- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Alfabet 2013 - C
Pogadamy o Cichym, choć na murawie głośnym piłkarzu, ale czy stanie się faktycznie głośnym w świecie futbolu, oto jest pytanie!? Z Craxą się zapoznamy - mimo wypadania z toru, również i na legijnych zakrętach, jak na razie na poważną kraksę się nie zanosi. O miłości do Chelsea pewnego Portugalczyka szczyptę dywagacji dorzucimy i taką strawę jeszcze czymś doprawimy.
.
.
C – Cichocki
Udana wiosna w Dolcanie Ząbki zaowocowała jesiennym egzaminem w Legii. Ten w Generali Cup wypadł w miarę pozytywnie, ale podczas czterech ligowych występów już tak nie za bardzo. Po porażkach z Ruchem i Lechią, Mateusz ligowego placu już nie powąchał, szczególnie w Chorzowie kubeł zimnej wody musiał zostać wylany na głowę 21-latka, ponieważ był poważniej zamieszany w utratę goli niż w potyczce z gdańszczanami, choć i w tym drugim przypadku zaliczył błędy w ustawieniu.
Zrehabilitować się już mu nie było dane, zaraził się od kolegów i nie uniknął epidemii „naderwania, naciągnięcia przyczepów mięśniowych w obrębie kości łonowej”. Plaga ogarnęła: Żyrę, Kopczyńskiego, Astiza, Mizgałę, Koseckiego. Wirus „około dupny” sieje spustoszenie w szeregach legionistów, kogo, ptfu, ptfu, następnego dopadnie?
Wracając do Cichego oby wiosną zdrowego, jego atutem jest to, że nie jest cichy, a głośny, na murawie bez kompleksów, stremowania w doświadczonym gronie, pokrzykuje, podpowiada, dobra mentalna przesłanka, choć bez nabytego piłkarskiego doświadczenia niewiele warta.
Mateusz Cichocki musi się ogrywać, możliwie na najwyższym poziomie, powinien podążyć drogą Jędzy lub Kosy, a jeżeli nie podoła, zaadoptować się w ligowej piłce na wzór „Ciupagi” Zbozienia.
Jeżeli nasz sztab szkoleniowy ma się wykazać operatywnością to Cichocki siedzieć na ławce nie powinien, wypożyczenie jest konieczne, w klubie z możliwością gry na środku defensywy i tak pozostaną: Dossa Junior, Astiz, Rzeźniczak, opcjonalnie Jodła lub Ivica, a młody Cichy choć głośny grać musi, właśnie dlatego, żeby jego głos był nie tylko donośny, ale i znaczący.
C – Cracovia
No i wróciła Craxa na saloony Ekstraklasy, oto refleksje kibica Pasów z jesieni 2013:
29 października
„Miejsce blisko ligowego podium ze znacznie większą przewagą nad czerwoną latarnią, niźli stratą do lidera. A to jeszcze nie wszystko. Najbardziej mnie cieszy, że z czternastu dotychczasowych meczów Cracovii w bieżącym sezonie ledwie jeden był katastrofalny (Zawisza, w), a tylko dwa inne (Lechia, w; Legia, d) zwyczajnie słabe. W pozostałych spotkaniach Pasy, nawet jeśli nie inkasowały (kompletu) punktów, prezentowały się czasem bardzo solidnie, a częściej naprawdę świetnie. A pamiętajmy, że w składzie wciąż zdecydowanie dominują piłkarze, którzy jeszcze w poprzednich rozgrywkach z różnym powodzeniem rywalizowali w tzw. I lidze. Doszło do tego, że nawet Grzegorz Mielcarski i Marcin Baszczyński otwarcie chwalą Cracovię, co może oznaczać, że koniec świata jest naprawdę bliski. Skąd to się wszystko bierze? Cóż, najprościej byłoby stwierdzić, że Ekstraklasa jest zwyczajnie słaba i dobre wrażenie może w niej robić dosłownie każdy. Wystarczy w miarę przyzwoita organizacja gry i łut szczęścia. Ale to tylko część prawdy, w dodatku dość marginalna. Znacznie większą rolę odgrywają, moim zdaniem, dwa inne czynniki. Po pierwsze: stabilizacja. Wielu moich „braci po szalu” utyskiwało na znikomą aktywność klubu tak w letnim, jak i poprzednim zimowym oknie transferowym. Domagaliśmy się (ja też, co tu ściemniać) zdecydowanych inwestycji podnoszących jakość zespołu, wzmocnień na kluczowych pozycjach, etc., etc. Nie wiem czy ta transferowa stagnacja była celowym działaniem, czy tak po prostu wyszło. W każdym razie wyszło elegancko. Chłopaki grają ze sobą już od dłuższego czasu. Mają zgranie i wzajemne zaufanie, co ładnie procentuje na boisku. Procentuje też konsekwencja trenera Stawowego, który wbrew nawoływaniom przeróżnych szpecjalistów nie przeprowadził po awansie taktycznej rewolty, tylko wciąż trzyma się swych pryncypiów. I oby tak dalej. Po drugie: transfer. Tak, ten jeden jedyny sensowny transfer Cracovii w ostatnich latach. Facet imieniem Dawid, nazwiskiem Nowak. Mamy wreszcie napastnika, który strzela bramki. Ostatnio widzianym przy Kałuży egzemplarzem tego sortu był bodajże Piotrek Bania. I niech mi kto tu choćby szepnie słowo „kontuzja”. Wicie-rozumicie: głowa, biodra i te rzeczy. Nie żartuję. Wiecie co? Wielokrotnie już tutaj (i nie tylko) pisałem, że bycie kibicem Cracovii uczy cierpliwości i pokory. Jasne, karmimy się wspomnieniami z dnia na dzień coraz to bardziej odległej chwały. Szczycimy się tym, żeśmy najstarszym polskim klubem. Wyznajemy pasiaste wartości i uparcie wierzymy, że kiedyś będzie dobrze. Ale tak naprawdę dopiero teraz, w trzydziestym trzecim roku swego życia, mogę być zupełnie serio dumny z pasiastego „teraz”.”
