- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Alfabet 2013 - E, to nie zefir, a Efir
Przerwa zimowa w rozgrywkach, kilkutygodniowe zawieszenie butów na kołku, co za tym idzie w kibicowskim futbolowym zainteresowaniu – flauta. Alfabet miał być zefirkiem, dzięki któremu ci z nielicznych chcących ustawicznie żeglować mieli otrzymać możliwość retrospekcyjnej piłkarskiej małej bryzy.
Tymczasem wpierw huragan Berga rzucił kibicowską łajbę pod czarno-eLkową banderą na szerokie, oceaniczne wzburzone dyskusyjne wody, a następnie jesteśmy skazani na opływanie przylądka o zwodniczo spokojnej „miodoleśnej” nazwie, wokół którego jednak sztormowe emocje dociekań, nieprzewidywalne wiatry i szkwały pobudzenia nieustannie szaleją. Przychodzi pod pełnymi żaglami raz powzięte przedsięwzięcie spróbować kontynuować.
E - Efir
Gdy na myśl przychodzi, to pierwsze skojarzenie zapewne u dużej części kibiców - temu chłopakowi, to przede wszystkim maksymalne życzenia zdrowia.
Gdy Michał w necie ćwierka: „Kolana naoliwione, będzie piekło. Przygotowania do rundy czas zacząć!” To nie wiadomo, czy myśli, że będzie go piekło w kolanie, czy też raczej ma zamiar szatańskim sposobem zdobywania bramek, stworzyć piekło obrońcom i bramkarzom? (Po prawdzie, tego, że przedsezonowe przygotowania piłkarze traktują jako diabelski kierat, też wykluczyć nie można.)
Michał Efir: ”Myślę, że każdego sportowca denerwowałoby, gdyby był ciągle kontuzjowany. Niestety, w piłce nożnej zdarzają się takie rzeczy. Mnie każda kontuzja dawała pozytywnego kopa, starałem się szukać pozytywów. Czułem się coraz mocniejszy. Wiadomo, że chciałbym już grać w pierwszej drużynie, ale trzeba być cierpliwym. Jedyne, czego mi tak naprawdę szkoda, to czasu. (...) Przede wszystkim chciałbym być zdrowy. Nie jest to też mocno zależne ode mnie, ale wiem, że muszę wszystko zminimalizować - kontuzje itd. Chcę też w końcu grać, bo za tym tęsknię. Nie chcę tutaj zapowiadać, że strzelę kilkanaście bramek i po sezonie wyjadę już gdzieś na Zachód. To nie w moim stylu. Wolę się skupić na tym, co jest teraz.
A co, jeśli się przytrafi się kolejna kontuzja? Ma Pan jakiś plan B?
Kontuzje to część futbolu. Nie poddam się i będę walczył. Na pewno, gdyby coś się stało, znów czekałbym cierpliwie, rehabilitując się, ponieważ piłka nożna to całe moje życie. Zresztą na razie nic na to nie wskazuje. Na szczęście z kolanem wszystko jest już porządku, więc mam nadzieję, że moje problemy już się skończyły. (polskatimes.pl)
Pomijając zdrowotne fatum wiszące nad zawodnikiem, druga myśl, która przychodzi do głowy kibicowi piszącemu te słowa. Do kogo też potencjał Michała Efira by przyrównać, z kim z uznanej futbolowej talii sposobem gry najbardziej się kojarzy? Kibic jak to kibic, wodze fantazji popuścić potrafi, wolę być entuzjastą niż malkontentem (tylko mądrale powiedzą, że najlepiej być realistą), zatem gdyby kontuzje Michała już nie gnębiły, a swoje możliwości rozwinąłby w pełni, to nie tylko z racji podobnych warunków fizycznych, ale też z zachowań na boisku widziałbym go jako polskiego, nas onegdaj prześladującego „mściciela synów Albionu za remis na Wembley”, czyli tego pana:
Takiej kariery oprócz zdrówka Michałowi Efirowi życzę!
