- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Legia dwa razy bogatsza od Lecha
Firma Deloitte opublikowała kolejną edycję raportu o finansach klubów ekstraklasy. Z raportu wynika, że Legia w 2013 roku zdeklasowała pozostałe kluby ekstraklasy pod względem uzyskanego przychodu. Kasę naszego klubu zasiliła kwota ponad 94 milionów złotych, podczas gdy przychód naszego największego rywala, Lecha Poznań, osiągnął poziom nieco poniżej 50 milionów złotych.
W istocie przychód Legii w 2013 roku był jeszcze wyższy, ponieważ metodyka przyjęta przez analityków Deloitte nie uwzględnia pieniędzy pochodzących ze sprzedaży zawodników. Raport jest dostępny na stronie internetowej Deloitte.
W odniesieniu do klubów ekstraklasy in gremio dane zawarte w raporcie nie są szczególnie budujące. Dwa lata temu, w raporcie za rok 2011, omawianym również na stronach czarnej-eLki, analitycy Deloitte byli ostrożnymi optymistami, licząc na dalszy wzrost koniunktury dla piłki w Polsce, efekt nowych stadionów i sukcesy polskich drużyn w europejskich pucharach. Do tych oczekiwań dostosowała się w zasadzie tylko Legia, zwiększając swój przychód z 64 milionów w roku 2011 do 66 milionów rok później i 94 milionów w roku 2013. Nieźle wypada również Lech Poznań, który wprawdzie w 2012 roku obniżył swój przychód z prawie 39 milionów do nieco ponad 35 milionów, ale w 2013 roku zanotował skok do kwoty ponad 49 milionów złotych.
W przypadku pozostałych klubów sytuacja wygląda znacznie gorzej. Dość powiedzieć, że trzecie w klasyfikacji Zagłębie Lubin wykazało przychód w wysokości około 38 milionów złotych, ale na tę kwotę składa się ponad 30 milionów złotych przychodów komercyjnych, czyli w przypadku Zagłębia zasilenia pochodzącego od KGHM. Oznacza to, że Zagłębie z dnia meczowego i sprzedaży praw telewizyjnych zarobiło w 2013 roku niecałe osiem milionów złotych. Wisła Kraków wykazała przychód w wysokości nieco ponad 16 milionów złotych, a pucharowicz z Chorzowa – około 18 milionów złotych. Łącznie przychód polskich klubów (bez Zawiszy Bydgoszcz, który... nie udostępnił danych) osiągnął poziom około 380 milionów złotych. W 2011 roku było to 360 milionów złotych. Niby jest zatem wzrost, ale to wzrost osiągnięty wyłącznie dzięki Legii i Lechowi, które łącznie zarobiły ponad 40 milionów złotych więcej niż dwa lata temu.
Pod względem finansowym polska piłka drepcze w miejscu. Poprawa tej sytuacji to ciężka praca rozłożona na lata, o żadnym raptownym skoku nie ma mowy. Taki skok jest możliwy tylko przypadku drużyn osiągających sukcesy w europejskich pucharach, co zresztą zauważają autorzy raportu i wskazują, że bez tego elementu nie zmniejszymy dystansu dzielącego nad od średnich europejskich lig. Wystarczy porównać Polskę do Belgii. Różnice prezentują się następująco: Jeżeli chodzi o przychód z dnia meczowego belgijskie kluby uzyskują 66 milionów euro, polskie – 15 milionów euro. Z tytułu praw telewizyjnych i innych premii do klubów belgijskich trafiają 82 miliony euro, do polskich – 29 milionów euro. Wreszcie przychody komercyjne (kontrakty sponsorskie itp.) przynoszą Belgom rocznie 124 miliony euro, podczas gdy w Polsce jest to kwota 47 milionów euro.
Do tego dochodzi kwestia optymalizacji wydatków ze szczególnym uwzględnieniem budżetów płacowych, czyli najpoważniejszej pozycji w budżecie każdego klubu. W Polsce budżet płacowy pochłania średnio 78% klubowego przychodu, co zdecydowanie przekracza zalecany przez analityków poziom 60% i plasuje polską piłkę najwyżej (w sensie – najgorzej) spośród wszystkich wiodących europejskich lig analizowanych przez Deloitte. Ale trudno się dziwić, skoro np. Wisła Kraków deklaruje, że płace zawodników to... 147% klubowego przychodu. Ruch Chorzów przyznaje się do 130%.
W przypadku Legii potwierdzają się zjawiska i obserwacje, o których mieliśmy sposobność dyskutować na naszej stronie, które były również poruszane w rozmowach z Bogusławem Leśnodorskim i Dariuszem Mioduskim. Legia pracuje nad swoją marką i to przekłada się na regularny wzrost wysokości przychodu ze źródeł komercyjnych. W 2011 było to 26 milionów złotych, w 2012 39 milionów złotych, w 2013 ponad 44 miliony złotych. Różnica nie jest tak wyraźna w przypadku przychodu z dnia meczowego, w 2011 uzyskaliśmy prawie 19 milionów złotych, w 2012 prawie 17 milionów, a w 2013 udało się nieznacznie przekroczyć 20 milionów złotych. Warto kolejny raz zwrócić uwagę na fakt, że Legia dystansuje Lecha w obszarze przychodu z dnia meczowego, mimo że to Lech legitymuje się wyższą średnią frekwencją na meczach. W przypadku Lecha przychód z dnia meczowego to 26% łącznego przychodu, czyli niecałe 13 milionów złotych.
Największe wahania dotyczą przychodu ze sprzedaży praw telewizyjnych i innych premii, co w oczywisty sposób wiąże się z występami Legii w europejskich pucharach. Za 2011 rok wykazaliśmy przychód w wysokości ponad 19 milionów złotych, za 2012 zaledwie nieco ponad 10 milionów złotych, za 2013 ponad 30 milionów złotych. Porównanie tych sum pokazuje ile straciliśmy na przegranym dwumeczu z Rosenborgiem Trondheim latem 2012 roku i doskonale wyjaśnia dlaczego prezes Bogusław Leśnodorski w rozmowie z nami jako największe potencjalne zagrożenie dla klubowych finansów wskazał kilkukrotny brak awansu do fazy grupowej europejskich pucharów.
