A+ A A-

Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
Dyskusja (2599)
469niedziela, 14, wrzesień 2014 17:51
Zgred Maruda
@ Kibic

Marna to pociecha
Właśnie oglądam mecz Serbia - Iran i jest 1-1
Jeżeli Serbowie wygrają jeszcze jednego seta -to...
Zawsze wierzyłem w Ten Waleczny Naród a i Iran wygląda dziś na bardzo poobijany.Zdania nie zmienią Nasze miejsce jest 5-8

Mika...? duzy znak zapytania -chyba nie uciągnął mentalnie, jest młody
ale może też wystrzelić w każdym momencie.Na moje "oko" -spalił się...

Winiara SZKODA OGROMNA- ciągnęli z Wlazłym całą Drużynę- ogromna szkoda

Tak na marginesie pisałem jakiś czas temu jak Anastsi dobierał Kadrę
Wlazły - AUT a facet w jednym meczu robi 27 punktów ( wygrywa sam set)
a w drugim 28 punktów ( znowu set jest Jego) ...to jakaś kpina była z tym siwym - głupim Włochem
468niedziela, 14, wrzesień 2014 16:13
@Zgred

Jakiś postęp jednak dostrzegam. Nasza kadra wczorajszym występem zadała kłam powiedzeniu:

"Jak nie wygrywasz w trzech setach, to przegrywasz w pięciu" Smile

Bez Winiara czarno to widzę, chyba że Mika odleci, dosłownie i w przenośni.
467niedziela, 14, wrzesień 2014 16:02
Zgred Maruda
@Kibic

Lubie Wojtka, gdzieś tam razem graliśmy dawno temu, ma teraz syna w reprezentacji więc nieraz idzie tekstem "nieszablonowym"...
Oczywiście prawda jest taka, że Irańczycy bardzo myśleli już o prysznicu...JEDNAK! Najlepsi w tej grze DOBIJAJĄ mając wszystko w swoich rękach. Brazylia, Rosja, USA kończą takie mecze 3- 0
Właśnie w takich okolicznościach pokazują dorosłość i cel pracy włożony w dwóch pierwszych setach.
Obiektywnie patrząc Nasze miejsce jest miedzy 5-8...na ten czas.
Są lepsi
Medale rozdane będą między Rosją, Brazylią i USA, może coś zamieszać Francja -zobaczymy

Kidy mecz masz TAK wygrany - wstyd jest TAK go nie wygrać!
466niedziela, 14, wrzesień 2014 15:48
Komentator Drzyzga przy stanie 13 : 8 dla Polski w trzecim secie (dwa pierwsze do 17 i 16) powiedział, ze na miejscu trenera Iranu zdjąłby całą pierwszą szóstkę aby już ich nie kompromitować...

Szkoda słów, choć przy wyczynach Murawskiego podczas meczu Wisła vs Zawisza czy Kazia Węgrzyna z wczorajszego Legii to pikuś Smile
465niedziela, 14, wrzesień 2014 15:19
gawin76
O meczu siatkarzy z Iranem wspominał już kibic50 pod wątkiem o meczu ze Śląskiem. Ja 'załapałem się' tylko na koniec czwartego seta i tie-breaka. Co tu gadać, końcówka niesamowita! Mocno wierzę, że siatkarze zostaną w turnieju po dzisiejszym meczu z Francją.

Natomiast o czym innym chciałem. Otóż moja krótka przygoda z tym meczem zaczęła się od konieczności wysłuchiwania wygłaszanych z politowaniem uwag eksperta Wojciecha Drzyzgi na temat błędów rzekomo popełnianych przez nasz sztab szkoleniowy. Oczywiście ja rozumiem, że przyjęte jest, że pod koniec przegranego seta daje się pograć rezerwowym, żeby mogli wejść w rytm przed następnym setem, ew. żeby zawodnicy pierwszego składu mogli trochę ochłonąć, ale sposób podania podobnych uwag przez Drzyzgę... Jak na mój gust ten poziom 'eksperckiej' buty jest nieosiągalny nawet dla Grześka Mielcarskiego Very Happy
464niedziela, 14, wrzesień 2014 06:07
Zbyszek
W Las Vegas w hali największego hotelu w tym mieście liczącej 16 tys. miejsc odbyła się walka o mistrzostwo świata WBA i WBC w wadze półśredniej pomiędzy Floydem Mayweatherem jr. i Marcosem Rene Maidaną. Mayweather wygrał 46 walk i żadnej nie przegrał. I tak od 18 lat. Ma 37 lat. Jego rywal ma 31 lat, wygrał 35 walk i 4 przegrał. Był to rewanż za walkę z maja tego roku, którą Floyd wygrał dwa do remisu. Werdykt uznano za kontrowersyjny i bardziej sprawiedliwy byłby remis. Amerykanina uważa się za najlepszego boksera bez podziału na kategorie i najwybitniejszego współczesnego sportowca. Jego gaże od siedmiu lat nie są niższe niż 35 mln. USD za walkę. Galę transmitowała telewizja ShowTime, która już chyba na stałe dorównała w boksie HBO. Niespodzianką było to, że anonserem był Johnny Lennon, a nie Don Wafer. No i Amerykanin po raz pierwszy zgodził się na filmowanie walk sparringowych i rozmowy w z dziennikarzami w tym czasie. W sensie technicznym to pojedynek najlepszej defensywy ze znakomitym atakiem.

