- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
Po co Legii ten Broź ?!
Piątek, popołudnie, na leginych stronach ruch jak w ulu. Klub oficjalnie poinformował o dwóch nowych zawodnikach w składzie zespołu Jana Urbana. Najnowszymi nabytkami stołecznej ekipy są Helio Pinto i Łukasz Broź. Portugalczyk? Każdy kibic z uznaniem kiwa głową, choć tak naprawdę jest to zawodnik bliżej nad Wisłą nieznany, niemniej jednak wszyscy zdają się rozumieć potrzebę zatrudnienia byłego gracza APOEL’u. I tylko ten Broź, po jaką cholerę nam ten gość? - zdają się pytać rzesze fanów Mistrza Polski.
Nie będę rozwodził się nad przydatnością Helio Pinto dla naszego zespołu, już sobotę na wielu portalach rozkłada się grę sympatycznego ponoć Portugalczyka na czynniki pierwsze. Dzięki temu każdy zainteresowany może wyrobić sobie własne zdanie na temat naszego nowego rozgrywającego. Zamiast tego skupię się tym bardziej kontrowersyjnym transferem, pozyskaniem z Widzewa Łódź Łukasza Brozia.
Po co nam kolejny boczny obrońca? Mamy „lokomotywę” z Poznania, mamy wiecznego rezerwowego Rzeźniczaka, na kiego grzyba jeszcze jeden? A może na lewą? – to tylko niektóre z pytań i dywagacji, jakie można znaleźć wśród komentarzy stołecznych fanów. Ba, nawet Gawin w swoim tekście o najnowszych nabytkach (i nie tylko) napisał, - „Bezpośrednia przydatność Brozia wydaje się jednak dyskusyjna” (tutaj). A przecież właśnie ten transfer jest tym, czego od Legii od dawna oczekiwałem. Jest też dobitnym potwierdzeniem słów Bogusława Leśnodorskiego, który przy okazji oddania Artura Jędrzejczyka, mówił o tym, że strata jednego gracza nie powinna odbijać się na sile całego zespołu.
No tak, ale przecież my nie tracimy a pozyskujemy, w dodatku zawodnika, który na swojej pozycji ma nad wyraz silną konkurencję. Czyżby miał wygrać walkę o pozycję z Bartkiem Bereszyńskim – najnowszą „wielką nadzieją białych”? Nie, w to nie wierzą nawet najwięksi znawcy talentu byłego zawodnika Widzewa. Prawdę mówiąc nie wiem do końca dlaczego, wszak o Janku Urbanie mówi się, że jak mało kto w naszej lidze, traktuje swoich piłkarzy uczciwie. Grają Ci, którzy na to zasługują najbardziej. Jednak moim zdaniem powodów, dla których transfer Brozia jest świetnym ruchem pionu sportowego Legii jest zdecydowanie więcej. Postaram się je pokrótce przedstawić.
Wspomniana już Rywalizacja.
Nie zamierzam polemizować z twierdzeniem, że naszą największą nadzieją jest Bartek Bereszyński. Już w popełnionej przeze mnie analizie sezonu w wykonaniu Legii (tutaj), dałem Bartkowi bardzo wysoką ocenę. Nie zważając na mizerne jak dotąd statystyki, ale doceniając skuteczność w destrukcji i niebywałe możliwości, jakie drzemią w tym młodym piłkarzu. Mimo wszystko, szkoleniowiec Legii Warszawa nie raz udowadniał, że aby regularnie grać w jego zespole trzeba naprawdę być najlepszym. Talent i możliwości pozwolą na jeden czy drugi występ, ale… aby zdobyć miejsce w podstawowej jedenastce wciąż trzeba udowadniać, że jest się najlepszym.
Nauka, czyli jest, kogo podpatrywać.
Dzięki pozyskaniu tak doświadczonego gracza, który świetnie czuje się nie tylko w defensywie, ale w ofensywie również, Bartek będzie musiał na każdym treningu wspinać się na wyżyny swoich umiejętności. Podpatrywać, i czerpać garściami od swoich starszych kolegów. Jak nie Łukasz Broź, to Kuba Rzeźniczak, każdy z tych piłkarzy ma elementy, które warto podpatrzeć, które warto zaanektować do własnego stylu. Po to by prezentować jak największy wachlarz możliwości, by stawać się zawodnikiem coraz bardziej dojrzałym. W takich warunkach rozwój młodego piłkarza może jeszcze przyspieszyć, nawet jeśli dzięki świetniej jesieni będzie w trenerskich oczach lekko uprzywilejowany.
