Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.
Twoja opinia
Dyskusja (2599)
949poniedziałek, 21, wrzesień 2015 12:21
Pancz
Jest super, jest super, więc o co Ci chodzi Już trzymamy ręce na biletach do Rio
948poniedziałek, 21, wrzesień 2015 06:55
Zgred Maruda
Puchar Świata Siatkówka
Stan na godzinę 6.30 rano...
Sytuacja się mocno skomplikowała dla naszej reprezentacji...
Nad ranem Włosi "przeszli" po Rosjanach 3-0 (25:15,26:24,25:18)
brylował Zajcew, który zdobył w sumie 20 punktów.
Liczyłem na inny rezultat, zakładałem mecz pięciosetowy, natomiast taka wygrana Włochów powoduje, że / bez względu/ na dzisiejszy wynik naszego meczu z USA to z Nimi w ostatnim meczu turnieju będziemy grać o awans do igrzysk...
Jeśli dziś Polacy pokonają Amerykanów 3:0 lub 3:1, a także nie stracą we wtorek punktów z Japonią, do awansu na igrzyska wystarczą im dwa wygrane sety w środowej potyczce z rywalami z Półwyspu Apenińskiego. Gdyby Biało-Czerwoni zwyciężyli z USA po tie-breaku, z Włochami trzeba będzie wygrać 3:0 lub 3:1...( ! )
Niestety, słabo to widzę...
"ale skoro piłka w grze"...
rozpoczęcie meczu ze Stanami - 10-ta rano
947niedziela, 20, wrzesień 2015 20:19
Zbyszek
@Walles.
Dobrze,że przypomniałeś.Akurat w RPA rugby odegrało ogromną rolę w pokojowym wyjściu z apartheidu. Do 1990 w drużynie RPA grali tylko biali, ale na trybunach byli też i kolorowi i cieszyli się ze zwycięstw drużyny RPA po społu. Południowoafrykański Związek Rugby był pierwszym który jeszcze przed oficjalnym zniesieniem ustawodawstwa segregacyjnego po wygranej w wyborach prezydenckich Nelsona Mandeli w 1994 roku dopuścił kolorowych zawodników do drużyn, także narodowej.
Natomiast dziś obejrzałem mecz Nowozelandczyków z Argentyńczykami.Zaznaczę,że turniej o PŚ trwa 6 tygodni i najlepsze zespoły nie szarpią się na początku. A na wspomnianym meczu na stadionie Wembley komplet widzów. W pierwszej połowie zaczęło się normalnie.Nowa Zelandia prowadziła 9:0,ale potem Argentyna zdobyła 13 oczek ,a NZ tylko 3 i sensacja po 40 minutach.Faworyt przegrywa do przerwy. Jeszcze przez 10 minut drugiej polowy Argentyna trzymała się bardzo dobrze , nawet po karnym podwyższając prowadzenie 16 do 12. Ale od 55 minuty Nowozelandczycy wzięli się w garść i mimo czterech strat piłek w dogodnych do przyłożenia okolicznościach / dwa razy podanie do przodu i dwa razy wypadnięcie co jest traktowane tak samo/, jednak dokonali dwóch przyłożeń i dwóch podwyższeń i wynik 26:12. Prawdziwa walka na całego zacznie się od ćwierćfinałów.
946niedziela, 20, wrzesień 2015 13:22
Walles
@Zbyszek
Twoje słowa przypomiajace że rugby to sport dla chuliganów w który graja dzentelmeni przypomniały mi film "Invictus" a także pamietny wiersz podarowany przez Nelsona Mandele kapitanowi druźyny rugby RPA. Moze powinien byc inspiracją także dla naszych, dzisiaj dobry dzień na cos takiego
Z okowów najmroczniejszej nocy,
których już nigdy dzień nie skruszy,
dziękuję bogom, których mocy
zawdzięczam hardość swojej duszy.
(...)
I chociaż kroczę wśród chaosu,
błądzę w cierpienia mrocznej głuszy,
jestem kowalem swego losu
i kapitanem swojej duszy
945niedziela, 20, wrzesień 2015 11:19
Zbyszek
@Walles.
Tak się złożyło,że jak znalazłem chwilę czasu,aby napisać o rugby to serwer padł i dopiero teraz mogę. Nie jestem jakimś specjalnym fachowcem od rugby. Ot po prostu lubię ten sport oglądać i nie ukrywam,że go cenię.Powiada się,że jest to sport dla chuliganów, w który grają dżentelmeni. Osobliwie od 12 lat oglądam przez internet wszystkie mecze pomiędzy Nową Zelandią a Australią, przed którymi obie drużyny prezentują fantastyczne układy choreograficzne w ramach Mistrzostw Oceanii oraz Anglią i Szkocją , także Anglią i Francją., w których poziom emocji kibiców jest nieporównywalny z piłką nożną w ramach Pucharu , obecnie 6 Narodów. Te ostanie to nieoficjalne Mistrzostwa Europy rozgrywane od 1882 roku, najpierw jako Puchar 4 narodów, potem po I wojnie jako Puchar 5 narodów, a od 2000 roku, jako Puchar 6 narodów rozgrywany corocznie.
Od 28 lat w cyklu co cztery lata rozgrywany jest turniej o Puchar Świta rugby z udziałem 20 drużyn , wyłanianych drogą stopniowych eliminacji kontynentalnych.Stawka finałowa podzielona jest na 4 grupy.
Od niepamiętnych czasów czołówkę w rugby stanowią :Anglicy, Nowozelandczycy / posiadający Puchar, gdyż wygrali turniej 4 lata temu/, Australijczycy, Szkoci, Walijczycy, zawodnicy RPA i Francuzi. Blisko czołówki są gracze Samoa i Rumunii. Reszta drużyn uczestniczy,ale się nie liczy. Japończycy uczestniczą w Pucharze jako mistrzowie Azji od początku,ale dotychczas wygrali tylko jeden mecz w 1991 roku z Zimbabwe.We wczorajszym meczu był jeden faworyt. Wynika to głównie z tego,że rugby jest sportem walki wręcz, gdzie decyduje wzrost, waga i siła, a tu ogromna przewaga jest po stronie ich rywali. I do 6o minuty meczu tak to wyglądało. Zawodnicy RPA nakładem jak najmniejszych sił spokojnie wygrywali mecz prowadząc kilkoma punktami..Przy stanie 22:19 dla siebie popełnili błąd chcąc przerwać akcję Japończyków jeden z zawodników RPA próbował szarżującego na własną połowę złapać,ale chybił i trafił go łokciem .Rzut karny, który Japończycy wykorzystali i zrobił się remis.Zawodnicy RPA natychmiast przeprowadzili akcję, zrobili przyłożenie i wykorzystali podwyższenie i zrobiło się 29:22. I znowu grając spokojnie kontrolowali wydarzenia. Ale w 70 minucie Japończykom wyszła nieprawdopodobna dla nich akcja, po wykopie na aut na połowę RPA , bardzo sprytnie go wygrali, a następnie gromadząc kilku graczy ataku / numery na koszulkach od 9 do 15/ podając jajo bardzo szybko wymanewrowali obronę rywali i zdobyli przyłożenie i kolejne dwa punkty . Znowu remis. Zostało 10 minut do końca i atakowali gracze RPA. W 72 minucie wykorzystali rzut karny i wyszli na prowadzenie trzema punktami. Japończycy wznawiając grę przy ataku ją zgubili i trafiła do rąk graczy RPA. Wydawało się,że nic nie może się zdarzyć.Bowiem Afrykanerzy atakowali przed końcową linią pole przyłożeń, chcąc , albo tam położyć piłkę, albo zmusić Japończyków do faulu na rzut karny.Ale Japończycy w zupełnie niepojęty sposób przy kolejnym kotle odepchnęli graczy RPA od piłki , zdobyli ją i natychmiast kopem posłali na aut na połowę RPA.
Od 75 minuty uporczywie i konsekwentnie atakowali drużynę RPA chcąc zdobyć 5 punktów za przyłożenie. Mieli dwa rzuty karne , które zamienili na auty,nie dopuszczali do zdobycia piłki przez rywali, w kotle byli aktywniejsi, tak,że jak sędzia dwa razy zarządzał młyn to dla Japończyków, którzy nawet raz przepchnęli przeciwników. Już w doliczonym czasie gry, a więc w 82 minucie po znakomitej, przemyślanej akcji, w której piłkę przenosili raz na jedną, raz na drugą stronę boiska tym razem z lewej strony przyłożyli. Wynik 34:32 dla Japonii poszedł w świat. I to bez żadnej przesady. gdyż tegoroczny Puchar w Anglii ma oglądać rekordowa liczba widzów ok.. 4 miliardów. Tym samym wyprzedzi on Tour de France i jako impreza sportowa wskoczy na 3 pod względem oglądalności . Turniej trwa 6 tygodni. Japończycy mają w grupie jeszcze Samoa, Szkotów i USA.. Następny Puchar w Japonii. Ja byłem pod wrażeniem tego jak ich trenerowi angielskiemu udało się wprowadzić nowatorskie rozwiązania, które okazały się skuteczne.W obronie Japończycy nie rzucali się na rywali całym ciałem ale padali na kolana i na tych kolanach taranowali nogi zawodników RPA, przy wyrzutach z autu dwóch ich graczy podnosiło do góry trzeciego, który nie łapał piłki, ale jak w kosza tylko ją przerzucał do partnera z tyłu oraz stosowali zasadę kupą mości panowie przy ataku rywali,zaś kiedy sami atakowali to byli bardzo szeroko rozczłonkowani. I ta nieprawdopodobna wola walki ,determinacja i poświęcenie.Zobaczymy czy był to jednorazowy wyskok Japończyków, ale gracze RPA byli sobie sami winni. Myśleli,że ograją Japończyków na stojąco ,a kiedy natrafili na prawdziwy opór nie potrafili się do walki zmobilizować. Sensacja porównywalna w z porażką Sereny Williams z Włoszką Vinci w tegorocznym US Open w tenisa.