E – Ebebenge
Syn Polki i Kongijczyka, rodowity Warszawiak z Bródna – Dominik Ebebenge.
- Niektóre jego wizje są nawet zbyt ambitne i momentami trzeba go delikatnie hamować, ale jeśli dalej będzie szedł w takim kierunku i wciąż będzie się uczył, to ma szansę stać się znaną osobą w polskiej piłce - Jacek Magiera dla weszło.com.
- Wiesz, co mnie w nim ujmuje? Że jest niesamowicie ambitny, ale nie idzie do celu, rozpychając się łokciami. To osoba o bardziej europejskim niż „typowo polskim” usposobieniu, z którą przyjemnie rozmawia się i po wygranej, i po porażce, co nie jest tutaj regułą. Ma wszystko, by zajmować wysokie stanowisko nie tylko w Legii, ale w jakiejkolwiek korporacji – ocenia asystent Jana Urbana, Kibu Vicuna dla weszło.com.
Sam otwarcie nie chce tego przyznać, ale powoli wyrasta na prawą rękę prezesa Leśnodorskiego. – Tomasz Ćwiąkała z weszło.com
- Ja się pytam, kto odpowiada za skauting Legii w tej chwili? Jakiś dwudziestoparoletni czarnoskóry student z Bródna, który piłkę zna z PlayStation? No rzesz, nóż w kieszeni się otwiera. – Jacek Kazimierski dla futbol news.pl
Z dwóch Jacków zdecydowanie bardziej poważam opinie wypowiadane przez trenera Magierę aniżeli trenera Kazimierskiego, dla Dominika Ebebenge mam bardzo dużo sympatii i uznania, natomiast z tą pracą w skautingu to jednak jest jakaś zagwozdka. Byli piłkarze, bracia Żewłakowie, Kiełbowicz potrzebują aktywnego, dynamicznego organizatora, bo sami na przykład kwestiom logistycznym nie są w stanie sprostać (?), czy też pan Dominik ma faktycznie oglądać i opiniować piłkarzy, co mhm, wyglądałoby dosyć mimo wszystko dziwnie, wręcz mało poważnie. To pierwsze jakoś jest jeszcze do przyjęcia, to drugie wzbudza wątpliwości. Zdecydowanie wolę pana Dominika jako klubowego organizatora do zadań specjalnych, (Ebebenge dla Legia.net: "Jestem też współodpowiedzialny za wdrażanie do klubu nowych pomysłów, planów, niekoniecznie związanych z pierwszym zespołem Legii" – dla iocosusa super), a choćby i doradczą prawą rękę Leśnego również dużo szybciej zaakceptuję, niż żółtodzioba, z wiedzą kibicowską w funkcji skauta oceniającego zawodników. Pierwsze publiczne cenzurki wystawiane w domniemanej roli nie wróżą optymistycznie: „Helio Pinto to zawodnik, który ma przed sobą kilka ładnych lat kariery na wysokim poziomie, duże doświadczenie i odpowiednią mentalność do tego, aby od razu stanowić o sile zespołu.” (wywiad dla Legia.net z 18 lipca 2013) Charakterystyka może i słuszna, ale wniosek nietrafiony, mała nauczka dla Dominika. Jest nadzieja, że po paru latach oglądania piłkarzy nabędzie się doświadczenia pozwalającego funkcjonować w futbolu na zasadzie „oka” choćby i Radosława Osucha, ale dlaczego Legia miałaby służyć za poligon doświadczalny do takich celów.
Z powyższym filmikiem powiązana refleksja. Henninga Berga oprowadzają po Ł3, doświadczony, obyty w futbolu, wygadany, dobrze operujący angielskim, czego dowody dawał na konferencjach prasowych, Michał Żewłakow i żółtodziób Dominik Ebebenge. Na filmie w rolę gospodarza doskonale się wciela ten młodszy, a nie ten starszy, a przecież wydawało się, że mogłoby być odwrotnie.
