Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.
Twoja opinia
Dyskusja (2599)
289sobota, 07, czerwiec 2014 05:44
Zbyszek
Wczoraj odbyły się półfinały singla mężczyzn na Roland Garros. Z pierwszego Djokovic- Gulbis obejrzałem tylko czwartego seta /robota/. Novak wygrał. Dość przyjemna dla oka przebijanka, w której Serb był trochę szybszy i precyzyjniejszy.
W drugim Rafael Nadal rozbił Murraya w trzech krótkich setach do 3, 2 i 1. Jeszcze w pierwszym secie Szkot próbował podjąć walkę, ale póżniej gasł z każdym gemem. Aż żal było patrzeć. Fragmentami wydawało się, że zaraz padnie ze zmęczenia. Przy czym u niego już tak bywało i ożywał. Tak było w piątym secie z Monfilsem. Ale cud zdarzył się w tym turnieju tylko raz. Gra wyglądała na ogół tak: jak Murray serwował na nieparzystą to Hiszpan forhendem grał piekielnie mocno wzdłuż linii, jak podawał na parzystą to walił crossa pod dużym katem z bekhendu. Do piłek tych Andy nie dochodził. Czasami po zagraniu Murraya dochodziło do wymian,których ten nie wytrzymywał i albo nie zdążał do piłek, albo trafiał w siatkę. W tej sytuacji trudno ocenić czy Rafa taki mocny czy Murray taki słaby. Szykowałem się na ucztę dwóch gladiatorów, a obejrzałem teatr jednego aktora.
Finał będzie chyba na dobrym poziomie. Mówię, chyba gdyż niedawno obaj spotkali się w finale w Rzymie. Wygrał Novak, ale po rąbance, która nie została w pamięci. Moim zdaniem faworytem jest Djokovic. Gra w całych meczach we FO bardzo stabilnie. W finale kobiet faworytką jest Halep, gdyż Szarapova dość wolno się rozkręca i nim złapie swój wysoki poziom może być po zawodach. Niestety finału kobiet nie obejrzę, a być może i mężczyzn, gdyż opuszczam Warszawę dla odpoczynku w głuszy w której telewizji i internetu nie ma.
288piątek, 06, czerwiec 2014 21:12
gawin76
W ostatnich dniach z nie-piłkarskich newsów najbardziej zdumiała mnie wieść, że Andrea Anastasi będzie trenował drużynę Lotosu Trefla Gdańsk.
Ciekaw jestem czy będzie tam jakaś transferowa ofensywa jeżeli chodzi o zawodników, czy... to trener jest ofensywą
287czwartek, 05, czerwiec 2014 20:08
Zbyszek
Drugi półfinał kobiet jak należało się spodziewać bez sensacji. Halep po dwóch setach pokonała Petkovic. Różnica w umiejętnościach była zbyt duża. Halep wyrażnie się oszczędzała i tylko fragmentami była przez Niemkę mocniej naciskana. Do tej pory Simona prezentuje się najlepiej. Zobaczymy jak wytrzyma regularną i mocną grę Szarapovej.
Jutro półfinały mężczyzn.Znowu Murray z Nadalem. W Rzymie jak obaj grali dali pokaz wielkiego tenisa. Niestety pokrywa się z meczem piłkarzy z Litwą. Znowu na dwa telewizory. Żona musi jakoś przeżyć.
286czwartek, 05, czerwiec 2014 19:11
Zbyszek
W pierwszym półfinale French Open Szarapova wygrała z Bouchard 4:6, 7:5 i 6:2. Uczennica tym razem nie sprostała mistrzyni. Można tak napisać, gdyż Kanadyjka nie ukrywała i nie ukrywa, że Maria jest jej idolką i się na niej wzoruje. Obie grały bardzo podobnie. Dobry rotacyjny serwis i świetna gra z głębi kortu z piłkami rzucanymi w różnych kierunkach. Panie nie chodziły na półkort czy do linii, nie grały też piłek wzdłuż linii. Szarapova jest jednak o 11 cm wyższa i sądząc po szybkości serwisu silniejsza.O d początku Bouchard grała bardzo agresywnie i niezwykle szybko. Nadążała za każdą piłką bitą przez Maszę, a jej returny bite na bekhend rywalki były zabójcze. Począwszy do drugiego seta Szarapova zaczęła narzucać rytm gry i do jej mocno bitych crossów Eugene już tak często nie dochodziła. Prowadziła 4:1, ale Kanadyjka niezwykła ambicją doprowadziła do 5:5. Cechą charakterystyczną Rosjanki jest stałe, relatywne przyśpieszanie gry. Traci z czasem i szybkość i siłę uderzeń, ale procentowo mniej niż jej przeciwniczki. W 3 secie wydawało się, że walczy gazela z żółwiem. Bochard musi mocno pracować nad utrzymaniem rytmu i siły gry przez czas dłuższy niż tylko 50 minut. Szarapova wygrałaby szybciej, ale bardzo często biła kończące piłki poza kort. Wygrała, ale musiała włożyć ogromny wysiłek. Bouchard już dużo umie i jeszcze ma dużo do poprawy, ale dziś w wieku niespełna 20 lat jest już drugi raz w półfinale turnieju Wielkiego Szlema i poprawi swą pozycję w rankingu /jest 16/.
Szarapova dwa lata temu FO wygrała, w zeszłym odpadła z Sereną w półfinale. Jak zacznie za każdym razem trafiać w kort to finał wygra.
285środa, 04, czerwiec 2014 21:54
Zbyszek
Już myślałem,ze dziś tenisiści i tenisistki przegrali z pogodą, ale na szczęście można było grać. W pozostałych półfinałach zagrają wśród kobiet: Halep z Petković, która niespodzianie wygrała z Errani. Wśród mężczyzn zaś Nadal z Andy Murrayem, który po kuriozalnym meczu wygrał z zawodnikiem gospodarzy Monfilsem. Kuriozalnym, bo w 4 secie Murray przegrał 6:1 i wydawało się, że popłynął, a tu wygrał piątego 6:0. I bądż tu mądry. Na szczęście już wszyscy Francuzi i Francuski odpadli, bo publika się na ich meczach nie popisywała, znaczy na meczach piłkarskich takie zachowania: ryki, przeszkadzanie w grze gwizdami rywalom i rywalkom, meksykańskie fale w futbolu uchodzą, ale do niedawna w tenisie były nie do przyjęcia. Podobnie jak zachowania polegające na pokazywaniu wyciągniętych palców wobec publiki czy nakłanianie do przeszkadzania w podaniach rywalom przez graczy. Tenis to był od zawsze sport dla dżentelmenów i dla dam na korcie i na trybunach. Biały sport z pełnym fair play. Wszystko chamieje.
284środa, 04, czerwiec 2014 20:14
Polsat sport. godz. 20.15
Będzie się działo
283wtorek, 03, czerwiec 2014 20:12
Zbyszek
W Roland Garros mamy pierwszych półfinalistów. Wśród kobiet są to: Szarapowa i młodziutka Kanadyjka Bouchard. Pierwsza wygrała z pogromczynią Sereny Williams Gabrine Murguroząm zaś druga ze zwyciężczynią Tomljanowić Suarez Navarro.
Wśród mężczyzn Djoković spotka się z Gulbisem.
282niedziela, 01, czerwiec 2014 21:18
Zbyszek
Federera /2/ też już nie ma. Przegrał, tak właśnie, z Łotyszem Gulbisem /18/. Pięć tygodni przerwy w grze i treningach spowodowane byciem z żoną, która urodziła dziecko zrobiło swoje. Wykazywał brak wyczucia kortu. Gulbis ograniczał się do przebijania piłek i to wystarczyło. Gdy chciał zastosować jakieś inne rozwiązanie np. pójść do siatki to tracił punkty. Roger popełnił w pięciu setach aż 42 niewymuszonych błędów. W takiej sytuacji z poprawnie grających rywalem można tylko przegrać.
