A+ A A-

Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
Dyskusja (2599)
2089czwartek, 26, sierpień 2021 02:54
iocosus
Wydaje mi się, że "pan Jacek" przegrał właśnie najważniejszy mecz na tych mistrzostwach, a konkretniej nie wygrał z dziewczynami jeszcze jednego kluczowego seta. Gdybyśmy wygrali grupę, po Szwedkach trafilibyśmy na Holandię z którą można by było powalczyć już o półfinały i sukces tej ekipy był w zasięgu, niestety po Ukrainkach wpadniemy na Turcję i jak przypuszczam odbijemy się od ściany. Trzeba było z Bułgarkami tego jeszcze jednego seta wyszarpać, a tak niech "pan Jacek" idzie sobie trenować tego Chemika Police. Może wszystkim nam wyjdzie to na dobre! 

Tak sobie kibicowsko dumam i marzę. Za dwa lata w kwalifikacjach olimpijskich do Paryża wystawimy taką szóstkę i dwunastkę: w ataku Stysiak wówczas 22 lata zmienniczka Smarzek wtedy 27 lat, na rozegraniu Wołosz - 33 lata w zapasie Wenerska - 30 lat, środkowe - Alagierska 27 lat, Kąkolewska 28 lat, plus nestorka Efimienko-Młotkowska 34 lata, przyjmujące - Czyrniańska 20 lat, Górecka wówczas być może już Górecka-Bartman - 23 lata, Grajber - 28 lat, Fedusio - 23 lata, libero - Stenzel 24 lata. W eliminacjach może być czternastka, zatem dokładam Jagłę 23 lata jako drugą libero i młodą środkową Dominikę Pierzchałę 20 lat, a tak sobie strzelę. Katarzyna Skowrońska gdy po raz pierwszy zdobywała Mistrzostwo Europy miała właśnie 20 lat. Potrzeba jeszcze trenera na miarę Guidettiego i z taką ekipą kwalifikujemy się na Igrzyska.  Smile 
2088środa, 25, sierpień 2021 13:39
Zgred Maruda
Iocosusie oglądałem, oglądałem choć znasz mój stosunek do "pana Jacka"...
Jak sam podkreśliłeś z dynamiką i koordynacją (!), przy tym odważna i zda się rozważna i tu pełna zgoda, nawet więcej. Ma tą cechę/sposób podejścia do ataku, który wyróżnia najlepsze siatkarki, np: nie ma "tego czegoś" ani Łukasik ani Górecka. Stysiak i Smarzek to inny "rodzaj" siatkarek. Do dynamiki i koordynacji dodałbym więc szybkość na krokach pod wyskok w antycypacji wystawy. To się ma lub nie, nie da się tego wyuczyć. Najlepszym porównaniem o co mi chodzi jest " pierwszy odruch wejścia w piłkę dobrych środkowych, w męskiej siatkówce".
2020: Najlepsza atakująca Mistrzostw Polski Kadetek
2020: MVP meczu finałowego Mistrzostw Polski Juniorek
To się nie brało z niczego, a zaowocowało powołaniem do kadry (brawo panie Jacku), gdzie już jest po chrzcinach Smile i debiucie w Lidze Narodów. Chemik Police wyciągnął ją z pierwszoligowego SMS Szczyrk, co oznacza że widzą duży potencjał a przy okazji duży zysk finansowy przyszłych transferów.
Oczywiście trzeba brać pod uwagę przeciwniczki, młody zespół Hiszpanek jeszcze technicznie nie jest choćby w bloku tak ustawiony jak zespoły renomowane, ale ogrywanie na takich turniejach jak ME powoduje dodatkowe impulsy w rozwoju.

Zobaczymy jak wieczorem pograją z Bułgarkami, jednak muszę coś "panu Jackowi" oddać...
Widoczny jest element przyspieszenia gry w ataku. Zarówno pod Stysiak jak i Smarzek nie są grane " świeczki"...częściej chodzi środek, Polki starają się ( i bardzo dobrze) grać szybciej.
2087poniedziałek, 23, sierpień 2021 22:39
iocosus
Zgredzie oglądałeś nasze panie z Hiszpankami? Jedno nazwisko - Martyna Czyrniańska! 18 lat, 191 cm, dziewczyna o takich parametrach z dynamiką i z koordynacją, przy tym odważna i zda się rozważna. Na tle Hiszpanek super debiut na Euro. Jestem pod wrażeniem, oszlifować ją w przyjęciu, bloku, wzmocnić jeszcze fizycznie i będziemy mieli niesamowitą ofensywną przyjmującą!?
2086czwartek, 19, sierpień 2021 18:31
Zgred Maruda
Zachowując sens siatkarskiego komentarza - właśnie rozpoczęły się Mistrzostwa Europy w piłce siatkowej kobiet. Zmagania siatkarek zostały podzielone na cztery grupy, z których wychodzą cztery zespoły do dalszych gier. Reprezentacja Polski pod wodzą trenera Nawrockiego gra o jak najlepszy wynik.
2085środa, 18, sierpień 2021 06:56
Zgred Maruda
Absolutnie specjalistą od kolarstwa nie jestem...a ! gdzie mi tam
Ale, na "chłopski rozum" - skoro w życiu sportowym jesteś jak koń do pracy w swojej zawodowej grupie...to jakie lustro(?) czyni z ciebie "lidera"...nawet na polskich drogach.
Chcę przez to powiedzieć, że w sporcie określa ciebie Twój ostatni - mecz, rzut, skok, bieg, czyli wynik...to swoim sensem Wink dość prosta reguła...
Przed szereg wychodzą jedynie nieliczni i chwała im za to !.
Mistrzostwo Świata, byłe oczywiście, stanowi jedynie "punkty" przetargowe w kreacji księgowania...A po wyścigu stara śpiewka, że się nie udało...ale - jak to?
2084poniedziałek, 16, sierpień 2021 09:46
Zbyszek
Wczorajszym etapem z Zabrza do Krakowa zakończył się tegoroczny Wyścig Dookoła Polski.
Tym razem trzeba pochwalić TVP za to, że pokazywała go korzystając z wzorów telewizji francuskiej relacjonującej TdF. Pokazywano nie tylko jazdę na etapach ,ale miejscowe zabytki i inne atrakcje turystyczne. Polska jest przepiękna. Niestety komentarze raziły tromtadracją i zwykłą głupotą. Np. narzekano ,że Kwiatkowski nie wygrywał, bo trasa nie zawierała walki w trudnych partiach gór. Otóż, gdyby trasa wiodła po sztywnych podjazdach to Michał oglądałby plecy rywali ,a nie walczył z nimi jak równy z równymi.
Pochwalić trzeba organizatorów, że wyciągnęli wnioski z ubiegłorocznego Wyścigu. Tym razem , chyba aż za bardzo, zabezpieczono i oznakowano trasy, ustawiono porządkowych na każdym rondzie i ostrym zakręcie, met etapów nie usytuowano na zjazdach. Organizacja Wyścigu była wzorowa. Polak potrafi.
Wyścig zakończył się wygraną Portugalczyka Pedro Almeidy z grupy Deceunick Quick Stepp przed Słoweńcem Matejem Mohoriczem z ekipy Bahrain Victorius . Trzecie miejsce zajął Michał Kwiatkowski z Ineos Grenadiers ze stratą 27 sekund do zwycięzcy. Wyścig rozstrzygnął się na II etapie do Przemyśla, który wygrał Almeida ,a Kwiatkowski był czwarty. Kolarze zawalczyli na tym etapie na ostro wiedząc, że od miejsc w klasyfikacji zależy dalsza taktyka jazdy. I tak się dalej działo. Grupa Ineos musiała jechać aktywnie , narzucać tempo , kasować ucieczki ,a reszta kolarzy się woziła. Choć trzeba przyznać, że Almeida był po prostu najlepszy. Natomiast Kwiatkowski był chyba przemęczony tytaniczną pracą podczas TdF oraz walką o jak najlepszy wynik na Igrzyskach, gdyż brakowało mu tego co posiadał, a mianowicie depnięcia w końcówkach etapów..Almeida niewielką przewagę zawdzięcza premiom za wygrane dwa etapy , do czego dołożył kilka sekund w jeździe na czas. Mohoricz zaś pojechał wyścig życia cały czas pilnując Kwiatkowskiego i na metach etapów z reguły go wyprzedzając.
Oglądałem całokształt zmagań wraz z otoczką z wielką przyjemnością.
2083piątek, 13, sierpień 2021 12:32
Zbyszek
Jeszcze trwa Wyścig Dookoła Polski ,a już jutro 14.08. rozpoczyna się 76 edycja Vuelty czyli Wyścigu Dookoła Hiszpanii.
Tegoroczna Vuelta liczy 3336 km i została podzielona na 21 etapów w z których 8 jest płaskich, 4 pagórkowate, 7 górskich i 2 etapy jazdy na czas .
Wyścig zaczyna się etapem jazdy na czas w Burgos na dystansie 8 km, a kończy także etapem jazdy na czas 34 km w Santiago de Compostela w dniu 05.09. 2021 roku. Pomimo ,że Wyścig nie wiedzie przez wysokie góry, lecz przez centralne rejony prowincji Hiszpanii to jest skrajnie trudny. Zaczyna się na północy w Kastylli- Leon , potem wiedzie na południowy wschód do Walencji, na południe do Murcji, Kastylii- Murci, następnie na zachód i z powrotem na północ przez Andaluzję, Estramadurę, Kastylię-Leon do Galicji.
Tym razem zwrócę uwagę tylko na etapy, które zadecydują o losach klasyfikacji generalnej.
Etap 3 - 203km z Santo Domingo de Silos do Espinoza de los Molina z podjazdem do mety o nachyleniu ok.7 %,
etap 7- 152 km z Cordoby do Alicante z ostrym podjazdem ok. 9%,
etap 9 - 188 km z Puerto Lombreras do Alto de Velefique z podjazdem 8%,
etap 14 - 160 km z Don Benito do do Pico Villuercas z długim 15 km podjazdem o średnim nachyleniu ok. 9%,
etap 17 - 182 km z Unguera do Lagos z podjazdem 12 km o nachyleniu 11%,
etap 18 - 159 km z Salas do Altu d'El Gamoniteiru z podjazdem 15 km o nachyleniu do 14 %,
etap 20 - 174 km z Sanxenxo do Mos.Castro de Herville na którym ostatnie 100 km to jazda po kopcach wymagająca żelaznej wytrzymałości.

Na 23 ekipy, są 4 z ProTeam dokooptowane przez organizatora.
Spośród startujących ekip w 15 znaleźli się kolarze zdolni do podjęcia walki o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej i są nimi :
- w grupie Jumbo Visma Primoz Roglicz ( nr startowy 1), który ma tak mocnych pomocników jak Gesink ( 3) , Kruijsvijk( 5) czy Kuss (6),
- AG2R Citoren - Geoffrey Bouchard (11),
- Astana - Aleksander Vlasov ( 31) z pomocnikami Fraile ( 33) oraz braćmi Izquirre ( 34 i 35),
- Bahrain Victorius - Mikel Landa ( 41), którego zastępczym liderem jest Damiano Caruso ( 43),
- Bora Hansgrohe - Felix Grobschartner (51),
- Cofidis - Gauillaume Martin (81),
- EF Education Nippo - Hugh Carthy (101),
- Ineos Grenadiers - Egan Bernal ( 131), Richard Carapaz ( 132) i Adam Yates ( 138),
- Intermarche - Louis Mentjes ( 141),
- Movistar - Enric Mas (171), Miquel Angel Lopez ( 174) oraz Alejandro Valverde ( 177),
- Team BikeExchange - Mikel Nieve ( 185) i Michel Mathews ( 181),
- DSM - Romain Bardet ( 191),
- Qhebeka NextHash - Fabio Aru ( 201) -kończący karierę po Vuelcie i jego następca w grupie Sergio Henao ( 205),
- Trek Segafredo - Giulio Ciccone (211) wraz z Gianluca Brambillą ( 212),
- UAE Emirates - David de la Cruz ( 221) i Rafał Majka ( 224).