Głębia Składu, po której już delikatnie się prześliznąłem.
Bogusław Leśnodorski, zapytany w jednym z wywiadów o osłabienie Legii, jakim jest transfer Artura Jędrzejczyka powiedział mniej więcej tak: - „Gdyby odejście jednego gracza osłabiało siłę całego zespołu, to nie świadczyłoby najlepiej o tym zespole” - z tym stwierdzeniem nie wypada się nie zgodzić, niemniej jednak fakty są zgoła inne. Nikogo nie trzeba przekonywać jak wielką stratą jest odejście Artura do Krasonadru. Oczywiście, niefortunnie zbiega się to z zakończeniem przygody z naszym zespołem Michała Żewłakowa i Dicksona Choto, ale to „Jędza” stanowił o sile formacji obronnej zespołu Jana Urbana. Wygląda na to, że pion sportowy Legii zdaje sobie z tego sprawę i robi wszystko, aby podobna sytuacji już się nie powtórzyła.
I w tym miejscu jak mniemam, docieramy do sedna tego transferu. Wreszcie klub postanowił wyprzedzić działania potencjalnych kupujących. Co w końcu pozwoli uniknąć sytuacji jak ta z odejściem Jędrzejczyka, gdy to nagle jesteśmy zmuszeni „czesać” Europę wzdłuż i wszerz, w poszukiwaniu godnego następcy dotychczasowego filaru naszej defensywy. Po fantastycznej jesieni Bartek Bereszyński staje się gorącym towarem na legijnej półce i coraz więcej chętnych zaczyna się „kręcić” wokół tego zawodnika. I wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że już niedługo będzie nam dane cieszyć się z jego rajdów prawą stroną boiska, podziwiać jego niezłomność w odcinaniu dostępu do bramki Kuciaka. Zważywszy na fakt istnienia klauzuli odstępnego w kontrakcie zawodnika, nawet nie jesteśmy w stanie zablokować zakusów tych potencjalnych kontrahentów. Możemy natomiast postarać się o zabezpieczenie, o taką konstrukcję składu, aby ewentualna strata tego piłkarza nie odbiła się negatywnie na potencjale zespołu Jana Urbana. Dlatego zamiast szykować się do kolejnego myszkowania po „europejskich bazarach”, wyprzedzamy ewentualny ruch przeciwników. Chcą, niech biorą, my jesteśmy gotowi, a klubowy księgowy tyko się uśmiecha.
Taktyka, czyli alternatywa w zestawieniu składu.
No tak, a co jeśli Bartek jednak u nas zostanie? Bereszyński sprawia wrażenie gościa, który nie tylko wie czego chce, ale jest też świadom własnych braków. Dlatego pół roku, rok gry w Legii wcale nie wydaje się być dla niego czymś zupełnie niemożliwym. „Bereś” świetnie zdaje sobie sprawę, że zdobyte w tym czasie doświadczenie, może tylko pomóc mu wywalczyć miejsce w składzie zdecydowanie lepszego klubu. A tylko do takiego, rozważa przejście bardzo ambitny poznaniak. Może, więc być tak, że przez kolejne pół roku Jan Urban będzie miał do dyspozycji trzech prawych defensorów. I dobrze, jestem przekonany, że trener Legii absolutnie nie będzie narzekał. Pomijając już nawet kwestię rywalizacji, puchar polski, rozgrywki europejskie i liga to ogromna dawka spotkań i pewnym jest, że szeroka kadra będzie wielkim atutem stołecznej jedenastki.
Pozyskanie Łukasza Brozia daje trenerowi wojskowych więcej alternatyw. „Bereś” jest świetny w defensywie, jego szybkość, siła i zdecydowanie, zamykają wręcz prawy sektor boiska. Jednakże, nie zawsze będziemy się bronić, czasami rywal zamyka się na własnej połowie, za wszelką ceną starając się zabezpieczyć dostęp do własnej bramki. Właśnie wtedy, bardzo może się przydać były piłkarz Widzewa. W tej chwili, Broź jest zdecydowanie groźniejszy w ofensywie od swojego młodszego kolegi, podanie, dośrodkowanie, strzał, to elementy, które mogą być bardzo pomocne przy rozerwaniu szczelnej defensywy rywali. A właśnie te atuty są bardzo silną stroną nowego defensora Legii. To pewnie dlatego ten 28 letni zawodnik już od jakiegoś czasu znajduje się na celowniku szkoleniowców Legii.
