Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.
Twoja opinia
Dyskusja (2599)
1759sobota, 14, wrzesień 2019 07:47
Zgred Maruda
Siatkówka męska ME
Reprezentacja Polski wygrała z Estonią
3:1 (25:22, 25:27, 25:22, 25:17)
w swoim pierwszym meczu mistrzostw Europy siatkarzy. Biało-Czerwoni nie zaprezentowali się z najlepszej strony i ulegli w drugiej partii. Kluczowa dla losów tego spotkania była końcówka trzeciego seta, oraz zmiany dokonane przez trenera Estończyków G.Cretu który wystawił do gry drugą szóstkę swoich siatkarzy...Widocznie nie zakładał na początku turnieju długiego, pięciosetowego spotkania.
Z podobnego założenie wyszedł także V.Heynen dokonując wiele zmian, nie podniósł z ławki jedynie Leona.
Wszystkie te zabiegi wynikają z bardzo dużej ilości meczów rozszerzonego cyklu tegorocznych ME.
Polscy siatkarze właściwie wyszli z hal treningowych, rozpoczynając turniej bez gier kontrolnych, sparingowych. Pewnie dlatego nie może dziwić brak właściwego rytmu grania, oraz brak dokładności w wielu elementach gry. Trzeba wierzyć, że zgodnie z planami Belga każdym meczem będą wchodzić na wyższy poziom. Brak w grze Leona tłumaczę faktem iż nasz przyjmujący z wiadomych względów dopiero w ostatnim czasie ( kwalifikacje olimpijskie) i teraz ( ME) przechodził bardzo wymagające dwa szczyty w treningu, a jego odpowiednia forma będzie wymagana w ważniejszych etapach turnieju.
1758piątek, 13, wrzesień 2019 15:50
Zgred Maruda
Siatkówka męska ME
Polscy kibice we wrześniu nie mogą narzekać na nudę. Po siatkarkach, piłkarzach i koszykarzach przychodzi czas na siatkarzy, którzy zaczynają walkę w mistrzostwach Europy. Biało-Czerwonych czeka tydzień pełen pracy, bo w kilka dni rozegramy aż pięć meczów fazy grupowej.Już w piątek, 13 września, stoczymy pierwszy bój. W Rotterdamie podopieczni Vitala Heynena będą rywalizować z Estonią. Początek tego meczu o godzinie 17.
13 września (piątek), godz. 17:00, Estonia - Polska (Rotterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
15 września (niedziela), godz. 16:00, Holandia - Polska (Rotterdam), TVP 1, Polsat Sport, Super Polsat
16 września (poniedziałek), godz. 20:00, Polska - Czechy (Rotterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
17 września (wtorek), godz. 17:00, Czarnogóra - Polska (Amsterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
19 września (czwartek), godz. 20:00, Polska - Ukraina (Amsterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
W tegorocznych mistrzostwach Europy w siatkówce mężczyzn po raz pierwszy w historii udział wezmą aż 24 reprezentacje. To powoduje, że drabinka turnieju jest dość skomplikowana. Reprezentacja Polski trafiła do grupy D na tegorocznych mistrzostwach Europy, które odbędą się na boiskach Belgii, Francji, Holandii i Słowenii. Rywalami Biało-Czerwonych w pierwszej fazie turnieju będą Holendrzy, Czesi, Estończycy, Ukraińcy i reprezentacja Czarnogóry. Awans do drugiej fazy ME uzyskają po cztery drużyny z każdej grupy.
Najlepsza "16" w 1/8 finału zagra według następującego schematu, w którym skrzyżowane zostaną reprezentacje z grup A i C oraz B i D:
A1–C4, A2–C3, C1–A4, C2–A3
B1–D4, B2–D3, D1–B4, D2–B3
Tak więc w 1/8 Polacy zagrają z jedną z drużyn z grupy B, którą tworzą: Belgia, Serbia, Niemcy, Słowacja, Hiszpania, Austria.
Zwycięzcy tych spotkań awansują oczywiście do ćwierćfinału, następnie w dniach 26-27 września odbędą się półfinały. Finał zaplanowano na 29 września.
1757piątek, 13, wrzesień 2019 02:28
Senator
@a-c10
No właśnie. Ta przegrana rzuca lekki cień na poczynania naszych w całych mistrzostwach. Aby uczciwie napisać brawo Polska, zrobiliście super wynik ta wygrana była potrzebna. Bez tego zwycięstwa nie potrafię powiedzieć klawo jak cholera.
1756piątek, 13, wrzesień 2019 00:38
a-c10
@ Senator:
Trudno wymienić jakąś wiodącą przyczynę. To był w ogóle bardzo wyrównany mecz bardzo zbliżonych poziomem zespołów. Mecz zrywów. Na początku odskoczyliśmy na +11 chyba, ale już po chwili było -1. I tak przez całe spotkanie. Oni odjeżdżają, my doganiamy, potem chwila kosz za kosz, potem znów ich odjazd, znów nasza pogoń, itd. Przypuszczam, że gdyby ten mecz potrwał jeszcze ze cztery minuty, znów byśmy ich dopadli. Ale cóż.
Satoransky klasa sama w sobie. Ja mam w ogóle, przyznam szczerze, taką zazdrochę ilekroć na tego kolesia patrzę. Czechów jest jakoś czterokrotnie mniej, niż nas. Koszykówka jest u nich +/- tak samo (nie)popularna, jak u nas. Jak oni, do ciężkiej cholery, wychowali sobie taką perełkę...!? Gorzej (dla nas), że dziś do Satoransky'ego dołączył Hruban (obaj z double double), a u nas niestety nikt nie wzniósł się na takie wyżyny. Owszem, double double, w tym kilka niesamowitych asyst, miał też Slaughter (który jednak rzucał na niskim procencie), Kulig rozdał trzy mega czapy, ale to było za mało.
Spore brawa należą się też Ronanowi Ginzburgowi. Parokrotnie po jego czasach rywale wracali na parkiet z nowym pomysłem taktycznym, który przynosił natychmiastowy skutek. Chwaliłem wcześniej Mike'a Taylora, ale dziś nasz selekcjoner wyraźnie w cieniu swego vis-a-vis.
Ale gdybym miał wskazać coś, co ewidentnie nam dziś zaszwankowało, to zbiórki. Nosz w mordę, jeśli przeciwnik zgarnia 40% piłek z twojej tablicy i aż czternastokrotnie może ponawiać akcje, to naprawdę trudno myśleć o zwycięstwie. Boli, zwłaszcza gdy aż cztery takie piłki zgarnia wspomniany już Hruban, chłopak ledwie dwumetrowy.
Zawiedziony? No, ja trochę też, nie będę kłamał. Z Argentyną to był w zasadzie sparring. Hiszpania? Pomarzyć dobra rzecz, ale ostatecznie bądźmy poważni. Dziś natomiast po raz pierwszy na tych Mistrzostwach przegraliśmy z rywalem, który jak najbardziej był do dziabnięcia.
Przy czym zobacz, gdyby dwa tygodnie temu ktoś mi powiedział, że ósmy mecz na tych MŚ reprezentacja Polski rozegra z USA, odparłbym że chyba powinien odstawić narkotyki, bo niezbyt mu służą. No przecież to musiałby być finał, nie?
1755czwartek, 12, wrzesień 2019 21:28
Senator
a-c10
Nie oglądałem meczu z Czechami więc nie znam przyczyn porażki. Mogę się domyślać Satoransky . Tak czy siak jestem lekko zawiedziony końcówką mistrzostw. A jak wygraną z Rosją ponad plan ale to właściwie wsio.
CO do kwalifikacji to masz rację, marzenie irracjonalne bo zarówno Francuzi jak i Serbowie poza naszym zasięgiem, nie ta półka.
Na osłodę pozostanie mecz z USA, normalnie to by nie chcieli spojrzeć w naszą stronę, a tak dzięki mistrzostwom chłopaki spełnią marzenia.
1754czwartek, 12, wrzesień 2019 11:46
iocosus
Zgredzie
1. Nie uciekam i nie olewam tematu, szanuję twój zakres obowiązków, proszę zrewanżuj mi się tym samym. Na c-L mam w tej chwili dużo mniej czasu i tak póki co pozostanie.
2. Co można jeszcze dodać do tematu: trenera Nawrockiego? Z własnej perspektywy praktyka siatkarskiego, nie cenisz go, chciałbyś jak najszybszej szkoleniowej zmiany i ok. przyjmuję to, nie wykluczam, że masz rację, ale w żadną roszadę trenerską przed turniejem eliminacyjnym do Igrzysk nie wierzę, a przy tym uważam że to by było dla pana Jacka niesprawiedliwe. Po tym turnieju w zależności jak nasze panie na nim wypadną, jestem otwarty zarówno na dekapitację Nawrockiego jak i na wypastowanie mu butów gdyby pod jego wodzą dziewczyny na bilety do Tokio jednak się załapały. Szanse na to znikome, bo na dziś Turczynki wydają się być poza zasięgiem, a Guidetti dowodził przy tym że w hierarchii europejskiej nad nimi są jeszcze Holenderki mimo że je właśnie pokonał. Zatem skoro ty Zgredzie nie podejmujesz ryzyka, to ja na nie się decyduje i jakby co za pucybuta Nawrockiego mogę robić.
Aha, czemu szybkie przegnanie Nawrockiego uznawałbym za niesprawiedliwe?
Otóż, Nawrocki pracuje z żeńską reprezentacją od 2015 roku, to szmat czasu. W 2017 roku w meczu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata jego podopieczne przegrały z Czeszkami na Torwarze 2:3 prowadząc w tie-breaku 7:1 i 8:2. Szczegóły tego blamażu tu:
https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2017-05-27/el-ms-2018-czeszki-zdobyly-torwar-polki-przegraly-wygrany-tie-break/
Po tym meczu gdyby Nawrockiego pozbawiono trenerskiego stołka to nawet bym ramionami nie wzruszył. Byliśmy w … nie napiszę gdzie bo przy kobietach nie wypada. Ale … bo zawsze musi być „ale” w tym meczu wystąpiły Kąkolewska, Mędrzyk, Smarzek, Wołosz, wchodziły z kwadratu Grajber i Efimienko. Te same dziewczyny które po dwóch latach w reprze pod wodzą Nawrockiego biły się w półfinale Mistrzostw Europy, a gdzie obecnie są Czeszki?
Repra pod wodzą Nawrockiego pomiędzy 2017 a 2019 rokiem zanotowała niewątpliwy progres i za to dekapitację Nawrockiego w tej chwili uznałbym za przedwczesną i niesprawiedliwą.
1753środa, 11, wrzesień 2019 23:21
a-c10
@ Senator:
Powiem Ci, że oglądając mecz USA - FRA pomyślałem sobie, że te nasze marzenia o olimpijskiej kwalifikacji via MŚ to od początku były takie jakieś, no... sam rozumiesz Absolutnie niczego naszym chłopakom nie ujmując, w takiej dyspozycji Francuzi zrobiliby z nas marmoladę.
Jutro o 15:00 mecz z Czechami w "półfinale pocieszenia", a przy okazji szansa pokazania kto tu jest największą rewelacją Łatwo nie będzie, zwłaszcza patrząc na formę Satoransky'ego, ale wydaje mi się, że szanse tak mniej więcej 50/50. W nagrodę dla zwycięzcy być może spotkanie na koniec ze Stanami. Fajnie by było.
1752środa, 11, wrzesień 2019 15:28
Senator
Wszelkie dywagacje na temat ew walki o miejsce premiowane nominacją olimpijską skończone.
Francja pokonała USA 89 - 79 i w ten sposób druga po Hiszpanii zapewniła sobie udział w IO.
1751środa, 11, wrzesień 2019 12:00
Zbyszek
@Zgred.
Pozdrawiam równie serdecznie i wzajemnie życzę dużo zdrowia.
Piszę o tych dziedzinach sportu , które są popularne i na których z różnych względów trochę się znam. Nie wiem czy piszę za dużo czy za mało w stosunku do ilości i jakości wydarzeń w boksie, kolarstwie i tenisie. W każdym razie z tym sportami jestem niejako na bieżąco , gdyż dziś w dobie internetu każde wydarzenie jest dostępne. Natomiast nie chciałem zabierać przestrzeni informacyjnej dla takich sportów, w których Polacy
wiele znaczą jak siatkówka, piłka ręczna czy ostatnio koszykówka.
1750wtorek, 10, wrzesień 2019 18:46
Senator
@a-c10
No właśnie dopisalem ostatnie zdanie.
1749wtorek, 10, wrzesień 2019 18:35
a-c10
@ Senator:
Co do awansu na olimpiadę. Zostały cztery europejskie drużyny my , Francja, Czechy i Serbia. Awans mają dwie najlepsze europejskie. Myślę że cała czwórka zagra o miejsca 5-8 czyli zwycięstwo z Czechami (...) da nam miejsce na olimpiadzie.
No dobra, ale jedno z tych dwóch miejsc zabrała właśnie Hiszpania, więc zostało tylko jedno. I o nie ewentualnie trza będzie walczyć z Czechami, Francją i Serbią. Tym pierwszym chciałbym skopać tyłek za to, że kradną nam miano czarnego konia Pozostałych trochę się boję, ale po dzisiejszym meczu jestem/byłbym delikatnie dobrej myśli.
1748wtorek, 10, wrzesień 2019 18:29
Senator
A-c10
Jeśli ma się w składzie młodszego z braci Gasol czy Rubio to nie dziwne że w rankingu europejskim Hiszpania jest na miejscu nr 1.
Bałem się tego meczu, a tu naprawdę stawilismy im czoła i sam przyznasz musieli od czasu do czasu depnąć mocniej. Niestety całości od A do Z śledzić nie mogłem ale zdaje się tym razem Mateusz Ponitka był chyba przemotywowany.
Co do awansu na olimpiadę. Zostały cztery europejskie drużyny my , Francja, Czechy i Serbia. Awans mają dwie najlepsze europejskie. Myślę że cała czwórka zagra o miejsca 5-8 czyli zwycięstwo z Czechami bo na nich ewentualnie trafimy jeśli przegrają z Australią, a przegrają da nam miejsce na olimpiadzie.
Cały mój optymizm poszedł w ... zapomniałem o Hiszpani
1747wtorek, 10, wrzesień 2019 17:34
a-c10
Zwycięstwo koszykarskiej reprezentacji Polski nad Hiszpanią należałoby traktować w kategorii opowieści z Kany Galilejskiej. Niestety, cud nad Jangcy nie nastąpił i w meczu ćwierćfinałowym MŚ ulegliśmy podopiecznym Sergio Scariolo 78:90.