W pierwszej rundzie zaskoczeniem było to, że Argentyńczyk nie ruszył do ataku tylko zaczął pojedynek ostrożnie. Floyd jak zwykle w postawie bocznej, ruchliwy, unikający ciosów jak w czasach gdy był nazywany Freddy Boy. Druga runda podobna z tym, że Majdana w sposób kontrolowany kilka razy zaatakował i trzy razy trafił prawym sierpem. Floyd też kilka razy krótkimi hakami trafił rywala na korpus. Obie rundy remisowe. W trzeciej Maidana wreszcie ruszył do frontalnego natarcia. Zadawał sporo ciosów na korpus Mayweathera. Ten w połowie rundy ostudził Marcosa mocnym prawym sierpem ponad gardą i po chwili poprawił prawym krzyżowym. Runda dla Amerykanina. W rundach IV, V, VI i VII, walka nie zmieniła charakteru. Ataki Maidany i świetne obrony Amerykanina. Rundy remisowe. W VIII zarysowała się znowu lekka przewaga Mayweathera. Na minutę przed końcem rundy Maidana ugryzł Floyda w kciuk lewej ręki przez rękawicę, czego sędzia nie zauważył. Runda dla Amerykanina. W IX rundzie walka trochę się zepsuła. Amerykanin zaczął przetrzymywać, zaś Maidana wpadał parę razy w klincz bez ciosu. Floyd znowu wygrał. Runda X podobna do poprzedniej. Od XI rundy Argentyńczyk wiedząc, że walki na punkty nie wygra zaczął wyrażnie polować na wygranie walki przed czasem. Floyd był na to przygotowany i uderzał na dolne partie Marcosa. Raz uderzył poniżej pasa. Sędzia co prawda na krótko przerwał pojedynek dając odsapnąć Maidanie, ale Floydowi ostrzeżenia nie udzielił. Chyba słusznie. Pod koniec tej rundy dało się zauważyć, że Maidana traci pasję i wiarę w to, że coś w tym pojedynku zmieni. Ostatnia runda to popis pracy nóg Floyda. Był dla Maidany nieuchwytny.

Werdykt to czysta formalność. Maidana nie wygrał żadnej rundy. Bodaj 6 zremisował. Znakomity pojedynek. Floyd jak wino im starszy tym lepszy. Zachował wszystkie pięć pasów Mistrza Świata w wadze półśredniej /2/ i junior średniej /3/. Po takiej walce nie można nie lubić boksu.
463sobota, 13, wrzesień 2014 20:18
Zbyszek
@kibic50.
Idealizujesz. Ja znam oceny np. Pana Bohdana Tomaszewskiego, który powiada, że Jerzy w ogóle nie pracuje, że to leń i obibok. Więc oceny są różne. Podobnie co do roli rodziców Jerzego. Urząd Miasta w Łodzi ma na ten temat swoje zdanie i przedstawia fakty w postaci wydatków na tenisową edukacje Jerzyka, podróże, odżywki, stroje itp. Nie mówiąc o darmowej możliwości trenowania w jednej z najnowocześniejszych hal w Polsce też dostosowanej w części do jego potrzeb treningowych. Ale nie wracajmy do tego. Ja tylko żałuję, że facet marnuje swój talent. Oczywiście to jego sprawa, ale ja nie mam mentalności Piłata i staram się zwracam uwagę temu, który ginie, żeby tego nie czynił. Tylko tyle. A bez jego sukcesów jakoś żyłem i żyję. Pozdrawiam.
462sobota, 13, wrzesień 2014 12:44
@Drogi Zbyszku

"Zająłem stanowisko zdecydowanie krytyczne i byłem w odosobnieniu. Zarzucano mi dyletanctwo w znajomości tej dyscypliny sportu"

W jakiś sposób poczułem się "nominowany" więc pozwól, ze odpowiem. Mam tylko nadzieję, że nie muszę na siebie wylewać wiadra lodowatej wody Smile

Nie wiem jak inni, ale ja z pewnością nie zarzucałem Ci braku znajomości dyscypliny jaką jest tenis.
Chodziło mi tylko o Twoją (podobnie jak dziennikarzy) roszczeniową postawę względem Jerzego Janowicza.
JJ, a raczej jego rodzice kiedy zapewne jeszcze sikał w pieluchy wymyślili sobie, aby ich syn został zawodowym tenisistą. Bez jego wiedzy i zgody wybrali mu zawód, dzięki któremu miał zdobyć sławę i pieniądze, albo odwrotnie. Podjęli ogromne ryzyko, bowiem nie mogli jeszcze wtedy wiedzieć, jakim facetem stanie się Jerzyk za lat 15. Nie sądzę, aby na tym etapie byli zainteresowani przeprowadzeniem badań antropometrycznych, które w jakimś stopniu mogą określić możliwości człowieka do uprawiania konkretnej dyscypliny sportu. Zapewne podobnie było z Agnieszką Radwańską, jedną z najbardziej filigranowych zawodniczek współczesnego tenisa, która w znany tylko sobie sposób potrafi stawić czoła "największym" tenisistką i od lat być w pierwszej czwórce WTA.