Tym razem ekipy nie wystawiły w składach typowych sprinterów, ale na etapach płaskich powinni się.liczyć Wout Poels z Bahrain Victorius ( 57), z Bory Hansgrohe Jordi Meeus ( 55) , z Deceunick Quik Steep Fabio Jakobsen ( 91) i z Treka Segafredo Alex Kirsch (214) .
Z polskich kolarzy oprócz Majki wystartuje jeszcze w grupie Bora Hansgrohe Cesare Benedetti ( 52).
W moim przekonaniu walkę o wygraną w klasyfikacji generalnej stoczą Primoz Roglicz i Egan Bernal , a wygra ją , jeżeli będzie zdrowy Kolumbijczyk z Ineos Grenadiers. Liczę na dobry występ Rafała Majki . bowiem nie wierzę,aby wystawiony jako lider grupy UAE de la Cruz, który liderował poprzednio w 2 innych grupach i zawiódł spełnił na trasie oczekiwania właścicieli i dyrektora grupy.
2082poniedziałek, 09, sierpień 2021 10:46
Zbyszek
Dziś rozpoczyna się 78 kolarski Wyścig Dookoła Polski. Trasa liczy 1140 km ze startem w Lublinie i metą w Krakowie.
I etap Lublin Chełm 216 km, płaski, II etap Zamość - Przemyśl 201 km , pofałdowany, III etap Sanok - Rzeszów 216 km, pagórkowaty. IV etap Tarnów- Bukowina 160km, pofałdowany, V etap Chochołów - Bielsko Biała 173 , pagórkowaty, z elementami średnich gór,VI etap Katowice - Katowice 19 km , jazda na czas, VII etap Zabrze- Kraków 145 km.
Skala trudności Wyścigu jest niewysoka,ale z nie z winy organizatorów. W wyścigach wieloetapowych selekcja dokonuje się w wysokich górach ,na sztywnych podjazdach. W Polsce mamy nawet dość spore górki ,ale nie mamy szos ,aby po nich jeździć. Jest to efekt naszego zapóźnienia cywilizacyjnego.W krajach wyżej rozwiniętych i dzięki temu bogatszych już na przełomie XIX i XX wieku zaczęto tworzyć stacje i ośrodki narciarskie, a potem dojazdy do nich , najpierw na niskich a potem w wysokich górach.Te drogi miały charakter turystyczny czego u nas nigdy nie było. Nasze drogi miały charakter transportowo-gospodarczy. Kiedy i u nas przyszła masowa moda na góry to zbiegło się to z ochroną środowiska. Więc oni mają i korzystają, a my jesteśmy śliczni i ekologiczni . Na marginesie zauważę, że dziś wybudowanie Trasy Łazienkowskiej byłoby niemożliwe.
Jednak takie ukształtowanie trasy powoduje,że duża część kolarzy może liczyć się walce o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej . Dodatkową trudność typowania stanowi fakt,że w tegorocznym TdP wystartuje niewielka ilość kolarzy , którzy pokazali się z dobrej strony w wyścigach World Tourowych, gdyż tegoroczny kalendarz startów jest bardzo gęsty. Ledwie skończył się TdF ,a tu już Igrzyska i od 14.08. tegoroczny trzeci wielki Wyścig Vuelta.
Niemniej pokuszę się o wytypowanie kilku kandydatów do wygranej , zaznaczając,że w ubiegłym roku udało się ślepej kurze ziarno Smile i wytypowałem jako zwycięzcę Remco Eveneopoela.W tegorocznym TdP dwie ekipy są dość mocne,a mianowicie brytyjska Ineos Grenadiers i niemiecka Bora Hansgrohe. Moim faworytem do zwycięstwa jest kolarz grupy Ineos Michał Kwiatkowski ( nr startowy 85), który ma za zastępczego lidera zwycięzcę ubiegłorocznego Giro Theo Harta ( 83), zaś z grupy niemieckiej liczyć się mogą Pascal Ackerman( 41) oraz Konrad i ewentualnie Buchmann. Do walki powinni włączyć się Pedro Almeida(1) z Deceunick Quick Steep, Ilnur Zakarin (201) z Gazpromu,Tony Gallopin (11) z AGR2Citroen, Hindley (153) z DSM oraz Bennet (162) z Qhebeki.
2081wtorek, 03, sierpień 2021 14:20
Zgred Maruda
Kurva mać!!! to za mało...Tak jebali Przedpełskiego, a to co zrobił Przedpełski dla polskiej siatkówki wychodzi po za ramy! Niestety ich ramy są inne...ogromnie inne.
2080wtorek, 03, sierpień 2021 11:58
iocosus
Kurva mać!!!
Z wp.pl: "Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, od niedzieli przebywa w Tokio na letnich igrzyskach olimpijskich. Polityk poinformował WP SportoweFakty, że jest tam przedstawicielem Polskiego Komitetu Olimpijskiego." 

Ten gostek wstydu nie ma, co za obrzydliwa kreatura! 
2079sobota, 31, lipiec 2021 15:57
Zgred Maruda
Ogromne gratulacje - genialne to złoto w miksie 4x400. Brawo!
Ale zamarłem, kiedy na trzeciej zmianie Dominikanka oddająca pałeczkę przecięła tory przed naszą Święty- Ersetic - tam od kontaktu brakowało nie wiem milimetrów...?
2078środa, 28, lipiec 2021 07:22
Zbyszek
Dla mnie najważniejsze jest ,że Igrzyska w ogóle się odbywają , a tym samym ludzkość pokazuje, że się nie poddaje, że się nie ugina przed zarazą.
Ten pogląd pozwala mi na zachowanie postawy stoickiej w stosunku do samych sportowych wydarzeń i nie poddawanie się tromtadracji. W żadnym wypadku nie grozi mi choroba afektywna dwubiegunowa.
2077poniedziałek, 26, lipiec 2021 10:48
CTP
Jest pierwszy set, stan 3:3, serwis Igi, która w gemie prowadzi (bodajże) 40:15. W końcu (!) udaje jej się pierwszy serwis, Hiszpanka rozpaczliwie przebija piłkę na drugą stronę, Iga może zrobić z nią, co tylko jej się zamarzy. I co robi? Oczywiście, wpieprza piłkę w siatkę. I w tym momencie ja przełączam TV na inny kanał, bo już wiem, że to ostatni mecz Igi w tym turnieju, w singlu.
Jeden ze szkockich komentatorów powiedział kiedyś: "You can't win anything with kids". Jak ulał to powiedzenie pasuje do Igi Świątek. Tak, ona jest świetnie przygotowana fizycznie, posiada rewelacyjną technikę ale mentalnie do profesjonalnego tenisa po prostu nie dorosła. Oczywiście, hołubiące ją media i wszelkiej maści eksperci będą teraz wypisywać głupoty o kosmicznym meczu Hiszpanki ale fakt jest taki, że Iga na korcie zachowuje się jak 5-letnie dziecko, które dostało samochodzik na baterie i nie jest w stanie go uruchomić. Po kilku próbach rzuca zabawkę w kąt i traci nią zainteresowanie.
Nie wiem, czy to dobrze, że nad naszą tenisistką jest rozpościerany taki parasol ochronny. Może najwyższy czas, aby zmierzyła się z krytyką. Bo taka krytyka, przede wszystkim, odsiewa ziarno od plew. Jeśli jesteś w stanie przyjąć to na klatę, to i na korcie nikt cię nie złamie.
2076niedziela, 25, lipiec 2021 14:20
iocosus
@ IO Tokyo 2021
"Annemiek Van Vleuten sięgnęła po srebrny medal w wyścigu indywidualnym ze startu wspólnego w kolarstwie szosowym podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Przez brak radia Holenderka nie zdawała sobie sprawy, że na czele stawki jechała Austriaczka Anna Kiesenhofer." (onet.pl)
Gdzieniegdzie słyszę że gdy "zabrakło radia to zaczęło się ściganie", mhm, za speca od kolarstwa się nie uznaję, ale pamiętam, że już w Wyścigu Pokoju w latach 70' i 80' pomiędzy kolarzami krążyli motocykliści z tablicami na plecach na których były wypisane różnice czasowe pomiędzy grupkami prowadzącymi i kolejnymi. Prehistoria  ale orientacja odnośnie sytuacji na trasie kolarzom była znana. Dziś mamy GPS-y w zegarku, cyfrowe cuda wianki, a kolarze/kolarki w najważniejszym klasycznym wyścigu czterolecia nie wiedzą kto jest pierwszy a kto drugi. Olimpijskie jaja jak berety. 
Rozumiem sprzeciw wobec używania radia podczas wyścigu jako zamianę autonomii kolarzy w bezrefleksyjne marionetki wykonujące polecenia trenerów ustalających taktykę na trasie, ale skoro na Igrzyskach nie można wyposażyć kilku motocyklistów w tablicę z kredą i nanosić na nie różnice czasowe, to może w XXI wieku małe GPS-y na kierownicy z taką samą funkcją nie stanowiłyby jakiegoś mega problemu. 
Wkurza mnie to bo mam przeświadczenie że gdyby Holenderki wiedziały że muszą gonić  Kiesenhofer to poszłyby "w trupa" żeby Austriaczkę dopaść, a to by zwiększyło szanse Kasi Niewiadomej, której by już tak nie pilnowały, a ona z koła by się nie dała urwać, a tak niestety po świetnym wyścigu naszych pań zostajemy bez medalu. 

Wielkie gratulacje dla całej trójki twardych kolarek, dla dziś heroicznej Ani Plichty, dla Kasi Niewiadomej, dla Marty Lach. Dzięki za super emocje!
2075poniedziałek, 19, lipiec 2021 17:12
iocosus
@ Zbyszek
Opowiadam się za pluralizmem społecznym, religijnym, aksjologicznym, kulturowym, politycznym, medialnym, no i za poglądowym też, zatem i na naszej czarnej eLce hasło: "wszyscy mamy prawo być równi, i mamy takie same pełne prawo się różnić" w pełni akceptuję  i respektuję. Choćbym bardzo chciał własnemu lenistwu zaprzeczyć nie mogę. Również pozdrawiam. 
2074poniedziałek, 19, lipiec 2021 10:17
Zbyszek
Zakończyła się kolejna 108 edycja wyścigu kolarskiego Tour de France.
Miałem silne opory przed pisaniem o nim, bowiem nim tak naprawdę się zaczął to już na dobre się skończył. Wielkie wyścigi wieloetapowe mają oczywiście swoje emocje cząstkowe ( ucieczki, koszulki górala , młodzieżowca, punktowa, wygrywanie etapów itd), ale organizowane są po to ,aby wyłonić tytanów szos czyli tych ,którzy na długim dystansie , na różnorodnych trasach okażą się najlepsi w klasyfikacji generalnej. To koszulka zwycięzcy całego Wyścigu jest przedmiotem walki i marzeń kolarzy, ekip, kibiców, inwestorów itp. ,a ten, który ją zdobędzie staje się obiektem podziwu tłumów.
W tym roku już na 6 kilometrów i 200 metrów przed końcem pierwszego etapu , kiedy kolarze szykowali się do finiszu doszło do potwornej kraksy, której skutki w sposób pośredni lub bezpośredni dotknęły 158 kolarzy . Tylko 26 kolarzy nie brało w niej w ten czy inny sposób udziału. Wśród nich był Tadej Pogaczar, który jaki jedyny spośród ścisłej czołówki kandydatów do zwycięstwa nie poniósł żadnych strat czasowych ,ani zdrowotnych. Pozostali stracili od 1 minuty ( Rigoberto Uran) do ponad 28 minut (Chris Froome), a kilkunastu poniosło większy lub mniejszy uszczerbek na zdrowiu , który spowodował ich późniejsze wycofanie z kontynuowania rywalizacji. Tym samym wyścig został rozstrzygnięty , bo nikt nie był w stanie zagrozić Pogaczarowi. Wskutek obrażeń wycofali się tacy kolarze, jak główny rywal Pogaczara Primoz Roglicz, ale też Fugslang, Woods, Lopez, Kruijswijk, Nibali, Barguil, Sagan, Rowe, Tony Martin, Soler, Evan. Łącznie z Wyścigu wycofało się 43 kolarzy ,ale nie wiemy ilu spośród nich w następstwie kraksy.
Bezpośrednio winna była kibicka, która na poboczu miała duży, tekturowy transparent ,a który albo wskutek wiatru , albo wypchnięcia znalazł się na szosie, To nie była wina organizatorów, ale moim zdaniem ich obowiązkiem w ramach fair play było dokonanie neutralizacji. Zdrowia by nikomu nie przywrócili, ale warunki równej rywalizacji już tak.
Wyścig potoczył się dalej , bo zabawa musi trwać, bo oczekują tego media, sponsorzy, kibice, bo są tysiące różnych wzajemnych powiązań. No, a przede wszystkim to są zawodowcy, to jest ich robota do wykonania. Oni pojechali, a ja się przełamałem i tych kilka zdań kreślę.
Słoweniec Tadej Pogaczar pewno i tak by był na tegorocznej "Wielkiej Pętli " najlepszy z czterech powodów : po pierwsze - był znakomicie przygotowany , a że ma gigantyczną wydolność to procesy zmęczeniowe zachodzą u niego słabiej i wolniej niż u innych sportowców, po drugie - miał już doświadczenie jak rozgrywać taki wyścig , po trzecie - miał znakomicie dobranych kolarzy w ekipie UAE Emirates ,że wymienię Hirszchiego. Rui Costę i McNultyego, a po czwarte miał w ekipie pomagiera nad pomagiery Rafała Majkę. Rafał był ojcem wygrania dwóch etapów w Pirenejach ( XVII i XVIII) przez Pogaczara. Majka w górach kasował ucieczki, narzucał takie tempo ,że odskok nie był możliwy, a poza tym zamęczał nim rywali Pogaczara, tak ,że temu ostatniemu pozostawało tylko zadać ostateczny cios. Fantastyczny Wyścig Polaka.
Poza tym warte odnotowania są 3 kolejne wygrane etapy ( ma ich już na koncie14) przez 36-letniego Marka Cavendisha ,a także godne zastąpienie w roli lidera grupy Jumbo Visma Roglicza przez Duńczyka Jonasa Vingegaarda. Ponadto organizatorom, który ustali trasę ( o czym pisałem w zajawce), ale i Pogaczarowi zawdzięczamy fakt, że nie mieliśmy do czynienia z dwoma wyścigami. Na etapach górskich kolarze zajmujący czołowe miejsca w klasyfikacji generalnej walczyli pomiędzy sobą o wygraną.
Klasyfikacja końcowa : pierwsze miejsce Tadej Pogaczar UAE Emirates,
drugie miejsce Jonas Vingegaard Jumbo Visma strata 5. 20, trzecie miejsce Richard Carapaz Ineos Grenadiers strata 7.03. Pozostałe miejsca w pierwszej dziesiątce zajęli : Ben 0'Connor AG2R Citroen 10,02, Wilco Kelderman Bora Hansgrohe 10,13, Enric Mas Movistar 11,43, Aleksiej Lutsenko Astana 12,23, Guillaume Martin Cofidis 15.33, Pelo Bilbao Bahrain Victorius 16.04, Rigoberto Uran EF Education Nippo 18,34.
2073poniedziałek, 19, lipiec 2021 09:17
Zbyszek
@Iocosus.
Pomyliłem się z prędkości i starości. Dziękuję za korektę. Smile. Poza tym pozwól ,że zgodnie z moim hasłem : wszyscy mamy prawo być równi, i mamy takie same pełne prawo się różnić - dalej polemizował nie będę.
Tylko zauważę, że jest różnica pomiędzy pisaniem w charakterze sprawozdawcy i pisaniem jako krytyczny komentator. Nie ukrywam ,że bardziej mi odpowiada ta druga rola. To z powodu Twojego lenistwa Smile musiałem występować w podwójnym charakterze , więc nie czyń mi z tego powodu zarzutów. Pozdrawiam.
2072niedziela, 18, lipiec 2021 16:51
iocosus
Zbyszku ponieważ uparcie powtarzasz o sponsorowaniu Igi Świątek przez Mazdę, zaczynam się drapać po głowie, może to jednak ja błądzę. Według mojej wiedzy Iga podpisała umowę sponsorską z Jackiem Pawlakiem szefem Toyoty Motor Poland i tym samym Lexusa i wydawało mi się że jest to jedyna umowa sponsorska Igi z firmą motoryzacyjną. Skąd zatem u Ciebie to ciągłe odwoływanie się do Mazdy? Jakiś link dla poszerzenia mojej wiedzy w tym względzie lub prosta informacja skąd zaczerpnąłeś info o Mazdzie, wówczas z góry przeproszę o posądzenie za mylenie firm motoryzacyjnych?