3 listopada
„Cracovii – tej Cracovii – rola zdecydowanego faworyta zwyczajnie nie leży. Widać to było w zeszłym sezonie, jeszcze w tzw. I lidze, gdy wpadki z niżej notowanymi rywalami przytrafiały się podopiecznym Wojciecha Stawowego częściej, niż powinny. A i tak rzadziej, niż by mogły, bo parokrotnie punkty, czy nawet zwycięstwo udawało się wyrwać jakimś zrywem w ostatnich minutach, precyzyjnym uderzeniem z dystansu, czy inną, podobną sztuczką. Gdy tuż przed swym polem karnym rywal ustawi gęste zasieki, gra Pasów staje się niepokojąco bezproduktywna. OK., piłkarze Cracovii nadal utrzymują się przy piłce dwu-trzykrotnie częściej, niż przeciwnik. Zazwyczaj oddają zdecydowanie więcej strzałów. Ale co z tego? (...) Nawiasem pisząc, na takie zasieki znacznie łatwiej natknąć się na własnym podwórku, stąd też zupełnie mnie nie dziwi, że w bieżących rozgrywkach Pasom jakby lepiej idzie w gościach.”
2 grudnia
„No właśnie. Ile razy, mili państwo, zdarzyło Wam się widzieć cztery strzały w słupek w wykonaniu jednej drużyny w tym samym spotkaniu? A ile razy byliście świadkami czterech uderzeń w słupek tego samego zawodnika w przeciągu ledwie jednej połowy? No właśnie. No to może pamiętacie taki mecz, w którym jeden piłkarz (nota bene obrońca) najpierw daje swej drużynie prowadzenie, potem daje jej remis, by po chwili dać zwycięstwo… przeciwnikowi? No właśnie.”
C – Chelsea

Chelsea zamieniło puchar Ligi Mistrzów z 2012, na puchar Ligi Europy z 2013, choć trofea kolekcjonuje zamieniło również trenera, raczej nielubianego na Stamford Bridge Rafę Beniteza zastąpił kochany Jose Mourinho. Zapewne z intencją ponownej wymiany pucharów w 2014 roku, aczkolwiek Spacial One stwierdza:
- Myślę, że naszych szans w tym sezonie, który jest pierwszym od mojego powrotu, nie można porównywać z innymi klubami. Inne drużyny mają stabilne składy, czego my nie posiadamy, i ewoluowały w naturalny sposób do roli faworytów. Ale udało nam się dotrzeć do 1/8 finału. Jeśli awansujemy do kolejnej rundy, to wszystko może się zmienić. Zawsze mówiłem, że każdy zespół z ćwierćfinału ma szansę wygrać Ligę Mistrzów. Moja analiza sytuacji wygląda tak, że nie jesteśmy faworytami. Bayern Monachium jest faworytem. Mają niewiarygodną stabilizację. Tak samo Barcelona i Real Madryt wyraźnie są z przodu stawki.
Pokorny Portugalczyk (!?), czyżby madryckie doświadczenia zmieniły jego charakter? Raczej nie, o sytuacji, w której Chelsea nie zdobyłaby, żadnego trofeum mówi: „To byłoby niedopuszczalne. Moja filozofia życiowa, jak i natura tego klubu nie dopuszczają takiej możliwości.”
Właśnie odpadł z Pucharu Ligi Angielskiej, ale o grze w Premier League stwierdza:
- Jeśli my mamy kłopoty, to jest jeszcze 17 innych drużyn, które mają większe kłopoty. Stwarzamy dużo sytuacji. Gramy miłą dla oka piłkę (nie każdy tak sądzi, ale o tym później, przyp.wł.), ale musimy wykańczać przeciwników. Jeśli teraz trenowalibyśmy rzuty rożne z kukłami, to nawet jedna z nich mogłaby trafić do siatki. Wszystkie odbite piłki trafiają w naszym przypadku pod nogi przeciwników.