944niedziela, 20, wrzesień 2015 01:48
Walles
Ja generalnie mało sie interesuję rugby, od czasu do czasu spojrzę na jakis mecz ale mamy podobno do czynienia ze światowa sensacją bowiem Japonia pokonała RPA. Tutaj pewnie przydałaby sie opinia Kuli z BzK ale to podobno tak jakby Brazylia lub Niemcy przegrały z kopciuszkiem w kopaną. Warto zerknąć tym bardziej że przeważnie my startujemy z pozycji tych gorszych. Sport jest jednak piekny
943czwartek, 17, wrzesień 2015 18:11
Zgred Maruda
Puchar Świata Siatkówka
Polska - Egipt 3-0
USA - Iran 3-1
Rosja - Kanada 3-0
Włochy - Tunezja 3-0
Argentyna - Australia 3-0
Szybko, miło i przyjemnie. Mecz bez echa, spokojna gra pierwszą szóstką oraz kilka zmian- podgrzania ławki rezerwowej.
Rozgrywa Dzyzga, który już na dobre zastąpił Łomacza. Kilka ładnych akcji, w tym efektowne ataki z drugiej strefy. Mecz z gatunku dobrego treningu.
Jutro na rozkładzie Australia z bombardierem Edgarem.
Następnie dwa dni przerwy i nastąpi runda trzecia, która wyłoni dwa zespoły z "biletami lotniczymi" do Rio
942środa, 16, wrzesień 2015 15:55
Zgred Maruda
Puchar Świata Siatkówka
Polska - Kanada 3-1
USA - Wenezuela 3-0
Rosja - Australia 3-0
Włochy - Iran 3-0
Argentyna - Egipt 3-0
Ech, znów te "pierwsze sety", jak zwykle zaczynamy z drużynami niżej notowanymi grać "chodzonego"...od przejścia do przejścia, kiedy już budzimy się po pierwszym secie zaczynamy grać swoje i to godnie.
Tu rozgrywka idzie o mecze Polska - USA, ale w międzyczasie jeszcze Rosja zagra z Ameryką, a Włosi zagrają z Rosją, gdzieś tam kołacze się jeszcze Iran, który i tak sobie wygra tam daleko w Azjii, ale jak dzień mieć będą to i krwi - napsują.
Reasumując ostatni mecz gramy Z Włochami, może być tak, że może znaczyć - jako sparing, ale również może rzutować na bilety linii lotniczych w kursie do Rio
941poniedziałek, 14, wrzesień 2015 09:39
Zgred Maruda
@Senator
zwycięzca 3-2 zdobywa - 2 punkty
przegrany 2-3 zdobywa - 1 punkt
Tabela po pierwszej rundzie
mecze, punkty,sety, małe punkty ( ratio)
Około godziny 1 w nocy wreszcie zaczęli finał. Dwaj wielcy mistrzowie Szwajcar Roger Federer i Serb Novak Djokovicz. Najwyżej w turnieju rozstawieni, najwyżej w klasyfikacji ATP.Roger już 34 letni i o 6 lat młodszy Novak.Federer najlepszy tenisista w historii,zaś Djokovicz najlepszy w dwóch ostatnich latach. Serb w tym roku wygrał dwa turnieje Wielkiego Szlema w Australii i Wimbledonie, ten drugi po raz pierwszy w swojej karierze w finale w Nowym Jorku.Wygrał w 4 setach Djokovicz :6:4,6:7,6:4,6:4 po trzech i półgodzinach walki.Po raz pierwszy na centralnym korcie im.Artura Ashea komplet 24 tys. publiczności złaknionej wielkiego tenisa, którego w tegorocznym US Open zarówno w wykonaniu pań , jak i panów było jak na lekarstwo.
Oni może koncertu nie dali, ale pokazali niebywale zaciętą walkę o każdy punkt.Większość gemów kończyli na przewagi. Ostatni gem w meczu trwał prawie 10 minut. Djokovicz grał bardziej poprawnie, miał 37 winnerów i 34 niewymuszone błędy, zaś Roger co u niego mniej spotykane 56 kończących piłek i 54 niewymuszone błędy.W tych elementach gry podobnie jak w skuteczności pierwszego serwu była prawie równowaga. Przełamywali się w każdym secie po dwa, trzy razy. Novak do fenomenalnego returnu dodał lepszy chyba niż dotychczas serw, zaś Roger oprócz fantastycznego forhendu też jak by swój bekhend poprawił.Roger miał więcej ryzykownych zagrań, zaś Novak grał poprawniej, regularniej.
Obaj świetnie przygotowani taktycznie, znający słabe strony rywala i w każdym zagraniu starający je wykorzystać. Publiczność nareszcie mogła owacjami pokazać,że taki pokaz tenisa ją rajcuje i podziękować za możliwość ich oglądania i przeżywania.Najsprawiedliwszy byłby remis.Niestety natura ma swoje prawa i procesy starzenia chociaż na pozór niedostrzegalne wraz z wiekiem się kumulują i najpierw odbierają szybkość, a potem niekorzystnie wpływają na kondycję. Co ja tu piszę, 34 lata życia i procesy starcze?A jednak.
To utrata sił spowodowała,że Roger przegrał. Od trzeciego seta celebrował przerwy pomiędzy gemami i setami, na początku czwartego zmienił przepoconą koszulkę i może nie słabł w oczach, ale dostrzegalnie wolniej chodził na nogach, wolniej do piłek dobiegał.
Po meczu Mats Willander przeprowadził z oboma wywiad dla Eurosportu.Pełna kurtuazja i widoczny szacunek dla przeciwnika. Jednak ten tenis to sport dla dżentelmenów. Ważne, aby przepięknie grać, ale równie ważne jest umieć się na poziomie zachować. Wielkie brawa za całokształt.
939poniedziałek, 14, wrzesień 2015 00:15
Senator
@Zgred
Rozumiem że w turnieju gra każdy z każdym i o końcowej klasyfikacji zadecyduje tabela, więc wygrana za 1 punkt co się nam już przydarzyło dobra nie jest.
938niedziela, 13, wrzesień 2015 15:55
Zgred Maruda
Puchar Świata Siatkówka
Polska - Wenezuela 3-1
Rosja - Iran 3-0
Argentyna - Tunezja 3-0
USA - Egipt 3-0
Włochy - Japonia 3-0
Szóstka zmieniona, odpoczywali Kurek, Nowakowski, Zatorski.
Wchodzili na zmiany Drzyzga, Kubiak. Grali -Konarski, Możdżonek, Gacek, Mika, Kłos i Łomacz.
Polacy wygrali za trzy punkty, lecz mocne słowa padły z ust Naszego trenera i kapitana po meczu. Generalnie grali "stojanowa"...bez specjalnego zaangażowania i ciśnienia, efekt: 25-27 przegrana pierwsza partia.
Trochę zaczęli się ruszać ze wstydu, lecz gra była jedynie trochę lepsza...wyszliśmy na 2-1 ( choć trzeciego seta wygrali do 16-tu)
Natomiast w czwartym secie było nawet 22-20 dla Wenezuelczyków...i tylko ich prostym błędom zawdzięczamy, że mecz nie skończył się pięcioma setami.
Na plus Konarski - dobry w ataku
Możdżonek -6 bloków punktowych plus dobra zagrywka.
Ten brak zaangażowania, agresji z rankingowo słabszym rywalem jakoś -coś "wypisz wymaluj" mi przypomina...
Teraz dwa dni przerwy, zmiana miejsca i hali, w kolejności trzy mecze: Kanada, Egipt, Australia -niby zespoły słabsze, mecze łatwiejsze lecz paradoksalnie "te łatwiejsze" potrafią być trudniejsze...
937niedziela, 13, wrzesień 2015 09:48
Zbyszek
W nocy obejrzałem dwie gale bokserskie. Wpierw w Londynie w wadze ciężkiej walczył Anthony Joshua z Gary Cornishem.W zasadzie o nic, czyli o pasek WBC Internacional. Piszę nie o walce, bo po raz 14 Anglik wygrał nokautując rywala. Lecz śledzę karierę tego 26 letniego mistrza Olimpijskiego z Londynu, gdyż jest to kandydat na mistrza świata. Ale nie takiego jak Kliczki, których nikt nie chciał i nie chce oglądać.On może ożywić królewską wagę, gdyż stanowi połączenie stylu boksowania Mike Tysona z Lennoxem Lewisem.Oczekuję jednak,że nabijanie rekordu i nabieranie doświadczenia już się zakończy i Joshua dostanie wreszcie walkę z przeciwnikiem z pierwszej piętnastki rankingów.