 Odnośnie własnej praktyki tenisowej, to mogę wytłumaczyć i pokazać laikowi, jak ma się ustawiać na korcie by odbić piłeczkę  lub jak trzymać rakietę przy danym uderzeniu, tyle tylko że mam świadomość że w samej Warszawie jest z tysiąc tych którzy zrobią to lepiej, a w całej Polsce dziesiątki tysięcy. To że liznąłem amatorsko  tenisa nie upoważnia mnie do bycia wszechwiedzącym tenisowym guru w necie, tym bardziej nie przypisuję sobie takich praw, chętnie o tenisie pogadam z każdym ale raczej przeważnie samemu "dzieląc włos na czworo" czyli na zasadzie własnych wątpliwości. Przyznaję że dziwił mnie twój radykalizm osądów. Od hurra optymizmu gdy już chciałeś rozważać szanse Igi na wygranie tegorocznego Wimbledonu, wszak Jabeur zdyskredytowałeś, z pozostałymi rywalkami też zakładałeś że  Iga sobie poradzi, aż dotrze do finału z Barty, a gdy "faworytka" zawiodła oczekiwania, gdy poległa na pierwszej niedocenianej przeszkodzie, to zdegustowany, popadłeś w sceptycyzm oświadczając, że Świątek: "brak profesjonalnych treningów w tym czasie , kiedy one były najbardziej potrzebne, że Idze brakuje narzędzi do zmuszenia rywalki do przyjęcia jej warunków gry." Jeszcze w niedzielę Iga według Zbyszka dysponowała tenisowymi narzędziami żeby dojść do finału Wimbledonu, a już w poniedziałek tych narzędzi zabrakło ponieważ nieprofesjonalnie trenowała dopóki "Mazda" nie objęła jej patronatem. 
Zbyszku samemu piałeś nad Igą, wynosiłeś do nieba wimbledońskiego finału, żeby później, po jednym meczu ją zdyskredytować podważając cały plan tenisowego rozwoju który nakreślił i zrealizował jej tata, uznając że główni trenerzy Igi, Kazanowski z Sierzputowskim  nie wyposażyli jej w odpowiednie tenisowe narzędzia. Z takim stawianiem sprawy się nie zgadzam. 
Przy tym nikt z rozsądnie się wypowiadających o Świątek nie uznaje ją za tenisistkę, kompletną, czy wręcz doskonałą. Piotr Sierzputowski w cytowanym przeze mnie wywiadzie dokładnie wylicza nad czym do poprawy chce ze swą podopieczną ciągle pracować. W odróżnieniu od kibiców raczej studzi emocje, oczekiwania. Tryb szkolenia Igi również z pewnością nie był idealny, gdyby Tomasz Świątek nie miał własnych zastrzeżeń do Michała Kaznowskiego to by go nie zwolnił, najwidoczniej uznał że możliwość współpracy się wyczerpała, dotychczasowy etap dobiegł końca i rozpoczął poszukiwania nowego trenera z nowymi bodźcami dla Igi. Problemy z finasowaniem rozwoju Igi Tomasz Światek nazwał "rzeźbą", PZT partycypował w tym w niewielkim procencie, to również wiadomo z cytowanych wywiadów. 
Tylko nie mieszajmy rozstania się państwa Światek z WSG ze zmianą, z potrzebą korekty procesów szkoleniowych, bo tu nawet dziecko będzie wiedziało o co się rozchodziło, gdybyś jako prawnik Zbyszku reprezentował jedną ze stron znałbyś szczegóły, my wszyscy inni na to szans nawet nie mieliśmy, ale przecież wiadomo w czym rzecz. (Iga Świątek - Warsaw Sports Group. Jak doszło do zakończenia współpracy, przyczyny konfliktu | Eurosport w TVN24)
W każdym razie WSG odeszło ale Piotr Sierzputowski pozostał z Igą, to samo uczyniła Daria Abramowicz, a w takim razie współpracę z nimi państwo Świątek uznali dla siebie za korzystną skoro ją przedłużyli zmieniając tylko zasady finansowania. 

Zbyszku być może ze swoją tenisową praktyką jestem pacjentem przychodzącym do lekarza i na podstawie tej wiedzy uzurpuję sobie prawo stawiania diagnoz, ale pozostając w tej metaforze Ty zda się chcesz być uznawany za doktora medycyny na podstawie oglądania filmów "Nemocnice na kraji mesta", "Grey's Anatomy" lub "Na dobre i na złe" . Przy tym jedziemy na jednym wózku bo przez prawdziwych lekarzy (tych tenisowych) nasze "diagnozy" do spółki będą traktowane wzruszeniem ramion lub co najwyżej życzliwym uśmiechem kurtuazji.
2071niedziela, 18, lipiec 2021 09:47
Zbyszek
@Iocosus.
Nie chce mi się polemizować nad oczywistym oczywistościami, które każdy kto ma oczy widzi. Iga jest tenisistką niedoszkoloną i tyle. I tym powinien skwitować te niedorzeczne twierdzenia o jej doskonałości. Ale dodam, że od 16 lat serwisujemy samochody w Dixi Car w Raszynie , gdzie bywam te 5 -6 razy w roku .Jak wiesz Iga pochodzi z Raszyna i tam mieszka wraz z rodziną . Jest osobą znaną, a jej rodzice przebywają w tamtejszym środowisku. Tam wszyscy wiedzą to o czym napisałem, bo to żadna tajemnica ( choć jak widzę dla Ciebie jest) , o czym jej ojciec wszystkim opowiadał. Gdyby uważał ,że jest wszystko w porządku to by umowy z WSG nie zrywał. Co zresztą Iga jak uzyskała pełnoletniość ( w dniu 31,05, 2019 ) podtrzymała . Wedle Ciebie, jak rozumiem, widocznie ci niewdzięcznicy nie docenili tych wspaniałości jaką im fundowała WSG. Problemy z często prostymi sprawami skończyły się wraz z Mazdą i Toyotą, a wiec firmami , które wydają pieniądze na tenis ,a zarabiają na samochodach, w odróżnieniu od WSG, która zarabia na adeptach tenisa. Bądźmy poważni.
Natomiast mówienie ,że na tenisie zna się ten , kto amatorsko sobie piłeczkę odbijał jest , mówiąc delikatnie, zupełnie dziecinne . To tak jak by kto przychodził do lekarza w charakterze pacjenta i nagle uznał, że jest lekarzem i doszedł do wniosku ,że zna się na chorobach do tego stopnia ,ze reszta nie ma nic do powiedzenia. Bądźmy poważni.
A co znajomości tamtego okresu i okresu po, to ja w Błoniu jako wiceprzewodniczący Zarządu Miejskiego ZMS w 1965 roku zainicjowałem wybudowanie w tzw. czynie społecznym kortów tenisowych i z tego tytułu miałem szalenie nieprzyjemne kontakty z Zarządami Powiatowym I Wojewódzkim Związku Tenisowego. W zasadzie byli wrodzy ,ale nic nie mieli do powiedzenia. Zapytasz co się z kortami stało ?.Po 1990 roku zarosły trawą.

Natomiast chętnie bym widział rozszerzenie , upowszechnienie zdemokratyzowanie tenisa w Polsce, bo dziś to jest sitwa. To są ludzie, którzy nikogo spoza tzw. środowiska nie dopuszczają do pracy w tenisie, oni żerują na tenisie i uważają się za jego zbawców, a w rzeczywistości kieruje nimi żądza pieniądza. Więc z natury rzeczy każdy kto mówi : "Król jest nagi" jest ich wrogiem. Co ja mówiąc krótko, olewam ciepłym moczem.
2070piątek, 16, lipiec 2021 11:34
iocosus
No tym razem chyba z większością uwag i spostrzeżeń Zbyszka się zgadzam, nie jestem tylko pewien czy to dobrze, czy źle.