Nie zapominajmy, że dużym atutem Łukasza jest to, że występy na lewej stronie defensywy nie są temu piłkarzowi całkiem obce. Dlatego też, nasz nowy obrońca z powodzeniem może być alternatywą dla Jakuba Wawrzyniaka. A z tym przecież wciąż mamy problem.
Polityka transferowa klubu, czyli kogo Legia powinna szukać.
Chcąc liczyć się w walce o najwyższe trofea, Legia musi ściągać najlepszych piłkarzy dostępnych na rynku. Podczas gdy młodych zawodników dostarcza nam własna akademia, tych doświadczonych musimy szukać wśród wybijających się na graczy naszej ligi. Oczywiście, czasem uda się ściągnąć piłkarza młodego, o dużym potencjale, takiego jak „Bereś”, ale nie oszukujmy się, póki co w Ekstraklasie takich piłkarzy nie mamy zbyt wielu. Stąd tego typu transfer będzie raczej rzadkością niż normą. Tak zwanych „gwiazd” trzeba szukać za granicami, jednak bolesny przykład Wisły Kraków pokazuje, że nie powinno się opierać zespołu na samych obcokrajowcach. Drużyna musi mieć swoją tożsamość, znać wartość, świadomość klubowej historii. Pozyskiwanie piłkarzy doświadczonych, mogących pomóc nie tylko w lidze, ale też w rozwoju naszych młodych chłopaków jest bardzo dobrym kierunkiem. Dlatego wydaje się, że ściągnięcie zawodnika, który na przestrzeni ostatnich lat wybijał się na swojej pozycji, który dzięki swojej grze ocierał się o reprezentację jest ruchem w dobrym kierunku. Okazje, jaką jest szansa na pozyskanie za niewielkie pieniądze graczy pokroju Jodłowca, Brozia czy Brzyskiego powinniśmy bezwzględnie wykorzystywać, nawet jeśli nie każdy z takich zakupów się sprawdzi.


Z Broziem jest tak, że już na pierwszym treningu pokazał, że operuje piłką zupełnie nie jak obrońca. Futbolówka zupełnie mu nie przeszkadza, stąd pewnie pomysły by występował bliżej środkowej linii boiska.
Tylko w rundzie jesiennej zagramy prawie tyle meczów, ile w całym zeszłym sezonie.
Jeden prawy obrońca odszedł, drugi może odejść w każdej chwili (nawet w tym okienku), trzeciemu kontrakt kończy się za pół roku (wg niektórych źródeł za rok).
Nasz podstawowy obrońca miał staty na poziomie 0+0 i jest jeszcze nieopierzonym młokosem.
Kupiony gracz ma statystyki 8+4, jest ograny i zaaklimatyzowany, więc ryzyko błędu niewielkie. Umie pograc piłką, a nie tylko ciałem. W dodatku - uwzględniając brak odstępnego - jest niedrogi.
Nie widzę żadnego argumentu za tym, żeby go nie chcieć
CTP -> Opierasz swoje zdanie na jakichkolwiek podstawach merytorycznych? Może wskażesz na początek jakiś mecz, który Broź rozegrał w ostatnich latach na środku obrony?
Gratuluję optymizmu. Ja jakoś większych złudzeń nie mam, co do tych piłkarzy, których wymieniłeś (z wyjątkiem Inakiego).
A moim zdaniem z tej czwórki najlepiej rokuje Cichocki i Jodłowiec. W Sulera nie wierzę w ogóle, Bravo nie widzę w środku defensywy. Natomiast Astiz... chyba wreszcie nie podpisze tego kontraktu, jakoś tak prezes nigdy nie ma czasu...
Jestem po raz kolejny zauroczony tą analitycznością, która pokazuje, że paleta barw nie składa się tylko z kolorów białego i czarnego. Widzisz często świat piłki jak impresjonista.