Natomiast na gali w Las Vegas walczył prawdopodobnie po raz ostatni , uważany za najlepszego współczesnego boksera bez podziału na kategorie Floyd Mayweather Jr.O walce nie ma co pisać. Floyd był lepszy pod każdym względem i jak zwykle szlachetną sztukę walki przedłożył ponad bijatykę.Dla jednych to nuda, a dla mnie szermierka na pięści. Jego poprzednią walka z Manny Pacquiao ekscytował się cały świat ,wyłącznie z uwagi na gażę. Dziś można powiedzieć,że Floyd na walce nie zarobił jak wstępnie sądzono 120 mln. USD brutto,ale 220 mln USD netto.Rekord trudny do pobicia. Pomimo,że zapowiedział koniec kariery to wielu sadzi,że Mister Dolar jak go z przekąsem nazywają da się skusić na jeszcze jedną dwie walki, ale za ponad 100 mln USD.Wygrywając dziś nad ranem po raz 49 wyrównał rekord wygranych walk pod rząd bez porażki należący od 1956 roku do mistrza w wadze ciężkiej Rockyego Marciano. Był on Mistrzem świata od 1946 do 1956 roku. Bliski był wyrównania Dariusz Michalczewski, który miał na koncie 48 wygranych walk i bycie mistrzem świata w wadze półciężkiej przez 9 lat, od 1993 do 2002 roku.W trakcie przygotowań do 49 walki zamieniał żonę na młodszą i na boksowanie już sił nie starczyło.Natomiast Mayweather jr był mistrzem świata od 1998 roku do 2015 roku, a więc najdłużej. W tym czasie był mistrzem różnych Federacji w pięciu kategoriach wagowych.Jeżeli odchodzi, to odchodzi naprawdę Wielki Mistrz.
936niedziela, 13, wrzesień 2015 09:20
Zbyszek
Finał singla kobiet w Nowym Jorku się o0dbył. Wygrała bardziej doświadczona i będąca wyżej w rankingu WTA Flavia Penetta. Vinci stawiała duży opór w I secie , oddając drugiego praktycznie bez walki. Poziom trudno ocenić. Grały na miarę swoich możliwości.Na włoski finał przybył premier Italii. A na trybunach pustawo. Kiedy amerykanie uwierzyli,że Serena może wygrać w tym roku wszystkie cztery turnieje Wielkiego szlema rzucili się na bilety. Cena podskoczyła do 250 USD, ale po półfinale spadła do 45 USD.Nie wiem jak tam dystrybuowane są bilety, więc podaję za relacjami prasowymi. Bardziej niż finał światowe media roztrząsają sensacyjną porażkę Sereny.Był to jeden z głównych newsów prasy, telewizji i internetu.Po spotkaniu z Vinci słuchałem wywiadu z Williams,która nie wiedziała co się wydarzyło.Nie dziwię się jej. Tego nikt nie wie.
935sobota, 12, wrzesień 2015 21:20
Senator
Niestety w koszykówce cuda zdarzają się bardzo rzadko. Dopóki mieliśmy siły graliśmy z Hiszpanami jak równy z równym i to naprawdę cieszy. Po trzech kwartach był remis 55:55 i o wszystkim miała zadecydować czwarta. Niestety chwila moment i tą część meczu przegrywalismy 2:14 .Było już wiadomo że na pokonanie Hiszpanii musimy czekać dalej. Niestety kibic50 ma rację Gortat był wyraźnie pod formą w całych mistrzostwach, wystarczy zobaczyć co Hiszpanii dawał jeden z braci ( grał ten starszy młodszy Mark nie przyjechał ) Pau Gasol. W meczu z nami rzucił chyba ze 30 punktów. Zawodnik Bulsów był wyraźnym liderem drużyny w przeciwieństwie do naszego Marcina Gortata.
Panowie szlachta trzeba jednak przyznać po tych mistrzostwach jest nadzieja, przestaliśmy być chłopcami do bicia i mamy kilku młodych naprawdę obiecujących zawodników. Wcale się nie zdziwię jest np Karnowski w przyszłym roku pojedzie grać za wielką wodę . Jest Ponitka i nieco starczy Waczynski za to ogrywajacy się w bardzo silnej lidze hiszpańskiej.
Będzie dobrze z naszym baskietem, wierzę w to.
934sobota, 12, wrzesień 2015 20:09
Była Szkoda, że Gortat nie pomógł...
933sobota, 12, wrzesień 2015 19:17
Senator
Panowie szlachta oglądajcie kosza jest moc !
932sobota, 12, wrzesień 2015 18:09
Zbyszek
A Rafał Majka jednak na trzecim miejscu podium w Wyścigu Dookoła Hiszpanii. Dziś kolarze,zwłaszcza Astany, drużyny Fabio Aru pokazali mistrzostwo taktyczne. Jak to było na kilku poprzednich etapach na początku etapu uciekło z peletonu ok.40 kolarzy, którzy szybko zdobyli kilka minut przewagi. Wśród nich było 4 kolarzy Astany i 4 Movistar.Etap był fikuśny, gdyż kolarze ścigali się na odcinku 90,3 km jadąc tę samą trasę dwukrotnie, łącznie około 181 km i pokonując dwa razy te same góry z premiami tylko za drugim razem z odwrotnej strony.
40 km przed końcem etapu na przedostatnim podjeżdzie zaatakował wicelider Aru. Dołączyło do niego 5 kolarzy z Majką , Rodriguezem ,Chavezem, Quintaną i pomocnikiem Aru Landą. Narzucając duże tempo zaczęli gubić lidera Holendra Dumoulina. Na początku tej ucieczki przewaga nad Holendrem wynosiła pomiędzy 11 a 20 sekund. Ale wtedy z grupy wcześniej uciekających zostało 4 kolarzy Astany, stanowiąc rodzaj stacji przekażnikowej,którzy już po zjeżdzie z góry narzucili na płaskim odcinku szaleńcze tempo.Przewaga Aru i innych zaczęła rosnąć w oczach.Przed ostatnim podjazdem wynosiła już 1,10 sekund, a pod górę jeszcze wzrosła, tak,że na szczycie przekroczyła 4 minuty.W ten sposób Aru stał się liderem a Majka wskoczył na trzecie miejsce. Ale swoje trzy grosze postanowił wtrącić Quintana, który też miał 4 pomocników z grupy Movistar. Na 16 km. przed metą zaatakował chcąc zgubić Majkę i Rodrigueza i wskoczyć na podium. Hiszpana z Katiuszy zgubił, ale Rafał usiadł mu na kole i odjechać od siebie mu nie dał. W ten sposób zaczęła się rozgrywka o drugie miejsce dla Majki.Niestety nie miał on żadnego liczącego się pomocnika i musiał atakować sam.Ostatecznie na mecie nadrobił nad Rodriguezem ponad 40 sekund, ale do 67 sekund trochę zabrakło.Ogromny sukces Majki i polskiego kolarstwa. Po 22 latach mamy kolarza na podium Wielkiego Touru.
Zwraca jednak uwagę fakt,że grupa Dumoulina nie przewidziała tego manewru i zostawiła swojego lidera samemu sobie. Co prawda zawarli koalicją z grupą Sky,ale Nieve, który pomagał Holendrowi był za słaby.W każdym razie końcówka etapu i wyścigu pasjonująca i udziałem Polaka w jednej z głównych ról.
Wyścig rozstrzygnął się jeżeli idzie o ukształtowanie czołówki kandydatów do wygranej w klasyfikacji generalnej na 11 etapie 2 września. To na tym odcinku 138 km niebywale trudnym wyrażną przewagę czasową nad innymi zyskało 1 1 kolarzy. Istotne korekty wprowadził etap jazdy na czas, ale klasyfikacja została ostatecznie dookreślona na dzisiejszym przedostatnim etapie.
Można mieć pretensje,że kolarze z czołówki puszczali od 03 września słabszych kolarzy przed siebie i ich walka o triumf w Vuelcie odbywała się niejako w tle walki o zwycięstwo etapowe. Mogło dojść do sytuacji w której kolarz z dalszego miejsca mógł poprzez ucieczkę ze słabeuszami wygrać cały wyścig, tak, jak dziś w pewnym momencie Aroyo był na czele.Na szczęście nic takiego nie nastąpiło.
I może sobie pluć w brodę Dyrektor Grupy Majki pan Tinkow,że jak nie mógł wystartować Contador to do grupy poza Saganem delegował słabszych zawodników. Gdyż Majka przy mocniejszych pomocnikach mógł realnie walczyć z Aru o wygraną. Ale nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre,gdyż dzięki temu Paweł Poljański będący w cieniu innych pokazał się znakomicie i udowodnił,że może być z niego nie groszy kolarz niż Majka.
Dziękuję Majce za to,że oprócz wrażeń ze wspaniałego kolarstwa mogłem emocjonować się udziałem w nich na równych prawach z najlepszymi - Polaka.
@Senator.
