Wczoraj na Ł3, reprezentacja polski zmierzyła się z rówieśnikami z dalekiej Turcji. Nasi młodzi piłkarze odnieśli niewątpliwy sukces, pokonując renomowanych gości, jednocześnie robiąc duży krok w kierunku awansu do turnieju głównego. Europejskiego Championatu, w trakcie którego można zapewnić sobie awans na igrzyska olimpijskie, a tego pragną wszyscy związani z tym zespołem.
Ten moment musiał kiedyś nadejść. Legia poniosła pierwszą porażkę w bieżącym sezonie. Pokonał nas Ruch Chorzów, który spisywał się niezbyt dobrze w trzech poprzednich kolejkach Ekstraklasy, jednak z Legią zagrał nadspodziewanie solidnie i szczęśliwie. Jedyną bramkę dla naszego zespołu zdobył Marek Saganowski.
Europejskie rozgrywki nie dają nam wytchnienia, jedynie we wtorek nic się nie dzieje, a tak kopią i kopią, że też im się nie znudzi. A nie, zaraz, niektórym już się znudziło. No cóż, ileż można się męczyć w systemie czwartek – niedziela. Nie wiem, może do tego, aby grać w Europie potrzebny jest „wojskowy” mir? W każdym razie to właśnie kluby z wojskowymi korzeniami będą nas cieszyć dalszą swoją grą w pucharach.
To był niesłychanie nerwowy wieczór na Łazienkowskiej. W twardym boju, w którym nikt nie zamierzał popełnić błędu, o awansie Legii bądź Molde do IV rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów z pewnością zadecydowałaby jedna, jedyna bramka - gdyby tylko padła. Nic takiego jednak nie nastąpiło, co wobec wyniku pierwszego meczu, stanowiło dla nas okoliczność szczęśliwą i pożądaną. Legia gra dalej!
Kolejne, trzecie z rzędu wysokie zwycięstwo odniosła Legia w rozgrywkach Ekstraklasy. Tym razem ofiarą skuteczności naszej drużyny padło Podbeskidzie Bielsko-Biała. Podopieczni Czesława Michniewicza stracili cztery bramki, z których dwie zdobyli zawodnicy, którzy dołączyli do Legii w letnim okienku transferowym - Helio Pinto i Henrik Ojamaa.
Kolejne „eurostarcia” już za nami. Nie minęły jeszcze echa środowo-czwartkowych spotkań, a tu wkracza nasza ukochana (bo nasza) liga. Może nie tak wyniosła jak europejski powiew, ale nie mniej interesująca. Warto się nad nią pochylić, sprawdzić co wykombinują nasze radosne pierdoły nasi doskonale przygotowani, profesjonalni piłkarze. A okazji do tego będą mieli bez liku. No dobra osiem, ale za to jakich!
Legia wraca do Warszawy z dobrym wynikiem osiągniętym na stadionie mistrza Norwegii. Remis 1:1 oznacza, że bardzo poważnie liczymy się w walce o awans do kolejnej rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów. Cenną bramkę dla naszej drużyny zdobył Wladimer Dwaliszwili. Optymizm studzi jednak gra zaprezentowana przez Legię. Aby przejść Molde, w rewanżu trzeba będzie zagrać zdecydowanie lepiej.
Legia narzuciła bardzo mocne tempo od pierwszych kopnięć piłki w sezonie 2013/14. Drugi ligowy mecz, drugie wysokie zwycięstwo, pewna pozycja lidera ligowej tabeli. Pogoń Szczecin usiłowała stawić nam opór, lecz bramki zdobyte przez Ivicę Vrdoljaka, Miroslava Radovicia i Wladimera Dwaliszwilego nie pozostawiły żadnych wątpliwości co do tego, która drużyna była w Szczecinie lepsza.
Zanim żeśmy się obejrzeli, a już mamy zabitych. Pierwszym przegranym tego sezonu zostaje... Piast Gliwice. Fakt, łatwego przeciwnika „Piastunki” nie miały, jednak faktem również jest, ze poległy bez jakiejś wielkiej, walnej bitwy. Ot dwie potyczki i obie wygrane przez azerskich harcowników. Kolejne porażki już w lidze, a ta wcale nie czeka. Ledwie skończyła się pierwsza, a już mamy drugą kolejkę Ekstraklasy.
Legia postawiła przysłowiową 'kropkę nad i', pokonując walijski zespół The New Saints w rewanżowym meczu drugiej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Nasz awans nie był zagrożony nawet przez minutę środowego pojedynku, chociaż styl w jakim odprawiliśmy ambitnych gości, ponownie nie zachwycił. Jedyną bramkę dla Legii zdobył Wladimer Dwaliszwili.