Co tu dużo gadać, zagraliśmy zdecydowanie najlepszy mecz na tych Mistrzostwach. W przeciwieństwie do poprzednich pięciu spotkań, Biało-Czerwoni nie zaczęli słabo i ospale. Na pierwszą stratę czekać trzeba było - liczyłem - prawie pięć minut i bodaj czternaście akcji. Od początku wskoczyliśmy na wysokie obroty i bardzo dzielnie dotrzymywaliśmy kroku znacznie bardziej okrzyczanym rywalom. To był naprawdę basket z najwyższej półki i, szczerze mówiąc, niekoniecznie wierzyłem, że nasze chłopaki w ogóle tak potrafią. Niestety, no właśnie, rywale. Krótko rzecz ujmując, Hiszpanie pokazali nam, czerwono na białym, na czym konkretnie polega w koszykówce różnica między arystokracją, a niższą klasą średnią. Nie ma swojego dnia Marc Gasol, było nie było aktualny Mistrz NBA, swoją drogą kapitalnie neutralizowany przez naszych? Spoko wodza. Są bracia Hernangomez. Jest Rudy Fernandez, który pięciokrotnie składa się do trójki i pięciokrotnie trafia. Jest Ricky Rubio, który udowadnia, iż twierdzenie o tym, że nie umie rzucać, jest mniej celne, niż jego rzut zza łuku (3/4). Wbrew postękiwaniom red. Sobczyńskiego, Hiszpanie kontrolowali rozgrywkę od pierwszej do ostatniej akcji. A gdy w potencjalnie kluczowym momencie, gdzieś w połowie czwartej kwarty, ociupinkę ich postraszyliśmy, natychmiast rzucili nam 11 oczek z rzędu i de facto zamknęli sprawę.
Na tle tak wymagającego przeciwnika nasi ludzie zaprezentowali się bardzo ładnie. Grali co mogli, a momentami - powtórzę - nawet chyba więcej. I choć ostatecznie półfinałowe progi okazały się zbyt wysokie, to i tak Polakom należą się gromkie brawa.
Teraz przed nami rywalizacja o miejsca 5-8. Wbrew pozorom, być może cholernie istotna. Zwłaszcza gdyby jutrzejsze ćwierćfinały zakończyły się w obu przypadkach zwycięstwami ekip spoza Europy. Wtedy otworzy się przed nami szansa na Igrzyska. Szansa - aż się boję to pisać - całkiem realna. Także najpierw go USA, go Australia! A potem dawaj, Polska!
1746wtorek, 10, wrzesień 2019 12:18
Zgred Maruda
Rozumiejąc przypadłość wielkości piłki nożnej, a już po "takich" meczach szczególnie... pewna myśl mnie trapi @iocosusie...
jeżeli wrzucasz pod jak sądzę pitolenie pewne swoje sugestie - to nie uciekaj i nie olewaj tematu...
Rozumiem przypadłość pisania artykułów piłkarskich, ale zostawiając mnie w reasumpcji właściwie własnych przemyśleń, uczysz pojęcia "olewactwa"...
A kiedy zdajesz sobie sprawę, że pisujesz sam ze sobą ...to albo jesteś "najebany jak samolot", albo twoje litery idą jedynie w przestrzeń. Bywa, że istnieją równolegle te obie prawdy
Czy o to Nam chodzi?
Ja na prawdę mam wiele zajęć, które zajmują mi czas...a czas klepania myśli czy ocen w klawiaturę mogę zamienić na bardziej pozytywny...hasło "dziadek naprawisz mi konika" - nawet nie wiesz jak bardzo jest prawdziwe ( oczywiście nie chodzi o maści)
pozdrawiam.
A i jeszcze jedno...
Zastanawiam się czy nie odejść zwyczajowo od chęci wprowadzania tu pewnego sensu innych dyscyplin/ dyscypliny -wolnych od piłki nożnej.
Z ogromną ciekawością będę ogarniał wpisy Pana Zbigniewa ( pozdrawiam serdecznie), który oddając swoją wiedzę w wielu dyscyplinach (tenis, kolarstwo, boks) znaczy tak wiele, w odróżnieniu do wpisów jakichś misiów na aucie.
Zdrowia, panie Zbigniewie - zdrowia!
1745poniedziałek, 09, wrzesień 2019 17:15
Zgred Maruda
Siatkówka kobieca ME
W meczu o brąz "dwóch pobitych"... wygrały Włoszki, zdecydowanie mocniejsze i bardziej doświadczone.
Polska - Włochy 0:3 (23:25, 20:25, 24:26).
Ciężko opisać wydarzenia w meczu, w którym jedna drużyna wie, że jest lepsza, a druga - też wie, że jest gorsza...Mistrzostwa Europy skończyły się dla naszych siatkarek po przegranym półfinale z Turcją i chyba dobrze bo wszystko co jest sprzeczne z realiami byłoby...zakłamaniem rzeczywistości. Wykręcony wynik tego sezonu jest wymownym sygnałem, że "wdrapujemy się na wzgórza" siatkówki światowej, ale (?) czy idziemy dobrym szlakiem...
Za chwilę uderzą media, dziennikarstwo i otoczenie da zielone światło, na nowe(!), na "świetną pracę", na "świetną kreację", na " też inne nie znane piękna"...
A ja powiem tak - czym prędzej szukać (!) doświadczonego, mądrego trenera, który będzie w stanie, ogarnąć taktycznie i technicznie, oraz mentalnie tą młodą grupę - pod sukcesy. Potrzeba elokwencji i umiejętności, potrzeba szerszego patrzenia i wreszcie potrzeba człowieka - bez układów...Musi raz na zawsze skończyć się "piciu, piciu" ...musi być sens.
Finał
Wyobraźmy sobie na małą chwilę, że w koszulkach dziewczyn z Turcji grają nasze panie...(?) Laik znajdzie różnice, ktoś oglądający siatkówkę znajdzie ich więcej, a ci, którzy widzą trochę więcej - znacznie więcej.
Mecz godny finału, starcie, wymiany ciosów, siatkówka na najwyższych poziomach. Agresja ataków, zagrywek, rozpisane "boleści" obydwu drużyn wykorzystywane w sposób okrutny. Liderki z dwóch stron, szybkość rozegrań nawiązywała chwilami do siatkówki męskiej (!)
Praca trenerów, modyfikacje składów, zmiany w czytaniu gry ( Turcja)
Niby stoicki spokój...trenera Serbek i wyczyn trenera Turczynek w zmianach. Punkt, za punkt i wrzawa...Elementy gry- zagrywka...dawno nie widziałem takiego realizowania założeń wynikających z rozpisań wzajemnych.
I - to wielkie doświadczenie, które ponownie dało Serbii medal złoty.
Myślę, gratulując oczywiście zwycięstwa, że dla siatkówki, tej w Europie stało się źle. Ten trwający prymat warto by wreszcie przerwać, dla dobra dyscypliny. Choć z drugiej strony, zapisują się w historii raczej nieprawdopodobną serią sukcesów. Taki mały kraj (?) A jednak.
Mistrzostwa Europy dobiegły końca, każdy z uczestników "coś" z nich wyniósł...Jedni wyciągną daleko idące wnioski, drudzy zostaną w tzw. blokach...A zakres wiedzy, jaki w swym oglądzie przyniosły jest ogromny...pod każdym względem.
Osiągnięcia młodego zespołu siatkarek z Polski w sensie całego sezonu, jest nie do podważenia. Najlepsze "idą pod włoskie mielenie" włoskiej ligi, co da dużą wartość. Młode zaczynają zdobywać naszą ligę, istnieje w kraju impuls dyscypliny, która zawsze była ( od lat) w cieniu męskiej.
Zasadniczym pytaniem zatem powinno być to:
Jak PZPS widzi cały system kreacji i dalej, jak oceni (ważne) potrzeby pierwszego reprezentacyjnego zespołu (?) i ...jak mniemam - czy w ogóle to oceni...zastygając w samozadowoleniu...
Tyle...Tylko! Że konkret, inne niż dotąd trendy trenowania, inne schematy teorii z wymogami wytrenowania, inne podejście do drużyny, inne wreszcie przekazania taktycznych nowych rozwiązań...i inne wszystko pozostanie bez zmian w osobie pana Jacka Nawrockiego, któremu @iocosus zapodawał czyszczenie butów...
Drogi @iocosusie - jeszcze nie i jeszcze długo - nie...
1744poniedziałek, 09, wrzesień 2019 15:19
Zbyszek
Z kronikarskiego obowiązku krótkie sprawozdanie z zakończonego nad ranem 9 września US Open w tenisie ziemnym
US Open rozgrywany jest od 1881 roku, w tym w Nowym Jorku od 1978 roku i od niego starszy jest tylko Wimbledon ( 1877 rok),a młodsze French Open ( 1891 rok) oraz Australian Open ( 1926 rok).
Omówienie rozpocznę od rozgrywek kobiet. Od wielu już lat rozgrywki Wielkiego Szlema , jak i sporej liczby turniejów WTA w większości mają "papierowe" faworytki. Na papierze czyli w rankingu tenisistki zajmują określone miejsca w klasyfikacjach, są rozstawiane wedle tej kolejności,ale praktyka turniejowa wywraca ją do góry nogami. Jedyną, która stale jest w czołówce jest niezniszczalna Serena Willimas.
W turnieju wystartowały 3 Polki, Magda Linette, pokonała Sharmę i odpadłą w II rundzie z Osaką, Świątek w I rundzie wygrała z Jorovicz, ale potem nie dała rady Sevastowej, zaś Fręch w I rundzie przegrała z Siegmund.
W I rundzie z bardzie znanych tenisistek odpadły : Kerber z Mladenovicz, Bouchard z Sevastową, Muguruza z Riske, Kużniecova z Ahn, Azarenka z Sabalenko , w II Kvitova, w ćwierćfinale z turniejem pożegnała się ubiegłoroczna zwyciężczyni Osaka. Do finału doszły : Serena Williams i Bianca Andreescu z Kanady.Serena w pobitym polu pozostawiła Szarapovą, McNally, Muchovą, Marticz, Wang i w półfinale Switolinę, zaś Andeescu wygrała z Voleyets, Filiphens, Wozniacki, Towstend, Mertens oraz w półfinale Bencicz. W finale Kanadyjka pokonała Serenę w 2 setach, przy czy w drugim prowadziła już 5;1,ale Amerykanka niewiarygodnym wysiłkiem woli i przy szalonym dopingu 23,5 tys. widzów doprowadziła do stanu 5:5,ale w końcówce już nie wytrzymała . Williams już chyba nie jest w stanie fizycznie wytrzymać trudy 7 meczów. Już w ćwierćfinale i półfinale , mimo wysokich wyników miał spore zawahania w szybkim poruszaniu się na korcie. Prawie wszyscy komentatorzy uznali wygraną Andreescu za wielką sensację. Rzeczywiście jej gra nie porywa. Oparta jest na dobrym przygotowaniu fizycznym , bardzo poprawnej technice , wielkiej regularności w grze i niespotykanej dojrzałości. Tyle tylko,że zapominano,że Kanadyjka mimo,że ma tylko 19 lat, była przed turniejem na 14 miejscu w rankingu i w tym roku wygrała 3 turnieje WTA w Newport Beach, Indian Wells, Toronto. Lecz moim zdaniem kreowanie jej na następczynię Sereny, tak jak i innych tzw. młodych jest przedwczesne.
W turnieju mężczyzna zwyczajowo niespodziewanych wyników było znacznie mniej. Z bitych faworytów do finału dotarł Rafa Nadal, zaś inni Djokovicz odpadł po kreczu w IV rundzie z Wawrinka, z którym zresztą przegrywał,a Federer w ćwierćfinale przegrał z Bułgarem Dimitrowem. Drugim finalistą został 13 w rankingu ATP Rosjanin Danił Miedwiediew. Przy czym wbrew opiniom nie jest to tylko szaleniec zdolny do wspaniałych pojedyńczych zagrań, gdyż ma na swoim koncie wygrane turnieje ATP w Sydney, Winston Salem, Tokio, Sofii i Cincinatti.W drodze do finału pokonali oni : Miedwiediew - Hindusa Czuchasmana, Delliena z Boliwii, Lopeza, Wawrinkę i w półfinale Dimitrowa, zaś Nadal Millmana,Kokkinakisa, Chardego, Cilicza, Schwartzmana oraz w półfinale Berentiniego. Poziom finału przeszedł najśmielsze oczekiwania, nie tylko dlatego,że trwał 5 setów i ponad 5 godzin,ale dzięki wielu fenomenalnym zagraniom Miedwiediewa. Rosjanin zaczął dla siebie nietypowo, a mianowicie grał spokojnie, ba, zwalniał akcje, często podcinał piłki,lobował i właściwie podejmował walkę tylko przy własnym serwisie. Nadal wygrał 2 pierwsze sety po pięknej grze,ale bez wielkiego wysiłku. Od stanu 4:2 w III secie Miedwiediew włączył swoje "strzelby" i zaczął uderzać niezwykle dynamicznie z"krótkiego " zamachu,a do tego mnóstwo jego zgrań było tak niespodziewanych i tak nietypowych,że Nadal chyba zwątpił w wygraną. Początkowo publiczność była po stronie Hiszpana,ale kiedy Miedwiediew zaczał wspaniałą walkę sympatia przeszła na jego stronę.Wygrał 2 kolejne sety. W ostatnim Nadal rzucił do boju wszystkie rezerwy i całe swoje umiejętności poparte ogromnym turniejowym doświadczeniem. Obydwaj walczyli jak o życie. Miedwiedew rzucił na szalę kreatywność, szybkość i nieprzewidywalność, ale niestety jego gra była uboższa technicznie od prezentowanej przez Nadal i wyższość w tej dziedzinie przeważyła.
Z Polaków niespodziankę sprawił Kamil Majchrzak, który przegrał eliminacje,ale w turnieju głównym znalazł się, gdyż 2 zakwalifikowanych odniosło kontuzje I to on zameldował się w III rundzie w której przegrał z Dimitrowem po drodze eliminując Jarryego oraz Cuevasa. Natomiast Hurkacz przegrał w I rundzie z Chardym.Rywale chyba znaleźli na niego sposób, grają arytmicznie raz wolno, raz szybko,ale zawsze wysokim kozłem i Polak sobie z taka grą zupełnie nie radzi. Zaimponował tylko 30 asami serwisowymi,ale było to stanowczo za mało.
1743niedziela, 08, wrzesień 2019 23:44
Senator
No i git a-c10. Wielkie dzięki.