Usiadłem do pisania od razu po zakończeniu etapu nie czekając na półoficjalne wyniki. Ale mnie największą trudność sprawia walka z klawiaturą. Mimo,że przebieram paluszkami jak oszalały to strasznie wolno tych literek przybywa. A do tego im chcę szybciej tym więcej gubię liter lub ich dodaję tam gdzie nie trzeba. No i z kolei poprawiam i tak schodzi. Nigdy nie piszę wpierw na tzw. brudno co trochę przyśpiesza, ale narowiste bydlę w które walę i tak za cholerę przyśpieszyć nie chce..
931sobota, 12, wrzesień 2015 17:35
Senator
Panie Zbyszku czekam na relację z Vuelty!
Coś się wydarzyło i to miłego dla nas.
930sobota, 12, wrzesień 2015 17:07
Senator
@Zgred
Dziękuję za wyjaśnienia i cieszę się że nie tylko ja nie rozumiem pewnych kwestii. Co do aktualnego turnieju, to dobrze bo bylem przekonany że tylko zwycięzca.
929sobota, 12, wrzesień 2015 16:49
Zgred Maruda
@ Senatorze
Sam nie mam pojęcia jakim cudem Mistrz Globu nie ma kwalifikacji z automatu. Mistrzostwa odbywają się co cztery lata, nie kolidując terminami z Olimpiadą...jakaś bzdura i nawet nie chodzi "o naszą dumę" bo mistrzami jesteśmy, lecz o ogólne zasady...
Z Pucharu Świata kwalifikacje zdobywają dwie pierwsze drużyny.
W Europie będą jeszcze turnieje, dla tych którzy w Japonii nic nie ugrają oraz tych, którzy tam nie grali, np: Francja, Bułgaria, Holandia, Finlandia, Czechy. Z tych turniejów wychodzi tylko wygrany i za zwyczaj "bitka" idzie na całego.
Taki Iran na ten przykład ma jeszcze możliwość - z "furtki" Mistrzostw Azji.
Tu i teraz w Japonii jest dla Nas najlepszy układ olimpijski.
928sobota, 12, wrzesień 2015 14:45
Senator
@Zgred
Weź mi wytłumacz jak to możliwe że mistrzostwo świata nie daje kwalifikacji olimpijskiej to raz, a drugie pytanie czy z tego turnieju tylko zwycięzca zapewnia sobie udział w IO?
927sobota, 12, wrzesień 2015 10:39
Zgred Maruda
Puchar Świata Siatkówka
Polska - Iran 3-2
USA - Włochy 3-0
Rosja -Argentyna 3-1
Po wczorajszym "plaskaczu" w wykonaniu piłkarzy Legii wstałem skoro świt z nadzieją na polepszenie samopoczucia...zadałem mocną kawę i
...przez pierwsze dwa sety - zdążyła wystygnąć. Potrzebna nie była, nerwów i stresu za dużo, Polacy "płynęli" 0-2 grając słabo. Persowie za to bardzo dobrze. Nie siedziała nam zagrywka, odbiór a co za tym idzie i atak...
ale stare przysłowie siatkarskie brzmi:
"mając dwa zero, jeśli nie wygrywa się trzy, to przegrywa się dwa-trzy"
Bardzo dobrze grającego w trzech pierwszych meczach Buszka zastąpił ( do tej pory rezerwowy Mika ), Lomacza- Drzyzga, który zdecydowanie przyspieszył grę. Rozgrywał równomiernie po wszystkich strefach. Gubił blok pół górnymi -szybkimi piłkami do Miki, Kubiaka. Nie obciążał Kurka, kręcił środkiem i drugą strefą.
Mozolnie zaczęliśmy budować przewagę psychiczną dobrymi atakami przy zdecydowanym lepszym odbiorze.
P.Nowakowski już na pewno się obudził "wsadzając kilka gwozdzi"
w parkiet, że o dobrej zagrywce nawet nie wspomnę...
Mika bardzo dobrze w ataku ( 70% skuteczności w całym meczu).
Kubiak i Kurek na dobrym poziomie i dobra gra środkiem dała trudne, ale bardzo cenne zwycięstwo.
ps: mała ciekawostka
B.Kurek w pomeczowym wywiadzie powiedział, że celowo zaryzykowali wraz ze sztabem szkoleniowym aby szóstce grającej cały czas dać całkowite wolne, bez dodatkowych zajęć...
Trening mieli rozpisany rezerwowi oraz wchodzący na zmiany.
I właśnie tym faktem tłumaczył "ślamazarny" początek meczu...
Może gdzieś wypowiedz Bartka- polemizuje z czasem wolnym Legionistów, a fakt utrzymania organizmu nawet na nieznacznych obciążeniach jest lepszy od tzw. bez ruchu...( ? )
Amerykanie "przeszli" po Włochach spokojnie, są w bardzo dużym gazie.
926sobota, 12, wrzesień 2015 06:19
Zbyszek
@Senator.
Oby.
Natomiast wśród mężczyzn w US Open normalnie i po Bożemu. Zawodnicy rozstawienie z numerami 1 Novak Djokovicz i nr 2 Roger Federer awansowali do finału. Pewnym zaskoczeniem jest tylko łatwość z jaką tego dokonali.Serb oddał Ciliczowi tylko 3 gemy ,zaś Roger Wawrince 8. Chorwat jak nie ma wspomagania to gra mniej więcej jak nasz Janowicz. Mocny serwis i albo wejdzie to gramy, albo nie wejdzie to tyłujemy, Przy serwisie rywala absolutnie bezradny.
Zaś na Stanie odbijają się jego problemy osobiste.Ponoć ma problemy z koncentracją na treningach, a i widać tę małą wolę walko do końca w meczach. Doszedł do półfinału, bo umiejętności ma duże, ale dla Rogera był tylko tłem.
Wyniku finału nie sposób przewidzieć. W ostatnim czasie lepiej się wiodło w pojedynkach tych dwóch gigantów Novakowi.widać było też w półfinale,że chciał jak najszybciej ograć Cilicza,aby przyoszczędzić sił na finał. W tegorocznym RG mu ich trochę zabrakło. Natomiast Roger jak zagra bekhendem na przyzwoitym poziomie to ma duże szanse, ale Serb wie /podobnie jak wszyscy/ o tej jego słabości i będzie na tę stronę grał konsekwentnie.Tu też dopóki Federer będzie w pełni sił to będzie co najmniej równorzędnym przeciwnikiem.Emocje gwarantowane. Oby jeszcze poziom zadowolił.
925piątek, 11, wrzesień 2015 23:33
Senator
@Zbyszek
Jeśli w tenisie doszło do takiej niespodzianki to może i w kosza?
Wygrana Polski z Hiszpanią byłaby chyba jeszcze większego kalibru sensacją.
924piątek, 11, wrzesień 2015 22:49
Zbyszek
Tego jeszcze w światowym tenisie nie było.W turnieju wielkiego szlema w finale zagrają dwie Włoszki ;Flavia Penetta nr 26 WTA, która pokonała Simonę Halep nr 2 WTA oraz Roberta Vinci ne 43 WTA, która pokonała nr 1 światowego tenisa od 10 lat Serenę Williams.
Penetta ograła Rumunkę w dwóch krótkich setach.Ja miałem przekonanie,że po morderczym meczu w którym wyeliminowała nr4 Czeszlkę Kvitovą ta 33 letnia tenisistka nie wytrzyma meczu z mocną Rumunką. Było odwrotnie. Halep popełniła 26 niewymuszonych błędów / w całym 3 setowym meczu z Azarenką miała ich 19/ i od stanu 3:2 dla siebie w drugim secie nie wygrała ani jednej piłki. Włoszka zdobyła po kolei 4 gemy i 16 punktów. Na tym poziomie niewyobrażalne. A jednak.
W drugim półfinale Vinci znana jako bardzo dobra deblistka , która nie doszła wcześniej nawet do półfinału żadnego poważnego turnieju była z góry skazana na porażkę. I 1 set na to wskazywał. Przegrała go gładko do 2. Ale okazała się niezwykle inteligentną tenisistką i począwszy od seta drugiego zaczęła grać krótkie , dość wolne piłki, stosować dużo skrótów. Serena przyzwyczajona do tego,że wygrywa siłą czyli niezwykle mocnym serwisem, takim samym returnem i bitymi z bekhendu i forhendu liftowanymi uderzeniami na koniec kortu zupełnie nie mogła sobie z delikatnymi piłkami granymi przez Vinci poradzić. Jej bombowe uderzenia częściej trafiały w siatkę niż w kort.Próbowała grać głębiej, prostować się do uderzeń,ale to nie zmieniało jej sytuacji. Włoszka była cały czas do przodu, cały czas przewidywała co zrobi Serena i odpowiednio reagowała. Mecz szarpany i żeby nie ogromna sensacja to można powiedzieć ,że wręcz przeciętny.
Finał kobiet się po prostu odbędzie.