W meczu dwóch dobrze się spisujących zawodniczek Szarapowa po 3 setach pokonała Stosur. Mecz na bardzo wysokim poziomie. Odpadła pogromczyni Radwańskiej Tomjanowić z doświadczoną Hiszpanką Navarro. Natomiast Gabrina Blanco będzie w ćwierćfinale przeciwniczką Szarapowej.
281niedziela, 01, czerwiec 2014 14:46
Zbyszek
Właśnie zakończył się mecz dokończony z dnia wczorajszego w którym po łącznie ponad 4 godzinnym boju Murray pokonał Kohlschreibera w piątym secie 12:10. W tej sytuacji można trochę inaczej spojrzeć na porażkę Jerzego z tym zawodnikiem w I rundzie turnieju w Rzymie. Podobnie jak na porażkę Radwańskiej z Tomljanowić. W ogóle o tegorocznym Roland Garros kobiet można powiedzieć: to idzie młodość. Ajla w I rundzie ograła zwyciężczynię RG sprzed 4 lat Franceskę Schiavone, a w drugiej Jelenę Wiesninę /rozstawiona z nr 32/. Ale przecież zdecydowana liderka, zwyciężczyni z ubiegłego roku Serena Williams odpadła z 20-letnią Hiszpanką Garbine Murguroza Blanco, a Na Li /druga w ATP/ z 21-letnią Francuzką Kristin Mladenović. W grze pozostają 20-letnia Eugene Bochard, 21 -letnia Sloane Stephens, 22-letnie Maria Teresa Torro-Flor i Kiki Bertens. Zobaczymy ile jeszcze ugrają. Jak do tej pory najlepsze wrażenie czynią jednak: Halep, Szarapova, Stosur i Errani.
Wśród mężczyzn większa stabilizacja. Z najlepszych odpadł tylko /3/ Wawrinka. Pozostają w grze Federer, Nadal, Djoković i wojuje jak zwykle Murray.
280niedziela, 01, czerwiec 2014 08:25
Zbyszek
Wczoraj odbyła się walka pomiędzy Carlem Frochem a George Grovesem o Mistrzostwo Świata federacji WBA i IBF w wadze superśredniej. Na trybunach stadionu Wembley w Londynie komplet publiczności z czego 80 tys. wykupiło bilety. Pojedynek transmitowany przez HBO, ShowTime i m.innymi C+. Pieniądze duże jak na tę kategorię, bo Carl 8 mln.funtów, a George 2 mln., plus do podziału nadwyżka ponad 20 mln. funtów po odjęciu kosztów. Tylko kilku bokserów dostaje za walki więcej. Obaj to wielcy wojownicy z Anglii, przy czym zwiększą sympatią w tamtym kraju cieszy się Groves co słychać było na stadionie. Ja większą sympatią i uznaniem darzę Frocha, nie tylko za polskie korzenie. Dziadkowie pochodzili z Krakowa i w czasie wojny przenieśli się na wyspy, a sam Carl wypowiadał się wielokrotnie, że polskie geny dały mu talent i siłę. Froch broniący tytułów, starszy o 11 lat, pół roku temu z Georgem wygrał po przerwaniu pojedynku przez sędziego, co uznano na przedwczesne. Ta walka była rewanżem. Froch ma przydomek ringowy "Kobra" zaś Groves "Święty".
Pierwsze 4 i pół rundy słabiutkie. Obaj czaili się, raczej markowali walkę. Od połowy 5 rundy rozgorzał prawdziwy bój. W tej rundzie i następnej Froch był odrobinę lepszy, gdyż trafniej wyczuwał dystans. W siódmym starciu niesiony dopingiem "Święty" ruszył do natarcia i pod koniec rundy trafił "Kobrę " w głowę. Ten nie padł na deski, ale cios odczuł. W ósmej rundzie George kontynuował atak, ale nie docenił umiejętności Carla. Ten jak to wielokrotnie czynił i stąd ma przydomek ruszył do kontrataku i błyskawicznie zadał lewy sierp, a następnie cudownym prawym prostym znokautował Grovesa. Wydaje się, że Groves jest trochę przereklamowany przez media brytyjskie szukające "prawdziwego" Anglika jako bokserskiego idola. Pięściarsko nie dorósł do mistrzów tej kategorii, nie tylko Frocha, ale i Kesslera czy Warda, Glena Johnsona, Gołowkina.
O gali w Lublinie nic nie napiszę, gdyż już mam dość nabijania w butelkę publiczności i widzów przez szalbierczych organizatorów, którzy chcą wmówić ludziom,że hitem wieczoru ma być pojedynek nic nie umiejącego 36 letniego Rekowskiego z wybrakowanym 39 letnim Sosnowskim. Radzę telewizjom, aby przestały transmitować te "gale" dopóki nie będą na nich walczyć choć średniej klasy zawodnicy. Po raz pierwszy Borek postawił, delikatniej niż ja czy Michalczewski, zarzut Wasilewskiemu, że umiejętności pięściarzy nie gwarantują emocji i takie walki nie przybliżają ich do osiągania sukcesów w prawdziwych walkach o prawdziwe pieniądze. Dobrze przynajmniej, że nie było Białorusina, któremu płacą 800 euro jak wytrzyma 4 rundy. Wytrzymuje, po czym schodzi z ringu. Oglądam te nasze "gale", ale nie cenię, gdyż prezentują poziom jak z bójek pod remizą po wiejskiej zabawie.
279sobota, 31, maj 2014 18:05
iocosus
No masz, człek ze zobowiązania się nie wywiązał to już go „przezywają”. Wolę ksywkę nadaną przez Monrooe, Złemu więcej wolno.
W „ogórkach” pełno będzie transmisji mundialowych, zatem i o komentatorach jak najbardziej adekwatny czas nastąpi, żeby coś napisać, żeby Redaktor Naczelny niby chwaląc nie wypominał i do zapowiedzianego pitolenia nie musiał dopingować.
Ale, gdyby ci w krew weszło, ... uważaj jak ci będę odpłacał pięknym za nadobne!
Niestety nie widziałem ani Isi, ani Jerzyka, przegrali, zatem niby nie ma czego żałować, ale szykuję się na Wimbledon! Dobrze, że Janowicz przełamał złą passę. Serena w dołku, każdą inną na trawie Radwańska może pokonać, zatem oby „truskawkami” londyńskimi długo się zajadali.
Ani znamienitego, ani Wspaniałego, wolę niedoskonałego Antigę na trenera, niedoskonałego w posługiwaniu się naszym językiem ojczystym, a i tak pod tym względem robiącego wrażenie. Kibicuję mu, lubię faceta, choć warto wspomnieć i wzmiankowanego wcześniej trenera. Brazylijczyków też gromił, ale jakoś do wspaniałych innych triumfów repry siatkarskiej nie poprowadził. Tak więc, póki co w euforię nie popadam.
278sobota, 31, maj 2014 14:10
gawin76
To mi przypomina, że nasz znakomity iocosus rozpoczął sagę o komentatorach telewizyjnych, ale jej nie dokończył! Może doczekamy się w sezonie ogórkowym?
@ kibic50
Sądzę, że Borek jest zupełnie serio przekonany, że nikt przed nim na to nie wpadł.
277sobota, 31, maj 2014 13:52
Kolejny geniusz pióra i mikrofonu zabrał publicznie głos.
Tym razem Mateusz Borek powiedział coś bardzo odkrywczego.
Borek: Podpowiadam Legii trzy transfery.
" By zminimalizować ryzyko porażki w eliminacjach sugeruję szefom klubu co najmniej trzy transfery. Szybkiego, potrafiącego grać jeden na jeden napastnika, doświadczonego, bramkostrzelnego, ale też harującego w defensywie i grającego szybko piłką środkowego pomocnika i umiejącego wyprowadzić piłkę od tyłu środkowego obrońcę"
Czytając takie "mądrości" nie wiem, śmiać się czy płakać.
276sobota, 31, maj 2014 13:14
@Zgred
Nasze siatkarskie rezerwy, w swoim drugim meczu w lidze światowej rozniosły mistrzów świata Brazylię na ich terenie 3:0 a Ty milczysz..