Wbrew pozorom piłka nożna wcale nie jest taka prosta jak by się wydawało. Nawet jeśli niektórzy "ludzie piłki" tak ją widzą, to w rzeczywistości tych "barw" jest zdecydowanie więcej.
@ Garm
Ja tam nie chce się do faceta zrażać, trenuje, ma swoją szansę. Natomiast jeśli chodzi o treningi to jest On w grupie skrajnych obrońców. I jak na razie taki Wawrzyniak bije go na głowę. Choć ze stojącej piłki to Bravo pokazał chłopakom jak i gdzie uderzać futbolówkę.
@ Niuniek
Wiesz ja lubię Rzeźnika, ale w obecnym momencie nie ma On moim zdaniem szans na swojej nominalnej pozycji. Natomiast jeśli faktycznie chcemy grać wysoko, to pomysł z Kubą na środku może być ciekawy. jest szybki i potrafi przerwać każdą akcję rywali. Tylko przy stałych fragmentach powinien wychodzić z pola karnego. Wtedy większego pożytku z niego nie ma. Tylko czy my jestesmy w stanie stosować taką rotację? Tu mam wątpliwości.
Bereszyński zagrał już w Legii mecz o bardzo dużym ciężarze gatunkowym (z Lechem) i w żadnym razie nie nawalił, Broź natomiast dopiero musi takowy zagrać
Natomiast, wracając po raz wtóry do kwestii taktycznych, wydaje mi się, że jeżeli na prawej będzie grał Rado, Bereszyński będzie zdecydowanie pierwszym wyborem, bo jest świetnie predysponowany do roli zawodnika pilnującego całej przestrzeni wzdłuż linii bocznej od pola karnego do pola karnego. Jeżeli z kolei na skrzydle miałby grać Kucharczyk albo Ojamaa, trzeba byłoby mniej poruszać się sprintem, za to uważnie pilnować odległości od skrzydłowego, wtedy rosną szanse Brozia.
@ Forever(L)
A propos tych zmian pozycji to sam się zastanawiałem przez chwilę czy może bierzemy Brozia jako wariant na prawą pomoc, a nie obronę
@ Monrooe
W tym tekście, do którego się częściowo odnosisz, pisałem również właśnie o elemencie wyprzedzenia tego co może się zdarzyć w nieodległej przyszłości (brak przedłużenia kontraktu z Kubą Rzeźniczakiem, odejście Bereszyńskiego), dodając jeszcze kwestię niedawnych problemów zdrowotnych obu zawodników. Na tym skupiłbym się w pierwszej kolejności, obstawiając, że dni Kuby Rzeźniczaka są już u nas policzone i to jest postanowione nie od dziś. No chyba że Urban chce mu faktycznie zmienić pozycję (tylko który to już raz i co dobrego z tego do tej pory wynikało?). Rychły transfer Bereszyńskiego, hm, może jacyś Rosjanie kupiliby go tak na pniu i bez zastanowienia, ale generalnie to wydaje mi się, że próbka jego umiejętności jest póki co jednak zbyt mała i niedostatecznie potwierdzona dla większości klubów penetrujących polski rynek.
Z dyskusyjnej 'bezpośredniej przydatności' się jednak nie wycofuję, dla mnie posiadanie w jednym momencie aż trzech zawodników w rywalizujących o tę samą pozycję to jednak przesada, rozumiem wariant dwóch plus jakiś młodzian do przyuczenia, ale trzech byłych i obecnych reprezentantów kraju? Zgadzam się, niby fajnie, głębia składu głębią składu, ale jednak nie można widzieć wycinka, a nie dostrzegać całości, gdybyśmy poszli mocniej w stronę takiego sztucznego pompowania składu, nie byłby to kierunek, który mógłbym pochwalić.
Wiedziałem że ktoś poda przykład właśnie Lecha. Tylko pytanie a kto miał inny zagrać? Druga kwestia to motywacja, Urban wiedział że młodzian zrobi wszystko aby zagrać na nosie Rumakowi. Tak z ręką na sercu to Bereś jeszcze prócz kilku doskonałych sprintów i serca do gry nic wielkiego nie pokazał. Myślę że kiedy przyjdzie decydujący mecz o awans (IV runda) Urban postawi na doświadczonego obrońcę. Tak to wynika zresztą z dotychczasowych transferów. Jakość i doświadczenie.