Posiłkowałem się wujkiem guglem i wklejonymi wypowiedziami trenerów, bo jeżeli się pozna historię dochodzenia Igi do tytułu wielkoszlemowego w pryzmacie trenerskich relacji, to dowodzenie że punktem zwrotnym w procesie szkoleniowym było objęcie patronatem przez taką, siaką firmę motoryzacyjną i dopóki to się nie stało to Iga do 2019 roku była szkolona nieprofesjonalnie to jest to taki poziom fałszu jak to że taką firmą była Mazda i szkoda faktycznie o tym gadać. Potwierdzam.
Możemy po kibicowsku deliberować o potrzebie gry deblowej Świątek na wielkich szlemach i czy to jest zasadne, czy też nie. Chociaż uważałem że Iga będzie grała deble do swoich 22 lub 23 urodzin, w Londynie bez debla przegrała z kretesem po dwóch dniach pełnego odpoczynku i relaksu, to równocześnie samemu się zastanawiam czy ten już legendarny, heroiczny wręcz mecz z parą Su-Wei Hsieh/Elise Mertens na RG nie kosztował zbyt wiele, nawet nie tyle wysiłku fizycznego co emocjonalnego. Będę tu dzielił włos na czworo, jednoznacznej opinii nie mam.
Każdy kibic tenisa o Ons Jabeur może mieć swoje zdanie, ja akurat ją doceniam, ale jeżeli ktoś twierdzi odwrotnie to jego sprawa i nic mi do tego. Pamiętam jak młodą Agę Radwańską rozniosła w US Open nakręcona Shahah Peer i szczerze mówiąc Tunezyjka w obecnej dyspozycji tenisowej wydaje mi się ciekawsza niż tamta Izraelka. Tylko że to jest uznaniowe i podlega subiektywnym odczuciom do których każdy ma prawo. Obiektywnie Ons Jabeur poddana zostanie dalszej turniejowej weryfikacji. Jest kiepska poleci w dół rankingu, jeżeli coś potrafi utrzyma się w drugiej dziesiątce lub awansuje do pierwszej, dla mnie to jest właśnie ktoś z pogranicza pierwszej i drugiej dziesiątki, subiektywnie wolę jej tenis, niż walących bomby zza końcowej linii Horpyn ze wschodu. Tylko że o tym kibicowsko można dyskutować, spierać się i każdy z nas może to postrzegać inaczej.
Natomiast to że Iga Świątek bez profesjonalnych treningów święciła triumfy juniorskie w tym w 2018 roku wygrała Wimbledon uznaję za absurd. Jeżeli ktoś tak twierdzi to wzruszam samemu ramionami i odsyłam do wujka guglusia. "Cytatomania" nie podświadomie a świadomie dla mnie faktycznie zamyka dyskusje w danej przytoczonej konkretnej kwestii, nie dlatego, że o interlokutorze mam dobre lub złe zdanie, ale dlatego że cytaty przedstawiają fakty z cv Igi, których interlokutor albo nie znał, albo świadomie pominął, nie chcę się zastanawiać, która z opcji gorsza.
Owszem w Czechach Iga Światek być może byłaby prowadzona przez lepszych trenerów niż Michał Kaznowski lub Piotr Sierzputowski, nie mogę tego wykluczyć, ani też jednak potwierdzić, brak mi danych, wiedzy, kompetencji. Fakt że w Czechach istnieje system selekcji i wyłapywania tenisowych talentów i ich efektywnego szkolenia, doprowadzania do sukcesów i juniorskich i seniorskich, u nas na takim poziomie jak u sąsiadów tego brak, ale akurat talent Igi został "wyselekcjonowany" przez Tomasza Świątka i on dzięki swemu samozaparciu i jak to sam określił "rzeźbie" oraz przy pomocy osób którzy ten talent również dostrzegli i w rozwoju Igi postanowili partycypować, to oni do spółki zapewnili i profesjonalnych trenerów i treningi w wymiarze jaki został uznany za optymalny i wyjazdy na turnieje. To przynosiło wymierne efekty w postaci sukcesów na tychże turniejach po czym można wnosić że rozwój szkoleniowy Igi przebiegał prawidłowo, choć jej tatę kosztował zapewne sporo wyrzeczeń i poświecenia. 
Samemu mam alergię na szermowanie przymiotnikiem "narodowy", ale jeżeli Dawidowi Olejniczakowi chodzi o stworzenie systemu, w którym nasze tenisowe talenty nie będą skazane na "rzeźbę" swoich rodziców, żeby im zapewnić profesjonalne szkolenie, to trenerowi i komentatorowi tenisowemu przyznaję rację. Bez tego jesteśmy skazani na samorodki rzeźbione przez lub dzięki rodzicom.
 Zbyszku skoro w sposób zawoalowany kwestionujesz wiedzę sprowadzoną do cytowania publicznych wypowiedzi to bez woalki przyznam się do własnych wątpliwości. Otóż wydaje mi się że tenisową wiedzę czerpiesz z tv i innych mediów i w tym zakresie to doceniam, natomiast pojawia się u mnie wątpliwość czy z tenisistką którą poznałeś w latach sześćdziesiątych odbijałeś piłeczkę na korcie. Jeżeli tak to super, wątpliwości rozwiane, ale w takim razie czemu posługujesz się fałszywymi stereotypami w rodzaju: "przed 1989 roku też nie było słodko , bo dostęp do kortu ułatwiały znajomości i różne układy. Po 1989 roku sitwy nie zanikły, ale doszedł czynnik komercji, a mianowicie większy dostęp do kortu mają dzieci ludzi bogatych" - przecież to jest farmazon. 
Należę do pokolenia dzieciaków którym tenisowego bakcyla zaszczepił Fibak. Początkowo graliśmy na podwórku przez ławki jakimiś packami, później już prawdziwymi drewnianymi rakietami jakimiś ciężkimi Nefrytami, Germinalami, mnie przypadł w prezencie radziecki aluminiowy Wostok którym ktoś walnął o kort i trochę przekosił główkę i pewnie dlatego się go pozbył, ale dla mnie skoro naciąg dało się nałożyć to był to super podarunek, do póki nie zamieniłem go już na rodzimego "Poloneza". W latach 80' gdy ze szkrabów przeistaczaliśmy się w wyrostków z podwórkowych asfaltowych "kortów" przenosiliśmy się na prawdziwe warszawskie korty i nie było to jakimś problemem, a wywodziliśmy się z blokowisk, a nie z rodzin jakichś krezusów finansowych. Ponieważ wychowywałem się na Żoliborzu "moimi" kortami był kompleks na Spójni, tam była też ściana do odbijania piłeczki z dwóch stron otoczona trawnikiem i krzakami, tam jako gówniarze przychodziliśmy grać na niej ale i szukać zagubionych piłek tenisowych (na asfalcie szybko się wycierały i zawsze graliśmy łysymi aż do zupełnego zdarcia) i tym też sposobem znaleźliśmy się na Spójni jako nieco bardziej "dorośli". Nawet jeżeli były jakieś okresowe problemy z rezerwacją kortów, to przychodząc "na wariata" bez zapowiedzi i tak z reguły, kortowy coś dla nas znalazł bo ktoś tam mimo rezerwacji nie przyszedł (musieliśmy tylko sami kort sobie przygotować i zostawić go absolutnie gotowym do następnej gry). Korty wynajmowane były na godziny, ale to nie były koszty rujnujące szkolny lub studencki budżet. Z czasem grywałem również na malowniczo położonych między fortyfikacjami Cytadeli kortach przy dobrze później znanej dzięki Lewandowskiemu Varsovii (na nich widywałem Ryszarda Szurkowskiego z rakietą) lub na kameralnych kortach za stadionem Syrenki czyli między Stodołą a Parkiem. Mhm, czasy Skrzeczów na bramkach. Na korty pod balonem jeździłem już na Ursynów gdzie chyba były jako jedne z pierwszych ogólnodostępnych w stolicy. Tenisowa Warszawa nie ograniczała się do kortów Legii czy też Warszawianki, kto chciał grać w tenisa mógł to robić bez układów i znajomości. To prawda że w latach dziewięćdziesiątych i w pierwszej dekadzie obecnego wieku wiele kortów zostało "zaoranych", owszem znam też miejsce które z ogólnodostępnych kortów w latach dziewięćdziesiątych na przestrzeni dekad stało się miejscem "klubowym" z którego korzystają raczej tylko klubowicze i ich goście i ktoś z zewnątrz mógłby określić że przejęła je i nimi rządzi "sitwa", ale to nie oznacza że dziś dostęp do kortów mają tylko dzieci bogaczy. Przede wszystkim popowstawały korty o których samemu zielonego pojęcia wcześniej nie miałem. Fajne miejsca, komercyjne ale posyłanie tam dzieciaka do tenisowego przedszkola lub szkółki nie oznacza przynależności do klasy bogaczy. Mój znajomy posyła córę na kort w wieku szkolnym, a mój brat to samo robi z sześciolatkiem, taką aktywność fizyczną dla swych pociech wybrali a przynależą do klasy średniej, żadnymi krezusami finansowymi nie są. 
Dostępność do kortów dla amatorów tenisa kiedyś, a mam nadzieję że i dziś nie była problemem, przynajmniej nie tak wielkim jak stereotypowo fałszywie się sądzi, problem stanowi finansowanie tenisa w profesjonalnym szkoleniu, tu zaczynają się schody. Czesi mają na to patent, mają swój system, którego zasad z autopsji nie znam, ale im ewidentnie przynosi efekty a my funkcjonujemy na zasadzie organizacyjnej chałtury, w której rodzice "rzeźbią" żeby pozyskać fundusze na w pełni profesjonalne treningi i wyjazdy turniejowe swych "wyselekcjonowanych" pociech. 
2069poniedziałek, 12, lipiec 2021 17:21
Zbyszek
Zastanawiałem się czy zająć stanowisko wobec postu Iocosusa. Polemizować ani mi w głowie, przekonywać tym bardziej , bowiem jestem szczerym demokratą i liberałem i szanuję ludzi posiadających własne zdanie , którzy potrafią jego bronić i je uzasadnić. Do tego Iocosus stosuje przekorną metodę ,a mianowicie nawyszukuje różnistych cytatów i nie bardzo wiadomo on to czy nie on. Jak w dowcipie o Leninie w Poroninie. Kiedy to bacę pytano jak się odbyło jego spotkanie z wodzem rewolucji. A baca na to: idem se górkom , idem se dolinkom as tu patse, idzie taki łysy i se myśle : on czy nie on. I patse, że to ón. I coście baco zrobili?. Jak to co : biegiem na Policyjum." .
Z drugiej strony to chłop się napracował co niemiara , wiec chyba nie wypada, żeby tak nawet dziękuje nie powiedzieć. A jak dziękuję to i za co. Przy czym jak rozumiem zacny Iocosus nie dla mnie tych cytatów narychtował , bo ja je znam i nieskromnie powiem, że i jeszcze więcej. Więc sądzę, że to tak pro memoria dla przypadkowych przechodniów.
Niemniej jak już się zebrałem w sobie i nie bacząc na klimatopatię jakiej coraz mocniej podlegam lekko się nabzdyczyłem to już nie odpuszczę i pofolguję chuciom potężnym. Odpowiedzi nie udzielę wprost ,ale dla człeka niewątpliwie inteligentnego i wytrawnego konesera jakim jest Iocosus będzie ona zrozumiała.

Otóż ja nawykłem mówić swoim głosem . Uważam, że po to Bozia dała mi skąpy, bo skąpy ,ale jednak rozum, abym go używał. Powielanie cudzego jest wedle mnie odtwórcze, a nie twórcze . Ja nie jestem miłośnikiem tenisa z doskoku, bowiem interesuję się nim, co u mnie oznacza, że zgłębiam tajniki, od 58 lat. To zainteresowanie miało początkowo charakter emocjonalno -nostalgiczny. Najpierw bowiem przyszła piłka nożna , bo już w 1959 roku po meczu Polska -Hiszpania, potem boks też od 1959 roku od MEuropy w Lucernie, a impulsem było obejrzenie ich w telewizorni co przeżyciem było wielgachnym. Kolarstwo przyszło po Igrzyskach w Tokio od spotkania w szkole z mieszkającym w Błoniu kolarzem Andrzejem Bławdzinem. Zaś fascynacja tenisem zaczęła się od poznania młodej tenisistki uczestniczki turnieju młodziczek w Żywcu w lipcu 1963 roku.
Po tej dygresji muszę napisać ,że dodatkowym argumentem jest to ,że wedle mnie międlenie tego co było przypomina grzebanie w śmietniku , gdzie owszem można znaleźć rzeczy przydatne, ale większość cuchnie starzyzną i zbędnością. Mało tego wielu nie dziękowałoby jak by im przypominać co onegdaj mówili. Ponadto , co jest dla mnie szalenie ważne : ja nieskromnie rzeknę ,że wzorem dla mnie pod tym względem jest Ewangelia w której Chrystus mówi : "Po owocach ich poznacie". Co nie oznacza, że nie posiłkuję się czasami wypowiedziami na temat osób będących w zainteresowaniu. Np. swego czasu utrzymywałem kontakt m.innymi z Jurkiem Janowiczem oraz Agnieszką Radwańską i ich wypowiedzi pozwoliły mi wyprostować kilka błędnych opinii. Oboje cenię za inteligencję, widzenie rzeczywistości taka jaka jest przy czym Jurek to szczerość i serce na tacy. Po jego pamiętnej wypowiedzi zapytałem go o co mu chodziło , bo przecież sam nie ma na co narzekać. Chodziło mu w istocie o brak opieki medycznej., bo zaczynał mu dokuczać kręgosłup i nikogo z władz to nie zajmowało. Natomiast Agnieszka wyjaśniła mi dlaczego nie poświęci dla kariery swej przyszłości jako zdrowej kobiety ,żony i matki. Zrozumiałem i nabrałem ogromnego podziwu i szacunku .

Kontynuując wątek rzucania w rozmówcę nie kamieniami, ale cytatami to nie uważam, żeby to było właściwe biorąc pod uwagę szacunek dla interlokutora jak i dla traktowania go na równej płaszczyźnie. Bo taka cytatomania w gruncie rzeczy , pewno podświadomie, oznacza ,że uważa się, że rozmówca nie wie ,a więc jest niedouczony, bo jak by wiedział to by tego co powiedział, nie powiedział. Ale to przede wszystkim ma zamknąć dyskusje, tak jak by była jakiś jedna niepodważalna prawda , jak by był jakiś jeden wszystkowiedzący autorytet. Tu nie chodzi o relatywizm ,ale o to, że postęp jest wynikiem konkurencji, ba, jest efektem kwestionowania tego co było i tego co jest. Wiedza bierze się z wątpienia, nie z przekonania, że już więcej nie da się wiedzieć. Nie ma tylko koloru białego ,ale jest cała paleta barw i na tym polega uroda świata.

Jak można zauważyć ,w sposób zawoalowany kwestionuję samą wiedzę sprowadzoną do cytowania publicznych wypowiedzi każdego i powoływania się na nie jako na prawdy objawione. Nie z wrodzonej mi przekory ,ale dlatego, że znam ten fach z autopsji. Sam swego czasu byłem gwiazdą radiowo-telewizyjno-prasową. Człowiek w obliczu kamery , mikrofonu czy "magnetofonu" przepoczwarza się takie cwane i przebiegłe zwierzę, które kombinuje co by tu powiedzieć, żeby nic nie powiedzieć. Więc po pierwsze mówi się to co wydaje się ,że czytelnicy, słuchacze, widzowie chcieliby usłyszeć. W przypadku zarzutów czy obwinień to najpierw się je odrzuca, potem kwestionuje, następnie deprecjonuje, umniejsza ich wagę, wyśmiewa ,aby na końcu powiedzieć, że i tak zrobiło się to co możliwe w danych warunkach , a czego inni nie zrobili , albo zrobili dużo gorzej. Całą tę paletę wyczerpał trener Sierzputowski po delikatnym napomknięciu, że może start Igi na RG w singlu i deblu nie był najszczęśliwszym pomysłem. Powiedział, co powiedział, a potem zapowiedział .że poza Igrzyskami Iga w tym roku w deblu nie wystąpi. I tu pytanie :co jest wiarygodniejsze dla dyskursu ? to co mówił ? czy to co zrobił?.

Nie chcę przez to powiedzieć, że należy pisać czy mówić zawsze na odwyrtkę, bo to byłby nonsens. I nie o to w tym chodzi, ale o to ,że aby omówić problem w wielu aspektach należy w dyskusji odrzucić argumenty ad personam czyli kto to powiedział, bo zamiast argumentami zaczyna się przerzucanie inwektywami czyli albo uświęcanie tzw. autorytetów i traktowanie ich jako nieomylnych, albo ich odrzucanie i nawet obrzucanie błotem. Wtedy nie ma dyskusji ,ale jest pyskówka rodem z magla.

Mówiąc wprost : mnie nie zależy na przekonaniu rozmówcy, ale na zaprezentowaniu własnych racji. Bowiem dyskusja nie jest rodzajem sądu ,w którym strony mają swoje , na ogół sprzeczne lub niezgodne ze sobą racje i stanowiska i sąd rozstrzyga kto ma rację. W debacie nie ma sądu , są tylko argumenty .