275sobota, 31, maj 2014 11:48
@Zbyszek
"Masz dziwaczny zwyczaj traktowana sportu i sportowców, którzy przegrają jako okazji do okazywania z tego powodu swojej radości."
???
Doprawdy trudno pojąć na podstawie czego wyciągnąłeś taki wniosek, bo jest akurat odwrotnie.
W przeciwieństwie do wielu, wiem jak trudno odnieść sukces w sporcie. Z jakimi wyrzeczeniami i jak wielkim wysiłkiem się to wiąże.
Często więc staję w obronie sportowców przed osobnikami, którzy nazywają ich drewniakami lub próbują oceniać na podstawie zakupionych samochodów lub występów na konferencjach prasowych.
Aż dziw bierze, że Ty ze swoją inteligencją mogłeś tego nie zauważyć.
Współczuję.
Ps
Natomiast radość odczuwam czytając wypowiedzi różnych ekspertów, którzy z niezwykłą pewnością wypowiadają się publicznie.
W tym wypadku był to Mats Wilander
274sobota, 31, maj 2014 05:51
Zbyszek
Agnieszka Radwańska przegrała mecz z Chorwatką Tomljanowić w dwóch setach do 4. Chorwatka to młoda 21 letnia tenisistka, która od niedawna gra w poważnych turniejach stąd jej 72 lokata w ATP, nie odpowiadająca jej sile gry. Po Roland Garros będzie wyżej. Tomljanowić od początku meczu przejęła inicjatywę i już po 23 minutach prowadziła 5:1. Zagrała tak jak trzeba z Agnieszką grać: agresywnie, ze zmianą rytmu i kierunku. Grała krótkie piłki na przemian z długimi bombami wzdłuż linii. Niestety Polka jak to czasami ma w zwyczaju grając z silniejszymi fizycznie rywalkami zaczęła spowalniać grę licząc, że popełnią one błędy. Tym razem to Agnieszka popełniała tych błędów więcej. Zresztą ja nie pamiętam, aby przyjmując taka taktykę Agnieszka kiedykolwiek wygrała. Widać też było brak pewności siebie. Nie był to jej dzień.
Radwańska ma wszystkie elementy tenisowego kunsztu na wysokim poziomie. Ale ta wszechstronność jest jej słabością, nie ma bowiem takiego wytrenowanego do perfekcji jednego wygrywającego zagrania stosowanego w sytuacjach najtrudniejszych. Do tego przeciwko rywalkom silniejszym fizycznie wychodzi na kort mocno spięta. Dlatego ma kłopoty z wygrywaniem poważnych turniejów. Ma też przekonanie, że gorzej gra na kortach ziemnych mimo, ze na nich trenuje i uczyła się grać. Musi popracować nad siłą, gdyż młode tenisistki opierają swoją grę na świetnym przygotowaniu fizycznym. Mimo to z optymizmem czekam na Wimbledon, który tradycyjnie zacznie się 24 czerwca.
Jerzy Janowicz został pokonany w 3 setach przez Francuza Tsonga. Jerzy w odróżnieniu od Radwańskiej jest bardzo silny fizycznie, ale ma duże braki techniczne, które wczoraj na bardzo trudnej nawierzchni się jeszcze uwidoczniły. Też nie wiadomo czemu uznaje, że musi na mączce grać gorzej niż na szybkich nawierzchniach. Nie wytrzymywał wymian, a jego najsilniejsza broń czyli drop shoty były za długie i Francuz do nich dochodził. Ale o wyniku zadecydowały podania. Polak serwował proste, silne piłki, które były returnowane z jeszcze większą siłą przez Francuza zgodnie z prawami dynamiki. Tsonga natomiast miał podanie słabsze, ale z różnorodną rotacją przy czym Jerzemu największą trudność sprawiała rotacja boczna zewnętrzna. Ponadto bił serwy tak, że piłka odbijała się na różnej wysokości. Z tego powodu Janowicz nie mógł dobrze wejść do gry. Jego forma wzrasta jak i pewność siebie. Powinien wrócić do treningu i poprawić odbiór podania oraz rotować swoje serwy. Też w Wimbledonie, jak i u Radwańskiej powinno być lepiej.
273sobota, 31, maj 2014 04:53
Zbyszek
@kibic50.
Masz dziwaczny zwyczaj traktowana sportu i sportowców, którzy przegrają jako okazji do okazywania z tego powodu swojej radości. To jest sport. Nie zawsze można wygrywać. Wyśmiewanie się z lepszych od siebie jest jakąś Twoją życiową pasją. Zapewne mimo apeli nawyków nie zmienisz. Współczuję.
272piątek, 30, maj 2014 12:37
Okrzyknięta przez pismaków "pierwszą damą Paryża" (?) Agnieszka Radwańska (3), główny faworyt tegorocznego Roland Garros właśnie pożegnała się z turniejem.
W sposób niezwykle wstydliwy uległa chyba nikomu nie znanej zawodniczce z Chorwacji A. Tomljanović (72) 4:6 4:6.
Z tego meczu zapamiętam jedynie machanie łapami i skrzywioną minę nr 3 światowego kobiecego tenisa.
I prawdziwa wisienka na torcie dla wszystkich pitoleros z c-Lki.
"– Turniej kobiet stał się absolutnie nieprzewidywalny. Jedyną przewidywalnym elementem jest w nim wasza Agnieszka – mówi Mats Wilander, 7-krotny triumfator turniejów wielkoszlemowych i komentator Eurosportu"
Nic dodać nic ująć, może tylko buhaha
271czwartek, 29, maj 2014 16:43
Zbyszek
Wczoraj Jerzy Janowicz ograł w 3 setach Fina Nieminena /7:6, 7:6 i 6:4/, który w I rundzie wygrał z Przysiężnym w pięciu setach. Jerzy nadal gra nierówno, ale jest silny jak koń. W I secie serwis o szybkości 227 km/godz., a w połowie 3 seta jeszcze 221. Ale widać, że zaczyna nabierać pewności siebie. W poprzednich turniejach w sytuacjach trudnych wybierał łatwe zagrania, w zasadzie tylko przebić. W tym meczu w końcówkach potrafił zagrać taki skrót, że piłka nie dość, ze spadała tuż za siatką to jeszcze przy nadanej wstecznej rotacji dosłownie siadała na mączce lub też grał piłkę po przekątnej pod niewiarygodnym katem. Lecz obok tego jak uprzednio z prostych piłek aut ze 3 metry, albo piłka w siatce. Niestety jest nadal uzależniony od serwisu. Jak pierwszy siedzi to Jerzy gra, jak nie to ma kłopoty. W III rundzie trafia na Tsonga z Francji, który wiele kłopotu w Monte Carlo sprawił Federerowi. Francuz jest wszechstronniejszy od Polaka, ale ma słabiutka kondycję. Jak Jerzy nie przegra w 3 setach ma szanse. I mam nadzieję, że zagra na szczęśliwym jak dotąd korcie nr 7.
Wygrała też w 2 setach do 3 i 4 Agnieszka Radwańska z Czeszką Pliszkową. To taki Janowicz w spódnicy. Wyliczono, ze w tym roku miała najwięcej asów serwisowych spośród wszystkich tenisistek, do tego wyższa jeszcze od Szarapowej. I rzeczywiście Polka miała duże kłopoty po jej serwisach, próbowała różnych obron nie zawsze skutecznych. Czeszka jednak w wymianach grała prostacko, tak jak by chciała piłkę tylko przebić, nie miała pomysłu na Agnieszkę. Nasza natomiast gnębiła ją różnorodnością. Nie wiedziała czego się po Agnieszce w każdym zagraniu spodziewać. I często robiła to co Radwańska chciała. W sumie fajny meczyk choć prawdziwych emocji malutko. Po odpadnięciu Na Li i Sereny Williams Agnieszka jest najwyżej klasyfikowana tenisistką w Paryżu, ale na razie lepiej od niej prezentują się Włoszka Errani i niestety Szarapowa.