923piątek, 11, wrzesień 2015 18:05
Zbyszek
W Vuelcie od tygodnia, pomijając środowy etap jazdy na czas, odbywają się jakby dwa wyścigi. W jednym uczestniczą ci, którzy walczą o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej i drugi tych, którzy wojują o wygraną etapu.Nawet trzy etapy górskie towarzystwa faworytów nie rozruszały. Dobitnie to było widać dzisiaj. Od początku etapu oderwała się grupa 24 kolarzy, którzy zdobyli przewagę liczoną na mecie ponad 16 minut. I w tej grupie była walka, były ucieczki. Ostatnią taką zanotował młody Francuz Gouchard z grupy 2 GR, który z przewagą 40 sekund wygrał etap. Po ponad kwadransie dojechasli faworyci wyścigu, którzy też mieli swoje zagrywki.Rzekłbym, na bocznym boisku. Najpierw uciekali Quintana z Valverde z Movistaru ,ale kontra dwóch kolarzy Giant Alpecin była świetna i Dumoulin , lider wyścigu z tej grupy uciekł ciupinkę zyskując nad najbliższymi konkurentami 2 sekundy tak,że jego przewaga nad Aru wzrosła do 5 sekund.Wszyscy czekają na jutrzejszy etap górski, Praktycznie ostatni w wyścigu, bo niedzielny do Madrytu to etap przyjażni.Liczą,że na trasie 181 km do Cercedilli z 4 górskimi premiami I kategorii będzie etapem walki do końca. Ja tonuję te nadzieje, gdyż nie mam przekonania,że poza kilkoma np. Valverde większość czołówki jest do takiego szaleńczego zrywu zdolna.Ani lider Astany Aru, ani lider
Katiuszy Rodriguez, ani nasz Majka z Tinkoff-Saxo, ani nawet ci z Movistaru.Do tego ostatnia premia jest 21 km od mety i potem 9 km płaskie i zjazd do mety 12 km.
Dzisiaj kolarze jechali bardzo piękną trasą z urozmaiconym krajobrazem, a etap kończyli w Avilli miasteczku wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO z uwagi na przepiękne mury i bramy miejskie, chyba nawet ładniejsze niż słynny Carcasonnne, nie mówiąc o naszym Paczkowie. Ale kolarze chyba się tym nie delektują. Kiedyś zapytano Ryszarda Szurkowskiego co on zapamiętał najbardziej ze swoich tysięcy kilometrów wyścigów, a ten skromnie odparł : "Przednie koło".
922piątek, 11, wrzesień 2015 07:38
Zbyszek
@Senator.
Też tak to zapamiętałem. Baty, baty, baty.Dlatego najbardziej obawiałem się Hiszpanów. Niestety wykrakałem .
US Open.
Na pogodę nie ma rady. Półfinały kobiet przełożone.A półfinały debla mężczyzn zostały rozegrane.Jak zwykle bez udziału publiczności . Trwały bardzo długo. Miały zakończyć się o 22. a zakończyły się o północy. Weszły Serena z Vinci pograły do 2:2 i przerwa.Organizatorzy liczyli,że burza ustanie to i ja czujny jak ważka co pół godziny oko na włączony telewizor. Dopiero koło 4 zapowiedziano,że rozegrają dziś o 17 naszego czasu. Czyli znowu kolizja z Vueltą.
Vuelta.
Wczorajszy etap remisowy. Żadnych zmian w klasyfikacji generalnej. Trochę pagórków i górek na których Aru i Valverde chcieli zgubić Dumoulina. Zapewne jednak trochę go ataki podmęczyły. Majka pilnuje pozycji. Niestety był za słaby aby uciec i załapać się na podwodę w postaci Poljańskiego, który uciekł w sporej grupie i czekał na Rafała.Ale się nie doczekał.
921czwartek, 10, wrzesień 2015 23:07
Senator
Nieoczekiwanie aż do tej pory musielismy czekać aby poznać rywala w 1/8 , a to za sprawą bardzo dobrej gry Islandii z Turcją która w regulaminowym czasie zremisowała. W dogrywce jednak Turcy wyraźnie pokazali swoją wyższość i wygrali 111:102
Niestety naszym rywalem będzie Hiszpania czyli raczej koniec przygody. Oczywiście może się zdarzyć teoretycznie
wszystko ale byłaby sensacją na miarę wygranej Hondurasu z Brazylią, chodzi oczywiście o piłkę nożną.
Taka ciekawostka od roku 1976 nie wygraliśmy z Hiszpanami ani razu. 10 ostatnich meczów zakończyło się pogromem naszej drużyny. To doskonałe pokazuje nasze szanse
920czwartek, 10, wrzesień 2015 18:38
Senator
Ostatni grupowy mecz na Euro basket 2015 zakończyliśmy wygraną z Finlandii 78:65 czyli tym razem bez emocji w końcówce. Pierwsze dwie kwarty to gra obu drużyn bez obrony i wyrównane spotkanie. Później zaczęliśmy zyskiwać przewagę, w pewnym momencie nawet 16 punktami. Można napisać to był mecz zmieników. Bardzo dobra gra Cela, Karnowskiego . Z pierwszej piątki najlepszy Waczynski i nasz amerykański rozgrywający.
Dziś też dowiemy się z kim zagramy w 1/8. Nie będzie to Serbia ale niestety wszystkie znaki wskazują na Hiszpanów no chyba że ci przegrają z Niemcami.
Już trzymamy ręce na biletach do Rio
Stan na godzinę 6.30 rano...
Sytuacja się mocno skomplikowała dla naszej reprezentacji...
Nad ranem Włosi "przeszli" po Rosjanach 3-0 (25:15,26:24,25:18)
brylował Zajcew, który zdobył w sumie 20 punktów.
Liczyłem na inny rezultat, zakładałem mecz pięciosetowy, natomiast taka wygrana Włochów powoduje, że / bez względu/ na dzisiejszy wynik naszego meczu z USA to z Nimi w ostatnim meczu turnieju będziemy grać o awans do igrzysk...
Jeśli dziś Polacy pokonają Amerykanów 3:0 lub 3:1, a także nie stracą we wtorek punktów z Japonią, do awansu na igrzyska wystarczą im dwa wygrane sety w środowej potyczce z rywalami z Półwyspu Apenińskiego. Gdyby Biało-Czerwoni zwyciężyli z USA po tie-breaku, z Włochami trzeba będzie wygrać 3:0 lub 3:1...( ! )
Niestety, słabo to widzę...
"ale skoro piłka w grze"...
rozpoczęcie meczu ze Stanami - 10-ta rano
Dobrze,że przypomniałeś.Akurat w RPA rugby odegrało ogromną rolę w pokojowym wyjściu z apartheidu. Do 1990 w drużynie RPA grali tylko biali, ale na trybunach byli też i kolorowi i cieszyli się ze zwycięstw drużyny RPA po społu. Południowoafrykański Związek Rugby był pierwszym który jeszcze przed oficjalnym zniesieniem ustawodawstwa segregacyjnego po wygranej w wyborach prezydenckich Nelsona Mandeli w 1994 roku dopuścił kolorowych zawodników do drużyn, także narodowej.
Natomiast dziś obejrzałem mecz Nowozelandczyków z Argentyńczykami.Zaznaczę,że turniej o PŚ trwa 6 tygodni i najlepsze zespoły nie szarpią się na początku. A na wspomnianym meczu na stadionie Wembley komplet widzów. W pierwszej połowie zaczęło się normalnie.Nowa Zelandia prowadziła 9:0,ale potem Argentyna zdobyła 13 oczek ,a NZ tylko 3 i sensacja po 40 minutach.Faworyt przegrywa do przerwy. Jeszcze przez 10 minut drugiej polowy Argentyna trzymała się bardzo dobrze , nawet po karnym podwyższając prowadzenie 16 do 12. Ale od 55 minuty Nowozelandczycy wzięli się w garść i mimo czterech strat piłek w dogodnych do przyłożenia okolicznościach / dwa razy podanie do przodu i dwa razy wypadnięcie co jest traktowane tak samo/, jednak dokonali dwóch przyłożeń i dwóch podwyższeń i wynik 26:12. Prawdziwa walka na całego zacznie się od ćwierćfinałów.
Twoje słowa przypomiajace że rugby to sport dla chuliganów w który graja dzentelmeni przypomniały mi film "Invictus" a także pamietny wiersz podarowany przez Nelsona Mandele kapitanowi druźyny rugby RPA. Moze powinien byc inspiracją także dla naszych, dzisiaj dobry dzień na cos takiego
Z okowów najmroczniejszej nocy,
których już nigdy dzień nie skruszy,
dziękuję bogom, których mocy
zawdzięczam hardość swojej duszy.
(...)
I chociaż kroczę wśród chaosu,
błądzę w cierpienia mrocznej głuszy,
jestem kowalem swego losu
i kapitanem swojej duszy
Tak się złożyło,że jak znalazłem chwilę czasu,aby napisać o rugby to serwer padł i dopiero teraz mogę. Nie jestem jakimś specjalnym fachowcem od rugby. Ot po prostu lubię ten sport oglądać i nie ukrywam,że go cenię.Powiada się,że jest to sport dla chuliganów, w który grają dżentelmeni. Osobliwie od 12 lat oglądam przez internet wszystkie mecze pomiędzy Nową Zelandią a Australią, przed którymi obie drużyny prezentują fantastyczne układy choreograficzne w ramach Mistrzostw Oceanii oraz Anglią i Szkocją , także Anglią i Francją., w których poziom emocji kibiców jest nieporównywalny z piłką nożną w ramach Pucharu , obecnie 6 Narodów. Te ostanie to nieoficjalne Mistrzostwa Europy rozgrywane od 1882 roku, najpierw jako Puchar 4 narodów, potem po I wojnie jako Puchar 5 narodów, a od 2000 roku, jako Puchar 6 narodów rozgrywany corocznie.