I teraz kilka słów o pomysłach. Pomysł Narodowego Programu tenisa uważam za szkodliwy i mam przekonanie ,że nigdy nie wejdzie w fazę realizacji. Sport masowy bowiem ma być oparty o wartości prozdrowotne i wychowawcze. Te drugie czyli wychowawcze tenis prowadzi jak najbardziej. Miałem i ma wielu znajomych sportowców ,ale tenisiści i tenisistki to elita pod względem intelektu, kultury ,zainteresowań i rozumienia fair play. Na ich tle piłkarze, działacze piłkarscy , trenerzy i kibole to , poza nielicznymi wyjątkami , nieokrzesane prymitywy. Tylko, że tenis i zdrowie to dwie sprzeczności. Nie chcę tego tematu rozwijać. Zapytam tylko czy ktoś zna zdrowego na ciele tenisistę czy tenisistkę. Nie widzę, nie słyszę.

Odnośnie samej Igi Świątek to ja nie wiem czy sztab pobłądził czy materia była tak oporna. Inaczej rzecz ujmując czy debel Idze w RG przeszkodził i na ile i czy bez niego byłaby w stanie osiągnąć więcej . Dalej : co stoi na przeszkodzie ,aby wyeliminowała te słabości, które ciągną ją w dół. Nie można mieć np. pretensji do Igi, że pokonała ją nawet tak przeciętna tenisistka jak Jabeur, bo to jest tylko sport. Ale trzeba się zastanowić co sprawiło, że po wygraniu seta w dwóch następnych była całkowicie bezradna jak by fizycznie i psychicznie sparaliżowana.
Ja oczekiwałbym rzetelnej oceny tego co się wydarza, a nie gładkich słówek .Racjonalne decyzje można podejmować wyłącznie na podstawie faktów, rzetelnej, obiektywnej informacji ,a nie patrząc przez różowe okulary. Bo to nie przejaw rozumu, ale zakłamania. A zakłamanie to pierwszy krok do klęski. I nie mam przekonania czy sztab Igi w obecnym składzie jest do tego zdolny. Widzimy jak zaczął grać Hurkacz pod okiem doświadczonego trenera . Może i w sztabie Igi taki stary rep mógłby coś korzystnego wnieść.
Przy czym ja kategorycznie stwierdzam, że jeżeli Iga nie osiągnie w tenisie więcej niż dotychczas to nikogo nie będę obwiniał, nikogo nie będę oskarżał, bo widocznie nie było jej i im dane. Nawet gdyby Iga Świątek była tylko gwiazdą jednego sezonu to i tak zapisała się w historii , nie tylko polskiego tenisa, złotymi zgłoskami.

Mógłbym tak jeszcze wiele wątków poruszyć, ale mi się nie chce.
2068niedziela, 11, lipiec 2021 19:03
Zbyszek
W finale gry pojedynczej mężczyzn Turnieju Wimbledońskiego Serb Novak Djokovicz pokonał Włocha Mateo Berrettiniego w setach 6;7 (4:7), 6:4, 6:4 i 6:3. Nie było to teatr jednego aktora, ale jednego reżysera. A był nim Serb. W pierwszym secie Djokovicz prowadził już 5: 2 i miał 2 piłki setowe ,a mimo to przegrał. W drugim znowu 5:2,ale tym razem nie dał sobie odebrać wygranej. W trzecim i czwartym prowadził prawie w każdym gemie, lecz był kilka razy doganiany. Serb nie grał w żadnym fragmencie spotkania na niskim poziomie, ale dopóki grał tenis wyrozumowany, wyrafinowany, wręcz perfidny to Berrettini mógł tylko podziwiać jego wygrywające zagrania. Kiedy jednak zdobywał przewagę to zaczynał grać kunktatorsko licząc na błędy rywala, ale Włoch to nie chłopiec od podawania piłek tylko grać potrafi i mu się celnie odgryzał. Djokovicz wygrał , bo potrafił zneutralizować skuteczność pierwszego podania Berrettiniego znakomitymi returnami i zdołał kierować większość piłek na słabszy bekhend przeciwnika. A przy tym kilka razy dobiegł do piłek do których dotrzeć nie miał prawa i wiele razy rozprowadzał Włocha po korcie jak po sznurku. Berrettini walczył, biegał, ale to jeszcze nie ta klasa co Djokovicz.

Jeden z komentatorów zadał pytanie czy na korcie byli kibice, którzy oglądali finał tenisa i mieli bilety na finał Euro. Pewno takich było wielu, choć bilety do tanich nie należały. Ja pozwoliłem sobie pogadać w sobotę i niedzielę z moimi przyjaciółmi z dawnych lat we Francji (Grenoble) odnośnie TdF, w Anglii ( Londyn) -wiadomo i Norwegii ( Bergen) co do Bodo . Tuszę, że kilkoma ich spostrzeżeniami i wiedzą z tamtejszych mediów zdołam się podzielić. W wiadomej sprawie to Dana ( Polka) mieszkająca w Londynie ma za męża Włocha ,a ich syn jest Angolem. I ojciec z synem zgodnie na Wimbledonie za Matteo ,a na Wembley ojciec za Italią, a syn za dumnym Albionem. Jutro zapytam kto komu zgotował dogrywkę poza boiskiem Smile.
2067sobota, 10, lipiec 2021 18:04
iocosus
Sorry za opóźnienie, pora nadrobić zaległości i pewne kwestie próbować wyjaśnić.

Zbyszek: "Iga nie jest kompletną tenisistką. Ma silną psychikę opartą na gigantycznej ambicji ,ma znakomitą podbudowę ogólnoatletyczną i świetnie porusza się po korcie. Ale brakuje jej regularności , słabo radzi sobie z piłkami granym z rotacją wsteczną ( slajs i czop),a jej bekhend jest rachityczny. Ten mankament w postaci marniutkiej regularności tyczy prawie każdego zawodnika i każdej zawodniczki z Polski. (...) Bez kilkugodzinnej, codziennej gry na korcie regularności się nie wypracuje, a Iga profesjonalnie trenuje dopiero od wiosny 2019 roku kiedy to opieką otoczyła ją Firma "Mazda". (...) Można tylko retorycznie zapytać gdzie dziś byłaby Iga gdyby była tak wyszkolona jak np. Czeszki czy Rosjanki."
Oczywiście, że Czechom ich systemu tenisowego szkolenia możemy tylko zazdrościć, na rodzimym poletku PZT mamy ogrom braków i niedociągnięć, Iga Świątek z pewnością nie jest kompletną zawodniczką i ma swoje braki, natomiast stwierdzenie że "Iga profesjonalnie trenuje dopiero od wiosny 2019 roku kiedy to opieką otoczyła ją Firma "Mazda" jest dla mnie kuriozalne i z gruntu fałszywe, przy tym obrażające dla trenerów którzy szkolili Igę od dzieciaka do wzmiankowanego 2019 roku. Jest również nieuczciwe i dla Tomasza Świątka, który dla swojej córki moim zdaniem wybrał drogę optymalną niczego nie zaniedbując. Pomyłka firm motoryzacyjnych sponsorujących Igę w tym wszystkim to najmniejszy w sumie nieistotny pikuś, pominiecie WKT Mery w cv Igi jest już dużo większym grzechem.
Prześledźmy "nieprofesjonalną" drogę rozwoju Igi przez pryzmat wypowiedzi jej trenerów jak i taty. 

Artur Szosteczko - pierwszy trener Igi (pracuje na korcie od ponad 40 lat):
"Iga zaczęła brać rakietkę do ręki, tata stał obok, a ona próbowała odbijać piłeczki na ściance. Na pewno podpatrywała siostrę i od początku miała swoje marzenia. A do tego wykazywała potężną smykałkę do tenisa. Odbijała te pierwsze piłki na ściance na zmianę lewa - prawa, forhend - bekhend, jeszcze nie posiadając żadnej techniki. A każdy, kto gra w tenisa wie, jakie to trudne. Ja od razu zauważyłem talent Igi. Spytałem jej tatę, czy nie powinniśmy również z nią spróbować na korcie. On oczywiście się zgodził. źródło: (https://tvn24.pl)

Paweł Motylewski, trener juniorskiej kadry narodowej powiedział po zwycięstwie w finale drużynowych mistrzostw Europy dziewcząt U–14, w decydującym meczu Polska pokonała wówczas w czeskim Rakovniku Rosję 2:0, w składzie biało-czerwonych grały: Iga Świątek, Maja Chwalińska i Stefania Rogozińska-Dzik:
"W tych mistrzostwach dziewczyny pokazały najwyższy europejski poziom. Stworzyły świetny zespół, co nie jest łatwe. W finale pokonały faworyzowane Rosjanki bez większych problemów... Mamy szczęście w tym roczniku do wirtuozek tenisa. Maja, Iga, Stefania w porównaniu z rosyjskimi rywalkami dysponują ponadprzeciętną taktyką, bardzo wszechstronnie wykorzystują swój potencjał, grają wielopłaszczyznowo. W meczu o złoto Świątek pokonała Polinię Krupchenko 6:1, 6:1. Jak pokazuje wynik, już wówczas potrafiła zdominować swe rywalki na korcie..." 
W tymże ciekawym materiale video 14-letnia Iga powiedziała: "Nazywam się Iga Świątek, mam czternaście lat i trenuję w warszawskim klubie tenisowym Mera. Moim trenerem jest Michał Kaznowski. Gram od ośmiu lat. Sama jestem odpowiedzialna za własny los... To jest trochę stresujące, bo każdy patrzy na mój wynik. Jeżeli gram trzy sety, to wszyscy są zaskoczeni, ale staram się to ignorować i iść własną drogą. Chodzę do normalnej szkoły, nie sportowej. Jest ciężko, ale jest to też oderwanie od tenisa. Nie chcę całego dnia spędzać na korcie, ale również z koleżankami w szkole."
źródło w tym video: Unikatowy wywiad z Igą Świątek z 2015 roku. Tenisowe początki triumfatorki French Open - Polsat Sport

Michał Kaznowski, trener Igi w Merze: "Zaczęliśmy pracę w 2011 roku, zakończyliśmy współpracę w 2016 roku. To było między 10. a 15. rokiem życia. Współpracę zaproponował mi pewien ambasador sportu. Wspierał finansowo Igę na początku kariery. Ten sponsor określił formułę działania, miał wizję. Przedstawił projekt, jak mają wyglądać treningi Igi, chciał, żebym ja był trenerem. Tata Igi zgłosił się do mnie z rekomendacji tego sponsora. Szybko znaleźliśmy wspólny język. Ten ambasador chciał być wtedy anonimowy. Myślę, że nadal chce nim pozostać. Dlatego nie chcę mówić, kto to był. To wsparcie było niezbędne, by ruszyć z większą ilością treningów. Wynajęcie kortów, treningi - wszystko to kosztuje. Na początku drogi Igi pojawiły się jednak dobre dusze, które chciały pomóc i pomagały.
Takie talenty jak Iga, jak wiele talentów, które mamy w Polsce, na zachodzie Europy, w USA, są wspierane przez federacje, które są o wiele zamożniejsze niż Polski Związek Tenisowy. PZT robił tyle co mógł, ale to była kropla w morzu potrzeb. Większą uwagę wszyscy przykładali wtedy do jej siostry Agaty. Była bardziej utytułowana, zdecydowanie bardziej pracowita i dojrzała jak na swój wiek. Iga była cały czas tą goniącą, dzieckiem, które chciało za wszelką cenę dorównać starszej siostrze, rywalizować z nią. Musiałem umiejętnie zrównoważyć różne aspekty pracy z dziećmi. Chodziło o to, żeby była i zabawa, i przemycić w tym wszystkim pracę, ale i nie zrobić krzywdy młodszej z sióstr.
Iga niezależnie od momentu meczu nie zwalnia ręki. To było w niej od małego. Jak była piłka do ataku, to atakowała niezależnie od tego, co się może wydarzyć. To było fajne. Kiedy przegrywała mimo to, lubiła sobie potem popłakać, ale popłakała i parła do przodu. Dziś widzimy tego efekty. Były łzy i złość. Staraliśmy się zawsze przekuwać to w złość sportową, chęć rewanżu. Ukierunkował ją w tym kierunku ojciec. Sprawił, że porażki mobilizowały ją do cięższego treningu. Były wzloty i upadki. Były i kłótnie i sprzeczki. Ale w późniejszych etapach liczyła się praca, by iść do przodu, by rzucić sobie kolejne wyzwania. Bardzo dobrze wspominam to, że ona sama potrafiła sobie narzucić pewne cele, nawet wtedy, kiedy ja ich nie stawiałem. Nie zawsze to było dobre. Czasami miała zbyt wygórowane ambicje, niedostosowane do aktualnych możliwości. Niemniej, szukała czegoś więcej.
Na początku była niepokorna. Miała talent, więc nie czuła potrzeby wykonywać pewnych zadań kilka razy. Potrzebowała dyscypliny. Ojciec ją nauczył systematyczności, ciężkiej pracy. Ja też musiałem do tego się dołożyć. To się okazało skuteczną metodą.
Pytanie: W tym wieku na świecie, ale i w Polsce, dzieci potrafią grać 25-30 godzin tygodniowo. Iga też tak obficie trenowała?
Odpowiedź Michała Kazanowskiego: Wiedziałem, że jest ambitną zawodniczką. Starałem się zostawić trochę przestrzeni. Chodziło o to, żeby z czasem dokładać więcej treningów. Staraliśmy się zawsze dbać o jakość, nie ilość, właściwie spożytkować czas na korcie. Trenowaliśmy 1,5 - 2 godzinny dziennie przez pięć dni w tygodniu. Pod koniec wspólnej pracy trochę zwiększyliśmy dawkę, ale nieznacznie. Iga chodziła w normalnym trybie do szkoły, od rana do południa. Była zawsze bardzo dobrą uczennicą. Te akcenty zostały rozłożone równomiernie. Rodzice zaczekali do momentu weryfikacji. Kiedy nadeszły pierwsze sukcesy zmienili proporcje między sportem i nauką. Więcej czasu Iga zaczęła poświęcać tenisowi. Zawsze działali w sposób rozważny, a Iga była zawsze pilna w szkole i na korcie. 
Po półfinale Orange Bowl, nieoficjalnych mistrzostw świata rozgrywanych na Florydzie, kiedy w półfinale przegrała z Anastazją Potapową, dostaliśmy pierwszy znaczący sygnał, że idziemy we właściwym kierunku. Potem Iga zagrała półfinał nieoficjalnych halowych mistrzostw świata "Les Petits As", w którym przegrała z Olgą Danilović. Wtedy zdecydowaliśmy się przestawić ją na granie juniorskie. Poprosiliśmy o konsultację Pawła Ostrowskiego i Grzegorza Wilczyńskiego, trenera od przygotowania fizycznego. To są wybitni specjaliści. Ruszyliśmy w tenisowy świat. Wielu mówiło, że za wcześnie, a ona od razu miała dobre rezultaty - wygrywała, w wieku 14 lat turnieje do lat 18 w Nottingham i Budapeszcie.
Źródło: Roland Garros. Michał Kaznowski - zapomniany trener Igi Świątek - Sport w INTERIA.PL