Co do Urszuli to ja już po meczu z Hiszpankami napisałem, że za wcześnie po kontuzji wróciła na kort np. Szarapowej zajęło to 7 miesięcy. Pewnych rzeczy przyśpieszyć się nie da. Uraz musi się najpierw zagoić. Nic nie zyskała, a straciła czas na całkowite wyleczenie, rehabilitację i dojście do formy.
270czwartek, 29, maj 2014 16:14
Zbyszek
@ave.
To, że to Krakusi, nie musi oznaczać, że należy im życzyć, aby skoczyli w przepaść . Nie będę rozwijał, bom co nieco napisał w felietonie "Zezem. Zastaw się, a postaw się".
269czwartek, 29, maj 2014 13:14
ave
Ja do referendum w Krakowie mam nieco inny stosunek. Pomijając całą chronologie zdarzeń, nie uważam, by zadecydowali praktyczni i racjonalni ludzie. Dla mnie to głupcy, którzy przeciwstawili się rozwojowi miasta, regionu. Ominie ich "skok cywilizacyjny".
268wtorek, 27, maj 2014 19:57
Dzynek
Co z tą Urszulą? Przegrywa z kim popadnie. Czytałem o kontuzji pleców, więc jakieś to wytłumaczenie jest. Tylko jak jest się chorym to się leczy, a nie zajmuje wyczynem, bo potem są takie wyniki jak widzimy.
Prosta droga ws przepaść. Zdrowie straci, a to ważniejsze od turniejów.
W sztabie muszą poważnie przemyśleć dotychczasowe doświadczenia. Tak dalej się nie da.
267poniedziałek, 26, maj 2014 17:00
Zbyszek
Krakowianie opowiedzieli się w referendum przeciw organizacji Olimpiady Zimowej w ich mieście przygniatającą większością głosów. Widać z tego,że takie głosowanie należało zorganizować przed zgłaszaniem się do bicia, albo mnie posłuchać W każdym razie przed bezmózgim wydaniem paru milionów złotych, powoływaniem komitetów i tworzeniem innych synekur. Pokazali przy tym, że mają jednak zmysł, że tak powiem obserwacyjny i zauważyli, że górach położeni nie są i żadne referendum tego prostego faktu nie zmieni i ich tam nie przeniesie. Podejrzewam, że i by nie chcieli. Potwierdziło się, że w tym mieście mieszkają praktyczni i racjonalni ludzie. Nie dali się zmanipulować grupce hałaśliwych demagogów widzących tylko własny, szemrany interes.
266niedziela, 25, maj 2014 20:16
@ Handball
Po siatkarzach Skry Bełchatów, piłkarzach Legii Warszawa, po jedenaste w historii klubu MP sięgnęli szczypiorniści Vive Targi Kielce !
W czwartym meczu fazy finałowej play off pokonali w Płocku tamtejszą Wisłę 25 : 34
Po wczorajszym sensacyjnym zwycięstwie Wisły obie drużyny przystąpiły do meczu niezwykle zdeterminowane. Ok 5 min meczu obaj trenerzy reagując dosyć ostro na wydarzenia boiskowe, ujrzeli czerwone kartki i odesłani zostali na trybuny.
Grająca bardzo ostro w obronie i nieskutecznie w ataku drużyna Wisły pozwoliła Vive odskoczyć na kilka bramek i za sprawą świetnie broniącego Sławka Szmala przegrywała po pierwszej połowie 10 : 19
Cieniem samego siebie w tej części gry był bohater sobotniego meczu Mariusz Jurkiewicz.
Kiedy po przerwie wydawało się, że losy mistrzowskiego tytułu są już w zasadzie rozstrzygnięte, gospodarze rzucili na szale wszystkie siły. Fantastyczne parady Marcina Wicharego, broniącego niewiarygodne piłki oraz przeprowadzane błyskawiczne kontrataki doprowadziły do wyniku 16 : 20
To niestety wszystko, na co w tym meczu stać było piłkarzy z Płocka. Obie drużyny nastawiły się głównie na atak, zupełnie odpuszczając obronę. W bramce Vive ponownie świetne zawody rozegrał nasz reprezentacyjny bramkarz Sławek Szmal. To dzięki jego niezwykłym paradom goście ponownie odskoczyli na 9 bramek i kontrolując spotkanie utrzymali tę przewagę do końca. Wynik 25 : 34 dał drużynie z Kielc trzeci tytuł z rzędu, pokazując, że nie mają równych sobie w kraju.
Cieszy coraz lepsza gra Karola Bieleckiego, jednego z głównych autorów sukcesu Vive.
265niedziela, 25, maj 2014 18:08
Zbyszek
Jerzy Janowicz wygrał w 4 setach z Dominikańczykiem Viktorem Estrellą Burgosem 6:1, 6:4, 6:7 i 6:4. Po losowaniu byłem pewien, że Jerzy spokojnie dojdzie do IV rundy, ale po tym meczu wszystko jest możliwe, też na minus. Estrella o 30cm niższy, 10 lat starszy, po raz pierwszy wszedł do pierwszej setki ATP w 1 secie nie istniał. Polak wykazywał dużą dynamikę ruchu, szeroki wymach i tłukł jak to potrafi każdą piłkę liftem w końcowe rejony kortu, co prawda w jednym rytmie, ale w różnych kierunkach. Począwszy do 2 seta wyrażnie siadł kondycyjnie i zaczął grać zrywami. Po okresach skutecznej gry miał okresy przestoju. Popełniał też ogromnie dużo podwójnych błędów serwisowych /w 2 i 3 secie było tego 12 w tym w tie breaku 4/. Wydaje się, że chyba po kontuzji zbyt szybko wszedł na kort. Taką siłową grę jaką preferuje można prowadzić, zwłaszcza na szybkich nawierzchniach, ale trzeba dobiegać do wszystkich piłek, aby grać precyzyjnie i regularnie. Natomiast Jerzemu kondycji na cały mecz brakuje. W wielu sytuacjach nie jest w stanie dobiec blisko piłki, więc korzystając z długich rąk na poślizgu uderza piłkę wyciągniętą nadmiernie rakietą. W tej sytuacji o dużej sile i precyzji mowy nie ma.
Dobrze że wygrał, ale nerwów napsuł co nie miara.
264niedziela, 25, maj 2014 12:29
Zbyszek
Agnieszka Radwańska ograła w I rundzie Rolanda Garrosa Chinkę Shuai Zhang w dwóch setach 6:3 i 6:0. Pierwszy set trwał 50 minut, a drugi 20. Do stanu 3:3 w I secie obie przełamywały swoje podania. Chinka sprawiała lepsze wrażenie. Zmieniała kierunek i rytm gry. Do tego świetny oburęczny forhend i wysokie top spiny. Wykazywała też mierną regularność. Polka jakby oswajała się z kortem. Grała niskie dość wolne piłki, które na tępej nawierzchni kortu centralnego odbijając się też nisko pozwalały Zhang na bezpieczne wysokie zagrania. Przy ich odbiorze Radwańska popełniła aż 9 niewymuszonych błędów. Po tej wyrównanej części Agnieszka przyśpieszyła i zaczęła wykorzystywać swoją świetną technikę. Jak Chinka na półkort to minięcie /passing shot/, jak Shuai poza końcową linię to skrót /drop shot/. Do tego nareszcie siedziały bekhendowy i crossowy smecz. Chinka była całkowicie bezradna. Tylko czasem odgryzała się bitymi wzdłuż linii czopowymi returnami.
Moim zdaniem to była najtrudniejsza z rywalek na drodze Agnieszki do ćwierćfinału.
263niedziela, 25, maj 2014 06:11
Zbyszek
Właśnie zakończyła się walka Andrzeja Fonfary z Adonisem Stevensonem. Jednogłośnie na punkty po znakomitej walce wygrał Kanadyjczyk. Galę transmitowała telewizja ShowTime. Niestety przed walką, jak to jest w zwyczaju w Europie nie odegrano hymnów.