W prowadzeniu zespołu pozostaje zdecydowany i pewny własnych wyborów, Juan Mata najlepszy piłkarz Chelsea poprzedniego sezonu, obecnie mający problemy z grą w pierwszej jedenastce, doświadczył takiej opinii Mourinho: „Hiszpan musi nauczyć się grać tak, jak ja tego chcę".
W formie ciekawostki, opinia Special One o rotacji: - Nie chcę nazywać tego rotacją, ponieważ gdy tak mówisz, to pojawiają się pomysły, że drużyna jest słaba. Ale nie zagram takim samym składem jak w ostatnim meczu, bo niektórzy muszą odpocząć. – czyli rotuje, ale nie rotuje! Do sztambucha, złotych myśli trenerskich!?
Jak Mourinho, to i transfery w kontekście The Blues, „Potrzebuję kolejnej zmiany w zespole. Potrzebuję świeżych zawodników” i pojawiają się spekulacje odnośnie: Marco Reusa, Juliana Daxlera, Brazylijczyka Hulka oraz 27-letniego Kolumbijczyka Fredy’ego Guarina z Interu oraz Kurta Zoumy z Saint Etienne.
Na koniec rozważań o Chelsea i ich natchnionym guru, opinia red. Rafała Nahornego porównującego poprzedniego i aktualnego trenera:
- Ależ oni się nie znoszą. To, co teraz dzieje się na Stamford, jest formą odcięcia się od projektu Hiszpana. Bez poważniejszego powodu mało gra Juan Mata, najlepszy i najważniejszy zawodnik u Beniteza, David Luiz wrócił na pozycję środkowego obrońcy, a Ivanović znów biega po prawej stronie bloku defensywnego. Chelsea ciuła te punkty, wygrywa dużo potyczek i najważniejsze, że cały czas jest w czubie. Niedawno komentowałem ich mecz i przyznam, że nie da się oglądać tego, co robią na boisku. Wszystko jest powolne i mało efektowne, ale zawsze znakiem rozpoznawczym Mourinho było to, że liczył się dla niego wynik, a nie to, w jaki sposób uda mu się osiągnąć cel. Hiszpan i Portugalczyk mają w sobie dużo wspólnego w podejściu do futbolu, ale są całkowicie innymi ludźmi. Pierwszy z nich to ponury służbista, który po klubowych korytarzach krząta się z laptopem wpatrzony w statystyki. Drugi to świetny, zabawny człowiek, który ze swoimi piłkarzami tworzy wspaniałą, głęboką relację. Na pewno ta zmiana dużo dobrego wniosła do klubu, wszyscy lepiej się czują i mają większą przyjemność z wykonywanego zawodu. (eurosport.onet.pl)
C - Czego nie mówią kibice
C – co mówi typowy Seba
C – co wiemy o sporcie?
C - czego życzy PZPN?
Alfabet 2013










Dzięki, w świątecznym nastroju, ale przecież nie tylko tym powodowany, gorąco pozdrawiam Pana Zbigniewa, największego erudytę czarnej eLki, postać wyrazistą, na wskroś niebanalną i nietuzinkową, dzięki której mogę weryfikować własne poglądy, proszę nie brać mi za złe, że w takim razie czasem i w formie polemicznej.
@ A-c10
Gwoli ścisłości, w literce „C” alfabetu to 1/3 pracy wykonał Albiceleste, którego własne kibicowskie refleksje niecnie wykorzystałem, nawet o zgodę nie pytając. Niniejszym za to przepraszam, tłumaczę się „wyższą racją stanu” i „dobra publicznego”.
@ Senator
A bratku z Tobą nie ma lekko. Jeżeli alfabet ma się w styczniu zakończyć, a nie ciągnąć się nie wiadomo jak długo, to niezbędna mi pomoc. A w takim razie chciałbym Cię prosić i publicznie zobligować, żebyś dla alfabetu czarnej eLki literkę „S” opracował.
„S” jak hasło „sędziowie”, w 2013 roku z nimi wszystkie refleksje powiązane, na przykład stworzyć ich subiektywny, własny ranking, lub wybrać z ich pracą związane najważniejsze wydarzenia, możesz wyodrębnić „S” jak Siejewicz jeżeli taka Twoja wola, bo i przypadek dosyć szczególny, wedle uznania. Jeżeli wykorzystasz do współpracy Czarnego Elfa i Wallesa nikt oponować jak mniemam nie będzie.
Dziękuję za miłe słowa. Nie zasłużyłem. Pozdrawiam serdecznie. Dobrze się czuję w dobrym, inteligentnym towarzystwie. Między innymi Twoim.
Tak się nie robi
Cała przyjemność po mojej stronie