Po katorżniczej pracy, jaką musiał wykonać Janowicz, tysiącach godzin spędzonych na kortach i setkach tysięcy wydanych złotówek, zaczął wreszcie piąć sie w górę światowego rankingu. Zapewniam Cie Zbyszku, ze nie robił tego ani dla Ciebie, ani dla mnie. Podobnie zresztą jak Ty, spędzając dziesiątki godzin przy książkach nie robiłeś tego dla niego. Różnica jest tylko taka, że Ty masz możliwość oglądać go przy pracy.
W mojej ocenie (jego też) nie masz prawa go krytykować tylko za to, że nie spełnia Twoich oczekiwań.
Co do jego obecnej formy, to z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że załamanie nastąpiło w momencie "oddania serducha", tak potrzebnego na korcie Marcie Domachowskiej. Krótko mówiąc nie w "głowie" mu tenis. Tej samej, o której tak dużo rozpisuje się "obserwator". Takie przypadki można mnożyć i niestety nie wszyscy potrafią sobie z tym poradzić (mają głowę)
Chyba najgłośniejszy przypadek ostatnich lat, to związek numerów "one" żeńskiego tenisa Karoliny Woźniackiej z numerem "one" światowego golfa Rory McIlroyem. Oboje płonąc w uczuciach spadli w rankingach bardzo szybko i dopiero rozstanie spowodowało, ze Woźniacka dochodzi już do finałów turniejów wielkoszlemowych a Rory wygrywając dwa ostatnie turnieje wielkiego szlema (British i US open) umocnił swoja pozycję na topie najlepszych golfistów świata.
Czy Jerzy Janowicz sobie poradzi ? Nie mam pojęcia. To jego życie i nic mi do tego. Jednak jako zagorzały sympatyk tenisa mam nadzieję, że szybko ochłonie by swoją grą dać mi jeszcze wiele emocji i radości.
461sobota, 13, wrzesień 2014 08:09
Zbyszek
@a-c10.
Cieszy mnie, że z Tobą, a i w szerszym gronie także rozmawiamy o tenisie. Zadecydował przypadek, dyskusja po niefortunnej wypowiedzi Jerzego Janowicza. Zająłem stanowisko zdecydowanie krytyczne i byłem w odosobnieniu. Zarzucano mi dyletanctwo w znajomości tej dyscypliny sportu. Usiłowałem wykpić się żartami, ale niewiele to pomogło. Tylko niebywale zacny Senator uznał, że to u mnie tak z ignorancji. Pewnikiem po trosze miał rację, ale też mnie do czynu był pobudził. Rozpytałem Gawina, który moje pasje zna, aczkolwiek do tenisa nie podziela, czy wypada o tenisie pisywać. I tak się zaczęło tu pisywanie. A mój pierwszy kontakt z tenisem to oglądanie turnieju w Żywcu w 1962 roku, kiedy w tej miejscowości byłem na koloniach. Kąpaliśmy się w Sole i nagle zobaczyłem, że nieopodal za siatką grają młode dziewczyny w dziwną grę polegającą na przebijaniu małej piłeczki nad siatką na podłożu z rozsianej cegły. W następnym roku też byłem na kolonii z Żywcu. Już mnie kąpiele mało zajmowały. Stałem za siatką i się gapiłem. Wcześniej poznałem zasady i przepisy gry więc rozumiałem o co chodzi. Też jest wątek osobisty. Ze szczególną uwagą kibicowałem jednej tenisistce co ona też zauważyła. Po latach okazało się, że była siostrą jednego z zawodników Górnika Zabrze /to tyle wskazówek jak by ktoś chciał wiedzieć/. Rozmawialiśmy, wymieniliśmy adresy, korespondowaliśmy czas jakiś, ale odległość i małoletniość były zbyt wielkimi przeszkodami na coś więcej. Ona kariery nie zrobiła. Dziś z jej urodą robią, ale też i szanse międzynarodowe mają większe. Potem już w Liceum jako Przewodniczący Samorządu Szkolnego wymogłem w LO w Błoniu, aby kort na szkolnym terenie zrobiono. Co się udało. Dziś na nim tylko chwasty. Nadal tenis mnie pasjonuje nie tylko wydaniu wielkich wydarzeń. Ale oglądam go już z pozycji kibica w kapciach. Natomiast odnotowywuję zdania, czy byłem na korcie z taką wyniosłością pisane jak by ten co to pisze bywał. Otóż tydzień temu na kortach Legii zakończył się turniej młodzików o Puchar Pana Bohdana Tomaszewskiego. W Poznaniu miesiąc temu turniej o Puchar Wojciecha Fibaka, teraz kończy się turniej Szczecin Open. Wszystko dla młodzieży. Te turnieje tworzą dobry klimat dla rozwoju tenisa w Polsce. Będziemy mieli a-c10 okazji wiele pisać o Polakach i Polkach w tenisie nie tylko przy okazji ich bełkotu.
Pozdrawiam serdecznie.
460środa, 10, wrzesień 2014 20:46
a-c10
@ Zbyszek:

Szeroki kontekst oczywiście znam, natomiast przyznam szczerze, że ta inicjalna, dwuletnia dyskwalifikacja dla Ćilicza gdzieś mi umknęła. Cóż, nie da się odnotować wszystkiego. Nawiasem mówiąc: Sportowcom trudno jest tłumaczyć się, że coś "niestrawnego" zjedli. E tam. Przecież w pierwszej wersji niketamid dostał się do organizmu przez... tabletki, jakie omyłkowo zaserwowała mu mama. Na miejscu mamy wściekłbym się i wypisał zaprzańca z testamentuWink

Co zaś się tyczy szerszego kontekstu: startowe i nagrody rosną, bo rosną obroty. Ile telewizji transmitowało triumf Ashe'a z '68mego? Ile kosztowała wówczas minuta reklamy? No właśnie. Dziś sport zawodowy (bo przecież nie tylko tenis) to gigantyczne, generujące niewyobrażalne przychody przedsięwzięcie. Wszyscy o tym wiemy. Cóż zatem dziwnego, że prominentne postaci tego przedsięwzięcia chcą i dostają pokaźny kawałek tortu? Ja tam nie mam nic przeciwko.

Mierzi mnie natomiast coś innego. Otóż przecież o tym dopingu też wszyscy wiemy. Znaczy wszyscy dostrzegamy, że o chlebie i wodzie to się tak nie da. A jednak poza bardzo nielicznymi wyjątkami nikt o tym nie mówi. Przeglądam sobie różne sportowe media i co widzę? Ochhh, Serena! Achhh, Serena! Mmmm, Serrrena!!! Serena to, Serena tamto, Serena siamto. A Serena wygląda niczym enerdowska kulomiotka. Jeszcze trochę i jej wąsy wyrosną. Albo broda. Wtedy do nastu Szlemów dorzuci jeszcze triumf w Eurowizji.