Dawid Olejniczak, jeden z trenerów Igi: "Wiedziałem, że Iga może grać na bardzo wysokim poziomie, to na pewno. Wszyscy trenerzy mówili, że Iga ma smykałkę do tenisa. I do innych sportów też. Bardzo dobrze grała również w piłkę nożną. Ale nikt o zdrowych zmysłach nie myślał o 12-13 letniej dziewczynie, że zagra kiedyś w finale Wielkiego Szlema. Bez żadnego wazeliniarstwa trzeba teraz serdecznie pogratulować tacie Igi. To jest jego zasługa. On bardzo chciał, żeby jego córki grały w tenisa. Agata, trzy lata starsza córka, w pewnym momencie nie była w stanie poradzić sobie zdrowotnie, więc w końcu pan Tomek wszystko poświęcił Idze. Widziałem, jak wiele wyrzeczeń go to kosztowało. Dzisiaj na pewno nie żałuje ani sekundy z tamtych lat. Czapki z głów przed nim. I przed trenerami. To jest też olbrzymi sukces całego teamu, na czele z Piotrem Sierzputowskim. Dla niego też chapeau bas, bo chłopak nie grał jakoś wybitnie w tenisa, nie kręcił się w tym środowisku, a jako trener Igi odnalazł się znakomicie. Jest opanowany, spokojny, wyważony, inteligentny, widać, że ma coś do powiedzenia nie tylko o tenisie. Jednak gdybym miał wskazać jednego ojca sukcesu, to wybieram tatę. To jemu Iga najwięcej zawdzięcza.
Pamiętam, jak do mnie zadzwonił. To był 2012 rok. Iga trenowała na kortach klubu Mera Warszawa, stamtąd się znaliśmy. Dzwoni więc do mnie Tomasz Świątek i pyta, czy nie chciałbym pomóc jego córkom. Mówię, że tak, a on pyta, co o nich uważam. "Powiem tak: Iga ma olbrzymi potencjał, ale jest leniuszkiem, natomiast Agata ma trochę mniejszy potencjał, za to jest jedną z najbardziej pracowitych osób, jakie widziałem" - usłyszał ode mnie. Odpowiedział: "Masz rację. I teraz trzeba zrobić tak, żeby Idze wpoić taki etos pracy, jaki ma Agata". Wydaje się, że Iga w końcu to zrozumiała i że od pewnego momentu kariery zasuwa prawie tak, jak zasuwała Agata. Bo nie powiem, że tak samo, ponieważ świetnie pamiętam, że Agata była tytanem pracy. W każdym razie do talentu Iga dołożyła pracowitość. I jest efekt. Talent w tenisie to tylko kilka procent sukcesu. Zgadzam się z Łukaszem Kubotem, który zawsze tak mówi. Tu trzeba swoje wypracować. I w siebie wierzyć. Iga pracuje aż miło, wiary jej nie brakuje, a skoro tak, to wierzmy, że do końca pójdzie za ciosem. I że z tytułem wielkoszlemowym dla Polki tenis w naszym kraju przestanie być traktowany po macoszemu.
Wracam do Tomasza Świątka, bo pamiętam, że niektórzy jego osobę deprecjonowali, trochę się śmiali z niego i z tego jak dąży do celu. Dziś obok Igi to on jest największym zwycięzcą. Warto też mówić więcej o tym, że rodzice sióstr kładli nacisk na to, żeby się one dobrze uczyły. Iga cały czas miała czerwony pasek, co jest bardzo ważne. Na pewno dzięki inteligencji, wiedzy, ona lepiej myśli na korcie. W trakcie gry czasu jest bardzo mało, trzeba błyskawicznie różne rzeczy analizować i reagować. Jak nie myślisz dobrze w życiu, to na korcie twoje decyzje będą spóźnione. Za chwilę na Idze będą się wzorowali młodzi ludzie, którzy powinni wiedzieć, że tenis tenisem, ale życie poza nim, czyli nauka, rozwijanie pasji, to tak samo ważne sprawy."
Źródło: "Tata Igi Świątek jest ojcem jej sukcesu. Pamiętam, jak się z niego śmiali" Tenis - Sport.pl

Piotr Sierzputowski, aktualny trener Igi Świątek: "To był 2016 rok. W juniorskim Rolandzie Iga szła z eliminacji i doszła daleko. Mecz o ćwierćfinał wygrała z Kenin, a w ćwierćfinale przegrała z Potapową. Z relacji Tomka Świątka wiem, że trener do niego zadzwonił, poszło na noże i współpraca się skończyła. Wtedy pracowałem w Legii, prowadziłem najlepsze zawodniczki poza Igą. Przyszedł do mnie mój ówczesny szef Artur Bochenek i mówi "Słuchaj, Iga nie ma trenera. Czy chciałbyś pomóc?". Odpowiedziałem szczerze, że nie mam takiego doświadczenia. 
 Ale oni mnie znali od dawna. Przed dziewczynami z klubu trenowałem swoją siostrę, która jest trzy lata starsza od Igi, czyli dokładnie w wieku siostry Igi. Moja siostra z Agatą rywalizowały. Kiedy powiedziałem, że nie wiem czy dam radę, Artur zapewnił, że będą z tatą Igi szukać trenera, a ja miałem być kimś do pomocy. Miałem z Igą pojechać na turniej, kiedy starszy, doświadczony trener nie będzie chciał albo mógł. Miałem też się zająć sprawami organizacyjnymi, bo to już na tamtym etapie umiałem, to zawsze była moja mocna strona. Kiedy zaczęliśmy pracę, pomagałem szukać trenera. Oceniałem, doradzałem.
Oglądałem treningi, które różni ludzie z Igą prowadzili. Nie wiedziałem, czy mam doświadczenie, żeby pociągnąć taki temat, ale wiedziałem, jak wygląda dobra robota. Zacząłem trenować ludzi już jako 14-latek. W weekendy po 8-10 godzin klepałem jako sparingpartner. Tak sobie zarabiałem. A jako 16-latek byłem już zatrudniony w klubie jako pomocnik trenera. U Igi w końcu zostałem pierwszym trenerem, bo po niecałych trzech miesiącach poszukiwań Tomek z Igą zapytali czy ja jednak nie mógłbym z nią pracować, bo Idze, wtedy jeszcze naprawdę dzieciakowi, zajęcia ze mną się podobają. Jej tacie też się nasza praca podobała, chociaż Tomek miał swoje uwagi. Oczekiwał ode mnie trochę cięższej ręki. (...) nigdy nie byłem typem trenera dającego konkretne bury. Jak Iga mnie załamuje, to siedzę kompletnie cicho i widać po mnie, że jestem zły. Jestem gotów się założyć, że ona to widzi z kortu nawet, kiedy siedzę na trybunach w maseczce. Już tyle lat się znamy, że po moich oczach ona to widzi. (...) Daję Idze dużo przestrzeni. Potrafię tak ją prowadzić, żeby ona naprawdę chciała być coraz lepsza. Wypracowaliśmy to. Bo nie zawsze Iga chciała. Bywało, że uciekała z treningów.(...) Iga po prostu czuła się zmęczona i wtedy nie chciało jej się pracować. Trzeba sobie jedno powiedzieć wprost: Iga tak naprawdę pracować nie lubi. Ona uwielbia rywalizować. I świetnie! Sportowiec, który woli rywalizację to wzór. Dziś Iga zawsze jest przygotowana, a do tego potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. I zawsze chce się w czymś zmierzyć. Caty McNally, przyjaciółka Igi, też rywalizuje ze swoim trenerem we wszystkim. Dbają o to. Natomiast Iga ma to w naturze.
Iga nie pęknie nigdy, nie będzie miękka. Tata robi dla niej wielką robotę od zawsze. Ale zaszczepienie jej czegoś takiego to jest jego ogromna zasługa. I jednocześnie przekazanie bardzo trzeźwego spojrzenia. Tomek od zawsze trzymał Igę w ryzach. "Przegrałaś? Trudno, jutro jest trening". "Wygrałaś? Super, ale jutro jest trening".
Dla nas na razie najlepszą opcją jest przepracowywanie różnych rzeczy, przygotowywanie się i dopiero granie. Już mi niektórzy zarzucają, że za mało gramy. Chcieliby, żebyśmy jeździli wszędzie, a nie wybierali tylko te turnieje, które według nas można wygrać. A ja powiem tak: jeżeli w ciągu całego sezonu będziemy wybierali i wygrywali tylko cztery Wielkie Szlemy, to co, będzie źle? Iga lubi moje planowanie turniejów. Zawsze zostawia mi decyzję i mówi, że nigdy się nie pomyliłem. Jak na już cztery i pół roku współpracy to chyba niezły wynik?
Pytanie: Czyli będziesz pilnował, żeby z Igi nie zrobiono maszyny do promowania polskiego tenisa? Polski Związek Tenisowy na pewno by tego chciał.
Odpowiedź: Ale związek nie ma nic do gadania. Wyłożył może kilka procent pieniędzy, które trzeba było wydać w karierze Igi. Tomek przez lata musiał się męczyć, żeby związać koniec z końcem. Robił to przy pomocy różnych firm, a i tak zawsze było oszczędzanie. Zresztą, nadal nie szastamy pieniędzmi. Zawsze śpimy w tańszych hotelach. Może jak ktoś wygrywa Wielkie Szlemy seriami, to ma swoje przyzwyczajenia i lepiej dla niego, żeby zainwestował w luksus. Igi to na razie nie dotyczy.(...)
Sukces Igi napędzi inne dziewczyny. To jest tak, że jak Amanda Anisimova robiła fajny wynik, to Iga patrzyła i mówiła "Kurde, ja też mogę". Jak Bianca Andreescu, która była dużo słabsza w juniorach, wygrała US Open, to Iga myślała "Jeśli ona może, to przecież ja też mogę". Jak Potapowa robiła wynik, Kostiuk robiła, to Iga powiedziała: "Dobra, ja też robię", bo już wiedziała na pewno, że można. Te młode dziewczyny się nawzajem napędzają. Teraz wiele z nich siedzi w domu i myśli "Kurde, ja też chcę taki tytuł, jaki ma Iga Świątek". I każda z nich właśnie postanawia, że będzie mocniej grała, szybciej biegała, ciężej zasuwała na każdym treningu.(...)
Iga jest szczęśliwa, a Asics przeszczęśliwe, bo firma ma pierwszego tenisistę, który ubrany w ich produkty od stóp do głów wygrał Wielkiego Szlema. Prezes dzwoni z gratulacjami, załatwia wszystko od ręki. Iga jest dla nich perełką. Tak samo dla Leksusa. Ta firma niedawno podpisała z Igą oficjalny kontrakt, ale pomagała nam od dawna. Z prezesem Jackiem Pawlakiem znam się od lat, uczyłem go grać w tenisa, a on zawsze był pomocny. "Potrzebujecie samochód i benzynę, żeby jechać do Czech? Macie, jeźdzcie" - wiele razy to słyszeliśmy. A teraz z kontraktem trafili idealnie. I super. Takich partnerów się docenia. Bo to nie tylko biznes. To trochę rodzina. Trudno o takie relacje w świecie, w którym każdy kolejny kontrakt jest coraz wyższy i jest coraz więcej oczekiwań co do wywiązywania się z obowiązków sponsorskich.(...)
Bardzo wierzę w to, co robię. I nieważne, że w tej pracy nigdy nie było finansowych kokosów. A wręcz bywały czasy bardzo trudne. Zwłaszcza gdy pracowałem w WSG i musiałem wyżyć za 1200 złotych miesięcznie, bo Iga miała kontuzję, a ja miałem zabukowany czas tylko dla Igi. Oczywiście to nie była wina ani Igi, ani jej taty. Tak byłem umówiony z klubem. Trudno było wtedy jakoś w ostatniej chwili dorobić. Musiałem na szybko kombinować. Wtedy zostałem, to była moja inwestycja w Igę. Dlatego, że byłem młody, mogłem sobie na to pozwolić. Ktoś inny może by się pożegnał. [Trener sprawdził i precyzuje, że jego pensja wynosiła wtedy około 3000 złotych, a 1200 zostawało mu na życie po opłacie za wynajem kawalerki w Warszawie. Trener podkreśla, że absolutnie nikogo nie wini - red.]. (...) Mam umówiony bonus, ale jego wysokości nie mogę zdradzić. Naprawdę nie jest źle. Na polskie standardy. W porównaniu do świata to mało. Ale idę z Igą już jakiś czas, oboje stopniowo rośniemy, a wynik na Rolandzie był dużym przyspieszeniem, wybiegliśmy nim do przodu.
Pytanie: Kolejny raz mówisz, że Iga się uczy, ona też to często powtarza. Pomówmy o szczegółach - o serwisie niektórzy mówią, że jest męski. Będzie jeszcze mocniejszy?
Odpowiedź: Nie dążymy do tego, żeby był jak najmocniejszy. Nawet schodzimy z siły na rzecz trafiania pierwszego serwisu. Bo to jest kluczowa sprawa. Moim zdaniem Iga ma serwis przeciętny. A tym, co rzeczywiście wyciągnęła z męskiego tenisa, jest kick serwis. On jest trudniejszy. A Iga się go nauczyła, bo miała kontuzję. Kiedy miała rozwaloną stopę, nie obciążała jej, tylko serwowaliśmy z kolana. I tak nauczyła się tej rotacji do boku.  Iga z tym serwisem czuje się komfortowo, on jej wychodzi. Fajnie, że to ma. Zaciągnęliśmy to z męskiego tenisa, kobiety tak nie grają i to nie jest żadna złośliwość.
Pytanie: To teraz powiedz o prędkościach piłek granych przez Igę. Nikt nie zdąży, kiedy ona zagra swoje?
Odpowiedź: Iga mnie często pyta przed meczem, co ma zrobić, jeśli nie będzie nadążać. Od dłuższego czasu powtarzam w takich sytuacjach: "Iga, jak nie będziesz nadążać, to znaczy, że jesteś kijowa i musisz się wziąć do roboty". Dopiero po chwili mówię, że to rywalki za nią nie mogą nadążyć.
Pytanie: Skąd u Igi ta obawa?
Odpowiedź: To się ciągnie się od meczu z Camilą Giorgi [2:6, 0:6 w drugiej rundzie Australian Open 2019]. A naprawdę nie zdarza się już, żeby Iga nie zdążała do piłek granych przez rywalki. Natomiast prędkość piłek Igi jest znacznie wyższa od średniej. I ona wcale nie uderza na pełnym ryzyku. Kiedyś w to nie wierzyłem, nawet się na nią wkurzałem na treningu i pytałem, po co tak wali. "Przecież ja nie walę" - powtarzała. Rzeczywiście, gra pewną, szybką ręką, bo wtedy najlepiej czuje piłkę. Absolutnie nie przesadza. Prawda jest taka, że ja już z nią nie potrenuję. Wytrzymam 10 minut, a ona oczekuje i potrzebuje, żeby ktoś z nią od początku do końca grał szybko i najlepiej żeby wszystko przebijał. (...) cały czas naszym ulubionym sparingpartnerem jest Tomek Moczek. Ale ostatnio dużo mieszamy. Bierzemy zwłaszcza zawodników, którzy do wszystkiego dobiegną i wszystko przebiją. A na turniejach już najlepiej jest posparować z dziewczynami z czołówki. Wtedy bardzo cenne są dla nas propozycje pogrania od Naomi Osaki. Zawsze się cieszyliśmy z możliwości zagrania z Karoliną Woźniacką, z Andżeliką Kerber.
Z moich notatek i planów wynika, że w tegorocznych przygotowaniach (czyli w 2020 roku, przyp. wł.) zrobiła o siedem procent więcej treningu niż przed rokiem. W przyszłym sezonie będę chciał do tego dorzucić pięć procent więcej. Widzę to tak, że w sumie jeszcze 30 procent Idze można dorzucić. W ogóle tenis widzę jako grę, w której do pewnego wieku zawodnik zbiera punkty. Jak już ma powiedzmy te maksymalne 200 punktów i one są rozdysponowane tak, że tyle punktów jest na forhend, tyle na bekhend, tyle na coś jeszcze innego, to wtedy sztuką jest ciągłe szukanie najlepszego balansu. Czyli takie przesuwanie tych punktów w ramach swojej maksymalnej puli, żeby ciągle się utrzymywać na szczycie. Jak Rafa i Roger. Przecież oni już nie biegają szybciej, nie uderzają mocniej, a potrafią tak sprytnie poprzesuwać te swoje punkty, żeby inni się tego nie spodziewali i nie mieli odpowiedzi.
Najbliżej perfekcji Iga jest w grze bekhendem. Jeszcze jest tu kawał pracy do zrobienia, bo teraz ona ma bekhend na może 90, ale skala Igi nie kończy się tu na 100, tylko na 130, tak niesamowite ma tu możliwości. Za to na przykład forhend może mieć maksymalnie na poziomie 90. Więcej nie osiągnie. Tak też myślę o serwisie. Trzeba go doprowadzić do 90 i nie napinać się na więcej, tylko rozwijać inne narzędzia, które dadzą więcej. Bez sensu byłoby poświęcać dwa lata na poprawienie serwisu o jeden procent, jeśli ten czas można poświęcić na poprawienie o kilka procent kilku innych elementów.
Igi nie zachwyca pokazywanie się, błyszczenie, o pieniądze też nie dba. Wiadomo, kiedy ich nie ma, to trzeba się postarać, żeby były. Teraz są i wreszcie pojawił się komfort. Ale kiedy ich nie było, to też Iga nie interesowała się nimi bardziej niż tenisem.
Ona ani trochę nie przejmuje się presją z zewnątrz. Od nikogo. Nie czuła presji mojej, taty, całego społeczeństwa. Sama ma wielkie oczekiwania. I ze sobą musi walczyć. Z nikim innym już nie. Dlatego jest idealną kandydatką na wielkiego sportowca. Ona chce tak bardzo jak nikt inny. I wiem, że się bardzo skupi na tym, żeby swoje oczekiwania spełniać."
Źródło: Iga Świątek dostała ofertę nie do przebicia. "Była dla nich jedną z wielu, a jest jak Jordan" Tenis - Sport.pl