22- letni Domink Ebebenge kompleksów nie posiada, ewidentny pozytywny dla niego dowód, do ról administracyjnych pasuje idealnie, ale piłkarzy wolałbym, żeby selekcjonował już tylko ten, co tajniki boiska i szatni poznawał przez kilkanaście lat na „international level”, a nie ten nieopierzony, który o futbolu wiedzę czerpał z prasy i telewizji. (Treningi na poziomie trampkarza nie upoważniają do pretendowania do specjalistycznej wiedzy na poziomie zawodowca.) Nie jest wykluczone, że mogą się uzupełniać, ale ten młodszy tylko w pryzmacie spraw organizacyjnych.
E – Ewa
Wszyscy wiedzą, że jesteś jedną z Ew,
Tych najmilszych i na medal.
Ale kto by zgadł, kto by nagle wpadł
Na mych uczuć tajny ślad.
Nikt na świecie nie wie,
Że się kocham w Ewie.
Nikt na świecie nie wie, nikt.
Tego nikt nie zgadnie,
Co mam w sercu na dnie -
Tylko ja mój sekret znam.
No i serce me złamała, zawód wielki dokonała, takim oto swym wyznaniem: „Jeśli chodzi zaś o ligę polską, to kibicuję Widzewowi Łódź i Lechowi Poznań.”
Ot, gówniara, ale nożny talent w sobie ma!
E – Ekstraklasa
Rok 2013 zapisze się w historii Ekstraklasy, albo jako przełomowy rozpoczynający cykl rozgrywek według nowego systemu, albo jako efemeryda, jedno, dwu, trzyletnia (?) po wycofaniu się z której nastąpi głębokie westchnienie ulgi.
Na ostateczne wnioski, oceny, jeszcze zdecydowanie za wcześnie, zatem może lepiej na naszą Ekstraklasę spojrzeć z przychylnym przymrużeniem oka?

Wybrzydzać, grymasić, naigrywać się, łatwo, ale przecież były zagrania, akcje, mecze, zasługujące na brawa i uznanie. Zatem prezentacja tych momentów, które okraszano między innymi komentarzem: „to jest liga hiszpańska w najlepszym wydaniu”. Oby wiosną i w kolejnych latach było ich jak najwięcej i to z wiodącym udziałem legionistów.
Alfabet 2013








"- Wiesz, co mnie w nim ujmuje? Że jest niesamowicie ambitny, ale nie idzie do celu, rozpychając się łokciami. To osoba o bardziej europejskim niż „typowo polskim” usposobieniu, z którą przyjemnie rozmawia się i po wygranej, i po porażce, co nie jest tutaj regułą. Ma wszystko, by zajmować wysokie stanowisko nie tylko w Legii, ale w jakiejkolwiek korporacji – ocenia asystent Jana Urbana, Kibu Vicuna dla weszło.com."
Czyli ambicję realizuje przez pozytywne działanie, nie szukając winnych po porażkach i stając na czele "oburzonych" ale szuka rozwiązań i stara się kreować rzeczywistość.
To w sumie bardzo korzystne cechy ale u nas "mogą się nie przyjąć".
Chyba że w Legii zbiorą się wyjątkowi ludzie, odmienni od średniej krajowej (środowisko futbolowe i media) i tacy którzy nie ulegną presji większości która ma własne zdanie na temat jak się powinno zachowywać i postępować.
Jego kulturę nazwą "cipowatością", brak łokci "słabością charakteru" a brak histerycznej reakcji po porażkach zinterpretują jako obojętność spowodowaną tym że ważniejsze jest "kręcenie lodów" co jest aksjomatem w ocenie ludzi wybijających się ponad przeciętność.
Tak więc, jak mówiłem, tylko skonsolidowany i odnoszący zespół(mam na myśli wszystkich, nie tylko piłkarzy a ich nawet w najmniejszym stopniu) Legii może być "twierdzą" w której ma szanse się uchować przed opiniami znawców, taki optymista i entuzjasta jak Dominik.
Co do jego roli w skautingu.
" Jest nadzieja, że po paru latach oglądania piłkarzy nabędzie się doświadczenia pozwalającego funkcjonować w futbolu na zasadzie „oka” choćby i Radosława Osucha, ale dlaczego Legia miałaby służyć za poligon doświadczalny do takich celów."