Tak jak Zgred napisał awans dziewczyn do czwórki w mistrzostwach Europy jest sukcesem tak my z a-c10 możemy napisać awans koszykarzy do ćwierćfinału jest również dużym sukcesem. Choć na chwilę w tym kraju jest o koszykówce głośno i może kilku łebków zamiast siatkówki wybierze tą dyscyplinę sportu.
Ogólnie koszykówka i zapewne siatkówka to nie kopana i jeśli drużyna jest słabsza to przegrywa. Tu żadnych obron Częstochowy nie da się zastosować. Może zwróciliście uwagę na szybkość akcji? Tak, topowe drużyny grają koszykówkę dużo szybszą niż średnia.
Dodam tylko że w drużynie Argentyńskiej prym wiedli przedstawiciele
jednego z najlepszych zespołów europejskiej koszykówki Realu Madryt .
1742niedziela, 08, wrzesień 2019 22:41
a-c10
Wyręczę Senatora w niezbyt miłym obowiązku. Ucho się urwało, dzban pierdyknął o ziemię. Na szczęście nie był to jakiś antyk z dynastii Ming, tylko zwykły dzbanek z Kika. Nie ma zatem co płakać, że choć Polscy koszykarze swój piąty mecz na MŚ jak zwykle zaczęli słabo, to jednak po raz pierwszy nie potrafili zmontować skutecznej pogoni i ostatecznie przegrali z Argentyną 65:91.
Już przed spotkaniem wiadomo było, że gramy właściwie o nic. I nasz, i ich awans do ósemki był już przecież pewny. Zarówno Serbia, jak i Hiszpania to ścisła światowa czołówka i mimo głupkowatych rozkmin w studio TVP (podobno, nie wiem, nie widziałem) nie sądzę, aby czy to w naszym, czy - zwłaszcza - argentyńskim obozie ktokolwiek chciał serio kombinować, czy lepiej grać ćwierćfinał z tymi, czy tamtymi. Dodatkowo po wczorajszej, mimo wszystko dość niespodziewanej porażce Brazylii z Czechami Biało-Błękitni dowiedzieli się, że na 99,9% zrealizowali swój cel na ten Mundial, jakim było przyklepanie udziału w przyszłorocznych Igrzyskach. Jedyną realną nagrodę dla dzisiejszych zwycięzców stanowiła zatem możliwość pozostania na ćwierćfinał w okolicy, zamiast wyczerpującej podróży do Szanghaju.
Wyszło na to, że ani jednym, ani drugim długaśny lot niestraszny, bo od początku spotkanie toczyło się w iście sparringowej atmosferze. O ile jednak naszym brak prawdziwej stawki mocno ujął agresji i determinacji, tak Argentyńczykom pozwolił na luz i pokazanie umiejętności. Widać było jak na dłoni dlaczego dla nich ćwierćfinał MŚ to normalka, a dla nas epokowe osiągnięcie. Do przerwy, jako się rzekło, zwyczajowo było źle. Mnóstwo strat, niedokładności i durnowatych błędów. Tym razem jednak rywale, w przeciwieństwie do np. Rosjan, umieli to mocno wykorzystać. Strony zmienialiśmy nie przy -6, a przy -15 i było jasne, że o kolejny zwycięski comeback będzie niezwykle trudno. Jeszcze na początku trzeciej kwarty nasi szarpnęli. Doszli rywala na dziewięć oczek. I wtedy nastąpił, w mojej ocenie, kluczowy moment meczu. Piękna akcja Mateusza Ponitki, który efektownie minął dwóch rywali. Gdyby trafił, klękajcie narody. Niestety, piłka wykręciła się z obręczy i poszła równie błyskotliwa, ale bardziej skuteczna kontra Argentyny. Gdyby takie coś zdarzyło się raz, trudno. Bywa. Niestety, dosłownie sekundy później sytuacja się powtórzyła. Ładny wjazd Ponitki, pudło, kontra. To była jedna z tych chwil, o których kilka postów niżej wspominał Zgred: mentalny cios w splot słoneczny, który jednym dodaje wiary, a drugim wysysa całe powietrze z płuc. Po tych dwóch akcjach mogło być ledwie minus pięć i wszystko byłoby jeszcze możliwe. Zrobiło się minus trzynaście. I choć pozostawał jeszcze ponad kwadrans gry, to mecz jako taki de facto się zakończył. Argentyńczycy dorzucili bodaj dziesięć punktów z rzędu, a potem to już dożynki.
Trudno mieć jakiekolwiek pretensje do naszych chłopaków. Pisał Senator, że Argentyna już nie taka, jak kiedyś. Prawda, wystarczy zwrócić uwagę, że El Alma przyjechała do Chin walczyć o wspomnianą już olimpijską kwalifikację, a o medal tylko w razie czego. Wciąż jednak nawet do "nie takiej" Argentyny sporo nam brak. Mimo wysokiego wyniku, plamy nie było, nasi dali co mieli.
We wtorek o 15:00 naszego czasu gramy w Szanghaju z Hiszpanią. Szans raczej nie ma, ale co tam. Dawaj, Polska!
1741niedziela, 08, wrzesień 2019 08:16
Zgred Maruda
Siatkówka kobieca ME
Turcja wygrała z Polską 3:1 w Ankarze w półfinale mistrzostw Europy siatkarek. Wcześniej do finału awansowały obrończynie tytułu - Serbia, które pokonały Włochy, również 3:1.
Turcja - Polska 3:1 (25:17, 25:16, 14:25, 25:18)
Mecz Polek można obrazowo porównać do młodego kierowcy, który podchodzi do egzaminu na prawo jazdy. Ćwiczył, douczał się, jeździł na dodatkowe lekcje i jeździł całkiem dobrze. Kiedy jednak dotarł na egzamin okazało, że musi zdawać na innym samochodzie niż ćwiczył, a dodatkowo plac manewrowy był dużo większy i trudniejszy niż mu się wydawało...zawalał branie zakrętów, cofanie, ruszanie pod górę i manewry, a do tego wszystkiego egzaminator był bardzo wymagający. Oblał.
Dwa pierwsze sety to pokaz świetnej gry Turczynek, z wykorzystaniem wszystkich swoich technicznych atutów i umiejętności. Ustawione doskonale taktycznie pod rozpisane Polki przez trenera Guidettiego ( warto zobaczyć przebieg kariery https://pl.wikipedia.org/wiki/Giovanni_Guidetti ), niesione dopingiem swoich kibiców szły jak po swoje w każdym elemencie siatkarskiej sztuki. Wzmocniona, bardzo trudna zagrywka, od której w obecnej siatkówce wszystko się zaczyna obnażała nasze panie, które "spalone" w kotle wypełnionej hali mnożyły błędy w przyjęciu, czy ataku. Polki bardziej walczyły ze swoimi słabościami, niż z przeciwniczkami. Wyniki do 17-tu, czy 16-tu są wymowne, zaznaczając dużą przewagę zespołu Turcji, który grając szybką piłką w różnych kombinacjach, z każdym punktem zdobywał pewność siebie, oraz przewagę psychologiczną nad Polkami.
W secie trzecim jako żywo ukazały się "siatkarskie prawdy"... pewnego rodzaju samozadowolenia z jednej strony i rzucenie na szale wszystkiego z drugiej. Po dwóch bolesnych setowych gongach, Polki nie mając nic do stracenia opanowały ciśnienie i nerwy. Zaczęły grać swoją siatkówkę, poprawiając poszczególne elementy, w tym głównie zagrywkę. Zaczął działać blok i wyblok, który w pierwszych dwóch partiach nie istniał. Lepszy stosunek skończonych piłek po kontrach był efektem lepszych odbiorów i akcji obronnych.
Turczynki stanęły...Polki grały swoje, czego efektem bardzo pewna wygrana do 14-tu, która w dobitny sposób ukazuje jak szybko w siatkówce przesuwają, zmieniają się akcenty na które ma wpływ psychika. Trener Guidetti widząc niemoc swoich siatkarek dokonuje zmian, sadzając na ławie dwie swoje strzelby, wprowadza rezerwowe pod odbiór oraz atakującą Karakurt, która dwa i pół seta oglądała mecz z ławki ( a jak się później okaże wygra mu mecz...)
Następuje set czwarty - decydujący o losach meczu.
Kilka momentów wynikowych : zaczynamy dobrze 0-3, 2-6, 6-6(czas Nawrocki), 8-6 ( strata 6 punktów pod rząd), 10-10, 11-13, 13-13, 15-13(czas Nawrocki), 17-13(zaczynamy oddawać seta), 18-14, 19-15, 21-15(set oddany), 22-17, 25-18.
Trener Turczynek nie popełnił błędu Nawrockiego z meczu z Niemkami, który wpędził się w tie- break. Właściwie porównując te mecze, czwarte sety- do stanu remisowego 14-14 były wręcz identyczne...różnicą były dalsze punkty i rozegranie zmianami Guidettiego w decydującej partii. Oczywiście jakość ławki Turczynek stanowi większą wartość, z przetrzymaną do bólu dziewiętnastoletnią Karakurt, która wchodząc na pod męczone Polki kończyła punktowo ataki czy kiwki. Do wygranej także przyczyniły się jej koleżanki z parkietu, podbijając wręcz nieprawdopodobne do obron piłki, ale to też praca, zamysł taktyczny i plan włoskiego szkoleniowca zespołu Turcji. Nawiasem mówiąc wszystkie zespoły przez niego prowadzone charakteryzowały się ogromną pracą w przyjęciu, obronie i asekuracji. Między innymi dlatego moim zdaniem naszą kadrę powinien prowadzić trener o podobnym doświadczeniu i umiejętnościach.
Bezwzględnie wygrał zespół lepszy taktycznie i technicznie. Zespół dobrze ustawiony, grający szybko, mający w repertuarze kilka schematów kończenia akcji, a także bardzo dobrze broniący.
Zespół,który przed Serbią się nie położy, a jeżeli w finałowym meczu zaskoczy mu blok i zagrywka...to czeka nas godny finał.
Nasze panie zagrają o brąz z zespołem Włoch, vice mistrzem świata. I chyba od formy psychicznej Włoszek będzie zależał wynik tego meczu. Jak prześpią swoją nieobecność w grze o złoto i czy z równą determinacją zawalczą o trzecie miejsce. A - dla nas? Mecz o bardzo duży sukces, ostatnie starcie ambicji, chęci, walki. Pierwsza czwórka Mistrzostw Europy dla tej młodej drużyny - już jest sukcesem. Do boju Polsko!
1740sobota, 07, wrzesień 2019 01:14
a-c10
Szlag... Każdy dzieciak na ulicy nosi podarte portki. Każda dziewczyna chce grać w siatkówkę. Z męskich reprezentacji Polski koszykarska przynosi nam znacznie więcej radości, niż piłkarska. A ja w poniedziałek idę do... liceum. Co prawda zawodowo, piórnika i książek pakować nie zamierzałem, ale może powinienem? Wam też, panowie, radzę przypomnieć sobie co dokładnie robiliście te dwadzieścia parę lat temu, bo mówię Wam, z tym czasem to coś się ewidentnie jebło ;D
@ Senator:
No i wyszło na to, żem dupa, nie prorok Był odjazd Rosjan, była nasza (znów!) skuteczna pogoń. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo!
Z Twoimi słowami o determinacji, chęciach i głowie jak najbardziej się zgadzam. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeszcze dwie cholernie istotne kwestie. Otóż po pierwsze, jakoś tak się pięknie złożyło, że w kluczowych momentach nasi zawodnicy umieli wznosić się na wyżyny swoich umiejętności. Zobacz, mówiło się - i nie bez racji przecież - że zwłaszcza wobec olewki Gortata, problemów Karnowskiego i na dodatek kolejnego focha Lampego mamy potężną dziurę pod koszem. I co? Panie i panowie, profesor Bestia, aplauz poproszę! To jak ten chłopak się ustawiał, jak maksymalnie wykorzystywał i ciało, i głowę właśnie, to jest jakiś majstersztyk. Mówiło się też - i również nie wydawało się to bzdurne - że dokonana parę lat temu naturalizacja Slaughtera, sw. dr. urodzonego combo, tylko nieudolnie maskuje nasz problem na rozegraniu. Że zamiast uciekać się do oszustwa w majestacie prawa, powinniśmy promować młodych zdolnych. No i proszę, w meczu pieczętującym awans do ćwierćfinału (!!! - wciąż trudno mi w to uwierzyć) MŚ niekwestionowanym bohaterem zostaje młody zdolny Łukasz Koszarek. Tak, tenże sam, rocznik orwellowski, który to (Ł.K., nie rocznik) miał jechać na te Mistrzostwa w roli attache prasowego. I tak można by jeszcze o paru innych - a może o wszystkich? - naszych graczach.
Po drugie - a ściśle z pierwszym związane - Mike Taylor. Jednym z głównych mierników pracy trenera jest to, czy wartość zespołu przekracza sumę wartości jego części składowych. No to tutaj chyba nie ma nawet o czym gadać, nie? Bądźmy szczerzy, my nie mamy zawodników na najlepszą ósemkę świata. Ba, na szesnastkę też nie mamy. Czy mamy na trzydziestkę dwójkę, można by polemizować, ale też niekoniecznie z pozytywnym skutkiem. Mamy natomiast, jak się okazuje, drużynę na czołową ósemkę świata. I to bez żadnych wątpliwości jest zasługa łysego, schrypniętego Amerykanina.
Dalej faktycznie może być już strasznie pod górkę. Przy czym ja już nie mam żadnych oczekiwań. I nie sądzę, aby ktokolwiek trzeźwo myślący mógł takowe posiadać. Mam po prostu nadzieję, że zarówno w meczu z Argentyną, jak i w ćwierćfinale chłopaki będą po prostu dobrze się bawić. Szczerze im tego życzę.
@ Zgred:
Jestem absolutnie ostatnim, który deprecjonowałby rolę głowy w sporcie (jakimkolwiek). Myślę jednak, że tę konkretną sytuację ociupinkę przeceniasz. No nie róbmy z tych Rosjan chłopców, co to w koszykówkę grać zaczęli kole kwietnia Gorsze rzeczy im rywale robili i po gorszych umieli się zebrać. A co do naszej ekipy, raczej był to skutek, niż przyczyna.
1739piątek, 06, wrzesień 2019 22:46
Senator
No i chyba jednak już naprawdę to by było na tyle w wykonaniu naszych koszykarzy. Serbia jeden z głównych faworytów do tytułu lub Hiszpania z którą jak graliśmy bodaj na ME przegraliśmy - 50
Tym razem zwycięstwo z którąś z tych drużyn trzeba by rozpatrywać tylko i wyłącznie w kategorii cudu.