Z satysfakcją przyjmując fakt, że Legia bez wątpienia najlepiej w Polsce wie w jaki sposób wykorzystać potencjał finansowy ukryty w piłce nożnej, nie wolno zapominać o dwóch dość banalnych w gruncie rzeczy kwestiach. Po pierwsze analizowanie budżetu wyłącznie od strony przychodu nieco zaciemnia obraz sytuacji. Legia nie tylko zarabia najwięcej w Polsce, ale i najwięcej w Polsce wydaje, między innymi ponosząc potężne koszty utrzymania stadionu i inwestując miliony w szkolenie młodzieży. Po drugie, jak powszechnie wiadomo, pieniądze w piłkę nie grają. Legia przestrzega dyscypliny budżetu płacowego, który stanowi 63% naszych przychodów (Dariusz Mioduski w rozmowie z nami przyznał, że obecnie nawet mniej, około 50%), co oznacza, że w 2013 płace pochłonęły w Legii niecałe 60 milionów złotych. W przypadku Lecha poziom budżetu płacowego wynosił w 2013 według raportu Deloitte 62%, czyli Lech przeznaczał na płace nieco ponad 30 milionów złotych. Wisła, wraz z jej 147% przychodu, na płace wydała prawie 25 milionów złotych. Wydaje się, że 30 milionów złotych to gigantyczna różnica, ale dysponowanie kwotą około 15 milionów euro nie czyni z nas rekina na skalę europejską, co oznacza że jesteśmy skazani na dokonywanie personalnych wyborów spośród mniej więcej podobnego materiału ludzkiego co i lokalna konkurencja. Stać nas na posiadanie znacznie bardziej rozbudowanej kadry niż w przypadku Lecha, ale już różnica w jakości zawodników nie będzie aż tak porażająca jak wydawać by się mogło na podstawie wysokości budżetów. Pieniądze ułatwiają odnoszenie sukcesów, ale czynnikiem o kluczowym znaczeniu jest nadal praca pionu sportowego na czele ze sztabem szkoleniowym – oraz oczywiście postawa samych zawodników.


Najbardziej martwi, że większość klubów wydaje więcej na wynagrodzenia niż generuje przychodów. Inaczej mówiąc płaci pracownikom więcej niż zarabia. A płace to tylko jedna z wielu pozycji po stronie kosztów klubu. Skąd mają na prowizje menadżerskie, na polubowne rozwiązania kontraktów, mieszkania i samochody służbowe, czynsz, media, organizację meczów nawet nie chcę zgadywać. Jak funkcjonują na poziomie TME i jeszcze żaden nie zbankrutował to zagadka dla Foxa Muldera. I jakim cudem dostają licencję rok w rok jest jeszcze bardziej niesamowite. Najlepsze, że mimo kompletnego braku pieniędzy co okienko transferowe podpisują nowe zobowiązania a i tak później PZPN nie ma zastrzeżeń, choć wiadomo, że się z nich nie wywiążą.
Przykład. Patrzę na Wisłę Kraków, która ma bojkot ultrasów i kiepską perspektywę zarobków z dnia meczowego (także z powodu fatalnego marketingu i niedbałości o klienta), Telefonikę wycofującą się rakiem ze sponsorowania, marne kontrakty sponsorskie, praktycznie żadnego gracza w kadrze, na którym można by było zarobić, stare długi do spłacania. I zamiast ograniczać koszty płacowe zatrudniają Buchalika, Jankowskiego i Sadloka, a zimą Stilica i Dudkę. A to gracze, co żądają od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. za miesiąc.
To tylko pierwszy z brzegu przykład. Wydają więcej niż są w stanie zarobić. I tak funkcjonuje większość klubów. Nie dziwmy się, że nie są w stanie nawiązać rywalizacji z Legią jak ciągle dłużnicy siedzą na karku i ograniczają możliwości rozwoju. I nie ma instytucji, która by ten proceder ukróciła, bo że są bezkarni pokazują lata obserwacji.
Na samo kształcenie w dziedzinie zarządzania nie ma co liczyć. Ale kursy czy szkolenia byłyby mile widziane.
Także na samą dobrowolność samoświadomości oddolnych zmian w klubach nie co co liczyć. Całkiem nie dawno "Weszło" pokazało jak w Australii narzędziami administracyjnymi utrzymano w ryzach klubowe finanse. Dla naszej ligi takie rozwiązanie jest jak najbardziej warte rozważenia. Dodać do tego ofertę kształcenia i moglibyśmy myśleć o wzroście poziomu ligi.
Na razie Legia z Lechem to dwie samotne palmy na bezmiarze pustyni.
Oby jak najkrócej.
1) Bo pokazuje że TME jest w, za przeproszeniem, CZARNEJ DUPIE.
2) Bo jest słabo przygotowany.
To drugie jeszcze mogę zrozumieć, bo wyobrażam sobie, że gdyby prawdziwi audytorzy wzięli się za prawdziwy audyt naszych klubów, to musieli by je zjechać z góry do dołu. I w kolejnym roku kluby już by nie udostępniły danych. Życie. Natomiast co do punktu pierwszego - jak spojrzałem na stosunek płac do przychodów to mnie szlag trafił. Bo tak jak napisał Dzynek, płace to tylko część budżetu.
Przypominam, że kluby płakały, że nie chcą więcej kolejek, bo tracą na organizacji meczu. To oznacza, że z miejsca można wykreślić z przychodów dzień meczowy, bo i tak idzie on na pokrycie kosztów organizacji spotkań. Więc które kluby w Polsce do cholery nie przynoszą strat!? A przecież to nie jest tak, że one w ostatnich latach wyrobiły nadwyżkę, więc mają co przejadać. Wręcz przeciwnie - spirala zadłużenia się nakręca.