Z tego co czytałem to Dominik jest "hodowany" do pełnienia jednej z wiodących ról w Legii a sprawy związane z transferami są miejscem gdzie panuje największy "cień finansowy", decyzje nie są podejmowane zgodnie z jakąś niezmienną formułą, tylko zawsze element subiektywizmu ma duże znaczenie.
Dlatego uważam że ktoś kto w przyszłości ma mieć jeden z decydujących głosów w takich sprawach powinien "powąchać prochu". Wątpię żeby to on był dzisiaj liderem zespołu skautów w sensie merytorycznym ale musi być obecny przy rozmowach i ocenach żeby sobie przyswoić logikę tego działania.
Pewnie większość uczonych kolegów zgodzi się ze mną że szef jest jak dyrygent musi mieć wiedzę ogólną na każdy temat a szczegółowej na żaden, nie musi umieć grać na każdym instrumencie ale musi wiedzieć jak on brzmi, bo wtedy wyłapie każdy fałsz płynący od orkiestry i będzie mógł zareagować.
Tak więc ja upatruję w Dominiku działacza "nowego pokolenia" zdecydowanego ale kulturalnego, wiedzącego czego chce a nie spryciaża-kombinatora i podchodzącego do porażek racjonalnie i tak na nie reagując a nie poprzez publiczne wskazywanie winowajców z "linczem" na miejscu.
Nawet fakt że ma ciemny kolor skóry wysuwa Legię na czoło naszego "bagienka" w znaczeniu wizerunkowym, stanowi swojego rodzaju łącznik z cywilizowanym światem, bo pokazuje że w Legii decyzje (w tym dobór ludzi) odbywają się racjonalnie, na podstawie zdolności kandydatów.
Jeżeli kreatorzy nowej organizacji, są silni, świadomi wytyczonego kierunku i zdeterminowani do jego osiągnięcia, mają wizję jego realizacji, również doboru osób do tego niezbędnych, to pojęcie „twierdzy” jest im absolutnie zbędne, wręcz powinni roztaczać wizję przeciwstawną. Jeżeli tylko będą konsekwentni to groźba wpływu zewnętrznego negatywnego klimatu im nie grozi, natomiast idea otwartości jest im potrzebna. Zresztą Leśny stara się bardzo, żeby to właśnie realizować, szybciej spotka się z zarzutem zbytniej otwartości, nawet uległości wpływom grup kibicowskich niż tworzeniem „twierdzy”.
Co do skautingu, niech się przypatruje, „wącha proch”, ale o tym gdzie podłożyć dynamit i z jak długim lontem, niech decydują inni, bardziej doświadczeni saperzy. Szkoda, gdyby przyszły generał z potencjalną buławą w plecaku, wyleciał na pierwszej, lepszej, banalnie skonstruowanej minie.
" Urka zaoponowałbym tylko przy używaniu słowa „twierdza”"
Dalej piszesz jak rozumiesz kontekst w jakim użyłem tego słowa i dobrze rozumiesz. Ponieważ słowa są środkiem a przekaz celem, a Ty zrozumiałeś przekaz to myślę że spychanie dyskusji na płytkie wody sporu o słowo zamyka w zasadzie dyskusje a szkoda, bo temat zmiany mentalności zarządzających polskim futbolem ma duży potencjał.
Przy tym, zatrzymanie się na etapie wyjaśnienia, dla mnie jest już zupełnie wystarczające, u mnie nie ma pasji do przekonywania, że w danej kwestii mam niezbitą rację.
Zakładam że, zmiany mentalności zarządzających polskim futbolem, nie raz jeszcze będą wałkowane, zapewniam, że nie mam zamiaru droczyć się o poszczególne słowa, określenia, jeżeli ich użycie zaneguję to, żeby uściślić w ten sposób własny pogląd.
"zapewniam, że nie mam zamiaru droczyć się o poszczególne słowa, określenia, jeżeli ich użycie zaneguję to, żeby uściślić w ten sposób własny pogląd."