Fanem la nie jestem i nie chcę się jakoś zdecydowanie wypowiadać. Tam jednak przynajmniej od czasu do czasu zdarzają się jakieś poważne akcje (ot, choćby wspomniana przez Ciebie sprawa rosyjska), wymierzone w ćpunów zdobywających trofea, nie tylko w maluczkich.
459środa, 10, wrzesień 2014 18:55
Zbyszek
@a-c10.
Czuję pewien dyskomfort, bo przecież wiesz, ale niech tam, wyjaśnię. Po skandalicznych IO w Atlancie MKOL miał rzeczy różnych dość. M. innymi jeżeli idzie o doping to postanowiono wydawać licencje laboratoriom badawczym oraz ujednolicono karę za złapanie na stosowaniu dopingu sportowców Związków Sportowych do MKOL należących do dwóch lat za pierwszy raz. Pozostawiono Federacjom prawo rozpatrywania odwołań i zmniejszania kar tylko w sytuacjach szczególnych. Federacje nie należące do MKOL same ustalają czasookresy dyskwalifikacji np. zawodowe bokserskie, te liczące się jak WBC, IBF, WBA i WBO, dają karę jednego roku, co dotknęło też naszego Mariusza Wacha. Więc Cilic dostał karę dwa lata, odwołał się do Federacji, gdzie mu zmniejszono ją do 8 miesięcy, odwołał się do Trybunału przy MKOL w Lozannie i otrzymał 4 miesiące. Bronił się bardzo sprytnie. Mianowicie pokazał wyniki badań krwi, w których miał niski poziom glukozy i wskazanie do dożylnego jej uzupełnienia. W klinice gdzie tego dokonano w Zagrzebiu lekarz oświadczył na piśmie, że popełnił błąd i innemu pacjentowi zaserwował glukozę, a Ciliciowi niketamid. Pokazano badania tego pacjenta z podwyższonym poziomem glukozy. Bo trzeba wiedzieć, że z różnych względów dziś doping podaje się dożylnie. Nie wiemy ile to Chorwata kosztowało, ale opłaciło się. Sportowcom trudno jest tłumaczyć się, że coś "niestrawnego" zjedli.

Tenis wkroczył od kilkunastu lat na drogę, którą kroczyła lekkoatletyka, podnoszenie ciężarów i kolarstwo. Zwiększono znacznie pieniądze za sam udział, ale i nagrody oraz wyrażnie wzrosła liczba turniejów ATP, nie licząc mniej ważnych. Turniej goni turniej i często zdarza się, że w tym samym terminie są dwa turnieje. Coraz częściej zdarza się, że zawodnik odpada w I rundzie w jednym turnieju i następnego dnia gra w innym, dziwnym trafem mając w nim w I rundzie los wolny. W US Open kiedy w 1968 roku Artur Ashe, pierwszy czarnoskóry tenisista, który wygrał ten turniej i którego imię nosi kort nr 1 - pula nagród wynosiła 100 tys.USD, a dziś jest to 38 mln 300tys.USD. W turniejach mniejszej rangi pula 3 mln.USD to norma. A tenis to morderczy sport, a wytrzymałość ludzka ma swoje granice. Pokusa jej zwiększania jest często nie odparcia. Nie żebym usprawiedliwiał, ale kariera trwa krótko i wielu chce zarobić nawet za taką cenę. Działa to jak domino. Jeden jest lepszy, bo brał to ja nie będę gorszy tylko dlatego, że nie biorę.

Jeszcze gorzej jest w LA. Organizatorzy mitingów, których liczba też urosła znacznie płacą najlepszym za sam start, do tego kwoty za pobicie rekordu mitingu, najlepszego wyniku w roku i oczywiście rekordu świata. Wszystkie one już dawno przekroczyły granice ludzkich możliwości i nadal są bite. Bez dopingu jest to niemożliwe. Przy czym w tej dyscyplinie teraz przynajmniej trochę się z tym walczy. Za czasów prezesury Pana Primo Nebiolo wręcz zakazywano badań w okresie treningowym i nie brano za doping wykrycie środków maskujących. Ale nadal to ogromny problem. Rosjanie w ubiegłym roku dostali licencję olimpijską na laboratorium w Moskwie. W I kwartale tego roku przebadali w nim m.innymi 62 lekkoatletów będących medalistami ostatnich Mistrzostw Świata i Olimpiady. U wszystkich, powtarzam u wszystkich, wykryto niedozwolone środki. Odwołań od dyskwalifikacji dwuletniej nie uwzględniono. Stąd taki słaby wynik Rosjan na ME w Zurichu. Skorzystali na tym inni. Oni się cieszą z wyników i zwycięstw. Ja nie.
458wtorek, 09, wrzesień 2014 20:25
Witam szanownych miłośników tenisa.
Niestety nie mogłem na żywo obserwować końcówki US, mogę tylko polegać na waszych opiniach.
Znalazłem natomiast ciekawy fragment wywiadu z Wojciechem Fibakiem

Čilić sprawił równie wielką sensację. Przed nowojorskim półfinałem z Federerem przegrał z nim wszystkie pięć spotkań.

Kiedy obserwowałem Chorwata, cały czas myślałem o Janowiczu. Przecież Polak ma dokładnie te same argumenty, co tenisista z Bałkanów. Około dwóch metrów wzrostu, świetny serwis, dający możliwość totalnej dominacji przeciwnika. Tenisista z Bazylei czuł się w półfinale jak Radwańska w walce z najlepszą Azarenką. Nie nadążał, był zagubiony, absolutnie bezradny. Nawet uderzenia przez środek nadlatywały z taką prędkością, że nie mógł nic zrobić. Marin grał jak robot, Jerzy też jest w stanie! Dookoła siebie potrzebuje tylko więcej zawodowców i lepszego treningu. Musi mieć głowę do tenisa, musi zyskać regularność. Jak Čilić. Chylę czoła przed Goranem Ivaniseviciem, który tak pozytywnie zmienił rodaka. To także on wskazał mu wcześniej drogę do trenera Boba Bretta...