Można mieć (naiwną) nadzieję, że niby jak powstanie stadion dla takiego Górnika, Ruchu (najmniej prawdopodobne), Jagielloni czy Podbeskidzia, to zaczną oni na nim zarabiać i wyjdą z dołka. Mogę zrozumieć sytuację Wisły - miała bogatego sponsora, zaryzykowała, nie wyszło jej, teraz musi wypić piwo, które sobie nawarzyła. Częściowo mogę zrozumieć problem Śląska, beniaminkom wybaczam, daję im rok w TME na to żeby ułożyły sobie budżet. Ale taka Korona!? Z nowych stadionem, od dawna w najwyżej klasie rozgrywkowej i znowu będąca pod kreską (i zgaduj zgadula jak bardzo pod kreską)?
Jak to jest z tym finansowym fair play? Ono dotyczy tylko występów w Europie, czy przekłada się też na sytuację na rynku lokalnym? Bo w to, że działacze PZPN sami z siebie postanowią "dokopać" zadłużonym nie uwierzę. Czasem myślę sobie, że Legia z Lechem powinna walnąć pięścią w stół i zrobić biblijny potop. A na gruzach niech powstaną zdrowe organizacje. Tylko historii żal...
- budżet płacowy: wydaje mi się, że są to płace nie tylko drużyny, ale też sztabu, rezerw, zarządu itd.
- przychody komercyjne obejmują także sponsoring, czyli o ile się nie mylę także przychodów z trybuny zachodniej. Loże, Goldy i Silvery to chyba nie są przychody z dnia meczowego, tylko właśnie przychody ze sponsoringu. Nie wiem czy pamiętacie, ale na spotkanieu z Leśnodorskim padło z jego ust, że Zachodnia przynosi dużo więcej niż pozostałe trybuny razem wzięte.
My też jeszcze w 2010 roku przeznaczaliśmy na budżet płacowy 100% uzyskiwanego przychodu. A co działo się wcześniej, przed oddaniem do użytku stadionu? Strach pomyśleć. To zresztą nie jest tylko polska specyfika, że kluby próbują uciekać do przodu, w zależności od konkretnego przypadku wierząc w awans do Ligi Mistrzów lub obronę ligowego bytu. Niektórym się udaje, innym nie.
Akurat w przypadku Wisły sądzę, że tam nadal może być przekonanie, że jakby co sytuację zawsze uratuje Cupiał i nie pozwoli zginąć swojemu dziecku. Ewentualnie ratowała ich kasa z transferów, nie uwzględniana przez Deloitte, z tego co pamiętam to za Meliksona, Kirma i Małeckiego łącznie wzięli jakieś 2 miliony euro, może to pozwoliło załatać dziurę.
@ mistis
Na 100% pewny nie jestem, trzeba by poszperać, ale to zdaje się jest tak, że FFP zajmuje się tylko UEFA, te regulacje dotyczą przede wszystkim źródła finansowania klubów. Między innymi po to, żeby uniknąć bana za naruszenie FFP w Legii dokonano konwersji długu na kapitał. Oprócz tego są licencje na europejskie puchary które wiążą się z takimi kwestiami jak np. brak zadłużenia (czy jakiegoś poziomu zadłużenia) wobec zawodników. Jeżeli federacja tego nie dopilnuje to może mieć problemy, jak federacja Serbii za zgłoszenie do pucharów wykluczonej niedawno Crvenej Zvezdy. Tak to z grubsza widzę, chociaż mogą być w moim procesie myślowym jakieś nieścisłości
Inna sprawa, że w tym wszystkim chodzi głównie o porządek w papierach. Jeżeli nawet klub wisi kasę zawodnikom, ale dogada się na jakąś minimalną spłatę, rozłożenie na raty i będzie dotrzymywał zobowiązań, to nic mu nie zrobi ani federacja ani UEFA. Trzeba liczyć na zdrowy rozsądek samych klubów i to, że wytrzymają ciśnienie jakby co. Bardzo zatem dobrze, że prawidłowe myślenie jest przynajmniej w Legii i Lechu, chociaż tam zarząd zbiera dużą krytykę od kibiców za to, że nie idzie 'na całość' w wyścigu z nami. Chyba wzięli to sobie do serca, bo po ostatnich transferach Rutkowski oznajmił, że mają najmocniejszy skład od 10 lat
@ MeM
Tak, też podejrzewam że płace obejmują również te rzeczy, o których piszesz, chociaż bywa też tak, że płace zawodników i administracji są podawane jako odrębne pozycje. Ale np. w naszym przypadku dziwna byłaby rozbieżność między tym co wynika z raportu, a tym co czytamy i sami słyszeliśmy.
Co do lóż ujętych w przychodzie komercyjnym też racja, zresztą to chyba nawet nie są miejsca w żaden sposób biletowane, tylko 'goście' klubu? W kwestii Silver już taki pewny nie jestem, ale nawet jeżeli - tym większe zaskoczenie, że Legia potrafiła w rok wyciągnąć z trzech trybun siedem milionów złotych więcej niż Lech.
"Jeżeli nawet klub wisi kasę zawodnikom, ale dogada się na jakąś minimalną spłatę, rozłożenie na raty i będzie dotrzymywał zobowiązań, to nic mu nie zrobi ani federacja ani UEFA. Trzeba liczyć na zdrowy rozsądek samych klubów i to, że wytrzymają ciśnienie jakby co."
Wręcz przeciwnie - trzeba liczyć na zdrowy rozsądek piłkarzy, że w końcu przestaną podpisywać ugody. Inaczej kluby nie nauczą się sensownie wydawać pieniędzy...
"tym większe zaskoczenie, że Legia potrafiła w rok wyciągnąć z trzech trybun siedem milionów złotych więcej niż Lech."
Jak porównuję ceny biletów w Warszawie i Poznaniu, to wcale mnie to nie dziwi...