Tomasz Świątek wywiad z 2018 roku: 
"Super Express": - Córka wioślarza i olimpijczyka była skazana na sport?
Tomasz Świątek: - Skazana? Na pewno nie. Nigdy nie wywierałem presji, nie było tak, że sport to jedyna droga i jak się nie uda to koniec świata. Po prostu zawsze wyznawałem zasadę, że uprawianie sportu nie musi przeszkadzać w życiu, a może za to bardzo pomagać. Chciałem, żeby Iga i jej starsza siostra Agata coś trenowały, najlepiej indywidualną dyscyplinę, tak żeby same odpowiadały za sukcesy oraz porażki i uczyły się sobie z nimi radzić. Najpierw próbowaliśmy z pływaniem, ale przez problemy zdrowotne Agaty musieliśmy zrezygnować. Potem padło na tenis. Zaczęła Agata, a potem Iga starała się ambitnie ją naśladować.
- Jaką osobą jest Iga? Ona sama mówi o sobie, że jest strasznie uparta i zawzięta...
- To prawda i doskonale widać to na korcie. Iga i Agata mają zupełnie inne charaktery. Agata jest spokojna, może nawet za bardzo. Iga za to zawsze była uparta i lubiła sama o wszystkim decydować.
- Były momenty kryzysowe, gdy mała Iga chciała ten cały tenis rzucić?
- Oczywiście, że były chwile słabości. Iga miała momenty załamania, gdy na przykład nie potrafiła nauczyć się jakiegoś uderzenia i pojawiały się myśli: "po co ja to robię, to wszystko bez sensu". Namówienie małego dziecka do regularnego i sumiennego treningu jest dosyć trudne. Jak się samo nie zmotywuje, to próby zmuszania go do tego są moim zdaniem bezcelowe. Słyszałem o różnych przypadkach rodziców przymuszających swoje dzieci do treningu siłą, ale efekty tego są zawsze fatalne. A Iga jest taką osobą, której nie trzeba i nie ma sensu do niczego namawiać. Ona wie czego chce i trzeba jej jedynie pomóc w sprawach organizacyjnych.
- Dziadek sióstr Radwańskich sprzedawał wartościowe obrazy, żeby wnuczki miały pieniądze na tenis. Rodzice Janowicza pozbywali się sklepów...
- A ja takich barwnych historii opowiadać nie będę. Ale też było ciężko i musiałem - brzydko mówiąc - uprawiać tzw. "rzeźbę". Przyszedł moment, gdy z własnych środków finansowych już nam nie starczało. Wiadomo jak duże są to koszty - podróże, treningi, ceny zagranicznych hoteli... A w tenisie juniorskim dzieciaki jeżdżą na turnieje i grają - jak ja to nazywam - o plastikowy puchar. Trzeba w to wszystko zainwestować, ale nie ma, nawet w przypadku sukcesów, żadnej gratyfikacji finansowej. Na szczęście teraz już jest współpraca z Warsaw Sports Group i nie muszę przed każdym turniejem martwić się o pieniądze.
Źródło: Tomasz Świątek, ojciec mistrzyni juniorskiego Wimbledonu: Iga sama dobrze wie, czego chce [WYWIAD] - Super Express (se.pl)

Iga Świątek nie jest kompletną tenisistką, tak jak nią nie była choćby i Maria Szarapowa przy siatce czująca się jak ryba wyrzucona na brzeg i do końca kariery borykająca się z problemami z drugim serwisem, a przecież arkan tenisa uczyła się od 9 roku życia w sławetnej Akademii Bollettieriego w Stanach. Nie przeszkodziło to wszak Maszy w zdobyciu pięciu tytułów wielkoszlemowych. Monica Seles w dorosłej karierze grała niczym pięcioletnia lub sześcioletnia dziewczynka, żaden trener nawyku nie wyrugował, ponieważ to przynosiło Monice sukcesy. Aga Radwańska geniusz wszechstronnych uderzeń gdyby nie była prowadzona przez własnego tatę to być może zostałaby odstrzelona z tenisa ze względu na brak fizycznej mocy. Prawie każda z tenisistek ma swoje ograniczenia, braki. Przez całą karierę starają się je niwelować, doskonalić.