Więc jednak głowa ? Smile
457wtorek, 09, wrzesień 2014 16:29
Zbyszek
Przepraszam,że dopiero teraz refleksje po finałach US Open, ale UPC "zawiesiło" dostarczanie internetu do teraz.

Najpierw o paniach. Idącą na mecz z Sereną Williams Karolinę Wożniacką zapytał Mats co sobie obiecuje po pojedynku. Ta najpierw brojlera skomplementowała i zaraz dodała, że liczy, że będzie miała swój dzień i wygra. Z całą sympatią dla Karolci, ale powinna rzec: "Wygram jak Serena nie będzie miała swojego dnia", bo z Amerykanką przy jej "normalnej" fizycznej dyspozycji wygrać nie sposób. Pomimo że Dunka poprawiła się na twarzy, a więc nabrała masy ciała. Zwiększyła siłę serwisu i returnu, lecz na młodszą z sióstr nie wystarcza. Nie tylko jej. Ja nie lubię jak grają Williamsice, z przyczyn zasadniczych. Pamiętam bowiem je jeszcze jako młode zdolne i kobiece. Ale po okresie zapłaty kontuzjami za przyśpieszenie w cielsku jej tenis jest jak magnes. Oddala się od kobiecego i nie zbliża się do męskiego, lecz staje się brutalny. Ona niszczy, miażdży,upokarza z jakąś zwierzęcą pasją. Wali na odlew za każdym razem. Atakuje zawsze. Nigdy nie odpuszcza. Jej agresja jest zarażliwa. Udzielą się jak trąd. A jednocześnie jest w tym swoiste piękno. Chciałoby się, aby znalazła w turniejach do których się specjalnie przygotowywuje jakąś rywalkę na miarę swojego grania. Która by ją zmusiła do pokazania kobiecej twarzy na korcie. Wszak ma już 33 lata. Niestety jej liczne naśladowczynie mają może i dużą siłę, ale nie mają tej nadludzkiej pasji, tego chcenia bycia na piedestale, tego pławienia się w sławie i chwale i bogactwie. Pieniądze u niej to należny jej splendor. Wygrała po 40 minutach w setach do 3.

Finał panów bardzo podobny. Japończyk przez większość meczu wtopił się tak w tło, że nie bardzo było go widać. Przegrał w trzech setach po 120 minutach do 3 każdego. Właściwie walkę podjął w 3 secie przy stanie 4:1 dla Marina. Wygrał dwa gemy i w ósmym prowadził 40:0. Krótka dynamiczna wymiana, Chorwat gra dropp shota i idzie do siatki, zaś Kei gra ściśniętego pod ogromnym katem passing shota. Piłka mija rakietę Chorwata i niestety linię kortu singla. I już do końca Japończyk nie istniał. Cilic zachowując wszelkie proporcje zagrał podobnie jak Serena. Po prostu z niebywała agresją. Atakował każdą piłką. Nie szedł na długie wymiany. Tak naprawdę w meczu z Rogerem i Kei wystarczył mu precyzyjny serwis i liftowane zagrania na koniec kortu rywala.

I tu refleksja: przed dwoma laty Chorwat był w rankingu ATP za Janowiczem. Grali podobnie, jak ich parametry fizyczne wskazywały, a więc mocny serwis i silne returny po podaniu rywala oraz nie wdawanie się w długie wymiany, lecz granie zabójczych crossów, drajwów, smeczy i wolejów. Nie zawsze te zagrania trafiały, dlatego od czołówki byli w pewnym oddaleniu. Dziś obu dzieli przepaść.
456wtorek, 09, wrzesień 2014 01:55
a-c10
Kurczę, ostrzyłem sobie rzęsy na ten mecz spodziewając się mocnego powiewu świeżości. Niestety, dostałem bodaj najsmutniejszy wielkoszlemowy finał, jaki do te pory zdarzyło mi się oglądać.

W niekończącej się batalii głowy z nogami tym razem "górą" nogi. Nishikori chciał, starał się i walczył, ale poruszał się tak, jakby do każdego buta doczepiono mu dwudziestokilowy obciążnik. Z kolei Ćilić hasał niczym sarenka.

I to nas przywodzi do kwestii poruszonej przez Zbyszka. W zeszłym roku Chorwat odwołał się od pierwszej decyzji o zawieszeniu (@ Zbyszek: a to nie było oryginalnie dziewięć miesięcy?), twierdząc że - skąd my to znamy? - przypadek. Zawsze w takich sytuacjach zastanawia mnie, o jaki konkretnie przypadek chodzi. Biernik, czy może jednak mianownik? Występujący w roli instancji odwoławczej CAS doszedł najwyraźniej do wniosku, że... dopełniacz, bo karę utrzymał, ale skrócił. Znaczy co - winny, ale nie tak bardzo? Dziwne to dla mnie.

Jasne, to może nieładnie czepiać się chłopaka w chwili jego największego sukcesu w dotychczasowej (a kto wie, może i całej) karierze. Można też do woli przypominać, że Ćilić w przeciągu ostatnich dwóch tygodni spędził na korcie znacznie mniej, niż Nishikori; że Kei grał morderczy półfinał z Djokoviciem w koszmarnych warunkach atmosferycznych, podczas gdy Marin gładko uporał się z Federerem w zupełnie znośnej pogodzie, etc., etc. Ale jakiś taki niesmak pozostał.