Aaaaa - i zapomniałem o jednym (pozytywnym!) wniosku płynącym z raportu - mega zdrowe wrażenie robi(ła) Lechia Gdańsk, nie mając bardzo wysokiego budżetu, ale sensowny stosunek płac do niego i osiągając nie takie złe wyniki. Jestem pewien, że w tym roku się to bardzo zmieni na niekorzyść ^^' oby chociaż przełożyło się to na wynik sportowy i wpływy ze sprzedaży zawodników (których kolejny raport Deloitte i tak nie uwzględni
Co do porównania z Lechem - wcale mnie to nie dziwi. Pracował u mnie przez pewien czas gość z Poznania, który mówił, że był w szoku jak usłyszał, ile u nas kosztują bilety. Znów - nie mam czasu na dokładną weryfikację ale podobno różnica jest zasadnicza.
Zrobiłem dla własnej ciekawości małe zestawienie żeby sobie popatrzeć na różne zależności. Może komuś będzie chciało się skorzystać (polecam pobawić się sortowaniem po różnych kolumnach - ciekawe rzeczy się dzieją). Gdyby ktoś chciał coś dodać do pliku od siebie to zapraszam - specjalnie ustawiłem opcje udostępniania tak żeby każdy mógł plik edytować.
Tak, ja się w miarę domyśliłem, że w różnicy między nami a Lechem chodzi głównie o ceny biletów
Kiedy planowano wejście na rynek amerykański z wódką Belvedere zastanawiano sie nad pozycjonowaniem jej na rynku. I wybrano segment premium, czyli zamiast konkurować z wódkami ukraińskimi (tanimi) ustawili się w segmencie Absoluta po 30$. A przecież w smaku się nie różnią specjalnie tanie od drogich.
Jest to tylko kwestia wyboru strategii rynkowej.
Pamiętam wiele dyskusji o zapełnianiu stadionu poprzez obniżanie cen biletów ale słabym tego punktem jest to że stadion ma ograniczoną ilość miejsc i pułap przychodów będzie mocno ograniczony mimo że być może uda się go osiągnąć szybciej.
Ale na szczęście w Legii wytrzymano presję i obrano inną strategię, trzymać ceny i robić wszystko aby przyciągnąć widzów skłonnych je zapłacić. I mimo że Lech się chwali że ma lepszą frekwencję to gorzka to satysfakcja bo zarabiają mniej i prawdopodobnie przy próbie zmiany polityki (podniesienie cen) część kibiców odejdzie i trzeba będzie budować frekwencję od nowa a my w tym czasie będziemy już zarabiać i odjeżdżać konkurencji finansowo.
Jak któś nie pomysłu na promowanie swojego produktu i wiary w niego to zawsze będzie się ratował obniżaniem ceny, co obserwujemy u konkurencji.
Legia jest klubem który w nowej wersji zaczęli budować ludzie wiedzący jak się buduje markę (Wejchert i Walter) a kontynuują ludzie którzy też mają tą wiedzę.
Odczuwam podwójną satysfakcję bo rosną nasze szanse na gonienie Europy sportowo oraz w wielu obszarach zarządzania sportem staliśmy się lokalnym (polskim) dyktatorem mody.
Mam nadzieję że będziemy mieli w krótkim czasie kilku naśladowców co podniesie jakość naszej ligi i piłki i kolejny obszar naszego zapóźnienia będzie niwelowany.
Na kanwie informacji o tym że Celeban podpisał kontrakt ze Śląskiem zacząłem się zastanawiać nad tym co będzie jeśli jakiś inwestor będzie gotów zainwestować w Śląsk, ilu na polskim rynku zostało polskich piłkarzy którzy mogliby wzmocnić ten klub?
Kilku Gra w Lechu, kilku w Legii i teraz kilku kupiła Lechia i te 3 kluby w zasadzie wyczyściły rynek z wartościowych piłkarzy. Oczywiście pomijam tych grających za granicą bo oni są poza zasięgiem finansowym nawet Legii i jest ich również kilku.
To świadczy jak płytki jest rynek piłkarzy w Polsce. A więc samo bogacenie się klubów to zbyt mało aby podnieść poziom ligi.
Oczywiście przez jakiś czas można się posiłkować, jak Zawisza, obcokrajowcami ale to nie jest droga trwała. Wystarczy że sytuacja ekonomiczna w Portugalii się poprawi i będzie exodus tych zawodników.
I znowu pomyślałem jak inną jakościowo mamy kadrę zarządzającą Legią. W Legii myśli się przyszłościowo, dba się o młodych zawodników ale pomyślano również o przedszkolakach piłkarskich.
Przedszkola Piłkarskie Legii to świetna inicjatywa bo znacznie poszerza kibicowską bazę, poprawia wizerunek klubu w kontekście działań społecznych i na koniec (bo się o tym dowiemy w dalekiej przyszłości) może nam dać dużo lepszych piłkarzy.
To takie myślenie powoduje że klub jest bogatszy a nie dorwanie sponsora i wyrzucanie jego kasy na kontrakty pseudo gwiazdorów.
Pusty śmiech mnie ogarnia jak prezes jakiegoś klubu z dołu tabeli tłumaczy wysokie kontrakty jakichś "wyleniałych lwów" z marnej ligi chęcią walki o "wyższe cele". Śmiech na sali i pieniądze wyrzucone w błoto.
Demian widocznie dostał spory kontrakt w Podbeskidziu (jak na ten klub) bo zaczął opowiadać o walce o puchary. Czy ci ludzie tracą poczucie rzeczywistości? Demian który w średniaku ligi belgijskiej nie pograł teraz poprowadzi "potęgę" z "podbezkicia" na podbój najpierw Polski a potem Europy. Kibice pewnie łykają takie teksty i żyją nadzieją na sukces ale jaka będzie ich gorycz na koniec i czy będą chcieli potem chodzić mecze klubu który tak ich zawiódł?
Mam wrażenie że tęsknota za poczuciem ładu, logiki i sensu jest już w Polsce dosyć duża i może w końcu dotrze do decydentów różnej maści i przestaną opowiadać pierdoły z "krótkimi nóżkami" a wezmą się za robotę.
Słynna wypowiedź Sikorskiego o naszej "murzyńskości" rozumianej nie tylko jako pewien kompleks niższości ale również skłonność do myślenia na bardzo krótką perspektywę pokrywa się z moimi spostrzeżeniami i nie tylko moimi. Stanisław Jerzy Lec napisał kiedyś taką sentencję
"po mnie choćby potop. Powiedział człowiek i pociągnął za rączkę rezerwuaru"
Myślenie z małym horyzontem powoduje właśnie taką skalę czynu i konsekwencji z niego wynikającej, o jakich wspomniał nasz filozof.