Od 28 lat w cyklu co cztery lata rozgrywany jest turniej o Puchar Świta rugby z udziałem 20 drużyn , wyłanianych drogą stopniowych eliminacji kontynentalnych.Stawka finałowa podzielona jest na 4 grupy.
Od niepamiętnych czasów czołówkę w rugby stanowią :Anglicy, Nowozelandczycy / posiadający Puchar, gdyż wygrali turniej 4 lata temu/, Australijczycy, Szkoci, Walijczycy, zawodnicy RPA i Francuzi. Blisko czołówki są gracze Samoa i Rumunii. Reszta drużyn uczestniczy,ale się nie liczy. Japończycy uczestniczą w Pucharze jako mistrzowie Azji od początku,ale dotychczas wygrali tylko jeden mecz w 1991 roku z Zimbabwe.We wczorajszym meczu był jeden faworyt. Wynika to głównie z tego,że rugby jest sportem walki wręcz, gdzie decyduje wzrost, waga i siła, a tu ogromna przewaga jest po stronie ich rywali. I do 6o minuty meczu tak to wyglądało. Zawodnicy RPA nakładem jak najmniejszych sił spokojnie wygrywali mecz prowadząc kilkoma punktami..Przy stanie 22:19 dla siebie popełnili błąd chcąc przerwać akcję Japończyków jeden z zawodników RPA próbował szarżującego na własną połowę złapać,ale chybił i trafił go łokciem .Rzut karny, który Japończycy wykorzystali i zrobił się remis.Zawodnicy RPA natychmiast przeprowadzili akcję, zrobili przyłożenie i wykorzystali podwyższenie i zrobiło się 29:22. I znowu grając spokojnie kontrolowali wydarzenia. Ale w 70 minucie Japończykom wyszła nieprawdopodobna dla nich akcja, po wykopie na aut na połowę RPA , bardzo sprytnie go wygrali, a następnie gromadząc kilku graczy ataku / numery na koszulkach od 9 do 15/ podając jajo bardzo szybko wymanewrowali obronę rywali i zdobyli przyłożenie i kolejne dwa punkty . Znowu remis. Zostało 10 minut do końca i atakowali gracze RPA. W 72 minucie wykorzystali rzut karny i wyszli na prowadzenie trzema punktami. Japończycy wznawiając grę przy ataku ją zgubili i trafiła do rąk graczy RPA. Wydawało się,że nic nie może się zdarzyć.Bowiem Afrykanerzy atakowali przed końcową linią pole przyłożeń, chcąc , albo tam położyć piłkę, albo zmusić Japończyków do faulu na rzut karny.Ale Japończycy w zupełnie niepojęty sposób przy kolejnym kotle odepchnęli graczy RPA od piłki , zdobyli ją i natychmiast kopem posłali na aut na połowę RPA.
Od 75 minuty uporczywie i konsekwentnie atakowali drużynę RPA chcąc zdobyć 5 punktów za przyłożenie. Mieli dwa rzuty karne , które zamienili na auty,nie dopuszczali do zdobycia piłki przez rywali, w kotle byli aktywniejsi, tak,że jak sędzia dwa razy zarządzał młyn to dla Japończyków, którzy nawet raz przepchnęli przeciwników. Już w doliczonym czasie gry, a więc w 82 minucie po znakomitej, przemyślanej akcji, w której piłkę przenosili raz na jedną, raz na drugą stronę boiska tym razem z lewej strony przyłożyli. Wynik 34:32 dla Japonii poszedł w świat. I to bez żadnej przesady. gdyż tegoroczny Puchar w Anglii ma oglądać rekordowa liczba widzów ok.. 4 miliardów. Tym samym wyprzedzi on Tour de France i jako impreza sportowa wskoczy na 3 pod względem oglądalności . Turniej trwa 6 tygodni. Japończycy mają w grupie jeszcze Samoa, Szkotów i USA.. Następny Puchar w Japonii. Ja byłem pod wrażeniem tego jak ich trenerowi angielskiemu udało się wprowadzić nowatorskie rozwiązania, które okazały się skuteczne.W obronie Japończycy nie rzucali się na rywali całym ciałem ale padali na kolana i na tych kolanach taranowali nogi zawodników RPA, przy wyrzutach z autu dwóch ich graczy podnosiło do góry trzeciego, który nie łapał piłki, ale jak w kosza tylko ją przerzucał do partnera z tyłu oraz stosowali zasadę kupą mości panowie przy ataku rywali,zaś kiedy sami atakowali to byli bardzo szeroko rozczłonkowani. I ta nieprawdopodobna wola walki ,determinacja i poświęcenie.Zobaczymy czy był to jednorazowy wyskok Japończyków, ale gracze RPA byli sobie sami winni. Myśleli,że ograją Japończyków na stojąco ,a kiedy natrafili na prawdziwy opór nie potrafili się do walki zmobilizować. Sensacja porównywalna w z porażką Sereny Williams z Włoszką Vinci w tegorocznym US Open w tenisa.
Polska - Egipt 3-0
USA - Iran 3-1
Rosja - Kanada 3-0
Włochy - Tunezja 3-0
Argentyna - Australia 3-0
Szybko, miło i przyjemnie. Mecz bez echa, spokojna gra pierwszą szóstką oraz kilka zmian- podgrzania ławki rezerwowej.
Rozgrywa Dzyzga, który już na dobre zastąpił Łomacza. Kilka ładnych akcji, w tym efektowne ataki z drugiej strefy. Mecz z gatunku dobrego treningu.
Jutro na rozkładzie Australia z bombardierem Edgarem.
Następnie dwa dni przerwy i nastąpi runda trzecia, która wyłoni dwa zespoły z "biletami lotniczymi" do Rio
Polska - Kanada 3-1
USA - Wenezuela 3-0
Rosja - Australia 3-0
Włochy - Iran 3-0
Argentyna - Egipt 3-0
Ech, znów te "pierwsze sety", jak zwykle zaczynamy z drużynami niżej notowanymi grać "chodzonego"...od przejścia do przejścia, kiedy już budzimy się po pierwszym secie zaczynamy grać swoje i to godnie.
Tu rozgrywka idzie o mecze Polska - USA, ale w międzyczasie jeszcze Rosja zagra z Ameryką, a Włosi zagrają z Rosją, gdzieś tam kołacze się jeszcze Iran, który i tak sobie wygra tam daleko w Azjii, ale jak dzień mieć będą to i krwi - napsują.
Reasumując ostatni mecz gramy Z Włochami, może być tak, że może znaczyć - jako sparing, ale również może rzutować na bilety linii lotniczych w kursie do Rio
zwycięzca 3-2 zdobywa - 2 punkty
przegrany 2-3 zdobywa - 1 punkt
Tabela po pierwszej rundzie
mecze, punkty,sety, małe punkty ( ratio)
1 USA- 5- 15- 15:1- 400:303
2 Polska- 5- 14- 15:5- 480:420
3 Rosja- 5- 12- 13:4- 423:365
4 Włochy- 5- 12- 12:5- 411:346
5 Argentyna- 5- 8- 11:9- 466:442
6 Japonia- 5- 8- 10:9- 409:401
7 Iran- 5- 7- 9:10- 424:410
8 Kanada- 5- 4- 7:13- 427:471
9 Wenezuela- 5- 3- 6:14- 404:480
10 Australia- 5- 3- 6:14- 408:489
11 Egipt- 5- 3- 7:15- 450:495
12 Tunezja- 5- 1- 3:15- 354:434
Oni może koncertu nie dali, ale pokazali niebywale zaciętą walkę o każdy punkt.Większość gemów kończyli na przewagi. Ostatni gem w meczu trwał prawie 10 minut. Djokovicz grał bardziej poprawnie, miał 37 winnerów i 34 niewymuszone błędy, zaś Roger co u niego mniej spotykane 56 kończących piłek i 54 niewymuszone błędy.W tych elementach gry podobnie jak w skuteczności pierwszego serwu była prawie równowaga. Przełamywali się w każdym secie po dwa, trzy razy. Novak do fenomenalnego returnu dodał lepszy chyba niż dotychczas serw, zaś Roger oprócz fantastycznego forhendu też jak by swój bekhend poprawił.Roger miał więcej ryzykownych zagrań, zaś Novak grał poprawniej, regularniej.
Obaj świetnie przygotowani taktycznie, znający słabe strony rywala i w każdym zagraniu starający je wykorzystać. Publiczność nareszcie mogła owacjami pokazać,że taki pokaz tenisa ją rajcuje i podziękować za możliwość ich oglądania i przeżywania.Najsprawiedliwszy byłby remis.Niestety natura ma swoje prawa i procesy starzenia chociaż na pozór niedostrzegalne wraz z wiekiem się kumulują i najpierw odbierają szybkość, a potem niekorzystnie wpływają na kondycję. Co ja tu piszę, 34 lata życia i procesy starcze?A jednak.
