Austria a i owszem.
Sędzia Paweł Malec wykazał się dobrą znajomością przepisów i ich interpretacji, aczkolwiek w wersji light.Kartki, które pokazał były z gatunku " nie miał wyboru - musiał" . Trzeba arbitra pochwalić za rozwiązanie sytuacji z 19' kiedy to mógł poprzestać na sygnalizacji spalonego przez asystenta ,ale skorzystał z pomocy VAR , co przyniosło rozstrzygnięcie na rzecz uznania gola dla Legii. Mnie pasuje taki sędzia, który nie usiłuje odgrywać głównej roli na boisku - czego Malec dokonał. Trzymał się cienia i wychylał się na widok publiczny wtedy kiedy sytuacja jego ingerencji naprawdę wymagała. Zanotował bardzo przyzwoity występ.