Ale jak już pisałem idzie nowe co powoduje we mnie podwójne wzmożenie uczuć kibicowskich bo ja to odbieram nie tylko jako poprawę jakości piłki ale również jako symptomy tego że zmieniamy się jako społeczeństwo, doganiamy w racjonalnym myśleniu państwa rozwinięte. A temu kibicuję jeszcze bardziej niż piłce.
Z wielkim zainteresowaniem i niecierpliwością wypatruję każdego rozwijającego się "pączka" rozsądku, racjonalności i gospodarności które zawsze prowadzą do bogacenia się. Liczę że po Legii i Lechu rozwinie się Lechia a potem inne kluby wezmą z nich przykład. Szczególnie w budowaniu podstaw piramidy piłkarskiej i promocji pozytywnego wizerunku piłki bo to jest oprócz dobrych piłkarzy równie ważny czynnik dla poprawy finansów.
Mam wrażenie, że poszli va bank. Zainwestowali ogromną sumę na sprowadzenie wartościowych zawodników do zespołu, zaoferowali wysokie kontrakty licząc, że tak poczyniona inwestycja szybko się zwróci. Jak? Znane nazwiska mają przyciągnąć kibiców na trybuny, dobre wyniki mają ich utrzymać i przyciągnąć sponsorów. To cel krótkofalowy, aby mieć pieniądze na funkcjonowanie. Celem są puchary europejskie, które pozwolą utrzymać bazę kibiców i sponsorów, a nawet ją powiększyć, wypromują piłkarzy, których sprzedaż pozwoli na co najmniej na zwrot inwestycji oraz napompują budżet na dalsze funkcjonowanie.
Jeden element w tej układance zawiedzie i za rok będziemy mieli wyprzedaż.
Nie sądzę żeby było jak mówisz. Oczywiście ten "składak" (Lechia) może nie odpalić od razu ale ludzie którzy się za to wzięli siedzą w futbolu od dawna i z pewnością mają duże doświadczenie bo widzieli i przerabiali już różne scenariusze.
Najważniejsza jest jakościowa zmiana zarządzania klubem a mianowicie stawianie realnych celów i budowania scenariuszy na wypadek różnych sytuacji rozwoju wydarzeń.
Najważniejsze jest to że takie kluby jak Legia i Lech pokazują że można działać na przyzwoitym poziomie ze zbilansowanym budżetem. Mam nadzieję że to obali mit że bez "dobrodzieja" (oligarchy) który zasypie klub kasą nie da się funkcjonować. Ja osobiście bardzo kibicuję projektowi Lechii bo jego powodzenie wzmocni ligę i umocni trend w zarządzaniu nastawiony na aktywność samych klubów w szukaniu zysków i rozsądne gospodarowanie środkami które udało się uzyskać.
Cudów nie ma, strukturę (firmę) buduje się stopniowo szukając rezerw, w pierwszej kolejności wewnątrz firmy. Zatrudnienie profesjonalistów, racjonalizacja wydatków połączona z usunięciem patologicznych układów (menadżerów z trenerami i działaczami) pozwalają efektywniej wykorzystywać pieniądze czy inne możliwości dla celów rozwoju biznesu.
W Polsce chyba już mamy ludzi którzy potrafią zarządzać sprawnie, świadczą o tym sukcesy ekonomiczne wielu firm które pięknie się rozwinęły i potrafią rywalizować z konkurencją na rynku międzynarodowym.
Czyli nie jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę "mądrych" obcokrajowców, tylko trzeba teraz tych ludzi "zaprzęgnąć" w zarządzanie sportem i też się będziemy mogli wygrzebać z tego dołka.
Ja odczuwam pewną dumę z tego że Legia jest pionierem takiego działania w Polsce i nie zaczęło się to od duetu M&L ale fundament był położony przez inny duet W&W. Procesy muszą trwać, tylko burzenie jest szybkim procesem, budowanie zawsze musi trwać.
- Wernze właścicielem, szara eminencja w FC Koeln w sprawach transferowych z opinią gościa wyłącznie nastawionego na zyski;
- Juskowiak jako członek zarządu de facto pełniący funkcję dyrektora sportowego, świetnie znający rynek polski i portugalski;
- Piekarski menago, który umieścił w drużynie kilku swoich klientów.
- z połączenia mocy ((
Można śmiało domniemywać, że wszystkim zależy na szybkim zarobku. Zwłaszcza funduszowi, który kilka milionów zamroził nad Bałtykiem.
Akurat Lechia nie jest dobrym przykładem na funkcjonowanie klubu. Budowana jest od dachu bez fundamentów. Nastawienie jest ewidentne na promocję zawodników i sprzedaż. Z rozsądnym gospodarowaniem nie mamy tu do czynienia, bo kontrakty musi opłacać Lechia, która w tej chwili na to nie ma pieniędzy. Na razie będzie Wernze lub fundusz pożyczał. Jak kiedyś ITI Legii. Mamy właśnie modelowy przykład patologicznego układu menadżersko-właścicielskiego. Już nawet pijawka Jóźwiak się podczepił. Układ z Benficą także zostanie sprowadzony do roli promocji graczy portugalskich. Sprzyjał temu będzie trener z oczywistych powodów. Sport jest tylko instrumentem do zarobienia pieniędzy. Jak nie wypali to zwiną żagle i zostawią klub z długami. Mogą skończyć jak sąsiedzi z za miedzy. Absolutnie im nie kibicuję. Jednak nie zaprzeczę, że liga będzie ciekawsza.
Co do reszty zgadzam się z tobą całkowicie
Nie wiem skąd czerpiesz wiedzę na temat "bebechów" Lechii ale dostrzegam pewną istotną nieścisłość w twoim komentarzu. Otóż piszesz ze kupują piłkarzy poprzez fundusze a ja czytałem że suma transferów przychodzących nie jest większa niż przychód za Dawidowicza.