W 1 rundzie Andrzej zaczął spokojnie, zaś Adonis rozpoznawczo. Zorientował się, że Polak trzyma podwójna gardę trochę za szeroko i w połowie rundy zaatakował z doskoku prawym sierpem /walczy z odwrotnej pozycji/ i lewym prostym na szczękę, w który to cios włożył całą siłę. Andrzej padł na deski, ale się podniósł. Kanadyjczyk atakował, lecz dzieła nie dokończył. Druga i trzecia runda to ataki Fonfary oraz sporo celnych ciosów z kontrataku Stevensona, który te rundy wygrał nieznacznie. Czwarta runda podobna, ale Andrzej zadał o jeden cios więcej. W połowie piątej Kanadyjczyk, który nie mógł trafić dobrze trzymającego gardę Polaka tym razem uderzył potężnym lewym prostym na korpus. Andrzej znowu na deskach. W szóstej rundzie Stevenson walczący w defensywie trafił z kontry mocnym lewym na tułów i poprawił lewym na głowę. Andrzej odczuł te ciosy. Ale nie deski nie poszedł. Bronił się rozpaczliwie, ale do gongu dotrwał. W siódmej Fonfara zaczął skracać dystans bliżej podchodząc do rywala nogami i uderzać z przygotowanych akcji: lewy prosty, podwójny prawy. Adonis odpowiadał pojedynczymi lewymi sierpami. Runda remisowa. W ósmej zmiana taktyki zaczęła przynosić efekty. Kanadyjczyk miał mniej miejsca do odejść i otrzymał więcej ciosów niż sam zadał. Runda Fonfary. Na początku dziewiątej Andrzej trafił mocnym prawym prostym z odchylenia na szczękę rywala. Stevenson na deskach. Niestety Polak roboty zaczętej nie zdołał dokończyć. Kanadyjczyk uciekał, a jak nie miał miejsca to klinczował. Począwszy od dziesiątej rundy Stevenson ruszył sam do natarcia. Bił mnóstwo ciosów, wchodził do półdystansu. Andrzej nie pozostawał dłużny. Przez ostatnie trzy rundy trwał zacięty prowadzony w dużym tempie bój. Stevenson w tych wymianach był nieco precyzyjniejszy. W ostatnie rundzie publiczność oglądała walkę na stojąco bijąc brawa przy "otwartej kurtynie". Stevenson pokazał wielkie umiejętności, znakomitą taktykę, w tym sytuacyjną, zaś Andrzej ogromną waleczność, odporność na ciosy i coraz lepszy bokserski kunszt.
Wspaniała propaganda boksu. Dzięki obu za przeżycie prawdziwych emocji.
262niedziela, 25, maj 2014 00:36
@ Handball
Historia lubi się powtarzać ? Niekoniecznie.
O ile Warszawska Legia po mistrzostwo Polski ponownie sięgnęła "siedząc w fotelach", to walka o MP w piłce ręcznej idzie pełną parą.
W sobotni gorący i niezwykle radosny wieczór, rozdarty byłem pomiędzy dwoma finałami. Światowym w LM i lokalnym w fazie play off.
Tym razem swoją uwagę skupiłem na poczynaniach naszych eksportowych drużyn szczypiornistów i nie żałuję, tym bardziej, że to co najlepsze w derbach Madrytu, rozgrywanych w Lizbonie obejrzałem w dogrywce
Przy komplecie publiczności, skazana na "pożarcie" (również przeze mnie) drużyna Wisły Płock podejmowała na własnym parkiecie obrońcę tytułu Vive Targi Kielce. W przeciwieństwie do poprzednich spotkań, tym razem pojedynek gladiatorów, przy których Miro Radović wygląda jak chłopak do wycierania parkietu, przysporzył kibicom obu drużyn niezwykłych emocji. Skoncentrowana i grająca z ogromną determinacją drużyna Wisły od początku spotkania uzyskała dwu - trzy bramkowe prowadzenie.
W początkowej fazie gry na wyróżnienie zasługiwali w drużynie z Kielc Buntić, natomiast w Wiśle Marcin Lijewski.
Pomimo, ze w obu drużynach grali koledzy z reprezentacji, co chwila dochodziło do ostrych starć, po których wielu zawodników otrzymywało dwu minutowe kary. Pod koniec pierwszej połowy wejście na parkiet i dobra gra Grzegorza Tkaczyka doprowadziła do wyrównania 12 : 12
Pewnie rzuty karne egzekwowali Bielecki i Olafson, przez co Vive schodziło na przerwę tylko z jedno bramkową stratą. Wynik na tablicy 15 : 14 znamionował jeszcze większe emocje w drugiej połowie.
Tak też się stało. 3 min po przerwie, osłabiona brakiem Krzysztofa Lijewskiego Vive doprowadziła do remisu 15 : 15. Niestety od tej pory fenomenalnie w bramce gospodarzy spisywał się Wichary. Broniąc kolejno dwa rzuty karne strzelane przez Tkaczyka i Bieleckiego, nie pozwolił aby goście uzyskali przewagę. Pierwsze prowadzenie w tym meczu Vive odnotowało dopiero w 39 min po bramce Cupića.
Od tego momentu prawdziwy koncert gry zademonstrował reprezentant Polski Mariusz Jurkiewicz. Co chwila pokonywał bezradnego w bramce Sławka Szmala i zdobywając w sumie 11 goli zapewnił drużynie z Płocka pierwszą wygraną. Na słowa pochwały w drużynie Wisły zasłużył również Zbigniew Kwiatkowski, który w obronie stanowił barierę nie do przejścia. W końcówce meczu Wichary broniąc jeszcze 3 rzuty sam na sam ustalił wynik meczu na 31 : 27
Stan rywalizacji 2 : 1 dla Vive. Jutro mecz nr 4. Niestety, ale moja uwaga skupiona będzie wyłącznie na jednym wydarzeniu. Sorry Ps
Nie sądzę aby trener Vive czytał c-Lkę, ale chyba po raz pierwszy od kiedy na ławce trenerskiej zmienił Bogdana Wentę postawił na obronę 6 - 0 Niestety na niewiele się to zdało.
261wtorek, 20, maj 2014 21:00
Zbyszek
W nocy z soboty na niedzielę odbędzie walka o Mistrzostwo Świata WBC w kategorii półciężkiej pomiędzy Andrzejem Fonfarą a Adonisem Stevensonem.
Kanadyjczyk trochę Polaka lekceważy, gdyż już 6 tygodni temu rozpoczął rozmowy z Bernardem Hopkinsem o walce unifikacyjnej /pomiędzy mistrzami dwu lub więcej Federacji/. Wydaje się sądząc po kilkunastu walkach jakie obu widziałem, że jest lepszym bokserem. Przed wszystkim Andrzej mało używa sierpowych co w boksie zawodowym /poza Kliczkami/ jest podstawą. Ponadto za dużo przyjmuje ciosów, zwłaszcza na początku walk. Adonis jednak nie jest "naturalnym' półciężkim, gdyż pięć lat z ośmiu spędził w kategorii superśredniej. Tytuł Mistrza wywalczył w 2012 roku po wygranej z Czadem Dawsonem. Tym samym po porażce z którym Adamek tytuł Mistrza stracił /jak jeszcze walczył w półciężkiej/ i przeniósł się do kategorii cruser. Od tego czasy stoczył Adonis trzy walki i wszystkie wygrał przez tko. Walczy jak zawodnik lżejszej wagi, bardzo szybko i dynamicznie. Typowy punczer zasypujący rywala gradem ciosów po których ten pada.
Ale Fonfary bym nie lekceważył. Jest wyższy od rywala o 8 centymetrów, ma większy zasięg ramion i bardzo silne ciosy proste z obu rąk. Jak trafi mocno to dobija. Poza tym wygrał w ciągu ostatnich 2 lat z trzema byłymi mistrzami świata w wadze półciężkiej i superśredniej /Stevenson nigdy mistrzem świta w tej kategorii nie był/. W tym wygrana z Glenem Johnsonem zasługuje na wielkie uznanie. No i jest młodszy o 10 lat od rywala. Galę ma transmitować Polsat Sport. Zapowiada się co najmniej ciekawie.