1738piątek, 06, wrzesień 2019 19:35
Senator
@Zgred
Chciałbym, naprawdę bardzo bym chciał choć w 1/4 tak czytać kosza jak Ty czytasz siatkę.
Pisałem już nic nie muszą. Tak głowa to podstawa właściwie w każdym działaniu człowieka. Akcja o której wspominasz będzie pokazywana we wszytkich tv świata to jest właśnie kwintesencja zdania które zacytuję jeszcze raz Wygraliśmy bo byliśmy bardziej zdeterminowani, bardziej chcieliśmy i w kluczowych momentach nie traciliśmy głowy.
1737piątek, 06, wrzesień 2019 16:07
Zgred Maruda
@Senatorze
Zawsze staram się przemycić myśl, że w sporcie nie tylko drużynowym prócz umiejętności, wytrenowania, czy taktyk - liczy się też (bardzo) psychika...prościej ujmując głowa. Oczywiście to specyficzne odniesienie do zaistniałej/łych sytuacji np: w meczu...
Nie czytam koszykówki taj jak Ty, ale akcja w której Ponitka w padzie, ratując wychodzącą piłką za linię końcową - podaje ją na wysokości 50cm po szerokości boiska...i następuje rzut za 3 punkty,
jest w odbiorze takiego zdarzenia - ciosem psychologicznym. Jednych ciągnie do góry, innych ściąga w dół...
Przykładów z siatkówki mógłbym mnożyć, dlatego gdzieś z racji swoich doświadczeń wiem jakie znaczenie niosą takie udane akcje.
Ogrom! Strzał adrenaliny pomimo zmęczenia jest nieprawdopodobny z jednej strony. A z drugiej - myśl, nawet takie akcje "im" wychodzą wpływa negatywnie na przeciwnika.
To - co jeszcze rzuca mi się w oczy - ogromnie dobrze przygotowanie fizyczne tej grupy ludzi(!) Dogrywka z reprezentacją Chin przy wybitnym udziale sędziów, jak i mecze wcześniejsze, właściwie pieczętujemy czwartymi kwartami, gdy przeciwnikom brakuje werwy. Genialnie fizycznie przygotowana drużyna.
1736piątek, 06, wrzesień 2019 14:43
Senator
Piękne i prawdziwe słowa wzruszonego Aarona Cela.
Musicie zobaczyć
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=10158008248999903&id=232172299902
1735piątek, 06, wrzesień 2019 14:30
Senator
No i co Panowie? Koszykówka też może być piękna i dać emocje.
Nie będę ściemniał rozumem nie ogarniałem zwycięstwa nad Rosją. Wiadomo po wygraniu trzech pierwszych meczów kibicowska dusza zaczynała wierzyć ale rozum studził zapędy.
Pokonaliśmy Rosję 79 :74 przegrywając pierwszą kwartę 16:22 drogą remisując 18:18, trzecią wygrywając 19:17, aby w czwartej dać koncert 26:17. Bez wątpienia najlepszy mecz reprezentacji na tych mistrzostwach. Kto by przypuszczał że będący u schyłku kariery wchodzący z ławki Łukasz Koszarek poprowadzi drużynę do zwycięstwa. Zresztą cała drużyna zasługuje na pochwałę. Skuteczny Aaron Cel koszykarz mający dwa obywatelstwa francuskie i nasze. Jak słusznie zauważa Zgred Mateusz Ponitka z kilkoma akcjami na miarę NBA. Tak myślę że sygnał do ataku i wiarę w końcowy sukces dała akcja która śmiało może zostać uznana za akcję turnieju z 9 minuty trzeciej kwarty. Wsad Cela i podanie, no wiadomo Koszarka górna półka najlepszej ligi świata. O ile do przerwy skuteczność rzutów za 3 była mizerna 9/2 o tyle czym dalej tym lepiej, a już skuteczność rzutów osobistych 35 prób 32 trafione to nawet w NBA wynik marzenie.
Wygraliśmy bo byliśmy bardziej zdeterminowani, bardziej chcieliśmy i w kluczowych momentach nie traciliśmy głowy.
Można pisać Rosjanie bez gwiazd ( sam to robiłem) ale nie można umiejszać sukcesu jakim jest awans ( właściwe pewny) do ćwierćfinału po 52 latach nieobecności naszych koszykarzy na tej rangi imprezie. Brawo Polska, Brawo drużyna bo wygraliśmy właśnie dlatego że nią byliśmy.
Acha Iocosusie nie mam pojęcia o co mogło chodzić.
1734piątek, 06, wrzesień 2019 12:12
iocosus
Brawo, gratki dla Koszykarzy!!!
No Senatorze do opisu, na czym polegał „cios misericordią” jak usłyszałem w telewizyjnym komentarzu?
1733piątek, 06, wrzesień 2019 12:08
Zgred Maruda
MŚ koszykówka
Ale Oni grają...(!) P O N I T K A Brawo Polacy (!)
1732czwartek, 05, wrzesień 2019 19:29
Zgred Maruda
@iocosusie
Ciebie nie sposób nie lubić... zawsze coś znajdziesz z rękawa dziennikarzy/dziennikarek i rzucisz tu zaczepnie w myśl, że bez echa nie przejdzie.
Posłuchaj - są teraz w euforii czwórki ME, to dobrze, bardzo dobrze.
Pewne role się odwrócą i grać będą na innym terenie z buczącymi trybunami, w odwróconych realiach. Siła pewnych osiągnięć jest w sporcie ogromna, i tak dobry mecz, takie mecze generują następne ( przywołam święte 3-2 z Rosją na MŚ 2006 za Lozano)...i słowa Plińskiego po meczu.
Mam tu już pasty do butów szukać? Chwila, chwila @iocosusie, chwila. Życie pokazuje, że powtarzalność takich nie dzieje się z automatu, bo każdy następny niesie w wymiarze już swoją nową historię...ale te nowe historie potrafią zadziwiać jeszcze bardziej.
A czemu to tak zamieniasz pewne klimaty? Zdajesz sobie sprawę z trudów styczniowego turnieju kwalifikacyjnego? Znasz skład drużyn?
Turcja, Holandia, Belgia, Niemcy, Bułgaria, Chorwacja i Azerbejdżan i My a wchodzi jedna! Jedna. Ty sobie zmieniaj priorytety, one niech grają, niech grają siebie bo teraz one nic już nie muszą, a to co mogą zapisze je w historii. Mecz z Turcją będzie trudny, ale wynik ( moim zdaniem) jest otwarty. Presja na Turczynkach będzie duża, a nasze panie "idą efektem radości" wejścia do strefy medalowej. Dla prawie wszystkich ( oprócz Maj-Erwardt) będą to dwa mecze o wszystko co do tej pory mogły osiągnąć...i kto wie (?) gdzie je zaprowadzi wspomniany "efekt radości". Teraz mają swój czas, swoją chwilę, najważniejszą w swoich karierach.
Styczeń będzie za pięć miesięcy, więc zmartwienia i kalkulacje odłóżmy do zimy.
Pasty do butów kupować nie będę, ale (!) jeżeli przyjdzie mi się zachować - to i z zagranicy ściągnę
Chciałoby się powiedzieć, że @iocosus rośnie nam na miarę przyszłości siatkówki kobiecej, w nowych taktykach. Wszystko by się zgadzało, jakieś dwa lata wstecz z wejściem teraz w konkretne granie. Nie da się przestawiać zawodniczek jak w szachach...Mało Ci było przykładów z Kurkiem? Nie dotyka się prawideł...tak się nie da. Smarzek przy słabszym przyjęciu byłaby łupem zagrywających aż do jej "końca"...tragicznego końca.
"to mnie się marzy stabilna gra Natalii Mędrzyk albo Martyny Grajber na poziomie Doroty Świeniewicz. Póki co, jeszcze nie ten rozmiar kapelusza."
Z całą pewnością Dorota Świeniewicz grała doświadczeniem, wyszkoleniem. Mędrzyk tym turniejem pokazuje pełną wartość, dobrą, też w wielu wypadkach mądrą. A ...i tu jest mały( duży) problem...gdyż tajemnicą poliszynela jest wielki żal pani Grajber, że przestała być w szóstce, ale jeśli spojrzeć na poszczególne zmiany, konkretne, zadaniowe...to nie dość, że zagrywką gra na alibi to w ataku plasuje, oddając piłkę za siatkę pod dobre rozegranie...
Sama uroda nie wystarcza...w te klocki !
1731czwartek, 05, wrzesień 2019 17:03
Zgred Maruda
Siatkówka kobieca ME
STYSIAK - NIEMCY 3:2 (22:25, 25:16, 25:19, 17:25, 15:11)
Cały czas po wczorajszych wydarzeniach w Arenie Łódź, którymi byliśmy świadkami zastanawiałem się jak je przedstawić w realnej ocenie. Odejdę zatem od wielkich tytułów prasowych, medialnych -ponieważ one w swej wymowie mają nieść masową radość i dozgonny heroizm naszej reprezentacji siatkarek. Niech niosą.
Chciałbym jednak w tym całym tumulcie spojrzeć trochę inaczej, lub (chyba lepiej to zabrzmi) ocenić ten mecz pod kątem założeń i ich realizacji.
#założenia
na pierwszy rzut oka było widać założenia naszego sztabu trenerskiego na kierunkowe zagrywki w kierunku niemieckiej libero (?)...co w uproszczeniu wyjaśnienia - dało Niemkom możliwość bardzo dobrych rozegrań pod atak, z każdych stref, ponieważ Denise Hanke miała bardzo dużą procentowo liczbę odbiorów ( perfekcyjnych, dobrych). Podkreślał to w komentarzach Jarosz...i trudno się z nim nie zgodzić. Pierwszy set wygrały Niemki przy dużym udziale - właśnie tego taktycznego błędu naszych trenerów.
#udział własny
Koronny atrybut dostała w swoje dłonie Magdalena Stysiak, która dostała dwie piłki na otwarcie spotkania ( inaczej niż zawsze, nie Smarzek jako pierwsza) i te pierwsze ataki skończone mocno w parkiecie pokazały jej wejście w mecz. Tu uwaga mała, w wielu meczach siatkarskich pojedynków liczy się pierwszy, drugi strzał...mocny, gruby przekazem, utrwalający swoją siłę. Czwarte metry jeszcze bardziej wznoszą adrenalinę, a u przeciwnika budzą respekt. Stysiak zaczęła z górnego C...
Dwa następne sety, po utracie pierwszego były pewnego rodzaju pokazem siły ataku naszej reprezentacji. Do świetnej gry Stysiak zaczęły dołączać atakami Smarzek i Mędrzyk, co ważne równie silnymi, mocnymi akcentami zdobywały punkty. Ogromna w tym zasługa naszych dwóch pań libero ( Stenzel i Maj- Erwardt), które podnosiły piłki z akcji na tyle, że Wołosz mogła uruchamiać skrzydła.
Dla kibica zwykłego (przepraszam) będzie zupełnie pominięty fakt kontuzji pierwszej rozgrywającej drużyny Niemiec. W ferworze kipiących emocji nie ma rozumienia - co to oznacza...Przy wypełnionej hali rozśpiewanych kibiców wchodzi na parkiet młoda druga rozgrywająca, której drżą nogi i ręce przed każdą piłką...Siła drużyny spada, powielają się błędy w rezultacie czego oddaje się punkty. Starych prawd siatkówki nikt nie zmieni...pod jednym warunkiem (!)
#Nawrocki
Jest dwa jeden w setach i idziemy po 3-1...
kilka wyrywkowych momentów: początek 4-1, 9-6,12-8, 13-12...czas Nawrocki( ok ), dalej 14-14, 14-15, 14-16, 15-17...i tu zaczyna się moim zdaniem bezczynność pana trenera. Nie rozumiem tendencji przypatrywania się kiedy widać spadek zaangażowania ! Czas jest wzięty przy 16-19 co woła o pomstę do nieba. Widok bezradności na ławce kiedy przeciwnik punktowo odjeżdża jest - porażający.
Tu kilka uwag, klasowi trenerzy siatkarscy widzą w grze pewne falowania, w wyniku tego/tych momentów zawsze ( ci dobrzy) reagują. Puszczenie kilku punktów na zasadzie "a, za chwilę" kosztuje sety! @iocosusie powiem Ci coś więcej, mam wrażenie ( oby błędne), że pan Nawrocki w takich ważnych momentach - "się zawiesza"...Wiesz co to znaczy, walczy sam ze sobą - tylko decyzji podjąć nie potrafi...! Wielokrotnie oglądając pracę światowych trenerów widzę momenty, w których reagują widząc psychologiczny spadek wartości swoich drużyn, nawet na wyrównanych rezultatach w setach. Innymi słowy, widzą i czują...kiedy zespół "siada" i ( uważaj co ważne) kiedy za chwilę nie będzie co zbierać...
Czekanie, puszczając na 16-19 jest rzuceniem białego ręcznika...bezradności. Jak się skończył ten set? My zdobyliśmy punktów 1...a Niemki punktów 6. Dajesz wiarę? Jak się przegrywa wygrane sety? Ano TAK !!! Boi się wykorzystywać czasy? Niech się uczy - ma zamiany, na zatrzymywanie dobrego grania przeciwnika są sposoby, prócz zmian są challenge. Teraz porównaj ten aspekt w wykonaniu Heynena ...Belg zaraz po akcji lub podczas akcji istnieje, a Nawrocki patrzy co mu pokażą panie...i ? się miota...
Dość!
# dlaczego wygrały
Oglądających kibiców mecz nie interesują statystyki, a one mówią dużo bardzo dużo. Otóż - procentowość nawet (!) przy wzmocnionej naszej zagrywce, wreszcie nie na libero, jednak dały większe i to dużo...pozytywne cyfry Niemkom. Cała tajemnica o czym mówił i Kadziewicz i Milewski po meczu tkwiła w efekcie ofensywnych zagrań naszych pań. Znaczy to, ni mniej ni więcej - jak to, że nie było "plumkania za siatkę", nie było "plasików dennych"...były strzały, nawet z akcji obronnych w kontrach. Nie było "głaskania się pod siatką", był konkret. W dodatkowych piątych setach na pierwszy plan wysuwa się psychika, czyli wszystko, co rozgrywa się w głowach...
Wyrównane tie- breaki mogą iść daleko, ale rozegrane siłą - pękają. Jeżeli w sensie piętnastu do zrobienia punktów, asami przestawiasz przeciwnika, to - on nie ma prawa się podnieść...