Po drugie, co jest złego w chęci promowania i sprzedaży zawodników, czy to jest zarzut? Legia też na to stawia i korzysta z dobrym skutkiem.
Co to znaczy że "że wszystkim zależy na szybkim zarobku"?
To że ludziom zależy na jak najszybszym zarobku to jest podstawą systemu rynkowego a "szybki zarobek" jest już pojęciem ogromnym.
Bo są operacje walutowe gdzie "komputer" kupuje i sprzedaje walutę wielokrotnie na dzień wykorzystując najmniejsze wahnięcia a są np. deweloperzy którzy na zyski czekają kilkanaście lat.
A fundusz zarabia na ulokowanych pieniądzach, czyli jak gdzieś ulokował na długo i są obsługiwane (odsetki) to wcale mu nie zalezy na szybkim zwrocie dopóki są bezpieczne.
Czy jak wynajmujesz mieszkanie to chcesz co miesiąc zmieniać lokatora? Nie, najlepiej jest podpisać umowę wieloletnią.
Ja nie rozumiem zarzutu że ktoś chce zarobić i do tego szybko, to jest powszechne. Jeżeli robi to skutecznie to firma się rozwija jeżeli nie to wpada w długi.
Porównaj sobie budżet i wynik sportowy Zawisza vs Zagłębie Lubin.
Ja piszę o efektywności. W Zawiszy jest a w Zagłębiu nie ma. W Legii jest a w Wiśle nie ma.
Czy masz wiedzę że z Lechii chcą zrobić wydmuszkę i porzucić?
A może ktoś założył biznes w postaci piłkarskiego "inkubatora", przedsionka do dużej piłki? I będzie "pielęgnował" ten inkubator i go rozwijał.
Legia ma podobny cel i sposób działania a to przecież nie tylko nie wyklucza fajnej piłki ale wręcz podnosi szanse na nią. Im drożej będą sprzedawać swój "towar" tym lepszy będzie "asortyment" bo klientela się zmieni na lepszą.
O to wszyscy w Polsce walczą.
Może doczekamy czasów że to my będziemy szanowanymi kupcami w Europie? Tak się tylko rozmarzyłem ale kto wie, nie przewidywałem że wiele rzeczy które już się dzieją w Polsce wydarzy się za mojego życia.
Jestem pewien, że suma transferowa jest zdecydowanie większa. Pozyskanie graczy z kontraktami takich jak Borysiuk, Łukasik, Makuszewski i Pawłowski z całą pewnością przekroczyło zysk z Dawidowskiego. Bo to nie anonimy tylko mają określoną renomę, a ona jest w cenie. Pytanie, czy Lechia dostała pieniądze? Nie jest to takie pewne, gdyż nie można wykluczyć płatności rozłożonej na raty lub opcji, że część płatności jest zależna od postępów gracza np. debiutu w pierwszej drużynie.
Poza tym na transfer składają się takie składniki jak kwota za podpis i prowizja menago. Czasem są one większe niż suma transferowa.
To zupełnie inna sytuacja niż w Legii. W Warszawie mamy optymalny model promocji zawodników, który jest "skutkiem ubocznym" dobrych wyników sportowych. Zainteresowanie zawodnikami samo się nakręca. Przy dobrze zbudowanej drużynie zawodnicy nawzajem się uzupełniają i nie stanowią jednostek niezależnych, dzięki temu generują wyniki klubu. Sprzedaż zawodnika z takiej drużyny w zasadzie jej mocno nie osłabia, lecz pozwala dokonać zmian, żeby podnieść drużynę na wyższy poziom sportowy.
W Lechii wygląda to zupełnie inaczej. Widzę 6 defensywnych pomocników sprowadzonych w ostatnich dwóch okienkach, kilku solistów bez nawyków gry w obronie, dysproporcję między graczami defensywnymi i ofensywnymi. Kadra wygląda jak łapanka wolnych graczy na rynku sprowadzanych w myśl zasady: na tym to da się jeszcze zarobić. Na razie jedyną przesłanką na dobre wyniki są indywidualne umiejętności jednostek. Poskładanie tego wózka będzie wymagało nie lada kunsztu. Jednak bez względu na wynik kilku graczy sprowadzonych w tym okienku zostanie odpalonych za pół roku, rok. Zresztą ewidentnie widać po nazwiskach, że wielu graczy nie łączy cel sportowy, a finansowy, a to może oznaczać kłopoty z odpowiednią mentalnością, kiedy wyniki nie będą się zgadzały.
----"Co to znaczy że "że wszystkim zależy na szybkim zarobku"?"---
Nie mówię, że to jest złe, naganne itd. Pokazuję jedynie motywy i sposób działania, który w piłce nożnej niezwykle rzadko się sprawdza. W piłce zarabia się, ale dopiero w dłuższej perspektywie. Sposób działania władz Lechii pokazuje, że ich optyka sięga co najwyżej 2 lat. To jest ten sam model co kilka lat temu w Sportingu Lizbona czy Atletico. Zaciągamy zobowiązania nie za swoje pieniądze, liczy na sukces i spłacamy długi z nadzieją, że coś konkretnego jeszcze nam zostanie. W Lizbonie doszło do bankructwa technicznego, w Atletico taki stan faktycznie funkcjonuje.
"Sposób działania władz Lechii pokazuje, że ich optyka sięga co najwyżej 2 lat."
Może rzeczywiście mało szperałem ale trochę mam wspólnego z biznesem (nie pilkarskim) i różne wałki widziałem i jakoś mi to nie wygląda na "podstępny" plan po którym zostanie spalona ziemia.
Jest coś takiego jak reputacja w biznesie. Dobra pomaga a zła przeszkadza, ci ludzie nie są anonimowi w tej branży i pewnie dbają o swoją reputację.
Poza tym co można zrobić w ciągu 2 lat?
Zobaczymy, ja mam taką naturę że dla mnie szklanka jest do połowy pełna.
Pogadamy za 2 lata jak będziemy żywi i jeśli nie zapomnimy o tej sprawie.