260poniedziałek, 19, maj 2014 21:00
Zgred
Czytam Was długo i to jest to...są tu Ludzie o wielu innych poglądach,myślach ba nawet sądzę z innych kultur, nawet pirotechnicznych
idę dalej choć słowa mi brakuje, ale nazwijmy to " prostujących" pewne "nieścisłości" na Naszym stadionie...
Zdanie każdego, kto tu napisze ma sens- super
Każde zdanie odpowiedzi- ponownie super
Cały szcun
W drugim Rafael Nadal rozbił Murraya w trzech krótkich setach do 3, 2 i 1. Jeszcze w pierwszym secie Szkot próbował podjąć walkę, ale póżniej gasł z każdym gemem. Aż żal było patrzeć. Fragmentami wydawało się, że zaraz padnie ze zmęczenia. Przy czym u niego już tak bywało i ożywał. Tak było w piątym secie z Monfilsem. Ale cud zdarzył się w tym turnieju tylko raz. Gra wyglądała na ogół tak: jak Murray serwował na nieparzystą to Hiszpan forhendem grał piekielnie mocno wzdłuż linii, jak podawał na parzystą to walił crossa pod dużym katem z bekhendu. Do piłek tych Andy nie dochodził. Czasami po zagraniu Murraya dochodziło do wymian,których ten nie wytrzymywał i albo nie zdążał do piłek, albo trafiał w siatkę. W tej sytuacji trudno ocenić czy Rafa taki mocny czy Murray taki słaby. Szykowałem się na ucztę dwóch gladiatorów, a obejrzałem teatr jednego aktora.
Finał będzie chyba na dobrym poziomie. Mówię, chyba gdyż niedawno obaj spotkali się w finale w Rzymie. Wygrał Novak, ale po rąbance, która nie została w pamięci. Moim zdaniem faworytem jest Djokovic. Gra w całych meczach we FO bardzo stabilnie. W finale kobiet faworytką jest Halep, gdyż Szarapova dość wolno się rozkręca i nim złapie swój wysoki poziom może być po zawodach. Niestety finału kobiet nie obejrzę, a być może i mężczyzn, gdyż opuszczam Warszawę dla odpoczynku w głuszy w której telewizji i internetu nie ma.
Ciekaw jestem czy będzie tam jakaś transferowa ofensywa jeżeli chodzi o zawodników, czy... to trener jest ofensywą
Jutro półfinały mężczyzn.Znowu Murray z Nadalem. W Rzymie jak obaj grali dali pokaz wielkiego tenisa. Niestety pokrywa się z meczem piłkarzy z Litwą. Znowu na dwa telewizory. Żona musi jakoś przeżyć.
Szarapova dwa lata temu FO wygrała, w zeszłym odpadła z Sereną w półfinale. Jak zacznie za każdym razem trafiać w kort to finał wygra.
Będzie się działo
Wśród mężczyzn Djoković spotka się z Gulbisem.
W meczu dwóch dobrze się spisujących zawodniczek Szarapowa po 3 setach pokonała Stosur. Mecz na bardzo wysokim poziomie. Odpadła pogromczyni Radwańskiej Tomjanowić z doświadczoną Hiszpanką Navarro. Natomiast Gabrina Blanco będzie w ćwierćfinale przeciwniczką Szarapowej.
Wśród mężczyzn większa stabilizacja. Z najlepszych odpadł tylko /3/ Wawrinka. Pozostają w grze Federer, Nadal, Djoković i wojuje jak zwykle Murray.
Pierwsze 4 i pół rundy słabiutkie. Obaj czaili się, raczej markowali walkę. Od połowy 5 rundy rozgorzał prawdziwy bój. W tej rundzie i następnej Froch był odrobinę lepszy, gdyż trafniej wyczuwał dystans. W siódmym starciu niesiony dopingiem "Święty" ruszył do natarcia i pod koniec rundy trafił "Kobrę " w głowę. Ten nie padł na deski, ale cios odczuł. W ósmej rundzie George kontynuował atak, ale nie docenił umiejętności Carla. Ten jak to wielokrotnie czynił i stąd ma przydomek ruszył do kontrataku i błyskawicznie zadał lewy sierp, a następnie cudownym prawym prostym znokautował Grovesa. Wydaje się, że Groves jest trochę przereklamowany przez media brytyjskie szukające "prawdziwego" Anglika jako bokserskiego idola. Pięściarsko nie dorósł do mistrzów tej kategorii, nie tylko Frocha, ale i Kesslera czy Warda, Glena Johnsona, Gołowkina.
O gali w Lublinie nic nie napiszę, gdyż już mam dość nabijania w butelkę publiczności i widzów przez szalbierczych organizatorów, którzy chcą wmówić ludziom,że hitem wieczoru ma być pojedynek nic nie umiejącego 36 letniego Rekowskiego z wybrakowanym 39 letnim Sosnowskim. Radzę telewizjom, aby przestały transmitować te "gale" dopóki nie będą na nich walczyć choć średniej klasy zawodnicy. Po raz pierwszy Borek postawił, delikatniej niż ja czy Michalczewski, zarzut Wasilewskiemu, że umiejętności pięściarzy nie gwarantują emocji i takie walki nie przybliżają ich do osiągania sukcesów w prawdziwych walkach o prawdziwe pieniądze. Dobrze przynajmniej, że nie było Białorusina, któremu płacą 800 euro jak wytrzyma 4 rundy. Wytrzymuje, po czym schodzi z ringu. Oglądam te nasze "gale", ale nie cenię, gdyż prezentują poziom jak z bójek pod remizą po wiejskiej zabawie.
W „ogórkach” pełno będzie transmisji mundialowych, zatem i o komentatorach jak najbardziej adekwatny czas nastąpi, żeby coś napisać, żeby Redaktor Naczelny niby chwaląc nie wypominał i do zapowiedzianego pitolenia nie musiał dopingować.
Ale, gdyby ci w krew weszło, ... uważaj jak ci będę odpłacał pięknym za nadobne!
Niestety nie widziałem ani Isi, ani Jerzyka, przegrali, zatem niby nie ma czego żałować, ale szykuję się na Wimbledon! Dobrze, że Janowicz przełamał złą passę. Serena w dołku, każdą inną na trawie Radwańska może pokonać, zatem oby „truskawkami” londyńskimi długo się zajadali.
Ani znamienitego, ani Wspaniałego, wolę niedoskonałego Antigę na trenera, niedoskonałego w posługiwaniu się naszym językiem ojczystym, a i tak pod tym względem robiącego wrażenie. Kibicuję mu, lubię faceta, choć warto wspomnieć i wzmiankowanego wcześniej trenera. Brazylijczyków też gromił, ale jakoś do wspaniałych innych triumfów repry siatkarskiej nie poprowadził. Tak więc, póki co w euforię nie popadam.
@ kibic50
Sądzę, że Borek jest zupełnie serio przekonany, że nikt przed nim na to nie wpadł.
Tym razem Mateusz Borek powiedział coś bardzo odkrywczego.
Borek: Podpowiadam Legii trzy transfery.
" By zminimalizować ryzyko porażki w eliminacjach sugeruję szefom klubu co najmniej trzy transfery. Szybkiego, potrafiącego grać jeden na jeden napastnika, doświadczonego, bramkostrzelnego, ale też harującego w defensywie i grającego szybko piłką środkowego pomocnika i umiejącego wyprowadzić piłkę od tyłu środkowego obrońcę"
Czytając takie "mądrości" nie wiem, śmiać się czy płakać.
Nasze siatkarskie rezerwy, w swoim drugim meczu w lidze światowej rozniosły mistrzów świata Brazylię na ich terenie 3:0 a Ty milczysz..