Choć ...i takie przypadki bywają.
#Magdalena Stysiak
Autorka sukcesu, młoda siatkarka, która wyszła na ten mecz, aby "zniszczyć przeciwnika"...no i dokonała tego, ku uciesze tłumów. Trudno o 19 -to latce mówić, że była "matką sukcesu", ale (!) BYŁA.
Rzuciła otwarcie rękawice i realizowała swoją walkę bez skrupułów w przyjęciu, na siatce w ataku oraz bezwzględnie na zagrywce. Swoją postawą pociągnęła drużynę, dając jej w najważniejszych momentach meczu poważne, bezkonkurencyjne punkty.
Ogromny talent, który pod technicznymi rękoma Włochów ma szansę na wielką karierę.
ps: Kiedy nie poddajesz głupot pokazały Włoszki, które podobnie przegrywały 0-1 z Rosją...
Włochy - Rosja 3 - 1 (25–27 25–22 27–25 25–21)
A i jeszcze jedno:
Ta muza "pancernych czterech z psem" i "klosa"
Słabe bardzo - beznadziejne!
1730czwartek, 05, wrzesień 2019 16:43
iocosus
Po meczu Polska - Niemcy na tt:
"Edyta Kowalczyk (dziennikarka PS),
trener Nawrocki uścisnął tylko Magdę Stysiak i krzyknął "Madziaaaa!!!! Ja Cię następnym razem podniosę!!!!""
Teraz u nas Zgred się zastanawia, co tu na chłodno o "ulubionym" trenerze Nawrockim napisać? Osobiście proponuję złożenie deklaracji, w rodzaju, że jak zdobędziemy mistrzostwo Europy lub awansujemy na igrzyska w Tokio, to … osobiście panu Jackowi buty się wypastuje, koszule wyprasuje lub coś w tym rodzaju.
Zgredzie ryzyko niewielkie, ponieważ na czempionacie o ile medal blisko, to chyba jednak jeszcze nie złoty, do awansu na Igrzyska daleko, ale wtedy przynajmniej na drodze nie staną Serbki lub Włoszki, osobiście zamieniam w półfinale porażkę z Turczynkami na wygraną z nimi w styczniowym turnieju kwalifikacyjnym.
Co jest nam potrzebne? Mamy dwie "strzelby", mamy wysoki mur bloku wzbudzający respekt, mamy jedną z najlepszych rozgrywających świata - strzela sobie nagie fotki z pucharem za mistrzostwo Italii ( https://gazetawroclawska.pl/joanna-wolosz-nago-z-pucharem-za-mistrzostwo-wloch-2019-zdjecia/ar/c2-14112297 ) teraz oby analogiczne dała sobie zrobić zdjęcie z medalem z Euro, już coś o tym w euforii po meczu z Włoszkami napomknęła. Mamy matkę Paulinę obrończynię ducha i wiary w drużynie z padawanem lub raczej z padawanką Marysią dwudziestolatką przed którą świat się otwiera. Mamy zazwyczaj bohaterki drugiego planu Natalię zazwyczaj najbardziej podczas meczu zapracowaną i Martynę dającą oddech gdy coś szwankuje w przyjęciu.
Czego zatem nam brak?
Jedna ze "strzelb" musi też i przyjmować, pojawiła się u mnie myśl wczoraj czy to aby nie Malwina ma większe ku temu predyspozycje, ale to nie znaczy żeby Magda pracę w przyjęciu już sobie odpuszczała. Nie wiem, ale może zamiast na dwie przyjmujące, trzeba się permanentnie ustawiać na cztery w tym z dwiema atakującymi i one muszą dawać radę. Ot, pytanie do ekspertów, na ile to może w systemie "na stałe" hulać?
Środek musi mieć "siłę i zdecydowanie" w ataku, tego trochę mi brak. Żeby "środek" hulał musi być przyjęcie i tu tak jak obecnie nastoletnia Stysiak już jest rozpatrywana jako następczyni Małgorzaty Glinki, to mnie się marzy stabilna gra Natalii Mędrzyk albo Martyny Grajber na poziomie Doroty Świeniewicz. Póki co, jeszcze nie ten rozmiar kapelusza.
No i kluczowe pytanie na koniec "czy mamy trenera"? Czy deklarujemy się do wypastowania mu butów?
Ale na dziś, tu i teraz, najważniejsze i obowiązujące hasło z twittera, ponownie za pośrednictwem Edyty Kowalczyk:
"Turcja.... Nie będę mówić jaki to rywal. Po prostu będziemy się nap******ać i wygramy" - mentosousta @MaliSmarzek #EuroVolley2019"
Reprezentacja Polski wygrała z Estonią
3:1 (25:22, 25:27, 25:22, 25:17)
w swoim pierwszym meczu mistrzostw Europy siatkarzy. Biało-Czerwoni nie zaprezentowali się z najlepszej strony i ulegli w drugiej partii. Kluczowa dla losów tego spotkania była końcówka trzeciego seta, oraz zmiany dokonane przez trenera Estończyków G.Cretu który wystawił do gry drugą szóstkę swoich siatkarzy...Widocznie nie zakładał na początku turnieju długiego, pięciosetowego spotkania.
Z podobnego założenie wyszedł także V.Heynen dokonując wiele zmian, nie podniósł z ławki jedynie Leona.
Wszystkie te zabiegi wynikają z bardzo dużej ilości meczów rozszerzonego cyklu tegorocznych ME.
Polscy siatkarze właściwie wyszli z hal treningowych, rozpoczynając turniej bez gier kontrolnych, sparingowych. Pewnie dlatego nie może dziwić brak właściwego rytmu grania, oraz brak dokładności w wielu elementach gry. Trzeba wierzyć, że zgodnie z planami Belga każdym meczem będą wchodzić na wyższy poziom. Brak w grze Leona tłumaczę faktem iż nasz przyjmujący z wiadomych względów dopiero w ostatnim czasie ( kwalifikacje olimpijskie) i teraz ( ME) przechodził bardzo wymagające dwa szczyty w treningu, a jego odpowiednia forma będzie wymagana w ważniejszych etapach turnieju.
Polscy kibice we wrześniu nie mogą narzekać na nudę. Po siatkarkach, piłkarzach i koszykarzach przychodzi czas na siatkarzy, którzy zaczynają walkę w mistrzostwach Europy. Biało-Czerwonych czeka tydzień pełen pracy, bo w kilka dni rozegramy aż pięć meczów fazy grupowej.Już w piątek, 13 września, stoczymy pierwszy bój. W Rotterdamie podopieczni Vitala Heynena będą rywalizować z Estonią. Początek tego meczu o godzinie 17.
tu link do pełnej strony ME:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mistrzostwa_Europy_w_Pi%C5%82ce_Siatkowej_M%C4%99%C5%BCczyzn_2019
Terminarz i plan transmisji:
13 września (piątek), godz. 17:00, Estonia - Polska (Rotterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
15 września (niedziela), godz. 16:00, Holandia - Polska (Rotterdam), TVP 1, Polsat Sport, Super Polsat
16 września (poniedziałek), godz. 20:00, Polska - Czechy (Rotterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
17 września (wtorek), godz. 17:00, Czarnogóra - Polska (Amsterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
19 września (czwartek), godz. 20:00, Polska - Ukraina (Amsterdam), TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat
W tegorocznych mistrzostwach Europy w siatkówce mężczyzn po raz pierwszy w historii udział wezmą aż 24 reprezentacje. To powoduje, że drabinka turnieju jest dość skomplikowana. Reprezentacja Polski trafiła do grupy D na tegorocznych mistrzostwach Europy, które odbędą się na boiskach Belgii, Francji, Holandii i Słowenii. Rywalami Biało-Czerwonych w pierwszej fazie turnieju będą Holendrzy, Czesi, Estończycy, Ukraińcy i reprezentacja Czarnogóry. Awans do drugiej fazy ME uzyskają po cztery drużyny z każdej grupy.
Najlepsza "16" w 1/8 finału zagra według następującego schematu, w którym skrzyżowane zostaną reprezentacje z grup A i C oraz B i D:
A1–C4, A2–C3, C1–A4, C2–A3
B1–D4, B2–D3, D1–B4, D2–B3
Tak więc w 1/8 Polacy zagrają z jedną z drużyn z grupy B, którą tworzą: Belgia, Serbia, Niemcy, Słowacja, Hiszpania, Austria.
Zwycięzcy tych spotkań awansują oczywiście do ćwierćfinału, następnie w dniach 26-27 września odbędą się półfinały. Finał zaplanowano na 29 września.
No właśnie. Ta przegrana rzuca lekki cień na poczynania naszych w całych mistrzostwach. Aby uczciwie napisać brawo Polska, zrobiliście super wynik ta wygrana była potrzebna. Bez tego zwycięstwa nie potrafię powiedzieć klawo jak cholera.
Trudno wymienić jakąś wiodącą przyczynę. To był w ogóle bardzo wyrównany mecz bardzo zbliżonych poziomem zespołów. Mecz zrywów. Na początku odskoczyliśmy na +11 chyba, ale już po chwili było -1. I tak przez całe spotkanie. Oni odjeżdżają, my doganiamy, potem chwila kosz za kosz, potem znów ich odjazd, znów nasza pogoń, itd. Przypuszczam, że gdyby ten mecz potrwał jeszcze ze cztery minuty, znów byśmy ich dopadli. Ale cóż.
Satoransky klasa sama w sobie. Ja mam w ogóle, przyznam szczerze, taką zazdrochę ilekroć na tego kolesia patrzę. Czechów jest jakoś czterokrotnie mniej, niż nas. Koszykówka jest u nich +/- tak samo (nie)popularna, jak u nas. Jak oni, do ciężkiej cholery, wychowali sobie taką perełkę...!? Gorzej (dla nas), że dziś do Satoransky'ego dołączył Hruban (obaj z double double), a u nas niestety nikt nie wzniósł się na takie wyżyny. Owszem, double double, w tym kilka niesamowitych asyst, miał też Slaughter (który jednak rzucał na niskim procencie), Kulig rozdał trzy mega czapy, ale to było za mało.
Spore brawa należą się też Ronanowi Ginzburgowi. Parokrotnie po jego czasach rywale wracali na parkiet z nowym pomysłem taktycznym, który przynosił natychmiastowy skutek. Chwaliłem wcześniej Mike'a Taylora, ale dziś nasz selekcjoner wyraźnie w cieniu swego vis-a-vis.
Ale gdybym miał wskazać coś, co ewidentnie nam dziś zaszwankowało, to zbiórki. Nosz w mordę, jeśli przeciwnik zgarnia 40% piłek z twojej tablicy i aż czternastokrotnie może ponawiać akcje, to naprawdę trudno myśleć o zwycięstwie. Boli, zwłaszcza gdy aż cztery takie piłki zgarnia wspomniany już Hruban, chłopak ledwie dwumetrowy.
Zawiedziony? No, ja trochę też, nie będę kłamał. Z Argentyną to był w zasadzie sparring. Hiszpania? Pomarzyć dobra rzecz, ale ostatecznie bądźmy poważni. Dziś natomiast po raz pierwszy na tych Mistrzostwach przegraliśmy z rywalem, który jak najbardziej był do dziabnięcia.
Przy czym zobacz, gdyby dwa tygodnie temu ktoś mi powiedział, że ósmy mecz na tych MŚ reprezentacja Polski rozegra z USA, odparłbym że chyba powinien odstawić narkotyki, bo niezbyt mu służą. No przecież to musiałby być finał, nie?
Nie oglądałem meczu z Czechami więc nie znam przyczyn porażki. Mogę się domyślać Satoransky
CO do kwalifikacji to masz rację, marzenie irracjonalne bo zarówno Francuzi jak i Serbowie poza naszym zasięgiem, nie ta półka.
Na osłodę pozostanie mecz z USA, normalnie to by nie chcieli spojrzeć w naszą stronę, a tak dzięki mistrzostwom chłopaki spełnią marzenia.
1. Nie uciekam i nie olewam tematu, szanuję twój zakres obowiązków, proszę zrewanżuj mi się tym samym. Na c-L mam w tej chwili dużo mniej czasu i tak póki co pozostanie.
2. Co można jeszcze dodać do tematu: trenera Nawrockiego? Z własnej perspektywy praktyka siatkarskiego, nie cenisz go, chciałbyś jak najszybszej szkoleniowej zmiany i ok. przyjmuję to, nie wykluczam, że masz rację, ale w żadną roszadę trenerską przed turniejem eliminacyjnym do Igrzysk nie wierzę, a przy tym uważam że to by było dla pana Jacka niesprawiedliwe. Po tym turnieju w zależności jak nasze panie na nim wypadną, jestem otwarty zarówno na dekapitację Nawrockiego jak i na wypastowanie mu butów gdyby pod jego wodzą dziewczyny na bilety do Tokio jednak się załapały. Szanse na to znikome, bo na dziś Turczynki wydają się być poza zasięgiem, a Guidetti dowodził przy tym że w hierarchii europejskiej nad nimi są jeszcze Holenderki mimo że je właśnie pokonał. Zatem skoro ty Zgredzie nie podejmujesz ryzyka, to ja na nie się decyduje i jakby co za pucybuta Nawrockiego mogę robić.
Aha, czemu szybkie przegnanie Nawrockiego uznawałbym za niesprawiedliwe?
Otóż, Nawrocki pracuje z żeńską reprezentacją od 2015 roku, to szmat czasu. W 2017 roku w meczu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata jego podopieczne przegrały z Czeszkami na Torwarze 2:3 prowadząc w tie-breaku 7:1 i 8:2. Szczegóły tego blamażu tu:
https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2017-05-27/el-ms-2018-czeszki-zdobyly-torwar-polki-przegraly-wygrany-tie-break/
Po tym meczu gdyby Nawrockiego pozbawiono trenerskiego stołka to nawet bym ramionami nie wzruszył. Byliśmy w … nie napiszę gdzie bo przy kobietach nie wypada. Ale … bo zawsze musi być „ale” w tym meczu wystąpiły Kąkolewska, Mędrzyk, Smarzek, Wołosz, wchodziły z kwadratu Grajber i Efimienko. Te same dziewczyny które po dwóch latach w reprze pod wodzą Nawrockiego biły się w półfinale Mistrzostw Europy, a gdzie obecnie są Czeszki?
Repra pod wodzą Nawrockiego pomiędzy 2017 a 2019 rokiem zanotowała niewątpliwy progres i za to dekapitację Nawrockiego w tej chwili uznałbym za przedwczesną i niesprawiedliwą.