I, niestety, pozostanie pewnie jeszcze nie raz, jeśli w temacie dopingu nadal będzie prowadzona polityka strusia.
455niedziela, 07, wrzesień 2014 00:28
Zbyszek
Odpadł też Roger Federer. Dotychczas wygrał z Cilicem wszystkie mecze jakie z nim grał, w tym trzy tygodnie temu w Toronto. Marin Cilic - wygrał w trzech setach do 3, do 4 i do 3. Ma 26 lat i był rozstawiony z numerem 14 /Szwajcar z 2/. Wszystkie gemy i sety były podobne. Prowadził w nich Roger, potem Chorwat wyrównywał, przełamywał i w większości wygrywał. Był szybszy, silniejszy i bardziej wytrzymały. Umiejętności wielkich nie pokazał. Dziś na Federera wystarczył niezbyt silny, ale precyzyjny serwis /86% skuteczności pierwszego podania/ i granie na jego słabszy bekhend. Niestety Roger nie miał tyle siły, aby ustawiać się po zagraniach Marina na swój mocniejszy forhend. Wielkich kłopotów rywalowi swą grą nie sprawił. Mecz trwał niecałe 100 minut. Nie chwalę zbytnio Cilicia, gdyż po prawdzie to jego w tym turnieju nie powinno być. W ubiegłym roku został przyłapany na stosowaniu zakazanego środka niketamidu działającego pobudzająco w stanach długotrwałego wysiłku zmęczeniowego. Jest to wśród tenisistów środek tak popularny jak EPO u kolarzy. Drugim środkiem działającym na poprawę wydolności oddechowej jest efedryna. Tylko że daje ona efekty takie jakie miała Peng, a więc po jej odstawieniu układ oddechowy działa gorzej niż przed. Początkowo Cilicia zdyskwalifikowano na 2 lata, ale wskutek odwołań karę zmniejszono do 4 miesięcy. Tak w tenisie Międzynarodowa Federacja walczy z dopingiem.

Ale mamy finał, którego nikt się nie spodziewał. Dobrze, że mi się nie chciało iść do punktu, bo znowu bym umoczył Smile
454sobota, 06, wrzesień 2014 21:28
Zbyszek
No i mamy sensację wielkiego kalibru. Monopol wielkiej czwórki w męskim tenisie został przełamany. Kei Nishikori pokonał w czterech setach Novaka Djokovicia 6:4, 1:6,7:6,6:4 i 6:3. Co prawda Japończyk mający 25 lat od 11 lat przebywa i trenuje w USA na Florydzie. Był on rozstawiony z numerem 10 zaś Serb z jedynką. Novak zupełnie sobie nie radził z jego crossami bekhendowymi bitymi liftem lub bardzo krótko albo skaczącą piłką, zawsze z rotacją boczną. Sam popełniał dużo niewymuszonych błędów, nie funkcjonował też tak jak wcześniej jego oburęczny bekhend i potrafił zmusić Kei do gry forhendem, który ten ma wyrażnie słabszy. Dla Japończyka był to pierwszy półfinał Wielkiego Szlema. Co prawda od ubiegłego roku notuje wielki postęp i miał na rozkładzie w mniejszych turniejach wszystkich najlepszych poza Djokoviciem, do dzisiaj. Ten finał był wart 730 tys.USD,gdyż za sam udział w finale nagroda wynosi 1450 tys.USD. Zwycięzca otrzyma 3 mln. Teraz drugi półfinał z udziałem Wielkiego Rogera.

@kibic50.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale ja nie jestem z branży, więc nie muszę rzeczy owijać w bawełnę czyli na czarne mówić białe. Nie piszę też, aby się komuś przypodobać. Dla mnie sprawa Shuai Peng była od początku jasna i takiego "finału" a nawet gorszego można się było spodziewać. Jest to prosta konsekwencja sztucznego naładowania organizmu, który ma mniejszy potencjał energetyczny i w pewnym momencie wysiada. Do tenisa też trzeba mieć dużo zdrowia. Tego prawdziwego. Pozdrawiam.
453sobota, 06, wrzesień 2014 16:46
@Zbyszek

Tu też ktoś napisał o tym meczu, lecz nie ma ani słowa o dopingu.

http://ogladamtenis.blog.pl/2014/09/06/kubel-zimnej-wody/
452sobota, 06, wrzesień 2014 13:07
Zgred Maruda
@Kibic

Mam bardzo poważny zdrowotny problem w Rodzinie.Brak czasu i głowa zabita trudnymi myślami nie sprzyja czytaniu i pisaniu.

Oczywiście oglądam MŚ, Nasze mecze i wyrywkowo inne.
Gramy Bardzo dobrze i Bardzo mądrze.Zasadnicza zmiana w Naszej grze to nacisk na dobre przyjęcie, bywa nawet na poziomie 60-70%.Przy Takim rozgrywającym jakim jest Paweł Zagumny można grać każdym rodzajem ataku.Antiga pracował nad tym elementem oraz zagrywką ( flot), która zaczęła Nam wychodzić także lepiej. Anastasi stawiał głównie na atak lecz przy słabszym przyjęciu grane były "balony" na skrzydła bez jakiegokolwiek zaskoczenia dla rywali.

Oczywiście prawdziwa gra zacznie się dopiero w Łodzi.Ważne jest wyjście z pierwszego miejsca z największą możliwą różnicą setową i punktową.
Kamerun "opędzą" szybciutko natomiast do Argentyny muszą podejść na pełnej koncentracji, gra tam kilku dobrych siatkarzy.

Jeżeli utrzymamy ten poziom gry w poszczególnych elementach - czwórka powinna być Nasza. A w czwórce może zdarzyć się WSZYSTKO
Wierzę, że te MŚ będą dla Nas bardzo udane.A całe zaplecze Kibicowskie i przekaz, który idzie w Świat jest REWELACYJNY.