W pełni się zgadzam z przytoczonym już tu Dawidem Olejniczakiem jednym z trenerów Igi, który na pytanie czy przydałby się prawdziwy narodowy program rozwoju tenisa? Odpowiada: Bardzo. Od lat go brakuje. Wierzę, że teraz w końcu coś ruszy. Jesteśmy dużym krajem. Państwa z taką liczbą mieszkańców mają tenis o wiele lepiej rozwinięty. Czesi to jest szczyt. Tam świetnie działa system. Oby u nas to po prostu zaczęło iść w tę stronę. 
Tego nie mamy, ale właśnie dlatego trenerom i wszystkim którzy się przyczynili do szkolenia Igi Światek należą się tym większe słowa uznania i podziękowania zamiast deprecjonowania. Tata Igi zaplanował i przeprowadził rozwój swej córki również  w zestawieniu z poziomem wyszkolenia jej rywalek z Czech lub Rosji zarówno na pułapie juniorskim jak i tym najwyższym obecnym zda się optymalnie. 
2066sobota, 10, lipiec 2021 17:38
Zbyszek
Finałowy pojedynek w grze pojedynczej pań w tegorocznym Wimbledonie wygrała Australijka Ashleight Barty pokonując Czeszkę Karolinę Pliskovą 6:3 , 6:7( 4:7) i 6;3.
Barty , ma w swojej grze podobny syndrom jak np. Djokovicz ,a mianowicie dostosowuje swój poziom gry do tego co gra przeciwnik. Grając nawet z zawodniczkami znacznie niżej notowanymi meczy się niemiłosiernie i wygrywa o tzw. koński paznokieć. Postronny obserwator mógłby orzec, że z lepszą rywalką w następnym pojedynku musi przegrać, a ona znowu się męczy, ale znowu jest minimalnie lepsza i znowu wygrywa. Australijka nie gra ładnie, można śmiało powiedzieć, że gra brzydko , bo tylko biega , dobiega i odbija i przebija. Warunkiem powodzenia jej gry jest jej zdrowie i wysoka forma fizyczna. W dzisiejszym finale jednak od początku każdego seta puściła lejce i wystartowała jak mały samochodzik ( 166 cm wzrostu) ,a może to wielgachna Czeszka ( 186 cm wzrostu) zostawała w blokach startowych, bowiem w I secie było już 4:0 dla Barty, a w II i III po 3:0. Dopiero przy takich stanach Pliskova ruszała chude dupsko do odrabiania strat. Ta sztuka udała jej się tylko w secie drugim. Finał do tych emocjonujących nie należał, w odróżnieniu od półfinału Sabalenka - Pliskova. Wygrało tenisowe rzemiosło ,a na wysokim diapazonie, ale rzemiosło, nie sztuka.
2065piątek, 09, lipiec 2021 17:48
Zbyszek
Dawno tak nie przeżywałem wydarzenia sportowego jak dzisiaj spotkania Huberta Hurkacza z Matteo Berrettinim w półfinale tegorocznego Wimbledonu.
Walory i słabości obu tenisistów są nam dobrze znane. Berrettini dysponuje znakomitym , piekielnie szybkim i precyzyjnym serwisem oraz perfekcyjnym forhendem. Słabiej gra przy siatce, prawie nie stosuje dropp shotów i nie umie się przed nimi bronić i ma jak na tę klasę gracza niemrawy bekhend. Hurkacz to zawodnik bardziej wszechstronny, bez widocznych słabszych stron , może poza returnem.
Zaczęło się tak jak powinno czyli obaj zgodnie wygrywali swoje gemy serwisowe ,ale przy stanie 3:2 dla Huberta postanowił on przełamać Włocha. Gem szósty jak na trawę trwał bardzo długo, bo 9 minut i Polak w końcówce dwie piłki w bardzo prosty sposób zepsuł, najpierw miał pusty kort, ale wyrzucił piłkę, a następnie również przy pogubionym rywalu zagrał ryzykowny dropp shott bekhendowy w siatkę. Po przegraniu tego gema tenis Hurkacza się rozsypał. Wróciły stare koszmary , te sprzed współpracy z Boyntonem. Zamiast grać prosty serwis liftowany na bekhend , zaczął grać szalenie trudny serwis kątowy z rotacją boczną i nie trafiał, zamiast czekać na zagania Włocha i wykorzystywać świetną szybkość startową, aby dobiegać do piłek zaczął wykonywać dziwne przyruchy nogami i rękami. Berrettini grał przeciw jego ciału ,a on nie miał przestrzeni, aby odbić piłkę. W ten sposób przegrał po kolei 10 gemów, w sposób zawstydzający. Dość napisać, że w tej fazie meczu Berrettini miał 95 % skuteczności 1 serwisu ,a Hurkacz 40% ,że Włoch miał 31 winnerów, a Hubert 12. Przed 3 setem poszedł do toalety i kiedy wrócił przypomniał sobie, że w boksie siedzi jego trener i spojrzał na niego. Ten pokazał mu gestem, żeby założył czapeczkę. Widocznie Hubert był tak podekscytowany ,że zapomniał jej założyć przed meczem. I jak za dotknięciem czarodziejskiej czapeczki wrócił do meczu. Tym razem grając na przebitki , nie próbując przełamać rywala doprowadził do tie breaku i wygrał III seta 7: 3. Czwartego seta Berrettini zaczął jak po dopingu, o mało co nie gryzł murawy i niestety przełamał za spokojnego Polaka. Na bazie fenomenalnego pierwszego podania doprowadził do stanu 5:3 i ponownie naszego rodaka przełamał.
Jak z tego zbyt krótkiego opisu widać Hurkacz zagrał szalenie nierówno, brakuje mu ogrania z silnymi rywalami w wielkich imprezach , no i przede wszystkim musi odrzucić złe nawyki , bo ich kultywowanie do niczego dobrego go nie doprowadzi. W każdym razie zanotował wielki sukces, którego i on sam i my jego kibice się nie spodziewaliśmy.

W finale gry pojedyńczej pań tym razem bez większych sensacji. Z jednej części drabinki awans zanotowała Australijka Ashleight Barty , rozkręcająca się z meczu na mecz, która w półfinale pokonała wracającą do wielkiego tenisa Niemkę Angelikę Kerber. Zaś w drabince Igi widać było działanie łańcucha pokarmowego , w którym jedna pożarła drugą ,aby zostać pożarta przez silniejszą. I tak Jabeur, która wygrała ze Świątek została pokonana przez Sabalenkę, a ta kolei musiała uznać wyższość Karoliny Pliszkovej.
2064środa, 07, lipiec 2021 19:53
Zbyszek
Ja uwielbiam Wimbledon i czekam na tenisowe spektakle na nim z wielkim utęsknieniem. Jest on jak błysk jasnego i czystego słońca na brudnym niebie. Nie chodzi tylko o biel strojów i o dostojność publiczności. Tam jest nie tylko fair play,ale tam jest pełna rewerencja. Tam okazywanie szacunku przeciwnikowi jest czymś naturalnym. Żadnego puszenia się , buty, lekceważenia. Nie będę cytował wszystkich wypowiedzi, ale wspomnijmy jak pięknie skomplementowała Jabeur Igę Świątek . Warto posłuchać Miedwiediewa po porażce z Hurkaczem, który na nic nie narzekał i był pełen podziwu co podsumował jednym zdaniem " Był tak dobry, że nawet się nie zmęczył". A teraz zachwyt Hurkacza po dzisiejszej victorii, który podziękował Federerowi za spełnienie dziecięcych marzeń. Coś wspaniałego. Chwilo trwaj.
2063środa, 07, lipiec 2021 19:20
Zbyszek
Hubert Hurkacz dokonał wielkiej rzeczy ,a mianowicie w ćwierćfinale turnieju w Mekce tenisa w Wimbledonie pokonał w 3 setach Wielkiego Rogera Federera. Można gderać, że Federer już nie ten, że ma już 40 lat,ale Hurkacz postawił Szwajcarowi niebywale trudne warunki . Wzniósł się na poziom , który jest osiągalny tylko dla najlepszych. Federer grał bardzo dobrze ,ale Hubert lepiej. Wybitnej technice Rogera przeciwstawił prostotę celnych zagrań i siłę precyzyjnych uderzeń. A szybkość wymian jaką narzucił przeciwnikowi była olśniewająca. W ostatnim secie Federer był całkowicie bezradny. Pozostaję w zachwycie.
Teraz on czeka w półfinale na zwycięzcę z pary Berettini (nr 7) Auger Aliassime ( 16). Nie zapeszam Smile.
2062wtorek, 06, lipiec 2021 16:28
Zbyszek
W dokończonym meczu Hubert Hurkacz pokonał Daniłła Miedwiediewa , rozstawionego z numerem 2 w tegorocznym Wimbledonie w setach 2;6,7:6( 7;2), 3:6, 6:3 i 6:3. Wczoraj rozpoczęte spotkanie zostało przerwane w 4 secie z powodu opadów deszczu. Dziś Hurkacz ruszył na Rosjanina z niebywałym impetem, nie dawał mu ani momentu spokoju, cały czas był w agresywnym ataku i Miedwiediew zaczął się gubić. Próbował spowalniać grę, usiłował sztuczkami technicznym zaczarować grę, ale Hurkacz konsekwentnie wyrzucał go poza kort i wymuszał błędy. Świetny mecz Polaka i zasłużona wygrana. W ćwierćfinale moje serce będzie rozdarte, bo Hurkacz napotka na mojego idola Rogera Federera.
Zachowując proporcje to stosunek rywali do Federera można porównać do stosunku przeciwników Legi do niej. Mianowicie wszyscy się sprężali , grali nawet lepiej niż potrafili , traktowali wygranie jako życiowe wyzwanie. Będzie uczta!.
2061wtorek, 06, lipiec 2021 15:17
iocosus
Hubi, Hubi, Hubi, hurrra!!!!

Zbyszku będę musiał się odnieść do tego co napisałeś, ale później!
2060wtorek, 06, lipiec 2021 10:49
Zbyszek
@CTP.
Wczorajszy mecz uwidocznił słabe strony tenisa w wykonaniu Igi Świątek , które znają jej rywalki, tylko nie każda potrafi to wykorzystać.
Jabeur po meczu powiedziała publicznie ,że wygrała grając kątowe piłki slajsem na bekhend. Iga nie jest kompletną tenisistką. Ma silną psychikę opartą na gigantycznej ambicji ,ma znakomitą podbudowę ogólnoatletyczną i świetnie porusza się po korcie. Ale brakuje jej regularności , słabo radzi sobie z piłkami granym z rotacją wsteczną ( slajs i czop),a jej bekhend jest rachityczny. Ten mankament w postaci marniutkiej regularności tyczy prawie każdego zawodnika i każdej zawodniczki z Polski. Jest to efektem faktu prywatyzacji tenisa po 1989 roku. Zresztą przed 1989 roku też nie było słodko , bo dostęp do kortu ułatwiały znajomości i różne układy. Po 1989 roku sitwy nie zanikły, ale doszedł czynnik komercji, a mianowicie większy dostęp do kortu mają dzieci ludzi bogatych ,a to oznacza, że bardziej w szkoleniu liczy się pieniądz niż talent. Bez kilkugodzinnej, codziennej gry na korcie regularności się nie wypracuje, a Iga profesjonalnie trenuje dopiero od wiosny 2019 roku kiedy to opieką otoczyła ją Firma "Mazda".
Iga Świątek do tenisa została skierowana razem ze swoją siostrą, ponoć bardziej utalentowaną ,przez ojca. Najpierw trenowała w Raszynie, ale było to raczkowanie i wieku 8 lat trafiła na korty przy ul. Myśliwieckiej, obok stadionu Legii. Dzieje tego obiektu i klubu tenisowego jak w soczewce ukazują to co się działo z tenisem w Polsce. Historia tenisa w klubie sportowym Legia sięga roku 1923 . Do 1989 roku tenisiści wychowani i reprezentujący Legią byli najlepsi w Polsce ( wyjątek to Fibak). Po 1989 roku sport ten został sprywatyzowany czyli państwo i firmy państwowe przestały sport finansować. O ile jeszcze na piłkę nożną byli chętni to tenis uprawiali tylko ci, których było na to stać. Ludzie, którzy tworzyli tenis w Legii wyjechali na ogół za granicę ,aby tak jak np. pan Rozpędzki rozwijać go i odnosić sukcesy w USA. Formalnie właścicielem kortów aż do 2002 roku była Agencja Mienia Wojskowego, która tylko zabierała sekcji zarobione na wynajmie pieniądze, zaś sportową stroną i dofinansowywaniem tenisa zajmował się CWKS. W 2002 roku obiekt przejęło Miasto, które go wyremontowało, a sprawami sportowymi zajmowało się od 2004 roku utworzone przez wielkiego pasjonata Jerzego Hertla Stowarzyszenie Klub Tenisowy Legia. Kolejny wielki cios tenisowi w Legii, i nie tylko tenisowi, zadało ITI, które faktycznie skasowało CWKS. Moim zdaniem była możliwość zakwestionowania uchwały akcjonariuszy Legii o drastycznym podniesieniu wartości kapitału założycielskiego ,ale chyba Gmoch , ówczesny Przewodniczący Rady Nadzorczej i prezes CWKS miał dość żebrania . Okres od 2006 do 2013 roku to czas, w którym tenis w Legii był całkowicie prywatny. Kiedy prezesem Legii został Boguś Leśnodorski to natychmiast objął patronatem i finasowaniem tenisa z pieniędzy klubu piłkarskiego. Był to najlepszy okres po 1989 roku dla tenisa w Legii. To wówczas zatrudniono najlepszych trenerów i ściągano najbardziej utalentowanych tenisistów i tenisistki i to wówczas Iga najwięcej się nauczyła i to na tej bazie odnosiła wielkie sukcesy jako juniorka . Lecz na tle tego co funkcjonuje w innych krajach to była chałtura. Niestety kiedy Dariusz Mioduski stał się właścicielem Legii to postanowił pewno pd wpływem debilnych mądrali udających ekonomistów poczynić oszczędności, których skutki np. w drużynie piłkarskiej odczuwamy po dziś dzień. W tenisie zlikwidowane zostało finansowanie zawodników i zawodniczek powyżej 12 roku życia. Tenis w Legi stał się własnością Warsaw Sport Groups i znowu ten trenował tyle ile potrzeba kto miał dostatecznie dużo pieniędzy, nie było opieki medycznej , ani dodatkowych sportów uzupełniających . Odczuła to boleśnie Iga, która doznała poważnej kontuzji stopy i została zostawiona sam sobie, a wiele zawodniczek uważanych nawet za bardziej utalentowane od Igi zakończyło uprawianie sportu. Dopiero jesienią 2020 roku Mioduski zadecydował, pod wpływem sukcesu Igi na RG, że Legia będzie zajmowała się tenisem na kortach przy Myśliwieckiej poprzez dwie Fundacje, jedną dla dzieci i młodzieży ,i drugą dla wyczynu.
W żadnym kraju , nawet w USA, sport dzieci i młodzieży nie został sprywatyzowany , poza Polską. Więc w wielu dziedzinach sportu, do których należy tenis nasi utalentowani zawodnicy i zawodniczki już na starcie są w dużo gorszej sytuacji od rywali i rywalek, bo muszą nadrabiać zaległości ,często w podstawowym wyszkoleniu. Można tylko retorycznie zapytać gdzie dziś byłaby Iga gdyby była tak wyszkolona jak np. Czeszki czy Rosjanki . We wczorajszym pojedynku te braki uwidoczniły się z całą jaskrawością. Te prawie 50 niewymuszonych błędów w setach II i III nie wzięło się znikąd. Istota regularności to odbijanie w kort rywalki zagranych przez nią piłek z dowolnego miejsca i z dowolnej pozycji. Drugim w kolejności fragmentem wyszkolenia jest takie zagrywanie piłek, aby były one jak najtrudniejsze do odbioru przez przeciwniczkę. Kiedy nie trafia się w kort tak często jak wczoraj to nie ma mowy o wygraniu spotkania z trudną rywalką.
Mówiąc wprost : Świątek osiąga wyniki zdecydowanie powyżej poziomu aktualnych umiejętności.
PS.
@Iocosus.
Łączę się z Tobą w żalu.
yvComment v.2.01.1