Powiem Ci, że oglądając mecz USA - FRA pomyślałem sobie, że te nasze marzenia o olimpijskiej kwalifikacji via MŚ to od początku były takie jakieś, no... sam rozumiesz
Jutro o 15:00 mecz z Czechami w "półfinale pocieszenia", a przy okazji szansa pokazania kto tu jest największą rewelacją
Francja pokonała USA 89 - 79 i w ten sposób druga po Hiszpanii zapewniła sobie udział w IO.
Pozdrawiam równie serdecznie i wzajemnie życzę dużo zdrowia.
Piszę o tych dziedzinach sportu , które są popularne i na których z różnych względów trochę się znam. Nie wiem czy piszę za dużo czy za mało w stosunku do ilości i jakości wydarzeń w boksie, kolarstwie i tenisie. W każdym razie z tym sportami jestem niejako na bieżąco , gdyż dziś w dobie internetu każde wydarzenie jest dostępne. Natomiast nie chciałem zabierać przestrzeni informacyjnej dla takich sportów, w których Polacy
wiele znaczą jak siatkówka, piłka ręczna czy ostatnio koszykówka.
No właśnie dopisalem ostatnie zdanie.
Co do awansu na olimpiadę. Zostały cztery europejskie drużyny my , Francja, Czechy i Serbia. Awans mają dwie najlepsze europejskie. Myślę że cała czwórka zagra o miejsca 5-8 czyli zwycięstwo z Czechami (...) da nam miejsce na olimpiadzie.
No dobra, ale jedno z tych dwóch miejsc zabrała właśnie Hiszpania, więc zostało tylko jedno. I o nie ewentualnie trza będzie walczyć z Czechami, Francją i Serbią. Tym pierwszym chciałbym skopać tyłek za to, że kradną nam miano czarnego konia
Jeśli ma się w składzie młodszego z braci Gasol czy Rubio to nie dziwne że w rankingu europejskim Hiszpania jest na miejscu nr 1.
Bałem się tego meczu, a tu naprawdę stawilismy im czoła i sam przyznasz musieli od czasu do czasu depnąć mocniej. Niestety całości od A do Z śledzić nie mogłem ale zdaje się tym razem Mateusz Ponitka był chyba przemotywowany.
Co do awansu na olimpiadę. Zostały cztery europejskie drużyny my , Francja, Czechy i Serbia. Awans mają dwie najlepsze europejskie. Myślę że cała czwórka zagra o miejsca 5-8 czyli zwycięstwo z Czechami bo na nich ewentualnie trafimy jeśli przegrają z Australią, a przegrają
Cały mój optymizm poszedł w ... zapomniałem o Hiszpani
Co tu dużo gadać, zagraliśmy zdecydowanie najlepszy mecz na tych Mistrzostwach. W przeciwieństwie do poprzednich pięciu spotkań, Biało-Czerwoni nie zaczęli słabo i ospale. Na pierwszą stratę czekać trzeba było - liczyłem
Na tle tak wymagającego przeciwnika nasi ludzie zaprezentowali się bardzo ładnie. Grali co mogli, a momentami - powtórzę - nawet chyba więcej. I choć ostatecznie półfinałowe progi okazały się zbyt wysokie, to i tak Polakom należą się gromkie brawa.
Teraz przed nami rywalizacja o miejsca 5-8. Wbrew pozorom, być może cholernie istotna. Zwłaszcza gdyby jutrzejsze ćwierćfinały zakończyły się w obu przypadkach zwycięstwami ekip spoza Europy. Wtedy otworzy się przed nami szansa na Igrzyska. Szansa - aż się boję to pisać - całkiem realna. Także najpierw go USA, go Australia! A potem dawaj, Polska!
jeżeli wrzucasz pod jak sądzę pitolenie pewne swoje sugestie - to nie uciekaj i nie olewaj tematu...
Rozumiem przypadłość pisania artykułów piłkarskich, ale zostawiając mnie w reasumpcji właściwie własnych przemyśleń, uczysz pojęcia "olewactwa"...
A kiedy zdajesz sobie sprawę, że pisujesz sam ze sobą ...to albo jesteś "najebany jak samolot", albo twoje litery idą jedynie w przestrzeń. Bywa, że istnieją równolegle te obie prawdy
Czy o to Nam chodzi?
Ja na prawdę mam wiele zajęć, które zajmują mi czas...a czas klepania myśli czy ocen w klawiaturę mogę zamienić na bardziej pozytywny...hasło "dziadek naprawisz mi konika" - nawet nie wiesz jak bardzo jest prawdziwe ( oczywiście nie chodzi o maści)
pozdrawiam.
A i jeszcze jedno...
Zastanawiam się czy nie odejść zwyczajowo od chęci wprowadzania tu pewnego sensu innych dyscyplin/ dyscypliny -wolnych od piłki nożnej.
Z ogromną ciekawością będę ogarniał wpisy Pana Zbigniewa ( pozdrawiam serdecznie), który oddając swoją wiedzę w wielu dyscyplinach (tenis, kolarstwo, boks) znaczy tak wiele, w odróżnieniu do wpisów jakichś misiów na aucie.
Zdrowia, panie Zbigniewie - zdrowia!
W meczu o brąz "dwóch pobitych"... wygrały Włoszki, zdecydowanie mocniejsze i bardziej doświadczone.
Polska - Włochy 0:3 (23:25, 20:25, 24:26).
Ciężko opisać wydarzenia w meczu, w którym jedna drużyna wie, że jest lepsza, a druga - też wie, że jest gorsza...Mistrzostwa Europy skończyły się dla naszych siatkarek po przegranym półfinale z Turcją i chyba dobrze bo wszystko co jest sprzeczne z realiami byłoby...zakłamaniem rzeczywistości. Wykręcony wynik tego sezonu jest wymownym sygnałem, że "wdrapujemy się na wzgórza" siatkówki światowej, ale (?) czy idziemy dobrym szlakiem...
Za chwilę uderzą media, dziennikarstwo i otoczenie da zielone światło, na nowe(!), na "świetną pracę", na "świetną kreację", na " też inne nie znane piękna"...
A ja powiem tak - czym prędzej szukać (!) doświadczonego, mądrego trenera, który będzie w stanie, ogarnąć taktycznie i technicznie, oraz mentalnie tą młodą grupę - pod sukcesy. Potrzeba elokwencji i umiejętności, potrzeba szerszego patrzenia i wreszcie potrzeba człowieka - bez układów...Musi raz na zawsze skończyć się "piciu, piciu" ...musi być sens.
Finał
Wyobraźmy sobie na małą chwilę, że w koszulkach dziewczyn z Turcji grają nasze panie...(?) Laik znajdzie różnice, ktoś oglądający siatkówkę znajdzie ich więcej, a ci, którzy widzą trochę więcej - znacznie więcej.
Mecz godny finału, starcie, wymiany ciosów, siatkówka na najwyższych poziomach. Agresja ataków, zagrywek, rozpisane "boleści" obydwu drużyn wykorzystywane w sposób okrutny. Liderki z dwóch stron, szybkość rozegrań nawiązywała chwilami do siatkówki męskiej (!)
Praca trenerów, modyfikacje składów, zmiany w czytaniu gry ( Turcja)
Niby stoicki spokój...trenera Serbek i wyczyn trenera Turczynek w zmianach. Punkt, za punkt i wrzawa...Elementy gry- zagrywka...dawno nie widziałem takiego realizowania założeń wynikających z rozpisań wzajemnych.
I - to wielkie doświadczenie, które ponownie dało Serbii medal złoty.
Myślę, gratulując oczywiście zwycięstwa, że dla siatkówki, tej w Europie stało się źle. Ten trwający prymat warto by wreszcie przerwać, dla dobra dyscypliny. Choć z drugiej strony, zapisują się w historii raczej nieprawdopodobną serią sukcesów. Taki mały kraj (?) A jednak.
Mistrzostwa Europy dobiegły końca, każdy z uczestników "coś" z nich wyniósł...Jedni wyciągną daleko idące wnioski, drudzy zostaną w tzw. blokach...A zakres wiedzy, jaki w swym oglądzie przyniosły jest ogromny...pod każdym względem.
Osiągnięcia młodego zespołu siatkarek z Polski w sensie całego sezonu, jest nie do podważenia. Najlepsze "idą pod włoskie mielenie"
Zasadniczym pytaniem zatem powinno być to:
Jak PZPS widzi cały system kreacji i dalej, jak oceni (ważne) potrzeby pierwszego reprezentacyjnego zespołu (?) i ...jak mniemam - czy w ogóle to oceni...zastygając w samozadowoleniu...
Tyle...Tylko! Że konkret, inne niż dotąd trendy trenowania, inne schematy teorii z wymogami wytrenowania, inne podejście do drużyny, inne wreszcie przekazania taktycznych nowych rozwiązań...i inne wszystko pozostanie bez zmian w osobie pana Jacka Nawrockiego, któremu @iocosus zapodawał czyszczenie butów...
Drogi @iocosusie - jeszcze nie
US Open rozgrywany jest od 1881 roku, w tym w Nowym Jorku od 1978 roku i od niego starszy jest tylko Wimbledon ( 1877 rok),a młodsze French Open ( 1891 rok) oraz Australian Open ( 1926 rok).
Omówienie rozpocznę od rozgrywek kobiet. Od wielu już lat rozgrywki Wielkiego Szlema , jak i sporej liczby turniejów WTA w większości mają "papierowe" faworytki. Na papierze czyli w rankingu tenisistki zajmują określone miejsca w klasyfikacjach, są rozstawiane wedle tej kolejności,ale praktyka turniejowa wywraca ją do góry nogami. Jedyną, która stale jest w czołówce jest niezniszczalna Serena Willimas.
W turnieju wystartowały 3 Polki, Magda Linette, pokonała Sharmę i odpadłą w II rundzie z Osaką, Świątek w I rundzie wygrała z Jorovicz, ale potem nie dała rady Sevastowej, zaś Fręch w I rundzie przegrała z Siegmund.
W I rundzie z bardzie znanych tenisistek odpadły : Kerber z Mladenovicz, Bouchard z Sevastową, Muguruza z Riske, Kużniecova z Ahn, Azarenka z Sabalenko , w II Kvitova, w ćwierćfinale z turniejem pożegnała się ubiegłoroczna zwyciężczyni Osaka. Do finału doszły : Serena Williams i Bianca Andreescu z Kanady.Serena w pobitym polu pozostawiła Szarapovą, McNally, Muchovą, Marticz, Wang i w półfinale Switolinę, zaś Andeescu wygrała z Voleyets, Filiphens, Wozniacki, Towstend, Mertens oraz w półfinale Bencicz. W finale Kanadyjka pokonała Serenę w 2 setach, przy czy w drugim prowadziła już 5;1,ale Amerykanka niewiarygodnym wysiłkiem woli i przy szalonym dopingu 23,5 tys. widzów doprowadziła do stanu 5:5,ale w końcówce już nie wytrzymała . Williams już chyba nie jest w stanie fizycznie wytrzymać trudy 7 meczów. Już w ćwierćfinale i półfinale , mimo wysokich wyników miał spore zawahania w szybkim poruszaniu się na korcie. Prawie wszyscy komentatorzy uznali wygraną Andreescu za wielką sensację. Rzeczywiście jej gra nie porywa. Oparta jest na dobrym przygotowaniu fizycznym , bardzo poprawnej technice , wielkiej regularności w grze i niespotykanej dojrzałości. Tyle tylko,że zapominano,że Kanadyjka mimo,że ma tylko 19 lat, była przed turniejem na 14 miejscu w rankingu i w tym roku wygrała 3 turnieje WTA w Newport Beach, Indian Wells, Toronto. Lecz moim zdaniem kreowanie jej na następczynię Sereny, tak jak i innych tzw. młodych jest przedwczesne.
W turnieju mężczyzna zwyczajowo niespodziewanych wyników było znacznie mniej. Z bitych faworytów do finału dotarł Rafa Nadal, zaś inni Djokovicz odpadł po kreczu w IV rundzie z Wawrinka, z którym zresztą przegrywał,a Federer w ćwierćfinale przegrał z Bułgarem Dimitrowem. Drugim finalistą został 13 w rankingu ATP Rosjanin Danił Miedwiediew. Przy czym wbrew opiniom nie jest to tylko szaleniec zdolny do wspaniałych pojedyńczych zagrań, gdyż ma na swoim koncie wygrane turnieje ATP w Sydney, Winston Salem, Tokio, Sofii i Cincinatti.W drodze do finału pokonali oni : Miedwiediew - Hindusa Czuchasmana, Delliena z Boliwii, Lopeza, Wawrinkę i w półfinale Dimitrowa, zaś Nadal Millmana,Kokkinakisa, Chardego, Cilicza, Schwartzmana oraz w półfinale Berentiniego. Poziom finału przeszedł najśmielsze oczekiwania, nie tylko dlatego,że trwał 5 setów i ponad 5 godzin,ale dzięki wielu fenomenalnym zagraniom Miedwiediewa. Rosjanin zaczął dla siebie nietypowo, a mianowicie grał spokojnie, ba, zwalniał akcje, często podcinał piłki,lobował i właściwie podejmował walkę tylko przy własnym serwisie. Nadal wygrał 2 pierwsze sety po pięknej grze,ale bez wielkiego wysiłku. Od stanu 4:2 w III secie Miedwiediew włączył swoje "strzelby" i zaczął uderzać niezwykle dynamicznie z"krótkiego " zamachu,a do tego mnóstwo jego zgrań było tak niespodziewanych i tak nietypowych,że Nadal chyba zwątpił w wygraną. Początkowo publiczność była po stronie Hiszpana,ale kiedy Miedwiediew zaczał wspaniałą walkę sympatia przeszła na jego stronę.Wygrał 2 kolejne sety. W ostatnim Nadal rzucił do boju wszystkie rezerwy i całe swoje umiejętności poparte ogromnym turniejowym doświadczeniem. Obydwaj walczyli jak o życie. Miedwiedew rzucił na szalę kreatywność, szybkość i nieprzewidywalność, ale niestety jego gra była uboższa technicznie od prezentowanej przez Nadal i wyższość w tej dziedzinie przeważyła.
Z Polaków niespodziankę sprawił Kamil Majchrzak, który przegrał eliminacje,ale w turnieju głównym znalazł się, gdyż 2 zakwalifikowanych odniosło kontuzje I to on zameldował się w III rundzie w której przegrał z Dimitrowem po drodze eliminując Jarryego oraz Cuevasa. Natomiast Hurkacz przegrał w I rundzie z Chardym.Rywale chyba znaleźli na niego sposób, grają arytmicznie raz wolno, raz szybko,ale zawsze wysokim kozłem i Polak sobie z taka grą zupełnie nie radzi. Zaimponował tylko 30 asami serwisowymi,ale było to stanowczo za mało.