To utrata sił spowodowała,że Roger przegrał. Od trzeciego seta celebrował przerwy pomiędzy gemami i setami, na początku czwartego zmienił przepoconą koszulkę i może nie słabł w oczach, ale dostrzegalnie wolniej chodził na nogach, wolniej do piłek dobiegał.
Po meczu Mats Willander przeprowadził z oboma wywiad dla Eurosportu.Pełna kurtuazja i widoczny szacunek dla przeciwnika. Jednak ten tenis to sport dla dżentelmenów. Ważne, aby przepięknie grać, ale równie ważne jest umieć się na poziomie zachować. Wielkie brawa za całokształt.
Rozumiem że w turnieju gra każdy z każdym i o końcowej klasyfikacji zadecyduje tabela, więc wygrana za 1 punkt co się nam już przydarzyło dobra nie jest.
Polska - Wenezuela 3-1
Rosja - Iran 3-0
Argentyna - Tunezja 3-0
USA - Egipt 3-0
Włochy - Japonia 3-0
Szóstka zmieniona, odpoczywali Kurek, Nowakowski, Zatorski.
Wchodzili na zmiany Drzyzga, Kubiak. Grali -Konarski, Możdżonek, Gacek, Mika, Kłos i Łomacz.
Polacy wygrali za trzy punkty, lecz mocne słowa padły z ust Naszego trenera i kapitana po meczu. Generalnie grali "stojanowa"...bez specjalnego zaangażowania i ciśnienia, efekt: 25-27 przegrana pierwsza partia.
Trochę zaczęli się ruszać ze wstydu, lecz gra była jedynie trochę lepsza...wyszliśmy na 2-1 ( choć trzeciego seta wygrali do 16-tu)
Natomiast w czwartym secie było nawet 22-20 dla Wenezuelczyków...i tylko ich prostym błędom zawdzięczamy, że mecz nie skończył się pięcioma setami.
Na plus Konarski - dobry w ataku
Możdżonek -6 bloków punktowych plus dobra zagrywka.
Ten brak zaangażowania, agresji z rankingowo słabszym rywalem jakoś -coś "wypisz wymaluj" mi przypomina...
Teraz dwa dni przerwy, zmiana miejsca i hali, w kolejności trzy mecze: Kanada, Egipt, Australia -niby zespoły słabsze, mecze łatwiejsze lecz paradoksalnie "te łatwiejsze" potrafią być trudniejsze...
Natomiast na gali w Las Vegas walczył prawdopodobnie po raz ostatni , uważany za najlepszego współczesnego boksera bez podziału na kategorie Floyd Mayweather Jr.O walce nie ma co pisać. Floyd był lepszy pod każdym względem i jak zwykle szlachetną sztukę walki przedłożył ponad bijatykę.Dla jednych to nuda, a dla mnie szermierka na pięści. Jego poprzednią walka z Manny Pacquiao ekscytował się cały świat ,wyłącznie z uwagi na gażę. Dziś można powiedzieć,że Floyd na walce nie zarobił jak wstępnie sądzono 120 mln. USD brutto,ale 220 mln USD netto.Rekord trudny do pobicia. Pomimo,że zapowiedział koniec kariery to wielu sadzi,że Mister Dolar jak go z przekąsem nazywają da się skusić na jeszcze jedną dwie walki, ale za ponad 100 mln USD.Wygrywając dziś nad ranem po raz 49 wyrównał rekord wygranych walk pod rząd bez porażki należący od 1956 roku do mistrza w wadze ciężkiej Rockyego Marciano. Był on Mistrzem świata od 1946 do 1956 roku. Bliski był wyrównania Dariusz Michalczewski, który miał na koncie 48 wygranych walk i bycie mistrzem świata w wadze półciężkiej przez 9 lat, od 1993 do 2002 roku.W trakcie przygotowań do 49 walki zamieniał żonę na młodszą i na boksowanie już sił nie starczyło.Natomiast Mayweather jr był mistrzem świata od 1998 roku do 2015 roku, a więc najdłużej. W tym czasie był mistrzem różnych Federacji w pięciu kategoriach wagowych.Jeżeli odchodzi, to odchodzi naprawdę Wielki Mistrz.
Panowie szlachta trzeba jednak przyznać po tych mistrzostwach jest nadzieja, przestaliśmy być chłopcami do bicia i mamy kilku młodych naprawdę obiecujących zawodników. Wcale się nie zdziwię jest np Karnowski w przyszłym roku pojedzie grać za wielką wodę . Jest Ponitka i nieco starczy Waczynski za to ogrywajacy się w bardzo silnej lidze hiszpańskiej.
Będzie dobrze z naszym baskietem, wierzę w to.
Szkoda, że Gortat nie pomógł...
40 km przed końcem etapu na przedostatnim podjeżdzie zaatakował wicelider Aru. Dołączyło do niego 5 kolarzy z Majką , Rodriguezem ,Chavezem, Quintaną i pomocnikiem Aru Landą. Narzucając duże tempo zaczęli gubić lidera Holendra Dumoulina. Na początku tej ucieczki przewaga nad Holendrem wynosiła pomiędzy 11 a 20 sekund. Ale wtedy z grupy wcześniej uciekających zostało 4 kolarzy Astany, stanowiąc rodzaj stacji przekażnikowej,którzy już po zjeżdzie z góry narzucili na płaskim odcinku szaleńcze tempo.Przewaga Aru i innych zaczęła rosnąć w oczach.Przed ostatnim podjazdem wynosiła już 1,10 sekund, a pod górę jeszcze wzrosła, tak,że na szczycie przekroczyła 4 minuty.W ten sposób Aru stał się liderem a Majka wskoczył na trzecie miejsce. Ale swoje trzy grosze postanowił wtrącić Quintana, który też miał 4 pomocników z grupy Movistar. Na 16 km. przed metą zaatakował chcąc zgubić Majkę i Rodrigueza i wskoczyć na podium. Hiszpana z Katiuszy zgubił, ale Rafał usiadł mu na kole i odjechać od siebie mu nie dał. W ten sposób zaczęła się rozgrywka o drugie miejsce dla Majki.Niestety nie miał on żadnego liczącego się pomocnika i musiał atakować sam.Ostatecznie na mecie nadrobił nad Rodriguezem ponad 40 sekund, ale do 67 sekund trochę zabrakło.Ogromny sukces Majki i polskiego kolarstwa. Po 22 latach mamy kolarza na podium Wielkiego Touru.
Zwraca jednak uwagę fakt,że grupa Dumoulina nie przewidziała tego manewru i zostawiła swojego lidera samemu sobie. Co prawda zawarli koalicją z grupą Sky,ale Nieve, który pomagał Holendrowi był za słaby.W każdym razie końcówka etapu i wyścigu pasjonująca i udziałem Polaka w jednej z głównych ról.
Wyścig rozstrzygnął się jeżeli idzie o ukształtowanie czołówki kandydatów do wygranej w klasyfikacji generalnej na 11 etapie 2 września. To na tym odcinku 138 km niebywale trudnym wyrażną przewagę czasową nad innymi zyskało 1 1 kolarzy. Istotne korekty wprowadził etap jazdy na czas, ale klasyfikacja została ostatecznie dookreślona na dzisiejszym przedostatnim etapie.
Można mieć pretensje,że kolarze z czołówki puszczali od 03 września słabszych kolarzy przed siebie i ich walka o triumf w Vuelcie odbywała się niejako w tle walki o zwycięstwo etapowe. Mogło dojść do sytuacji w której kolarz z dalszego miejsca mógł poprzez ucieczkę ze słabeuszami wygrać cały wyścig, tak, jak dziś w pewnym momencie Aroyo był na czele.Na szczęście nic takiego nie nastąpiło.
I może sobie pluć w brodę Dyrektor Grupy Majki pan Tinkow,że jak nie mógł wystartować Contador to do grupy poza Saganem delegował słabszych zawodników. Gdyż Majka przy mocniejszych pomocnikach mógł realnie walczyć z Aru o wygraną. Ale nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre,gdyż dzięki temu Paweł Poljański będący w cieniu innych pokazał się znakomicie i udowodnił,że może być z niego nie groszy kolarz niż Majka.
Dziękuję Majce za to,że oprócz wrażeń ze wspaniałego kolarstwa mogłem emocjonować się udziałem w nich na równych prawach z najlepszymi - Polaka.
@Senator.
Usiadłem do pisania od razu po zakończeniu etapu nie czekając na półoficjalne wyniki. Ale mnie największą trudność sprawia walka z klawiaturą. Mimo,że przebieram paluszkami jak oszalały to strasznie wolno tych literek przybywa. A do tego im chcę szybciej tym więcej gubię liter lub ich dodaję tam gdzie nie trzeba. No i z kolei poprawiam i tak schodzi. Nigdy nie piszę wpierw na tzw. brudno co trochę przyśpiesza, ale narowiste bydlę w które walę i tak za cholerę przyśpieszyć nie chce.
Coś się wydarzyło i to miłego dla nas.
Dziękuję za wyjaśnienia i cieszę się że nie tylko ja nie rozumiem pewnych kwestii. Co do aktualnego turnieju, to dobrze bo bylem przekonany że tylko zwycięzca.