"Masz dziwaczny zwyczaj traktowana sportu i sportowców, którzy przegrają jako okazji do okazywania z tego powodu swojej radości."
???
Doprawdy trudno pojąć na podstawie czego wyciągnąłeś taki wniosek, bo jest akurat odwrotnie.
W przeciwieństwie do wielu, wiem jak trudno odnieść sukces w sporcie. Z jakimi wyrzeczeniami i jak wielkim wysiłkiem się to wiąże.
Często więc staję w obronie sportowców przed osobnikami, którzy nazywają ich drewniakami lub próbują oceniać na podstawie zakupionych samochodów lub występów na konferencjach prasowych.
Aż dziw bierze, że Ty ze swoją inteligencją mogłeś tego nie zauważyć.
Współczuję.
Ps
Natomiast radość odczuwam czytając wypowiedzi różnych ekspertów, którzy z niezwykłą pewnością wypowiadają się publicznie.
W tym wypadku był to Mats Wilander
Radwańska ma wszystkie elementy tenisowego kunsztu na wysokim poziomie. Ale ta wszechstronność jest jej słabością, nie ma bowiem takiego wytrenowanego do perfekcji jednego wygrywającego zagrania stosowanego w sytuacjach najtrudniejszych. Do tego przeciwko rywalkom silniejszym fizycznie wychodzi na kort mocno spięta. Dlatego ma kłopoty z wygrywaniem poważnych turniejów. Ma też przekonanie, że gorzej gra na kortach ziemnych mimo, ze na nich trenuje i uczyła się grać. Musi popracować nad siłą, gdyż młode tenisistki opierają swoją grę na świetnym przygotowaniu fizycznym. Mimo to z optymizmem czekam na Wimbledon, który tradycyjnie zacznie się 24 czerwca.
Jerzy Janowicz został pokonany w 3 setach przez Francuza Tsonga. Jerzy w odróżnieniu od Radwańskiej jest bardzo silny fizycznie, ale ma duże braki techniczne, które wczoraj na bardzo trudnej nawierzchni się jeszcze uwidoczniły. Też nie wiadomo czemu uznaje, że musi na mączce grać gorzej niż na szybkich nawierzchniach. Nie wytrzymywał wymian, a jego najsilniejsza broń czyli drop shoty były za długie i Francuz do nich dochodził. Ale o wyniku zadecydowały podania. Polak serwował proste, silne piłki, które były returnowane z jeszcze większą siłą przez Francuza zgodnie z prawami dynamiki. Tsonga natomiast miał podanie słabsze, ale z różnorodną rotacją przy czym Jerzemu największą trudność sprawiała rotacja boczna zewnętrzna. Ponadto bił serwy tak, że piłka odbijała się na różnej wysokości. Z tego powodu Janowicz nie mógł dobrze wejść do gry. Jego forma wzrasta jak i pewność siebie. Powinien wrócić do treningu i poprawić odbiór podania oraz rotować swoje serwy. Też w Wimbledonie, jak i u Radwańskiej powinno być lepiej.
Masz dziwaczny zwyczaj traktowana sportu i sportowców, którzy przegrają jako okazji do okazywania z tego powodu swojej radości. To jest sport. Nie zawsze można wygrywać. Wyśmiewanie się z lepszych od siebie jest jakąś Twoją życiową pasją. Zapewne mimo apeli nawyków nie zmienisz. Współczuję.
W sposób niezwykle wstydliwy uległa chyba nikomu nie znanej zawodniczce z Chorwacji A. Tomljanović (72) 4:6 4:6.
Z tego meczu zapamiętam jedynie machanie łapami i skrzywioną minę nr 3 światowego kobiecego tenisa.
I prawdziwa wisienka na torcie dla wszystkich pitoleros z c-Lki.
"– Turniej kobiet stał się absolutnie nieprzewidywalny. Jedyną przewidywalnym elementem jest w nim wasza Agnieszka – mówi Mats Wilander, 7-krotny triumfator turniejów wielkoszlemowych i komentator Eurosportu"
Nic dodać nic ująć, może tylko buhaha
Wygrała też w 2 setach do 3 i 4 Agnieszka Radwańska z Czeszką Pliszkową. To taki Janowicz w spódnicy. Wyliczono, ze w tym roku miała najwięcej asów serwisowych spośród wszystkich tenisistek, do tego wyższa jeszcze od Szarapowej. I rzeczywiście Polka miała duże kłopoty po jej serwisach, próbowała różnych obron nie zawsze skutecznych. Czeszka jednak w wymianach grała prostacko, tak jak by chciała piłkę tylko przebić, nie miała pomysłu na Agnieszkę. Nasza natomiast gnębiła ją różnorodnością. Nie wiedziała czego się po Agnieszce w każdym zagraniu spodziewać. I często robiła to co Radwańska chciała. W sumie fajny meczyk choć prawdziwych emocji malutko. Po odpadnięciu Na Li i Sereny Williams Agnieszka jest najwyżej klasyfikowana tenisistką w Paryżu, ale na razie lepiej od niej prezentują się Włoszka Errani i niestety Szarapowa.
Co do Urszuli to ja już po meczu z Hiszpankami napisałem, że za wcześnie po kontuzji wróciła na kort np. Szarapowej zajęło to 7 miesięcy. Pewnych rzeczy przyśpieszyć się nie da. Uraz musi się najpierw zagoić. Nic nie zyskała, a straciła czas na całkowite wyleczenie, rehabilitację i dojście do formy.
To, że to Krakusi, nie musi oznaczać, że należy im życzyć, aby skoczyli w przepaść
Prosta droga ws przepaść. Zdrowie straci, a to ważniejsze od turniejów.
W sztabie muszą poważnie przemyśleć dotychczasowe doświadczenia. Tak dalej się nie da.
Po siatkarzach Skry Bełchatów, piłkarzach Legii Warszawa, po jedenaste w historii klubu MP sięgnęli szczypiorniści Vive Targi Kielce !
W czwartym meczu fazy finałowej play off pokonali w Płocku tamtejszą Wisłę 25 : 34
Po wczorajszym sensacyjnym zwycięstwie Wisły obie drużyny przystąpiły do meczu niezwykle zdeterminowane. Ok 5 min meczu obaj trenerzy reagując dosyć ostro na wydarzenia boiskowe, ujrzeli czerwone kartki i odesłani zostali na trybuny.
Grająca bardzo ostro w obronie i nieskutecznie w ataku drużyna Wisły pozwoliła Vive odskoczyć na kilka bramek i za sprawą świetnie broniącego Sławka Szmala przegrywała po pierwszej połowie 10 : 19
Cieniem samego siebie w tej części gry był bohater sobotniego meczu Mariusz Jurkiewicz.
Kiedy po przerwie wydawało się, że losy mistrzowskiego tytułu są już w zasadzie rozstrzygnięte, gospodarze rzucili na szale wszystkie siły. Fantastyczne parady Marcina Wicharego, broniącego niewiarygodne piłki oraz przeprowadzane błyskawiczne kontrataki doprowadziły do wyniku 16 : 20
To niestety wszystko, na co w tym meczu stać było piłkarzy z Płocka. Obie drużyny nastawiły się głównie na atak, zupełnie odpuszczając obronę. W bramce Vive ponownie świetne zawody rozegrał nasz reprezentacyjny bramkarz Sławek Szmal. To dzięki jego niezwykłym paradom goście ponownie odskoczyli na 9 bramek i kontrolując spotkanie utrzymali tę przewagę do końca. Wynik 25 : 34 dał drużynie z Kielc trzeci tytuł z rzędu, pokazując, że nie mają równych sobie w kraju.
Cieszy coraz lepsza gra Karola Bieleckiego, jednego z głównych autorów sukcesu Vive.
Dobrze że wygrał, ale nerwów napsuł co nie miara.
Moim zdaniem to była najtrudniejsza z rywalek na drodze Agnieszki do ćwierćfinału.