Jesteś jednym z nielicznych który czyta i stara się zrozumieć intencje interlokutora, co daje szanse na pouczającą rozmowę a w najgorszym wypadku miłą pogawędkę. Kilka razy wdałem się w dyskusję która polegała wyłącznie na "uściślaniu poglądów", było tu nużące i bezpłodne.
Dlatego w moim przekonaniu lepiej jest podążać za myślą niż "zahaczać się" na poszczególnych słowach nawet jeśli wydają się niewłaściwie dobrane, bo twórcze podążanie za myślą może dzięki zjawisku synergii umysłowej wzajemnie wzbogacić nasz światopogląd i poszerzyć horyzonty a "uściślanie" zawęzić obszar dyskusji do kropki lub przecinka.
Tak więc moim głównym spostrzeżeniem dotyczącym Dominika (traktuje go jako postać symbolizującą przemiany w Legii a nie tylko jako "byt" samodzielny) jest fakt że władzę w Legii przejmują ludzie ukształtowani w innej rzeczywistości niż "polskie piekło". Bez nich Dominik nigdy by nie wypłynął na szerokie wody z powodu cech jakie posiada. To dzięki temu że Leśnodorski i Mioduski zostali ukształtowani w dużym stopniu przez cywilizację anglosaską a więc pragmatyczność jest dominująca w ich myśleniu, Dominik mógł zaistnieć w Legii ponieważ dostrzegli w nim cechy cenione w zachodnim świecie efektywności i pragmatyczności.
Tak więc stosując pewną przesadę w porównaniu (czasami lubię) Legia może być Mojżeszem który wyprowadza naród futbolowy z "egipskiej niewoli" miałkości myślenia i ogólnego skundlenia obyczajów. Mamy szanse pokazać że odwaga (zamiast fanfaronady) i szerokość spojrzenia mogą nas wyzwolić z klatki prowincjonalnej ciasnoty umysłowej,wzajemnych intryg i patologicznej "chłopskiej" podejrzliwości która nakazuje w każdym widzieć kombinatora i we wszystkich działaniach spisek.
"Maruderzy i spiskowcy" oczywiście istnieją ale na nich jest sposób, "armia" musi przyspieszyć kroku, wyruszyć na nową "wojnę" wtedy rola spiskowców spada bo, nie mogą dotrzymać kroku maszerującym po nowe wyzwania i perspektywy.
Jeśli Legii (jako klubowi zarządzanemu przez Polaków) uda się zdobyć liderującą pozycję w Polsce i osiągać sukcesy w pucharach (regularna gra w grupach), to może to być kolejny przełom cywilizacyjny w naszym kraju, obalający kolejny mit że się "nie uda", "się nie przyjmie" i że "tylko kapitał zagraniczny".
Już w kilku obszarach ekonomicznych udowodniliśmy że jesteśmy w stanie konkurować z mocnymi przeciwnikami na rynku, trzeba łamać kolejne stereotypy.
Musimy wychodzić z "egipskiej niewoli" niewiary w siebie, śmiałe projekty dają ludziom energię i odwagę i trzeba tych ludzi hołubić i podtrzymywać na duchu dopóki nie okrzepną w wierze we własne siły.
Ale to małostkowe i obrzydliwe ujadanie, marudzenie i nawoływanie "nie wychodźcie z naszego chlewika, bo tam jest zły świat i zginiecie a my wszyscy ucierpimy" (pamiętacie Seksmisję?) trwa od początku przemian w Polsce i dotyczy każdej po kolei dziedziny życia. Bo ci ujadacze i "prorocy apokalipsy" (jeśli ktoś będzie chciał to mogę przypomnieć jakie klęski przewidywano dla Polski od początku przemian) wiedzą że poza "chlewikiem" ich umiejętności są nic nie warte i dlatego tak go bronią (jeśli słowo chlewik razi wstawcie dowolne które będzie pasowało do kontekstu wypowiedzi).