Sam nie mam pojęcia jakim cudem Mistrz Globu nie ma kwalifikacji z automatu. Mistrzostwa odbywają się co cztery lata, nie kolidując terminami z Olimpiadą...jakaś bzdura i nawet nie chodzi "o naszą dumę" bo mistrzami jesteśmy, lecz o ogólne zasady...
Z Pucharu Świata kwalifikacje zdobywają dwie pierwsze drużyny.
W Europie będą jeszcze turnieje, dla tych którzy w Japonii nic nie ugrają oraz tych, którzy tam nie grali, np: Francja, Bułgaria, Holandia, Finlandia, Czechy. Z tych turniejów wychodzi tylko wygrany i za zwyczaj "bitka" idzie na całego.
Taki Iran na ten przykład ma jeszcze możliwość - z "furtki" Mistrzostw Azji.
Tu i teraz w Japonii jest dla Nas najlepszy układ olimpijski.
Weź mi wytłumacz jak to możliwe że mistrzostwo świata nie daje kwalifikacji olimpijskiej to raz, a drugie pytanie czy z tego turnieju tylko zwycięzca zapewnia sobie udział w IO?
Polska - Iran 3-2
USA - Włochy 3-0
Rosja -Argentyna 3-1
Po wczorajszym "plaskaczu" w wykonaniu piłkarzy Legii wstałem skoro świt z nadzieją na polepszenie samopoczucia...zadałem mocną kawę i
...przez pierwsze dwa sety - zdążyła wystygnąć. Potrzebna nie była, nerwów i stresu za dużo, Polacy "płynęli" 0-2 grając słabo. Persowie za to bardzo dobrze. Nie siedziała nam zagrywka, odbiór a co za tym idzie i atak...
ale
stare przysłowie siatkarskie brzmi:
"mając dwa zero, jeśli nie wygrywa się trzy, to przegrywa się dwa-trzy"
Bardzo dobrze grającego w trzech pierwszych meczach Buszka zastąpił ( do tej pory rezerwowy Mika ), Lomacza- Drzyzga, który zdecydowanie przyspieszył grę. Rozgrywał równomiernie po wszystkich strefach. Gubił blok pół górnymi -szybkimi piłkami do Miki, Kubiaka. Nie obciążał Kurka, kręcił środkiem i drugą strefą.
Mozolnie zaczęliśmy budować przewagę psychiczną dobrymi atakami przy zdecydowanym lepszym odbiorze.
P.Nowakowski
w parkiet, że o dobrej zagrywce nawet nie wspomnę...
Mika bardzo dobrze w ataku ( 70% skuteczności w całym meczu).
Kubiak i Kurek na dobrym poziomie i dobra gra środkiem dała trudne, ale bardzo cenne zwycięstwo.
ps: mała ciekawostka
B.Kurek w pomeczowym wywiadzie powiedział, że celowo zaryzykowali wraz ze sztabem szkoleniowym aby szóstce grającej cały czas dać całkowite wolne, bez dodatkowych zajęć...
Trening mieli rozpisany rezerwowi oraz wchodzący na zmiany.
I właśnie tym faktem tłumaczył "ślamazarny" początek meczu...
Może gdzieś wypowiedz Bartka- polemizuje z czasem wolnym Legionistów, a fakt utrzymania organizmu nawet na nieznacznych obciążeniach jest lepszy od tzw. bez ruchu...( ? )
Amerykanie "przeszli" po Włochach spokojnie, są w bardzo dużym gazie.
Oby.
Natomiast wśród mężczyzn w US Open normalnie i po Bożemu. Zawodnicy rozstawienie z numerami 1 Novak Djokovicz i nr 2 Roger Federer awansowali do finału. Pewnym zaskoczeniem jest tylko łatwość z jaką tego dokonali.Serb oddał Ciliczowi tylko 3 gemy ,zaś Roger Wawrince 8. Chorwat jak nie ma wspomagania to gra mniej więcej jak nasz Janowicz. Mocny serwis i albo wejdzie to gramy, albo nie wejdzie to tyłujemy, Przy serwisie rywala absolutnie bezradny.
Zaś na Stanie odbijają się jego problemy osobiste.Ponoć ma problemy z koncentracją na treningach, a i widać tę małą wolę walko do końca w meczach. Doszedł do półfinału, bo umiejętności ma duże, ale dla Rogera był tylko tłem.
Wyniku finału nie sposób przewidzieć. W ostatnim czasie lepiej się wiodło w pojedynkach tych dwóch gigantów Novakowi.widać było też w półfinale,że chciał jak najszybciej ograć Cilicza,aby przyoszczędzić sił na finał. W tegorocznym RG mu ich trochę zabrakło. Natomiast Roger jak zagra bekhendem na przyzwoitym poziomie to ma duże szanse, ale Serb wie /podobnie jak wszyscy/ o tej jego słabości i będzie na tę stronę grał konsekwentnie.Tu też dopóki Federer będzie w pełni sił to będzie co najmniej równorzędnym przeciwnikiem.Emocje gwarantowane. Oby jeszcze poziom zadowolił.
Jeśli w tenisie doszło do takiej niespodzianki to może i w kosza?
Wygrana Polski z Hiszpanią byłaby chyba jeszcze większego kalibru sensacją.
Penetta ograła Rumunkę w dwóch krótkich setach.Ja miałem przekonanie,że po morderczym meczu w którym wyeliminowała nr4 Czeszlkę Kvitovą ta 33 letnia tenisistka nie wytrzyma meczu z mocną Rumunką. Było odwrotnie. Halep popełniła 26 niewymuszonych błędów / w całym 3 setowym meczu z Azarenką miała ich 19/ i od stanu 3:2 dla siebie w drugim secie nie wygrała ani jednej piłki. Włoszka zdobyła po kolei 4 gemy i 16 punktów. Na tym poziomie niewyobrażalne. A jednak.
W drugim półfinale Vinci znana jako bardzo dobra deblistka , która nie doszła wcześniej nawet do półfinału żadnego poważnego turnieju była z góry skazana na porażkę. I 1 set na to wskazywał. Przegrała go gładko do 2. Ale okazała się niezwykle inteligentną tenisistką i począwszy od seta drugiego zaczęła grać krótkie , dość wolne piłki, stosować dużo skrótów. Serena przyzwyczajona do tego,że wygrywa siłą czyli niezwykle mocnym serwisem, takim samym returnem i bitymi z bekhendu i forhendu liftowanymi uderzeniami na koniec kortu zupełnie nie mogła sobie z delikatnymi piłkami granymi przez Vinci poradzić. Jej bombowe uderzenia częściej trafiały w siatkę niż w kort.Próbowała grać głębiej, prostować się do uderzeń,ale to nie zmieniało jej sytuacji. Włoszka była cały czas do przodu, cały czas przewidywała co zrobi Serena i odpowiednio reagowała. Mecz szarpany i żeby nie ogromna sensacja to można powiedzieć ,że wręcz przeciętny.
Finał kobiet się po prostu odbędzie.
Katiuszy Rodriguez, ani nasz Majka z Tinkoff-Saxo, ani nawet ci z Movistaru.Do tego ostatnia premia jest 21 km od mety i potem 9 km płaskie i zjazd do mety 12 km.
Dzisiaj kolarze jechali bardzo piękną trasą z urozmaiconym krajobrazem, a etap kończyli w Avilli miasteczku wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO z uwagi na przepiękne mury i bramy miejskie, chyba nawet ładniejsze niż słynny Carcasonnne, nie mówiąc o naszym Paczkowie. Ale kolarze chyba się tym nie delektują. Kiedyś zapytano Ryszarda Szurkowskiego co on zapamiętał najbardziej ze swoich tysięcy kilometrów wyścigów, a ten skromnie odparł : "Przednie koło".
Też tak to zapamiętałem. Baty, baty, baty.Dlatego najbardziej obawiałem się Hiszpanów. Niestety wykrakałem
US Open.
Na pogodę nie ma rady. Półfinały kobiet przełożone.A półfinały debla mężczyzn zostały rozegrane.Jak zwykle bez udziału publiczności
Vuelta.
Wczorajszy etap remisowy. Żadnych zmian w klasyfikacji generalnej. Trochę pagórków i górek na których Aru i Valverde chcieli zgubić Dumoulina. Zapewne jednak trochę go ataki podmęczyły. Majka pilnuje pozycji. Niestety był za słaby aby uciec i załapać się na podwodę w postaci Poljańskiego, który uciekł w sporej grupie i czekał na Rafała.Ale się nie doczekał.
Niestety naszym rywalem będzie Hiszpania czyli raczej koniec przygody. Oczywiście może się zdarzyć teoretycznie
wszystko ale byłaby sensacją na miarę wygranej Hondurasu z Brazylią, chodzi oczywiście o piłkę nożną.
Taka ciekawostka od roku 1976 nie wygraliśmy z Hiszpanami ani razu. 10 ostatnich meczów zakończyło się pogromem naszej drużyny. To doskonałe pokazuje nasze szanse
Dziś też dowiemy się z kim zagramy w 1/8. Nie będzie to Serbia ale niestety wszystkie znaki wskazują na Hiszpanów no chyba że ci przegrają z Niemcami.