Tak jak Zgred napisał awans dziewczyn do czwórki w mistrzostwach Europy jest sukcesem tak my z a-c10 możemy napisać awans koszykarzy do ćwierćfinału jest również dużym sukcesem. Choć na chwilę w tym kraju jest o koszykówce głośno i może kilku łebków zamiast siatkówki wybierze tą dyscyplinę sportu.
Ogólnie koszykówka i zapewne siatkówka to nie kopana i jeśli drużyna jest słabsza to przegrywa. Tu żadnych obron Częstochowy nie da się zastosować. Może zwróciliście uwagę na szybkość akcji? Tak, topowe drużyny grają koszykówkę dużo szybszą niż średnia.
Dodam tylko że w drużynie Argentyńskiej prym wiedli przedstawiciele
jednego z najlepszych zespołów europejskiej koszykówki Realu Madryt .
Już przed spotkaniem wiadomo było, że gramy właściwie o nic. I nasz, i ich awans do ósemki był już przecież pewny. Zarówno Serbia, jak i Hiszpania to ścisła światowa czołówka i mimo głupkowatych rozkmin w studio TVP (podobno, nie wiem, nie widziałem) nie sądzę, aby czy to w naszym, czy - zwłaszcza - argentyńskim obozie ktokolwiek chciał serio kombinować, czy lepiej grać ćwierćfinał z tymi, czy tamtymi. Dodatkowo po wczorajszej, mimo wszystko dość niespodziewanej porażce Brazylii z Czechami Biało-Błękitni dowiedzieli się, że na 99,9% zrealizowali swój cel na ten Mundial, jakim było przyklepanie udziału w przyszłorocznych Igrzyskach. Jedyną realną nagrodę dla dzisiejszych zwycięzców stanowiła zatem możliwość pozostania na ćwierćfinał w okolicy, zamiast wyczerpującej podróży do Szanghaju.
Wyszło na to, że ani jednym, ani drugim długaśny lot niestraszny, bo od początku spotkanie toczyło się w iście sparringowej atmosferze. O ile jednak naszym brak prawdziwej stawki mocno ujął agresji i determinacji, tak Argentyńczykom pozwolił na luz i pokazanie umiejętności. Widać było jak na dłoni dlaczego dla nich ćwierćfinał MŚ to normalka, a dla nas epokowe osiągnięcie. Do przerwy, jako się rzekło, zwyczajowo było źle. Mnóstwo strat, niedokładności i durnowatych błędów. Tym razem jednak rywale, w przeciwieństwie do np. Rosjan, umieli to mocno wykorzystać. Strony zmienialiśmy nie przy -6, a przy -15 i było jasne, że o kolejny zwycięski comeback będzie niezwykle trudno. Jeszcze na początku trzeciej kwarty nasi szarpnęli. Doszli rywala na dziewięć oczek. I wtedy nastąpił, w mojej ocenie, kluczowy moment meczu. Piękna akcja Mateusza Ponitki, który efektownie minął dwóch rywali. Gdyby trafił, klękajcie narody. Niestety, piłka wykręciła się z obręczy i poszła równie błyskotliwa, ale bardziej skuteczna kontra Argentyny. Gdyby takie coś zdarzyło się raz, trudno. Bywa. Niestety, dosłownie sekundy później sytuacja się powtórzyła. Ładny wjazd Ponitki, pudło, kontra. To była jedna z tych chwil, o których kilka postów niżej wspominał Zgred: mentalny cios w splot słoneczny, który jednym dodaje wiary, a drugim wysysa całe powietrze z płuc. Po tych dwóch akcjach mogło być ledwie minus pięć i wszystko byłoby jeszcze możliwe. Zrobiło się minus trzynaście. I choć pozostawał jeszcze ponad kwadrans gry, to mecz jako taki de facto się zakończył. Argentyńczycy dorzucili bodaj dziesięć punktów z rzędu, a potem to już dożynki.
Trudno mieć jakiekolwiek pretensje do naszych chłopaków. Pisał Senator, że Argentyna już nie taka, jak kiedyś. Prawda, wystarczy zwrócić uwagę, że El Alma przyjechała do Chin walczyć o wspomnianą już olimpijską kwalifikację, a o medal tylko w razie czego. Wciąż jednak nawet do "nie takiej" Argentyny sporo nam brak. Mimo wysokiego wyniku, plamy nie było, nasi dali co mieli.
We wtorek o 15:00 naszego czasu gramy w Szanghaju z Hiszpanią. Szans raczej nie ma, ale co tam. Dawaj, Polska!
Turcja wygrała z Polską 3:1 w Ankarze w półfinale mistrzostw Europy siatkarek. Wcześniej do finału awansowały obrończynie tytułu - Serbia, które pokonały Włochy, również 3:1.
Turcja - Polska 3:1 (25:17, 25:16, 14:25, 25:18)
Mecz Polek można obrazowo porównać do młodego kierowcy, który podchodzi do egzaminu na prawo jazdy. Ćwiczył, douczał się, jeździł na dodatkowe lekcje i jeździł całkiem dobrze. Kiedy jednak dotarł na egzamin okazało, że musi zdawać na innym samochodzie niż ćwiczył, a dodatkowo plac manewrowy był dużo większy i trudniejszy niż mu się wydawało...zawalał branie zakrętów, cofanie, ruszanie pod górę i manewry, a do tego wszystkiego egzaminator był bardzo wymagający. Oblał.
Dwa pierwsze sety to pokaz świetnej gry Turczynek, z wykorzystaniem wszystkich swoich technicznych atutów i umiejętności. Ustawione doskonale taktycznie pod rozpisane Polki przez trenera Guidettiego ( warto zobaczyć przebieg kariery https://pl.wikipedia.org/wiki/Giovanni_Guidetti ), niesione dopingiem swoich kibiców szły jak po swoje w każdym elemencie siatkarskiej sztuki. Wzmocniona, bardzo trudna zagrywka, od której w obecnej siatkówce wszystko się zaczyna obnażała nasze panie, które "spalone" w kotle wypełnionej hali mnożyły błędy w przyjęciu, czy ataku. Polki bardziej walczyły ze swoimi słabościami, niż z przeciwniczkami. Wyniki do 17-tu, czy 16-tu są wymowne, zaznaczając dużą przewagę zespołu Turcji, który grając szybką piłką w różnych kombinacjach, z każdym punktem zdobywał pewność siebie, oraz przewagę psychologiczną nad Polkami.
W secie trzecim jako żywo ukazały się "siatkarskie prawdy"... pewnego rodzaju samozadowolenia z jednej strony i rzucenie na szale wszystkiego z drugiej. Po dwóch bolesnych setowych gongach, Polki nie mając nic do stracenia opanowały ciśnienie i nerwy. Zaczęły grać swoją siatkówkę, poprawiając poszczególne elementy, w tym głównie zagrywkę. Zaczął działać blok i wyblok, który w pierwszych dwóch partiach nie istniał. Lepszy stosunek skończonych piłek po kontrach był efektem lepszych odbiorów i akcji obronnych.
Turczynki stanęły...Polki grały swoje, czego efektem bardzo pewna wygrana do 14-tu, która w dobitny sposób ukazuje jak szybko w siatkówce przesuwają, zmieniają się akcenty na które ma wpływ psychika. Trener Guidetti widząc niemoc swoich siatkarek dokonuje zmian, sadzając na ławie dwie swoje strzelby, wprowadza rezerwowe pod odbiór oraz atakującą Karakurt, która dwa i pół seta oglądała mecz z ławki ( a jak się później okaże wygra mu mecz...)
Następuje set czwarty - decydujący o losach meczu.
Kilka momentów wynikowych : zaczynamy dobrze 0-3, 2-6, 6-6(czas Nawrocki), 8-6 ( strata 6 punktów pod rząd), 10-10, 11-13, 13-13, 15-13(czas Nawrocki), 17-13(zaczynamy oddawać seta), 18-14, 19-15, 21-15(set oddany), 22-17, 25-18.
pełna statystyka:
https://www.cev.eu/Competition-Area/MatchStatistics.aspx?ID=36921
Trener Turczynek nie popełnił błędu Nawrockiego z meczu z Niemkami, który wpędził się w tie- break. Właściwie porównując te mecze, czwarte sety- do stanu remisowego 14-14 były wręcz identyczne...różnicą były dalsze punkty i rozegranie zmianami Guidettiego w decydującej partii. Oczywiście jakość ławki Turczynek stanowi większą wartość, z przetrzymaną do bólu dziewiętnastoletnią Karakurt, która wchodząc na pod męczone Polki kończyła punktowo ataki czy kiwki. Do wygranej także przyczyniły się jej koleżanki z parkietu, podbijając wręcz nieprawdopodobne do obron piłki, ale to też praca, zamysł taktyczny i plan włoskiego szkoleniowca zespołu Turcji. Nawiasem mówiąc wszystkie zespoły przez niego prowadzone charakteryzowały się ogromną pracą w przyjęciu, obronie i asekuracji. Między innymi dlatego moim zdaniem naszą kadrę powinien prowadzić trener o podobnym doświadczeniu i umiejętnościach.
Bezwzględnie wygrał zespół lepszy taktycznie i technicznie. Zespół dobrze ustawiony, grający szybko, mający w repertuarze kilka schematów kończenia akcji, a także bardzo dobrze broniący.
Zespół,który przed Serbią się nie położy, a jeżeli w finałowym meczu zaskoczy mu blok i zagrywka...to czeka nas godny finał.
Nasze panie zagrają o brąz z zespołem Włoch, vice mistrzem świata. I chyba od formy psychicznej Włoszek będzie zależał wynik tego meczu. Jak prześpią swoją nieobecność w grze o złoto i czy z równą determinacją zawalczą o trzecie miejsce. A - dla nas? Mecz o bardzo duży sukces, ostatnie starcie ambicji, chęci, walki. Pierwsza czwórka Mistrzostw Europy dla tej młodej drużyny - już jest sukcesem. Do boju Polsko!
@ Senator:
No i wyszło na to, żem dupa, nie prorok
Z Twoimi słowami o determinacji, chęciach i głowie jak najbardziej się zgadzam. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeszcze dwie cholernie istotne kwestie. Otóż po pierwsze, jakoś tak się pięknie złożyło, że w kluczowych momentach nasi zawodnicy umieli wznosić się na wyżyny swoich umiejętności. Zobacz, mówiło się - i nie bez racji przecież - że zwłaszcza wobec olewki Gortata, problemów Karnowskiego i na dodatek kolejnego focha Lampego mamy potężną dziurę pod koszem. I co? Panie i panowie, profesor Bestia, aplauz poproszę! To jak ten chłopak się ustawiał, jak maksymalnie wykorzystywał i ciało, i głowę właśnie, to jest jakiś majstersztyk. Mówiło się też - i również nie wydawało się to bzdurne - że dokonana parę lat temu naturalizacja Slaughtera, sw. dr. urodzonego combo, tylko nieudolnie maskuje nasz problem na rozegraniu. Że zamiast uciekać się do oszustwa w majestacie prawa, powinniśmy promować młodych zdolnych. No i proszę, w meczu pieczętującym awans do ćwierćfinału (!!! - wciąż trudno mi w to uwierzyć) MŚ niekwestionowanym bohaterem zostaje młody zdolny Łukasz Koszarek. Tak, tenże sam, rocznik orwellowski, który to (Ł.K., nie rocznik
Po drugie - a ściśle z pierwszym związane - Mike Taylor. Jednym z głównych mierników pracy trenera jest to, czy wartość zespołu przekracza sumę wartości jego części składowych. No to tutaj chyba nie ma nawet o czym gadać, nie? Bądźmy szczerzy, my nie mamy zawodników na najlepszą ósemkę świata. Ba, na szesnastkę też nie mamy. Czy mamy na trzydziestkę dwójkę, można by polemizować, ale też niekoniecznie z pozytywnym skutkiem. Mamy natomiast, jak się okazuje, drużynę na czołową ósemkę świata. I to bez żadnych wątpliwości jest zasługa łysego, schrypniętego Amerykanina.
Dalej faktycznie może być już strasznie pod górkę. Przy czym ja już nie mam żadnych oczekiwań. I nie sądzę, aby ktokolwiek trzeźwo myślący mógł takowe posiadać. Mam po prostu nadzieję, że zarówno w meczu z Argentyną, jak i w ćwierćfinale chłopaki będą po prostu dobrze się bawić. Szczerze im tego życzę.
@ Zgred:
Jestem absolutnie ostatnim, który deprecjonowałby rolę głowy w sporcie (jakimkolwiek). Myślę jednak, że tę konkretną sytuację ociupinkę przeceniasz. No nie róbmy z tych Rosjan chłopców, co to w koszykówkę grać zaczęli kole kwietnia
Tym razem zwycięstwo z którąś z tych drużyn trzeba by rozpatrywać tylko i wyłącznie w kategorii cudu.
Chciałbym, naprawdę bardzo bym chciał choć w 1/4 tak czytać kosza jak Ty czytasz siatkę.
Pisałem już nic nie muszą. Tak głowa to podstawa właściwie w każdym działaniu człowieka. Akcja o której wspominasz będzie pokazywana we wszytkich tv świata
Zawsze staram się przemycić myśl, że w sporcie nie tylko drużynowym prócz umiejętności, wytrenowania, czy taktyk - liczy się też (bardzo) psychika...prościej ujmując głowa. Oczywiście to specyficzne odniesienie do zaistniałej/łych sytuacji np: w meczu...
Nie czytam koszykówki taj jak Ty, ale akcja w której Ponitka w padzie, ratując wychodzącą piłką za linię końcową - podaje ją na wysokości 50cm po szerokości boiska...i następuje rzut za 3 punkty,
jest w odbiorze takiego zdarzenia - ciosem psychologicznym. Jednych ciągnie do góry, innych ściąga w dół...
Przykładów z siatkówki mógłbym mnożyć, dlatego gdzieś z racji swoich doświadczeń wiem jakie znaczenie niosą takie udane akcje.
Ogrom! Strzał adrenaliny pomimo zmęczenia jest nieprawdopodobny z jednej strony. A z drugiej - myśl, nawet takie akcje "im" wychodzą wpływa negatywnie na przeciwnika.