Z zaciekawieniem obserwuję sytuację i z chęcią powrócę do dyskusji.
Czyli po prostu napisałeś jakie masz przeczucia w tej sprawie i ja zrobiłem to samo i jak rozumiem łączy nas to że obaj trzymamy kciuki za powodzenie projektu.
Oczywiście nie takie żeby zdetronizować Legię, chociaż ja mam przewrotnie nadzieję że będzie co raz trudniej o mistrza co będzie znaczyć że z każdym rokiem będziemy musieli być co raz silniejsi i ani się obejrzymy jak już za 10 lat będziemy na rynku transferowym rywalizować z klubami np. włoskimi, a Belgowie i Holendrzy będą czymś normalnym w polskich klubach
Łączy nas tylko dyskusja, lecz wnioski mam zgoła różne. Podkreślę jeszcze raz: absolutnie nie trzymam za nich kciuków. Budzą ciekawość, mogą wprowadzić nową siłę do walki o mistrzostwo, lecz skutki ich sukcesu mogą być opłakane dla ligi. Znając biedę w polskich klubach i skłonność do wybierania rozwiązań, które nie wymagają wysiłku wielu prezesów zechce wzmacniać kadrę z łapanki pieniędzmi z funduszy. Ilu może liczyć na zwrot inwestycji?: 4 na 16, realnie 2 jak załapią się do rozgrywek grupowych pucharów. Prezesi znajdą pieniądze, lecz nie poprzez racjonalizowanie wydatków tylko zakamuflowaną pożyczkę.
Co do reszty zgadzam się z tobą poza jednym wyjątkiem: czymś normalnym w polskich klubach będą wychowankowie stanowiący fundament drużyny wzmocniony 2-3 zagranicznymi gwiazdami.
Stadion Legii w jego obecnym kształcie już niedługo ograniczy przychody Klubu, jego rozwój i ambicje na przyszłość, bez jego rozbudowy Legia pozostanie klubem z dochodem maksymalnie około 150 mln złotych i z takimi też aspiracjami. Pozostanie nam rola Austrii Wiedeń, może FC Basel. Potencjał Legii wynikający ze stołeczności, zamożności miasta i jego okolic, z dwustutysięcznej - na razie - armii fanów pretenduje Legię do bycia równą: FC Porto, Benfice, Sportingowi, czołowym klubom rosyjskim, ukraińskim, turecki czy klubom z miejsc 5 - 8 pierwszej piątki europejskich lig.
Mam coraz poważniejsze wątpliwości, czy tworzenie kanału telewizyjnego ma jakikolwiek sens. Media i sposób ich odbioru bardzo się zmieniają i trudno mi znaleźć uzasadnienie dla ogromnych inwestycji w rozruch tego przedsięwzięcia w sytuacji, gdy znacznie większy zasięg mają prężne działania klubu w mediach internetowych.
Pisanie o przychodach z reklam porównywalnych z przychodami ze sprzedaży praw medialnych to dla mnie całkowita fantastyka, ale jeśli masz jakieś wyliczenia na poparcie tych tez, to chętnie przeczytam. Choć patrząc na to, jak przyrównujesz potencjał Legii do klubów działających w realiach post-komunistycznych (rosyjskie i ukraińskie) lub ogromnego zainteresowania całej praktycznie społeczności i wydatnego wsparcia państwowego (tureckie), powątpiewam, żebyś miał jakieś wymierne przesłanki, na których opierałbyś swoje wnioskowanie.
Może powinniśmy stworzyć własne rozgrywki i grać tylko na Mazowszu?
Po takim "wejściu" nie widzę pola do dyskusji.
Dostrzegam za to, kompletny brak wiedzy o rynku medialnym.
i to jest chyba największe przeciwskazanie. Tarez to jeszcze mała fantastyka ale przy obecnym tempie rozwoju techniki wcale się nie zdziwie jeśli za kilka lat ze zwykłego na dziś telefonu będzie można
przekazywać transmisję do wielu prosto na komputer. Przecież juz teraz połączenia video są tyle ,że drogie. Dojdą jakieś opcje systemowe typu pokazuj cały stadion, pokazuj piłkę i 20 metrów wokół itp itd
W jakim kierunku pójdzie ta gałąż przemysłu na dziś trudno prorokować.
Dla mnie jednak jasnym jest ,że zakodować ,zabronić zwolnić technologii
rozwoju się nie da.
To jest raczej kwestia braku takich potrzeb u widza, niż technologii. Technologicznie to nie ma żadnego problemu. Nawet można zaprogramować kamery by śledziły jakiś najbardziej medialnych piłkarzy, a nie tylko piłkę. Koszty takiej budowy nie byłyby nawet tak bardzo duże, ale kłopot zaczyna się przy ich utrzymaniu.
Kiedyś rozmawiałem z dziewczyną pracującą przy realizacji meczy dla C+. Opowiadała, że praktycznie każdy dzień meczowy niesie za sobą jakąś awarię i co tydzień trafia się jedna z gatunku poważnych. mówimy tu o firmie która zajmuje się tylko tym! W wypadku Legii trzeba byłoby utrzymać całą infrastrukturę tak telewizyjną, jak i informatyczną światłowody, serwery). O problemach związanych z zabezpieczeniem sygnału i system jego udostępniania itp. nawet nie wspominam. Dlatego zresztą nawet sprzedaż biletów obsługuje firma zewnętrzna. Tu są koszty których pojedynczy klub w Polsce nie jest w stanie ponieść (a i w europie nie za bardzo się do tego rwą).
PPV też nie jest alternatywą, gdyż realizacja sygnału to te same koszty, lub zewnętrzna firma obsługująca (czyli układ ten sam co w wypadku NC+).
Osobiście jednak unikałbym prób telewizyjnego uwolnienia się od innych. Potrzebujemy silnej ligi, więc pośredni nam również zależy na zyskach naszych przeciwników. Model Hiszpański, gdzie lwią część pieniędzy zgarniają dwie ekipy byłby dla nas zabójstwem - finansowo wykończymy ligę, ale nie zarobimy tyle by samemu budować swoją potęgę.