Zawężając obszar rozważań do futbolu mam na myśli całe tabuny działaczy klubowych związkowych, przyspawanych do nich dziennikarzy którzy już sobie umościli legowisko ze znajomości, rytuałów dworskich,słów opisujących wydarzenia. Oni wszyscy chociaż werbalnie nawołują do "naprawy" to są przeciwnikami zmian bo przeczuwają że te zmiany ich zmiotą albo zmuszą do wysiłku.
Więc jako puentę tego wywodu potraktuję wniosek że ambitny, sympatyczny i otwarty na idee płynące ze świata Dominik jest w pewnym sensie drogowskazem dla zmian w mentalności środowiska.
Na szczęście inne środowiska mają również swoich Walterów, Mioduskich, Leśnodorskich i Dominików dzięki czemu nasz kraj przestaje być skansenem zacofanie i kołtuństwa.
c.n.d.
Jeszcze kwestia „czytania bez zrozumienia” to następuje wielokrotnie, albo wręcz zawsze gdy emocje biorą górę, pobudzenie zaburza zdolność analizy. Szczerze powiedziawszy, na czarnej elce, w tej materii „kto bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”, niech będzie mi darowany pogląd, ale tu jednego sprawiedliwego i spokojnego, cierpliwego wśród nas nie widzę.
„ Legia może być Mojżeszem który wyprowadza naród futbolowy z "egipskiej niewoli" miałkości myślenia i ogólnego skundlenia obyczajów. Mamy szanse pokazać że odwaga (zamiast fanfaronady) i szerokość spojrzenia mogą nas wyzwolić z klatki prowincjonalnej ciasnoty umysłowej, wzajemnych intryg i patologicznej "chłopskiej" podejrzliwości która nakazuje w każdym widzieć kombinatora i we wszystkich działaniach spisek.”
Ze wszech miar chwalebne i pożądane, natomiast nie mogę się wypierać przynajmniej w połowie mej plebejskiej genealogii, w którymś tam zaprzeszłym pokoleniu i niestety jak niewierny Tomasz, żeby uwierzyć muszę zobaczyć, dotknąć. Same słowa i deklaracje mi nie wystarczą, nie oznacza to, że zakładam hochsztaplerkę, wręcz przeciwnie, idei „przeobrażeń” kibicuję, również tych mentalnych, równie ważnych jak organizacyjne, ale to tym bardziej wyostrza spojrzenie i nie oznacza, że na decyzje „nowej nadziei” będę patrzył bezrefleksyjnie, bezkrytycznie. Taka postawa, to byłby pierwszy krok do doświadczenia ewentualnego wewnętrznego zawodu, a to by moją „chłopską” podejrzliwość i nieufność na przyszłość ugruntowało już w bardzo silnym stopniu. Tego wolę uniknąć.
Niestety, muszę się zatrzymac w tym miejscu.
c.d.n.
"Same słowa i deklaracje mi nie wystarczą, nie oznacza to, że zakładam hochsztaplerkę, wręcz przeciwnie, idei „przeobrażeń” kibicuję, również tych mentalnych, równie ważnych jak organizacyjne, ale to tym bardziej wyostrza spojrzenie i nie oznacza, że na decyzje „nowej nadziei” będę patrzył bezrefleksyjnie, bezkrytycznie."
Kiedyś czytałem że są dowody naukowe na to że dziedziczymy genetycznie doświadczenia doznane w realnym życiu poprzednich pokoleń a więc reakcje lękowe albo ofensywne również
W tym kontekście słowo "chłopska" nieufność nie brzmi już tak niepoprawnie i ma uzasadnienie.
Ale nie na tym chciałem się koncentrować, najistotniejsze wydaje się to że w Legii działają ludzie praktycznie nie mający "złych" doświadczeń z czasów słusznie minionych i wchłonęli tej atmosfery niemocy a wręcz przeciwnie w dużej mierze były kształtowane przez "amerykański sen" gdzie wszystko jest do osiągnięcia i w ich działaniach widać tą energię.