Efektowny start zaliczyła Legia w rozpoczętym sezonie Ekstraklasy. Widzew Łódź, który w pierwszej kolejce przyjechał na Łazienkowską, nie miał najmniejszych szans na wywiezienie z Warszawy choćby jednego punktu. Wynik 5:1 mówi sam za siebie. Sobotni debiut w Ekstraklasie z pewnością zapamięta Patryk Mikita, który zaliczył dwie asysty oraz zdobył swojego pierwszego gola w barwach Legii.
Było tak dobrze, spokój, cisza, wakacje. Aż tu nagle koniec laby, na trybuny marsz. Liga wraca w pełnej krasie. Znów nasi, Wasi, Ich ulubieńcy staną naprzeciw siebie, znów będziemy wierzyć w kolejne zwycięstwa, znów rozpłaczemy się po porażkach. Co począć, kibic nie wybiera, nie odleci przecież wraz z bocianami, dzielnie zostanie na posterunku, z całych sił ściskając kciuki. Sezon 2013/2014 uważam za otwarty.
Pierwszy krok za nami. Rozegrany w walijskim Wrexham mecz z drużyną The New Saints zakończył sie naszym zwycięstwem 3:1. Awans do trzeciej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów jest w tej sytuacji pewny, choć Legia swoją postawą raczej nikogo nie zachwyciła. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:1, losy spotkania rozstrzygając dopiero po przerwie, kiedy na boisku pojawili się Dominik Furman i Michał Kucharczyk.
Pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni turniej Generali Deyna Cup dobiegł końca. Gospodarze, zupełnie nie po gospodarsku nie pozostawili swoim rywalom żadnych złudzeń. Wczoraj w dorosłym meczu legioniści pokonali Partizana, dziś w meczu „dzieciaków” odprawili z kwitkiem młodzieżówkę Fluminense. A trzeba przyznać, że 2: 0 to chyba najmniejszy wymiar kary dla gości z Brazylii.
Wyjątkowo szybko mija w tym roku letnia przerwa między rozgrywkami. Legię, którą do pierwszego meczu o stawkę dzieli już tylko dziesięć dni, mogliśmy oglądać wczoraj w starciu z wymagającym przeciwnikiem, zespołem Partizana Belgrad.
Wielkimi krokami zbliża się kolejny sezon. Piłkarski rok, który w założeniu zarówno włodarzy jak i kibiców stołecznej jedenastki ma należeć do zespołu Jana Urbana. Ale zanim nasza Legia przystąpi do udanych, miejmy nadzieje wojaży po Europie, będziemy mogli podziwiać jej nowe wcielenie z trybun na Łazienkowskiej 3. Bo to właśnie na Pepsi Arenie odbędzie się turniej towarzyski Generali Deyna Cup. Z udziałem zespołów z Brazyli, Austrii i Serbii.
W rytmie kolejnych meczów kontrolnych będą upływać dni dzielące nas od pierwszych oficjalnych kopnięć piłki w nowym sezonie. Pierwszy 'austriacki' sparing już za nami, w nim Legia zremisowala 1:1 z niedawnym potentatem, w zeszłym sezonie jednak zaledwie średniakiem ligi słowackiej, MŠK Žiliną.
Ostatni akord sezonu 2012/13 za nami. Sezonu wyczerpującego, nerwowego, ale jakże w ostatecznym rozrachunku dla nas szczęśliwego. Do pucharu dorzuciliśmy mistrzostwo Polski, a w kończącej sezon niedzielnej kolejce ligowej znokautowaliśmy ustępującego mistrza kraju, drużynę Śląska Wrocław. Wynik 5:0 mówi sam za siebie.
„To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy mistrzami, możemy iść”. Tak zapewne widzą tą kolejkę kibice Legii Warszawa, dla nich jest ona zwieńczeniem trudów całego sezonu. Jednak nie samymi kibicami stołecznej drużyny liga stoi, na kilku stadionach Ekstraklasy, w tej ostatniej kolejce naprawdę będzie bardzo ciekawie. Wciąż nie wiadomo, kto spadnie, wciąż nieznany jest pełny skład podium. Dopiero ta ostatnia runda rozgrywek przeniesie nam ostateczne rozstrzygnięcia.
W przedostatniej kolejce bieżącego sezonu Legia zremisowała w Chorzowie z walczącym o utrzymanie Ruchem. Remis, jak się okazało, przedłużył ekstraklasowy byt Ruchu, można zatem śmiało uznać go za sukces gospodarzy. Jeżeli chodzi o nasz zespół należy z kronikarskiego obowiązku odnotować, że... mecz się odbył.