W 1 rundzie Andrzej zaczął spokojnie, zaś Adonis rozpoznawczo. Zorientował się, że Polak trzyma podwójna gardę trochę za szeroko i w połowie rundy zaatakował z doskoku prawym sierpem /walczy z odwrotnej pozycji/ i lewym prostym na szczękę, w który to cios włożył całą siłę. Andrzej padł na deski, ale się podniósł. Kanadyjczyk atakował, lecz dzieła nie dokończył. Druga i trzecia runda to ataki Fonfary oraz sporo celnych ciosów z kontrataku Stevensona, który te rundy wygrał nieznacznie. Czwarta runda podobna, ale Andrzej zadał o jeden cios więcej. W połowie piątej Kanadyjczyk, który nie mógł trafić dobrze trzymającego gardę Polaka tym razem uderzył potężnym lewym prostym na korpus. Andrzej znowu na deskach. W szóstej rundzie Stevenson walczący w defensywie trafił z kontry mocnym lewym na tułów i poprawił lewym na głowę. Andrzej odczuł te ciosy. Ale nie deski nie poszedł. Bronił się rozpaczliwie, ale do gongu dotrwał. W siódmej Fonfara zaczął skracać dystans bliżej podchodząc do rywala nogami i uderzać z przygotowanych akcji: lewy prosty, podwójny prawy. Adonis odpowiadał pojedynczymi lewymi sierpami. Runda remisowa. W ósmej zmiana taktyki zaczęła przynosić efekty. Kanadyjczyk miał mniej miejsca do odejść i otrzymał więcej ciosów niż sam zadał. Runda Fonfary. Na początku dziewiątej Andrzej trafił mocnym prawym prostym z odchylenia na szczękę rywala. Stevenson na deskach. Niestety Polak roboty zaczętej nie zdołał dokończyć. Kanadyjczyk uciekał, a jak nie miał miejsca to klinczował. Począwszy od dziesiątej rundy Stevenson ruszył sam do natarcia. Bił mnóstwo ciosów, wchodził do półdystansu. Andrzej nie pozostawał dłużny. Przez ostatnie trzy rundy trwał zacięty prowadzony w dużym tempie bój. Stevenson w tych wymianach był nieco precyzyjniejszy. W ostatnie rundzie publiczność oglądała walkę na stojąco bijąc brawa przy "otwartej kurtynie". Stevenson pokazał wielkie umiejętności, znakomitą taktykę, w tym sytuacyjną, zaś Andrzej ogromną waleczność, odporność na ciosy i coraz lepszy bokserski kunszt.
Wspaniała propaganda boksu. Dzięki obu za przeżycie prawdziwych emocji.
Historia lubi się powtarzać ? Niekoniecznie.
O ile Warszawska Legia po mistrzostwo Polski ponownie sięgnęła "siedząc w fotelach", to walka o MP w piłce ręcznej idzie pełną parą.
W sobotni gorący i niezwykle radosny wieczór, rozdarty byłem pomiędzy dwoma finałami. Światowym w LM i lokalnym w fazie play off.
Tym razem swoją uwagę skupiłem na poczynaniach naszych eksportowych drużyn szczypiornistów i nie żałuję, tym bardziej, że to co najlepsze w derbach Madrytu, rozgrywanych w Lizbonie obejrzałem w dogrywce
Przy komplecie publiczności, skazana na "pożarcie" (również przeze mnie) drużyna Wisły Płock podejmowała na własnym parkiecie obrońcę tytułu Vive Targi Kielce. W przeciwieństwie do poprzednich spotkań, tym razem pojedynek gladiatorów, przy których Miro Radović wygląda jak chłopak do wycierania parkietu, przysporzył kibicom obu drużyn niezwykłych emocji. Skoncentrowana i grająca z ogromną determinacją drużyna Wisły od początku spotkania uzyskała dwu - trzy bramkowe prowadzenie.
W początkowej fazie gry na wyróżnienie zasługiwali w drużynie z Kielc Buntić, natomiast w Wiśle Marcin Lijewski.
Pomimo, ze w obu drużynach grali koledzy z reprezentacji, co chwila dochodziło do ostrych starć, po których wielu zawodników otrzymywało dwu minutowe kary. Pod koniec pierwszej połowy wejście na parkiet i dobra gra Grzegorza Tkaczyka doprowadziła do wyrównania 12 : 12
Pewnie rzuty karne egzekwowali Bielecki i Olafson, przez co Vive schodziło na przerwę tylko z jedno bramkową stratą. Wynik na tablicy 15 : 14 znamionował jeszcze większe emocje w drugiej połowie.
Tak też się stało. 3 min po przerwie, osłabiona brakiem Krzysztofa Lijewskiego Vive doprowadziła do remisu 15 : 15. Niestety od tej pory fenomenalnie w bramce gospodarzy spisywał się Wichary. Broniąc kolejno dwa rzuty karne strzelane przez Tkaczyka i Bieleckiego, nie pozwolił aby goście uzyskali przewagę. Pierwsze prowadzenie w tym meczu Vive odnotowało dopiero w 39 min po bramce Cupića.
Od tego momentu prawdziwy koncert gry zademonstrował reprezentant Polski Mariusz Jurkiewicz. Co chwila pokonywał bezradnego w bramce Sławka Szmala i zdobywając w sumie 11 goli zapewnił drużynie z Płocka pierwszą wygraną. Na słowa pochwały w drużynie Wisły zasłużył również Zbigniew Kwiatkowski, który w obronie stanowił barierę nie do przejścia. W końcówce meczu Wichary broniąc jeszcze 3 rzuty sam na sam ustalił wynik meczu na 31 : 27
Stan rywalizacji 2 : 1 dla Vive. Jutro mecz nr 4. Niestety, ale moja uwaga skupiona będzie wyłącznie na jednym wydarzeniu. Sorry
Ps
Nie sądzę aby trener Vive czytał c-Lkę, ale chyba po raz pierwszy od kiedy na ławce trenerskiej zmienił Bogdana Wentę postawił na obronę 6 - 0 Niestety na niewiele się to zdało.
Kanadyjczyk trochę Polaka lekceważy, gdyż już 6 tygodni temu rozpoczął rozmowy z Bernardem Hopkinsem o walce unifikacyjnej /pomiędzy mistrzami dwu lub więcej Federacji/. Wydaje się sądząc po kilkunastu walkach jakie obu widziałem, że jest lepszym bokserem. Przed wszystkim Andrzej mało używa sierpowych co w boksie zawodowym /poza Kliczkami/ jest podstawą. Ponadto za dużo przyjmuje ciosów, zwłaszcza na początku walk. Adonis jednak nie jest "naturalnym' półciężkim, gdyż pięć lat z ośmiu spędził w kategorii superśredniej. Tytuł Mistrza wywalczył w 2012 roku po wygranej z Czadem Dawsonem. Tym samym po porażce z którym Adamek tytuł Mistrza stracił /jak jeszcze walczył w półciężkiej/ i przeniósł się do kategorii cruser. Od tego czasy stoczył Adonis trzy walki i wszystkie wygrał przez tko. Walczy jak zawodnik lżejszej wagi, bardzo szybko i dynamicznie. Typowy punczer zasypujący rywala gradem ciosów po których ten pada.
Ale Fonfary bym nie lekceważył. Jest wyższy od rywala o 8 centymetrów, ma większy zasięg ramion i bardzo silne ciosy proste z obu rąk. Jak trafi mocno to dobija. Poza tym wygrał w ciągu ostatnich 2 lat z trzema byłymi mistrzami świata w wadze półciężkiej i superśredniej /Stevenson nigdy mistrzem świta w tej kategorii nie był/. W tym wygrana z Glenem Johnsonem zasługuje na wielkie uznanie. No i jest młodszy o 10 lat od rywala. Galę ma transmitować Polsat Sport. Zapowiada się co najmniej ciekawie.
idę dalej choć słowa mi brakuje, ale nazwijmy to " prostujących" pewne "nieścisłości" na Naszym stadionie...
Zdanie każdego, kto tu napisze ma sens- super
Każde zdanie odpowiedzi- ponownie super
Cały szcun