Niepokoi mnie tylko jedna rzecz, żeby środowisko zamiast skupić się na tym żeby przychylnie wesprzeć ich w tym działaniu nie skupiło się na "pałowaniu" z byle powodu że nie tak mówią, że za optymistycznie albo zbyt asekurancko, że zarabiają za dużo itd. Wiesz o czym mówię, prawda?
Dlatego każda próba podważania sensu jakiegoś działania a priori budzi we mnie niepokój że mamy właśnie do czynienia z takim "pałowaniem".
Oczywiście bardzo trudno jest odróżnić "pałowanie" od troski o przyszłość, ja mam wypracowaną taką metodę odróżnienia;
"pałowanie" - to krytykowanie czegoś z zakładaniem najgorszych możliwych rezultatów i najgorszych intencji i kompetencji u pałowanego.
Troska i wątpliwości - to zastrzeżenia do działanie poparte wskazaniem źródeł tego niepokoju połączone ze wskazaniem alternatywy dla krytykowanych działań.
Ocena oczywiście uproszczona ale zawierająca racjonalne ziarno logiki.
Mam wrażenie że nasza dyskusja nie będzie pasjonująca bo w zasadzie się zgadzamy ze sobą z wyjątkiem może wrażeń "estetycznych" dotyczących słów ale ustaliliśmy że na nich nie będziemy się koncentrować.
Pozdrawiam
"Zaskakująca jest ta twoja pewność siebie po tym, jak sam się przejechałeś na polskim rynku.
Bo trenerzy, z którymi rozmawiałem to - za przeproszeniem - mało inteligentni ignoranci, którzy nie myśleli o przyszłości swoich klubów. Prawdziwa piłka to Porto, które kupuje za 5, a sprzedaje za 20. Kupujesz tanio, korzystając z zewnętrznej pomocy, sprzedajesz drogo. W przeciwnym razie - nie wytrzymasz kryzysu i wypadniesz z gry. Dlaczego wszyscy przyjeżdżają do Polski? Bo to środek Europy. Z jednej strony Niemcy, z drugiej Ukraina i Rosja, na meczach pojawiają się Francuzi, Hiszpanie i Włosi, a jakości i tak brakuje. Inteligentny inwestor po trzech latach może osiągnąć tu sukces. Ale trzeba stworzyć normalną, zdrową strukturę, w której centralną postacią jest piłkarz. Chodzi o tworzenie produktu i zapewnienie mu wszystkiego, czego potrzebuje do rozwoju. "
Urka, wydaje mi się, że na przykład mówisz o tytule artykułu z WP „Szykuje się wyprzedaż Legii?” wyciągającym „sentencje” z wywiadu Mioduskiego dla PS. „Troska i wątpliwości” czy „pałowanie”? Jak dla mnie odpowiedź brzmi – „klikalność”, ale ją skuteczniej realizuje się przez to drugie niż to pierwsze i tego raczej się nie powstrzyma.
W „Na aucie” jak widać z wypowiedzi odnośnie tego wywiadu, „pałowaniu” jednak nie ulegamy. Zatem wypowiadającym się na c-L przypiszę troskę, jako motyw wyrażanych wątpliwości lub krytyki, tak dla poprawy naszego na stronie ogólnego samopoczucia.
Mam też indywidualną satysfakcję, bo i genealogia z obecnym właścicielem Legii po Harvardzie jest być może wspólna, również nie kryje obaw, że przedsięwzięcie jest mimo wszystko ryzykowne. Przyznaję, że na mnie jako kibica zdecydowanie lepiej oddziałuje jednak taki wywiad, aniżeli „marketing” z inaugurującej konferencji. Przyjmuję, że nie byłem targetem tamtego wizerunkowego PR-u.
Urka już raz, nie tak dawno temu, przypisałem zbieżność poglądową Tobie i Wallesowi, wywiązanej ówcześnie „pasjonującej” dyskusji, lepiej chyba jednak faktycznie unikać. Mimo wszystko mam nadzieję, że inspiracje do popitolenia w poszukiwaniu wzajemnego zrozumienia będziemy odnajdywać. Również pozdrawiam.