Chyba się nie zrozumieliśmy albo ja nie zrozumiałem Garma.
Duża inwestycja we własną TV niesie za sobą zbyt wielkie ryzyko. Dziś nie wiemy w jaką stronę to wszystko pójdzie.Ty ponosisz na dziś koszty produkcji sygnału ja wybiegam dużo dalej w przyszłość. Dla mnie może być tak jak obecnie z muzyką, niby ściąganie to kradzież ale powiedz to młodym. Dla nich to naturalny sposób internet i tyle. Mogę sobie wyobrazić sytuację że kilku gości z telefonami ogląda mecz, inny siedzi w domu przy kompie i bawi się w reżyserkę wysyłając już obrobiony obraz do sieci. Mamy mecz w internecie za free i nie kradziony z C+.
Wiem kradną Legii ale czy kiedyś wyobrazalismy sobie taki rozwój techniki?
Wiem, że pieniądze na boisku nie grają, ale każdy musi przyznać, że budżet ma zasadnicze przełożenie na szanse zespołu.
Mam nadzieje,że dożyje czasów kiedy Legia będzie toczyła zacięte boje np z FC Porto.
Świetna strona Panowie, dobre artykuły.
Pozdrawiam wszystkich kibiców Legii.
Prezes twierdzi, że przychody marketingowe jesteśmy w stanie zwiększać o 8% lub więcej rocznie. Obecnie budżet to 94 mln + transfery (kolejne 10 mln złotych lub więcej) przy słabych wynikach w Europie (choć jednak z awansem do grupy LE). Z tego wniosek, że 120 mln zł przy dobrych wynikach w Europie i jakimś tam transferze wychodzącym z klubu jest jak najbardziej realne. A bez transferów... to raczej nie wcześniej niż za parę lat.
Jeżeli chodzi o wielkość budżetu to przypominam, że FC Basel robiące ostatnio furorę ma budżet na poziomie 25 mln EUR nie licząc pieniędzy z UEFA. Blisko.
Do tego bardzo, zdawałoby się szybki i uzależniony od nas.
Zapełnienie stadionu po brzegi w każdym meczu i zaprzestanie robienia "dymu"
Chcemy LM, dajmy coś od siebie.
Nie na odwrót, jak próbuje nas przekonać CTP
Myślę, że ten sezon będzie kluczowy. Jeśli uda nam się awansować choćby do LE, to faktycznie jest szansa na systematycznie zwiększanie budżetu i dobicie do 120 mln zł. Na marginesie, nie należy przecież zapominać o Akademii. Trzeba będzie "uciułać" koło 40 mln na jej budowę. Nie mówiąc już o drugiej drużynie i trenerach. Dlatego ten rok będzie bardzo ważny. Dobrze, że mamy bardzo ogarniętego Prezesa, który stara się na chłodno kalkulować zyski i straty, bo co chwile słyszę głosy "życzliwych", że najlepszą opcją to pójście na żywioł. Dla mnie takim synonimem pójścia najgorszą z możliwych dróg jest Wisła, która z bagna jakie sama sobie zafundowała , nie wygrzebie się jeszcze przez długie lata. No chyba, że ogłosi bankructwo.
@kibic50
To było by fajne, ale musimy wziąć pod uwagę atrakcyjność naszej ligi i to, że mecze są rozgrywane również w tygodniu. Dochodzą tutaj też inne czynniki : zamożność społeczeństwa i ogólna renoma klubu.
Bez impulsu sportowego, będzie bardzo ciężko zapełnić stadion.
Tutaj szczegółowy raport.
http://stadiony.net/publikacje/raporty/frekwencja_ekstraklasa_podsumowanie_sezonu_201314
Co do braku robienia "dymu", to naprawdę, są to sporadyczne przypadki. Swiadomość jest co raz większa i to mi się podoba.
Popatrz też na ceny biletów, które skutecznie odstrasza taki typowy margines społeczny chcący tylko przyjść i dać komuś w mordę.
Budżet w wysokości 120 milionów nie jest jakimś kosmosem. Wystarczy zakładając obecne przychody gra w LE lub jeszcze lepiej w LM.
Po przeprowadzeniu wywiadów z duetem L&M można ( przynajmniej ja ) dojść do wniosku ,że jego zwiększenie nie jest obecnie priorytetem ponieważ każda nadwyżka ponad stan obecny przynajmniej w wizji jednego z nich (Pana Mioduskiego) zostanie przerzucona na projekt Akademia. Tu można wyczuć ,że do końca nie jest to uzgodnione i właściciele będą prowadzili na ten temat dyskusję o ile oczywiście wpływy się zwiększą. Moim zdaniem obecnie raczej będą dążyli do ugruntowania wpływów na obecnym jak na polskie warunki poziomie, a ewentualne pieniądze nazwę je dodatkowymi będą przeznaczane na projekt o którym wspomniałem o ile oczywiście pan Mioduski przekona do tego pana Leśnodorskiego.
Zwiększanie budżetu moim zdaniem obecnie najważniejsze dla właścicieli nie jest. Podkreślam to moje zdanie.
PS
Dzięki za przychylność i miłe słowa, niestety pyskówki od czasu do czasu się zdarzą, jeśli nie masz potrzeby takiej wymiany uprzejmości zwyczajnie nie uczestnicz choćbyś był prowokowany . To temat załatwia.
Niby wszyscy jesteśmy dorośli a jednak niekiedy własne ambicje biorą górę nad rozumem. Mam jednak nadzieję ,że są to wyjątki od reguły.
Temat Akademii i formy jej finansowanie jest dla mnie szalenie ciekawy.
Kredyt w tej sytuacji odpada, więc pozostają, tak jak wspominasz, nadwyżki.
Już się od dawna nie mogę doczekać kiedy w końcu ukaże się projekt, jak i sama lokalizacja.
To trochę obciach, że największy klub w Polsce jest na szarym końcu jeśli chodzi o boiska treningowe.
PS. Dzięki za informacje dotyczące tutejszych zwyczajów
Pozdrawiam
Mam nadzieję że to nie zwyczaje a tylko niechlubne wyjątki.