To - co jeszcze rzuca mi się w oczy - ogromnie dobrze przygotowanie fizyczne tej grupy ludzi(!) Dogrywka z reprezentacją Chin przy wybitnym udziale sędziów, jak i mecze wcześniejsze, właściwie pieczętujemy czwartymi kwartami, gdy przeciwnikom brakuje werwy. Genialnie fizycznie przygotowana drużyna.
Musicie zobaczyć
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=10158008248999903&id=232172299902
Nie będę ściemniał rozumem nie ogarniałem zwycięstwa nad Rosją. Wiadomo po wygraniu trzech pierwszych meczów kibicowska dusza zaczynała wierzyć ale rozum studził zapędy.
Pokonaliśmy Rosję 79 :74 przegrywając pierwszą kwartę 16:22 drogą remisując 18:18, trzecią wygrywając 19:17, aby w czwartej dać koncert 26:17. Bez wątpienia najlepszy mecz reprezentacji na tych mistrzostwach. Kto by przypuszczał że będący u schyłku kariery wchodzący z ławki Łukasz Koszarek poprowadzi drużynę do zwycięstwa. Zresztą cała drużyna zasługuje na pochwałę. Skuteczny Aaron Cel koszykarz mający dwa obywatelstwa francuskie i nasze. Jak słusznie zauważa Zgred Mateusz Ponitka z kilkoma akcjami na miarę NBA. Tak myślę że sygnał do ataku i wiarę w końcowy sukces dała akcja która śmiało może zostać uznana za akcję turnieju z 9 minuty trzeciej kwarty. Wsad Cela i podanie, no wiadomo
Wygraliśmy bo byliśmy bardziej zdeterminowani, bardziej chcieliśmy i w kluczowych momentach nie traciliśmy głowy.
Można pisać Rosjanie bez gwiazd ( sam to robiłem) ale nie można umiejszać sukcesu jakim jest awans ( właściwe pewny) do ćwierćfinału po 52 latach nieobecności naszych koszykarzy na tej rangi imprezie. Brawo Polska, Brawo drużyna bo wygraliśmy właśnie dlatego że nią byliśmy.
Acha Iocosusie nie mam pojęcia
No Senatorze do opisu, na czym polegał „cios misericordią” jak usłyszałem w telewizyjnym komentarzu?
Ale Oni grają...(!) P O N I T K A
Ciebie nie sposób nie lubić...
Posłuchaj - są teraz w euforii czwórki ME, to dobrze, bardzo dobrze.
Pewne role się odwrócą i grać będą na innym terenie z buczącymi trybunami, w odwróconych realiach. Siła pewnych osiągnięć jest w sporcie ogromna, i tak dobry mecz, takie mecze generują następne ( przywołam święte 3-2 z Rosją na MŚ 2006 za Lozano)...i słowa Plińskiego po meczu.
Mam tu już pasty do butów szukać? Chwila, chwila @iocosusie, chwila. Życie pokazuje, że powtarzalność takich nie dzieje się z automatu, bo każdy następny niesie w wymiarze już swoją nową historię...ale te nowe historie potrafią zadziwiać jeszcze bardziej.
A czemu to tak zamieniasz pewne klimaty? Zdajesz sobie sprawę z trudów styczniowego turnieju kwalifikacyjnego? Znasz skład drużyn?
Turcja, Holandia, Belgia, Niemcy, Bułgaria, Chorwacja i Azerbejdżan i My a wchodzi jedna! Jedna. Ty sobie zmieniaj priorytety, one niech grają, niech grają siebie bo teraz one nic już nie muszą, a to co mogą zapisze je w historii. Mecz z Turcją będzie trudny, ale wynik ( moim zdaniem) jest otwarty. Presja na Turczynkach będzie duża, a nasze panie "idą efektem radości" wejścia do strefy medalowej. Dla prawie wszystkich ( oprócz Maj-Erwardt) będą to dwa mecze o wszystko co do tej pory mogły osiągnąć...i kto wie (?) gdzie je zaprowadzi wspomniany "efekt radości". Teraz mają swój czas, swoją chwilę, najważniejszą w swoich karierach.
Styczeń będzie za pięć miesięcy, więc zmartwienia i kalkulacje odłóżmy do zimy.
Pasty do butów kupować nie będę, ale (!) jeżeli przyjdzie mi się zachować - to i z zagranicy ściągnę
Chciałoby się powiedzieć, że @iocosus rośnie nam na miarę przyszłości siatkówki kobiecej, w nowych taktykach. Wszystko by się zgadzało, jakieś dwa lata wstecz z wejściem teraz w konkretne granie. Nie da się przestawiać zawodniczek jak w szachach...Mało Ci było przykładów z Kurkiem? Nie dotyka się prawideł...tak się nie da. Smarzek przy słabszym przyjęciu byłaby łupem zagrywających aż do jej "końca"...tragicznego końca.
"to mnie się marzy stabilna gra Natalii Mędrzyk albo Martyny Grajber na poziomie Doroty Świeniewicz. Póki co, jeszcze nie ten rozmiar kapelusza."
Z całą pewnością Dorota Świeniewicz grała doświadczeniem, wyszkoleniem. Mędrzyk tym turniejem pokazuje pełną wartość, dobrą, też w wielu wypadkach mądrą. A ...i tu jest mały( duży) problem...gdyż tajemnicą poliszynela jest wielki żal pani Grajber, że przestała być w szóstce, ale jeśli spojrzeć na poszczególne zmiany, konkretne, zadaniowe...to nie dość, że zagrywką gra na alibi to w ataku plasuje, oddając piłkę za siatkę pod dobre rozegranie...
Sama uroda nie wystarcza...w te klocki !
STYSIAK - NIEMCY 3:2 (22:25, 25:16, 25:19, 17:25, 15:11)
Cały czas po wczorajszych wydarzeniach w Arenie Łódź, którymi byliśmy świadkami zastanawiałem się jak je przedstawić w realnej ocenie. Odejdę zatem od wielkich tytułów prasowych, medialnych -ponieważ one w swej wymowie mają nieść masową radość i dozgonny heroizm naszej reprezentacji siatkarek. Niech niosą.
Chciałbym jednak w tym całym tumulcie spojrzeć trochę inaczej, lub (chyba lepiej to zabrzmi) ocenić ten mecz pod kątem założeń i ich realizacji.
#założenia
na pierwszy rzut oka było widać założenia naszego sztabu trenerskiego na kierunkowe zagrywki w kierunku niemieckiej libero (?)...co w uproszczeniu wyjaśnienia - dało Niemkom możliwość bardzo dobrych rozegrań pod atak, z każdych stref, ponieważ Denise Hanke miała bardzo dużą procentowo liczbę odbiorów ( perfekcyjnych, dobrych). Podkreślał to w komentarzach Jarosz...i trudno się z nim nie zgodzić. Pierwszy set wygrały Niemki przy dużym udziale - właśnie tego taktycznego błędu naszych trenerów.
#udział własny
Koronny atrybut dostała w swoje dłonie Magdalena Stysiak, która dostała dwie piłki na otwarcie spotkania ( inaczej niż zawsze, nie Smarzek jako pierwsza) i te pierwsze ataki skończone mocno w parkiecie pokazały jej wejście w mecz. Tu uwaga mała, w wielu meczach siatkarskich pojedynków liczy się pierwszy, drugi strzał...mocny, gruby przekazem, utrwalający swoją siłę. Czwarte metry jeszcze bardziej wznoszą adrenalinę, a u przeciwnika budzą respekt. Stysiak zaczęła z górnego C...
Dwa następne sety, po utracie pierwszego były pewnego rodzaju pokazem siły ataku naszej reprezentacji. Do świetnej gry Stysiak zaczęły dołączać atakami Smarzek i Mędrzyk, co ważne równie silnymi, mocnymi akcentami zdobywały punkty. Ogromna w tym zasługa naszych dwóch pań libero ( Stenzel i Maj- Erwardt), które podnosiły piłki z akcji na tyle, że Wołosz mogła uruchamiać skrzydła.
Dla kibica zwykłego (przepraszam) będzie zupełnie pominięty fakt kontuzji pierwszej rozgrywającej drużyny Niemiec. W ferworze kipiących emocji nie ma rozumienia - co to oznacza...Przy wypełnionej hali rozśpiewanych kibiców wchodzi na parkiet młoda druga rozgrywająca, której drżą nogi i ręce przed każdą piłką...Siła drużyny spada, powielają się błędy w rezultacie czego oddaje się punkty. Starych prawd siatkówki nikt nie zmieni...pod jednym warunkiem (!)
#Nawrocki
Jest dwa jeden w setach i idziemy po 3-1...
kilka wyrywkowych momentów: początek 4-1, 9-6,12-8, 13-12...czas Nawrocki( ok ), dalej 14-14, 14-15, 14-16, 15-17...i tu zaczyna się moim zdaniem bezczynność pana trenera. Nie rozumiem tendencji przypatrywania się kiedy widać spadek zaangażowania ! Czas jest wzięty przy 16-19 co woła o pomstę do nieba. Widok bezradności na ławce kiedy przeciwnik punktowo odjeżdża jest - porażający.
Tu kilka uwag, klasowi trenerzy siatkarscy widzą w grze pewne falowania, w wyniku tego/tych momentów zawsze ( ci dobrzy) reagują. Puszczenie kilku punktów na zasadzie "a, za chwilę" kosztuje sety! @iocosusie powiem Ci coś więcej, mam wrażenie ( oby błędne), że pan Nawrocki w takich ważnych momentach - "się zawiesza"...Wiesz co to znaczy, walczy sam ze sobą - tylko decyzji podjąć nie potrafi...! Wielokrotnie oglądając pracę światowych trenerów widzę momenty, w których reagują widząc psychologiczny spadek wartości swoich drużyn, nawet na wyrównanych rezultatach w setach. Innymi słowy, widzą i czują...kiedy zespół "siada" i ( uważaj co ważne) kiedy za chwilę nie będzie co zbierać...
Czekanie, puszczając na 16-19 jest rzuceniem białego ręcznika...bezradności. Jak się skończył ten set? My zdobyliśmy punktów 1...a Niemki punktów 6. Dajesz wiarę? Jak się przegrywa wygrane sety? Ano TAK !!! Boi się wykorzystywać czasy? Niech się uczy - ma zamiany, na zatrzymywanie dobrego grania przeciwnika są sposoby, prócz zmian są challenge. Teraz porównaj ten aspekt w wykonaniu Heynena
Dość!
# dlaczego wygrały
Oglądających kibiców mecz nie interesują statystyki, a one mówią dużo
Wyrównane tie- breaki mogą iść daleko, ale rozegrane siłą - pękają. Jeżeli w sensie piętnastu do zrobienia punktów, asami przestawiasz przeciwnika, to - on nie ma prawa się podnieść...
Choć ...i takie przypadki bywają.
#Magdalena Stysiak
Autorka sukcesu, młoda siatkarka, która wyszła na ten mecz, aby "zniszczyć przeciwnika"...no i
Rzuciła otwarcie rękawice i realizowała swoją walkę bez skrupułów w przyjęciu, na siatce w ataku oraz bezwzględnie na zagrywce. Swoją postawą pociągnęła drużynę, dając jej w najważniejszych momentach meczu poważne, bezkonkurencyjne punkty.
Ogromny talent, który pod technicznymi rękoma Włochów ma szansę na wielką karierę.
ps: Kiedy nie poddajesz głupot pokazały Włoszki, które podobnie przegrywały 0-1 z Rosją...
Włochy - Rosja 3 - 1 (25–27 25–22 27–25 25–21)
A i jeszcze jedno:
Ta muza "pancernych czterech z psem" i "klosa"
Słabe bardzo - beznadziejne!
"Edyta Kowalczyk (dziennikarka PS),
trener Nawrocki uścisnął tylko Magdę Stysiak i krzyknął "Madziaaaa!!!! Ja Cię następnym razem podniosę!!!!""
Teraz u nas Zgred się zastanawia, co tu na chłodno o "ulubionym" trenerze Nawrockim napisać?
Zgredzie ryzyko niewielkie, ponieważ na czempionacie o ile medal blisko, to chyba jednak jeszcze nie złoty, do awansu na Igrzyska daleko, ale wtedy przynajmniej na drodze nie staną Serbki lub Włoszki, osobiście zamieniam w półfinale porażkę z Turczynkami na wygraną z nimi w styczniowym turnieju kwalifikacyjnym.
Co jest nam potrzebne? Mamy dwie "strzelby", mamy wysoki mur bloku wzbudzający respekt, mamy jedną z najlepszych rozgrywających świata - strzela sobie nagie fotki z pucharem za mistrzostwo Italii ( https://gazetawroclawska.pl/joanna-wolosz-nago-z-pucharem-za-mistrzostwo-wloch-2019-zdjecia/ar/c2-14112297 ) teraz oby analogiczne dała sobie zrobić zdjęcie z medalem z Euro, już coś o tym w euforii po meczu z Włoszkami napomknęła. Mamy matkę Paulinę obrończynię ducha i wiary w drużynie z padawanem lub raczej z padawanką Marysią dwudziestolatką przed którą świat się otwiera. Mamy zazwyczaj bohaterki drugiego planu Natalię zazwyczaj najbardziej podczas meczu zapracowaną i Martynę dającą oddech gdy coś szwankuje w przyjęciu.
Czego zatem nam brak?
Jedna ze "strzelb" musi też i przyjmować, pojawiła się u mnie myśl wczoraj czy to aby nie Malwina ma większe ku temu predyspozycje, ale to nie znaczy żeby Magda pracę w przyjęciu już sobie odpuszczała. Nie wiem, ale może zamiast na dwie przyjmujące, trzeba się permanentnie ustawiać na cztery w tym z dwiema atakującymi i one muszą dawać radę. Ot, pytanie do ekspertów, na ile to może w systemie "na stałe" hulać?
Środek musi mieć "siłę i zdecydowanie" w ataku, tego trochę mi brak. Żeby "środek" hulał musi być przyjęcie i tu tak jak obecnie nastoletnia Stysiak już jest rozpatrywana jako następczyni Małgorzaty Glinki, to mnie się marzy stabilna gra Natalii Mędrzyk albo Martyny Grajber na poziomie Doroty Świeniewicz. Póki co, jeszcze nie ten rozmiar kapelusza.
No i kluczowe pytanie na koniec "czy mamy trenera"? Czy deklarujemy się do wypastowania mu butów?
Ale na dziś, tu i teraz, najważniejsze i obowiązujące hasło z twittera, ponownie za pośrednictwem Edyty Kowalczyk:
"Turcja.... Nie będę mówić jaki to rywal. Po prostu będziemy się nap******ać i wygramy" - mentosousta @MaliSmarzek #EuroVolley2019"