Pozdrawiam Wszystkich, życząc jak najwięcej Zdrowia
451sobota, 06, wrzesień 2014 04:38
Zbyszek
Odbyły się półfinały pań. Serena łatwo wygrała z Makarową, która w zasadzie nie podjęła walki. Po meczu wyglądała na bardzo zadowoloną, że doszła tak daleko po drodze eliminując Na Li i Azarenkę. W drugim Shuai Peng po przegraniu pierwszego seta 7:6, w drugim przy stanie 4:3 dla Karoliny Wożniackiej skreczowała. Powodem były bliżej nieokreślone problemy zdrowotne. Ich widomą oznaką były: niemożność złapania oddechu, drgawki, słanianie się na nogach. Sędzina nie bardzo wiedziała co ma w takiej sytuacji zrobić. Najpierw zgodziła się na pomoc fizjoterapeutki na korcie, a potem na kilkunastominutową przerwę poza. Chinka powróciła, ale dolegliwości także. Zwieziono ją z kortu na wózku. Pierwszy raz widziałem ją w podobnym stanie po meczu z Agnieszką w II rundzie tegorocznego Australian Open, gdy po przegranej trzeba było jej pomagać zejść z kortu. Dobrze, że na wyleczenie, a nie do kostnicy jak wiele i wielu innych. Nie mam mściwości, ale to co dobre jak przed wiekami udowodnił statystycznie Leibnitz zawsze wygrywa. Często z opóźnieniem, ale zawsze. Na gorąco komentarze prasowe są takie, że to był rodzaj udaru cieplnego stanowiący kombinację upału, odwodnienia, nerwów i wyczerpania po morderczym 1 secie. Dla mnie wyglądała jak Nielsen - kolarz duński tuż przed śmiercią podczas wyścigu na IO w Rzymie w 1960 roku. Tam też winę zrzucano na organizatorów, że w upale karzą zawodnikom jeżdzić. Okazało się, że u Duńczyka wykryto substancje dopingujące i hormonalne. W owym czasie doping był prymitywny, dziś mocno zaawansowany. Ale tak samo szkodliwy. Dobrze,że u Peng jest tylko takie zakończenie.

Można tylko zaapelować do organizatorów wielkich imprez tenisowych, aby prowadzili rzetelne kontrole antydopingowe. Dla sławy i wielkich pieniędzy ludzie są gotowi zrobić wszystko. Narażenie własnego zdrowia to tylko malutki wycinek tych "możliwości".
450piątek, 05, wrzesień 2014 17:11
Zbyszek
Znowu oglądałem świetny tenis w ćwierćfinale US Open.I to raniutko bo od 2.50 przez trochę ponad 3 godziny.Wojował Roger Federer z Gaelem Monfilsem. Szwajcar grał z nim 8 razy i wszystko wygrał. Tym razem dwa pierwsze sety przegrał będąc w każdym elemencie gry gorszym do 4 i 3. Jednak w 3 secie się odbudował i przełamał Francuza wygrywając do 4. W czwartym secie rozgorzała niebywała walka.Obaj szli łeb w łeb do stanu 5:4 dla Monfilasa, który miał swoje podanie.Doprowadził do 40:30.Jedna piłka i mecz .Zaserwował na bekhend Rogera, ten bezpiecznie zagrał drajwa i Gael wyrzucił piłkę na aut. Na następne podanie Francuza Szwajcar kończy punkt ostrym zagraniem bekhendem po linii.Póżniej zdobywa crossami dwa punkty i wygrywa to co było już przegrane. Roger wygrał 5 razy US Open i jest w nim w półfinale po raz dziewiąty. Zatracił mnóstwo szybkości, ale wytrzymały jest i silny jak lew. Gra teraz z Cilicem. Jak wygra to będzie rewanż za ostanie porażki z Djokoviczem.
To mi się podoba, ale też mam taką refleksję, że o ile u kobiet to nadchodzi niezła młodzież i coś wnosi , choć jak na mój gust, za dużo siły, to u mężczyzn tego młodszego brak. A jak się pojawia jak nasz Jureczek to jakiś taki jednostronny i rachityczny jest.Taki niedotrenowany,żeby nie rzec niedorobionySmile.
449czwartek, 04, wrzesień 2014 22:50
@Zgred

Co jest ? Polska demoluje przeciwników jak nigdy a Ty milczysz ?
448czwartek, 04, wrzesień 2014 22:18
@Doping w tenisie

Ależ ja nie twierdzę, że Chinka nie jest na koksie.
Tu przykłady na zmianę koloru "białego sportu"

http://sporteuro.pl/sport/tenis/pozosta%C5%82e/3751-czy-tenis-to-wci%C4%85%C5%BC-bia%C5%82y-sport.html

http://www.sportfan.pl/artykul/tenis-to-kopalnia-koksiarzy-biora-sterydy-przeznaczone-dla-koni-7462

Choć są też naiwniacy,

http://love4tennis.pl/czy-w-tenisie-istnieje-problem-dopingu-rozmowa-z-andrzejem-pokrywka-dyrektorem-instytutu-sportu/

Ja tylko napisałem to, co zresztą potwierdził a-c10
"Jasna sprawa: sam doping nie zrobi mistrza z totalnego beztalencia. Możesz biegać jak królik Duracella, łomotać w piłki z siłą młota pneumatycznego i być gotowym do wysiłku 365 dni w roku, lecz jeśli głowę, nogi i ręce masz do dupy"

Jak jest z Chinką nie wiem, ale musi coś potrafić, skoro zaszła tak daleko.
447czwartek, 04, wrzesień 2014 21:46
a-c10
@ Zbyszek:

Jest tylko kwestia czy to pomoc czy metoda?

Ja wiem, to straszne, co zaraz napiszę, ale czasem mam wrażenie, że powyższy dylemat sprowadza się w całej masie przypadków do znanej kwestii filmowej: "ja oszukiwałem, ty oszukiwałeś, wygrał lepszy". Nie oszukujmy przynamniej samych siebie. W wielu dyscyplinach, łącznie z naszą kochaną kopaną, sukces osiągnięty "o chlebie i wodzie" jest bardzo mało realny.
446czwartek, 04, wrzesień 2014 21:41
a-c10
@ Kibic50:

Maraton maratonem, jednakowoż przeciętny trzysetowy pojedynek to mniej-więcej trzy przebiegnięte kilometry. Pod tym względem wśród znanych mi sportów (konkurencje lekkoatletyczne poza równaniemWink) tenis plasuje się na czwartym miejscu. Za piłką nożną, hokejem na trawie i rugby, ale przed takimi dyscyplinami, jak choćby futbol amerykański, czy piłka ręczna, które powszechnie uznaje się za dość wyczerpujące. Oczywiście, trzy kilometry w półtorej godziny to dystans, który spokojnie może przetruchtać nawet średnio sprawny emeryt. Warto jednak pamiętać o specyfice ruchu w tenisie: mnóstwo sprintów, zmian tempa i kierunków.

A doping to przecież nie tylko wydolność. Także np. siła. Te kilkanaście km/h więcej w każdym uderzeniu zawsze się przyda, prawda? No i jeszcze zdolność do regeneracji. Przy tak napiętym, przeładowanym kalendarzu touru trudno ją przecenić.

Jasna sprawa: sam doping nie zrobi mistrza z totalnego beztalencia. Możesz biegać jak królik Duracella, łomotać w piłki z siłą młota pneumatycznego i być gotowym do wysiłku 365 dni w roku, lecz jeśli głowę, nogi i ręce masz do dupyWink i tak nic z ciebie nie będzie. Natomiast w tak wyrównanym tourze - zwłaszcza babskim - gigantyczną rolę odgrywają detale. A w nich doping bywa bardzo pomocny.
445czwartek, 04, wrzesień 2014 19:30
Zbyszek
@kibic50.
Zrobi. Zrobi. Nie będzie tą szczupłą tylko nabitą jak.... /tu nazwisk nie wymienię, bo każdy widzi o kogo chodzi/. I zrobi. Bo umie grać. Tylko fizycznie i psychicznie po kontuzji nie może się podnieść. Gorsze i gorsi od niej robili i robiły wyniki. Co prawda w LA szybciej, ale nie ma sportu od niego wolnego. Jest tylko kwestia czy to pomoc czy metoda? Czyli czy obok czy zamiast talentu, pracy, wysiłku, potu i łez.
444czwartek, 04, wrzesień 2014 19:24
@Zbyszek

"Ale oczywiście każdy może wierzyć,że jej umiejętności i siła i szybkość gwałtownie z wtorku na środę się poprawiły"

Nie o to mi chodziło.

Nafaszerowana Urszula Radwańska wyniku nie zrobi.
443czwartek, 04, wrzesień 2014 19:05
Zbyszek
Z "anabolami" to jest sprawa dość dobrze rozpoznana. Prof. Smorawiński sporządził nawet wykres zwany krzywą dopingu. Z grubsza doping rozpoznajemy po gwałtownym wzroście wyników zawodnika już dojrzałego, który te wyniki miał mocno umiarkowane. Shuai Peng jest w singlu na 39 miejscu rankingu ATP i ma już 28 lat. W singlu bez osiągnięć. Znana wyłącznie dotychczas z gry podwójnej. Ale oczywiście każdy może wierzyć, że jej umiejętności i siła i szybkość gwałtownie z wtorku na środę się poprawiły. Tym bardziej,że w USA badania antydopingowe prowadzone są w teorii o czym wszyscy wiedzą.

Oglądałem od 3.50 rano mecz Djokovicia z Murrayem. Znakomity tenis przez prawie 4 godziny. Pierwszy set dla Novaka po tie breaku 7:1, drugi dla Andyego po tie breaku 7:1. Serb poprawił serwis i o dziwo miał go lepszy od Szkota. Natomiast Murray znany dotychczas z niebywale mocnego oburęcznego bekhendu zadziwiał precyzyjnym, nie do odbioru forhendem. Djoković wielokrotnie patrzył po takich zagraniach w niebo jak by do niego miał pretensje. Niestety od trzeciego seta Murray jakby zaczął tracić siły. Novak rozrzucał go po korcie, ponawiał ataki w te same strony kortu i wygrał 6:2. W czwartym Andy odpuszczał serwisy Serba i wygrywał swoje do stanu 4:4. W dziewiątym gemie po strasznej walce jednak został przełamany i dość łatwo przegrał ostatniego gema. Set i mecz. Chyba Djoković wygra US Open w którym po raz ósmy znalazł się w półfinale i zmierzy się w nim z Japończykiem Nishikorim, dla którego jest to życiowy sukces.

Wśród kobiet znamy dwie dalsze półfinalistki. Jednak Makarowa wygrywając z Azarenką, która nie końca wyleczyła kontuzję lewego kolana przez którą nie grała 4 miesiące. No i Serena. W tej sytuacji tzw. bita faworytka.
442środa, 03, wrzesień 2014 22:57
Tenis to jednak nie maraton. Oprócz wydolności trzeba mieć jeszcze umiejętności. Same sterydy nie wystarczą
441środa, 03, wrzesień 2014 22:32
a-c10
@ Zbyszek:

Zdaję sobie sprawę, że ogólna wiedza o chińskim sporcie podpowiada, by się za bardzo za Peng nie wstawiać, ale... Różne paskudztwa dermatologiczne wyskakują czasem nawet ludziom starszym, niż tenisistka z Państwa Środka, a wspomagającym się jedynie winemSmile

Choć oczywiście wcale bym się nie zdziwił, gdyby coś faktycznie było na rzeczy.
440środa, 03, wrzesień 2014 19:19
Zbyszek
W półfinale kobiet Shuai Peng gra z Karoliną Wożniacki. Tak ta sama Chinka,która wyeliminowała naszą Agnieszkę.Jak to możliwe?Na zbliżeniach widać podskórne qasitrądzik oznakę "wspomagania". Czasami nie nogi i nie głowa,ale "tabletki" stanowią o sile gry. W drugim półfinale raczej Azarenka niż Makarowa i prawie na pewno Serena Williams.
U mężczyzn rekomenduję ćwierćfinał Andy Murray kontra Novak Djokovicz. Dwa lata temu obaj byli w finale US Open. Wtedy wygrał Szkot, dziś faworytem jest Serb.
yvComment v.2.01.1